Wspomnienie dziecka
(wspomnienie o Józefie Prowerze)

Józef ProwerJako dziecko regularnie uczęszczałem do Zboru z rodzicami. Pamiętam te wspaniałe szkółki niedzielne z flanolagrafami i ciocie, które opowiadały fascynujące historie biblijne.

W czasach mojego dzieciństwa w naszym Zborze był wujek, który zawsze wyróżniał się swoją niezwykłością. Na przykład przy każdej pieśni śpiewanej ze Śpiewnika Pielgrzyma grał na skrzypcach. Ten fakt to może nic niezwykłego gdyby nie to, że czasami gdy pieśń była śpiewana nienajlepiej, przerywał granie i zaczynał osobiście prowadzić śpiew, dyrygując i zachęcając do śpiewu.

Pamiętam też, że czasami gdy przyjeżdżał jakiś kaznodzieja z zagranicy to ten wujek go tłumaczył, gdyż znał dobrze język angielski, niemiecki i francuski. Nie było to jednak zwykłe tłumaczenie na j. polski. Wkładał on tak wiele energii w to co robił, że zwykle to co tłumaczył na nasz język było o wiele dłuższe w przekazie niż to co można było słyszeć w oryginale.

Jako dziecko uczęszczałem na lekcje j. angielskiego, które prowadził w domu. W latach 70-tych nauka j. anielskiego była dość niepopularna, ale spędzony tam czas okazał się wielce pomocny dla mnie nawet dzisiaj. Pamiętam, że kiedy wchodziło się do niego do domu miał w przedpokoju mnóstwo regałów z książkami. On kochał książki i zachęcał do ich czytania wielu ludzi. Potrafił zaszczepić w ludziach i m.in. we mnie miłość do książek . Sam mnóstwo czytał i co więcej wiele tłumaczył z języków obcych. W tym okresie zostało wydanych kilkadziesiąt książek. Był to okres wydania największej ilości książek chrześcijańskich w powojennej Polsce. Owoce tych wydawnictw zbieramy do dziś. Bo któż nie pamięta /informacja dla wszystkich po 30-tym, roku życia/ wspaniałych "Szkiców Biblijnych" czy serii książek "Poznaj Biblię", czy wspaniałe książkę "W poszukiwaniu prawdziwego szczęścia" i "Duchowe przebudzenie". Można wymieniać ich wiele. Najciekawsza dla mnie w tym okresie była seria 4 książek dla dzieci wydana przez wujka pod wspólnym tytułem :"365 dni na rok" a w tym : " Biblia w obrazkach dla małych oczu", "Codzienne chleb dla chłopców i dziewcząt", "Rozmyślania" i "Tajemnica dzikiego boru". Do dziś te książki są wydawane i wznawiane, ale niestety widnieją tam już inne nazwiska na stronie redakcyjnej... Najciekawsza dla mnie była Biblia w obrazkach. Przepiękne obrazki historii biblijnych sprawiły, że można było autentycznie przeżywać to, co działo się na kartach Biblii. Proszę się temu nie dziwić, bo była to jedyna książka wydana tak pięknie w tych czasach, a klisze do wydania tej książki nasz wujek przywiózł aż ze Stanów Zjednoczonych.

Wielu ludzi, a nawet ludzi wierzących uważało wujka za dziwaka. On robił rzeczy szczególne, niezwykłe, wyjątkowe. Na przykład pomimo swego wykształcenia nigdy nie unikał pracy fizycznej, jak roznoszenia mleka, zbijania drewnianych skrzyń itd., pomimo, że miał propozycje pracy na wysokich stanowiskach również zagranicą.

On kochał ludzi i miał dla nich czas. Jego dom był otwarty dla różnych osób. Pojawiali się u niego różni ludzi, zwykle tacy, których inni odrzucali, czasami ludzie prości. Bywali też ludzie znani, tacy jak np. George Verwer /do dziś mówi, że nasz wujek wywarł największy wpływ na jego życie/, czy Corrie ten Boom. On miał czas dla nich wszystkich. Byli to często ludzie z różnych denominacji, bo on nie zamykał swego serca i myślenia tylko dla jakieś jednej wybranej grupy.

On kochał też dzieci, a oto i historia z tym związana. Miałem wtedy może 10 lub 11 lat, kiedy przyjechał do naszego domu.

Wszyscy na niego czekali, gdyż w naszym rodzinnym domu przebywali goście ze Szkocji, którzy mieli usługiwać w różnych Zborach. Pamiętam gdy trochę spóźniony dotarł do naszego domu i przywitał się z wszystkimi.

W jakiś sposób dowiedział się, że jestem chory /zwykła grypa/ i wtedy przeprosił wszystkich gości i poszedł do pokoju na piętrze by trochę pogadać i pocieszyć mnie. Było to niezwykłe; rozpromieniony uśmiech wujka pozostał do dziś. Nie mogłem zrozumieć jak znalazł dla mnie czas.

Parę lat późnej a miało to miejsce 11 lipca 1976 r nagle ten wujek zmarł na zawał serca. Miał 59 lat. Stało się to tak nagle i nikt się tego nie spodziewał. Na pogrzebie były tłumy ludzi.

Pozostawił po sobie niezatarte wspomnienie człowieka - człowieka autentycznej wiary. Był człowiekiem, który "płonął" dla Boga jasnym i wyraźnym światłem.

Kiedy umarł, nie mogłem tego zrozumieć jako dziecko, co więcej nawet dorosłym było to trudno zrozumieć.

Po latach przeczytałem wielkie słowa Basilei Schlink: "Nie ważne, czy rozumiesz do końca wolę Boga, ale czy naprawdę GO KOCHASZ i UFASZ MU mimo, że go nie rozumiesz".

Wujek o którym mowa nazywał się Józef Prower, a działo się to w Bielsku-Białej.

Tak więc bracia "Pamiętajcie na wodzów Waszych, którzy Wam głosili Słowo Boże, a rozpatrując koniec ich życia, naśladujcie wiarę ich" /Hebr.17,7/

Wielki misjonarz Indii Sadhu Sundar Singh powiedział : "Lepiej jest żyć krótko, spalać się szybko i świecić niż żyć długo tląc się powoli i kopcić". Myślę, że było to prawdą, jeśli chodzi o życie wujka. Niech nasze serca zapalą się dla naszego Boga...

p.





Chciał(a)bym przesłać ten artykuł pocztą elektroniczną na adres:

Moje imię i nazwisko:



Wersja HTML Copyright (C) 2000 by Czytelnia Chrześcijanina