Zarys dziejów Chrześcijaństwa
(do Lutra)



Okres starożytny
1. Jezus Chrystus, Zbawiciel świata i Głowa Kościoła chrześcijańskiego.
2. Apostoł Piotr
3. Apostoł Paweł.
Pierwsza podróż misyjna (45 - 48)
Druga podróż misyjna (51-54)
Trzecia podróż misyjna (56-59)
4. Apostoł Jan - ewangelista.
5. Apostoł Jakub Sprawiedliwy.
6. Cesarz Neron i Tytus.
7. Męczennicy Kościoła Chrześcijańskiego, Apostolscy Ojcowie Kościoła Ignacy i Polikarp.
8. Męczennik Justyn i męczennicy Lugduńscy.
9. Cesarz Septymjusz Sewer i męczennica Perpetua.
10. Prześladowania za Decjusza i Walerjana. Orygines z Aleksandrii.
11. Biskup Cyprjan z Kartaginy.
12. Męczennicy za panowania Djoklecjana i Galerjusza.
13. Cesarz Konstantyn Wielki.
14. Juljan Apostata czyli Odstępca.
15. Arjusz i Atanazy
16. Jan Chryzostom, biskup i patrjarcha Konstantynopolitański.
17. Ambroży, biskup Mediolanu.
18. Aureliusz Augustyn i Hieronim.
19. Antoni, Wielki Pustelnik.
20. Opat Benedykt z Nursji, patrjarcha zakonników Zachodu.
21. Leon I Wielki i Grzegorz I Wielki.
22. Bonifacy, apostoł Niemców
Okres średniowieczny
23. Karol Wielki i Ansgary, apostoł Północy
24. Cyryl i Metody, apostołowie Słowian
25. Mieszko I i Bolesław Chrobry. Wprowadzenie chrześcijaństwa do Polski
26. Papież Grzegorz VII i cesarz Henryk IV
27. Papież Innocenty III
28. Mahomet
29. Pustelnik Piotr z Amiens i Gotfryd de Bouillon, obrońca grobu Chrystusowego, wyprawy krzyżowe
30. Bernard z Clairvaux
31. Franciszek z Asyżu. Młodość, życie światowe i nawrócenie.
32. Franciszek ewangelista i misjonarz
33. Stygmaty Franciszka, hymn do słońca i lata ostatnie
34. Dominik, założyciel zakonu kaznodziejskiego.
35. Tomasz z Akwinu i Tomasz a Kempis
36. Piotr Waldus, Albigensi i Inkwizycja
37. Jan Wiklef
38. Jan Hus i Hieronim z Pragi
39. Hieronim Savonarola i Jan Wessel
Okres nowożytny
40. Doktor Marcin Luter, pierwszy wielki reformator XVI wieku. Lata dzieciństwa i młodości.
41. Luter - mnich i profesor.
42. Marcin Luter - Reformator (1517).
43. Marcin Luter i profesor dr Jan Eck.
44. Marcin Luter na sejmie w Wormacji (1521)
45. Marcin Luter w Wartburgu.
46. Powrót Marcina Lutra do Wittenbergii






Okres starożytny

1. Jezus Chrystus, Zbawiciel świata i Głowa Kościoła chrześcijańskiego.

Założycielem Kościoła chrześcijańskiego i jego Głową jest Chrystus Pan, prawdziwy Bóg i prawdziwy człowiek. O życiu Pana naszego Jezusa Chrystusa opowiadają nam szczegółowo ewangelie. Pan nasz Jezus Chrystus narodził się za panowania cesarza Augusta i króla Heroda Wielkiego w miasteczku Betlejem, niedaleko Jerozolimy. Młode lata spędził w Nazarecie w Galilei razem z matką Swoją, Marią, poślubioną Józefowi. Życie Pana Jezusa dzieli się na dwie części nierówne. Znacznie większą część obejmuje ukryte Jego życie młodociane, mniejszą publiczne jego nauczanie i działalność.

Przed Panem Jezusem Chrystusem nauczał jako ostatni z proroków, Jego poprzednik Jan Chrzciciel. Żyjąc w najściślejszej wstrzemięźliwości, karcił on w swych kazaniach szerzące się występki, nawoływał do upamiętania się i chrzcił pokutujących wodą Jordanu. Do niego przybył Jezus nad Jordan, ażeby się ochrzcić. Tu Jan Chrzciciel wskazał po raz pierwszy na Jezusa, jako na Baranka Bożego, który gładzi grzech świata (Ew. Jana 1,29), i oświadczył, że powaga i moc Jezusa wzrastać będzie stale, zmniejszać się zaś będzie jego własna. Tak się też i stało. Jan Chrzciciel został wskutek podszeptów przewrotnej Herodiady stracony w więzieniu (Ew. Marka 6,17).

Jezus Chrystus w trzydziestym roku życia po swym chrzcie udał się na pustynię, gdzie Go, jako drugiego Adama kusił szatan, i rozpoczął swą działalność publiczną. Pouczał ludzi o królestwie Bożym, a pierwsze Jego kazanie brzmiało: „Upamiętajcie się, albowiem przybliżyło się królestwo niebieskie”. (Mat. 4,17). Naukę swą potwierdzał znakami i cudami, głodnych karmił, chorych uzdrawiał, umarłych wskrzeszał. Powołał dwunastu apostołów, którzy byli przy Nim; ale miał też i licznych wrogów. Lud żydowski, przejęty fałszywymi zasadami polityczno-religijnymi, nie uznał w Nim zapowiedzianego przez proroków Mesjasza. Faryzeusze i saduceusze, arcykapłani Annasz i Kaifasz skazali Go na śmierć za rzekome bluźnierstwo, iż nazywał siebie synem Bożym, a ówczesny starosta Piłat Poncki wyrok zatwierdził. Pan Jezus został ukrzyżowany na Golgocie w pobliżu Jerozolimy.

Dnia trzeciego po śmierci zmartwychwstał; przez czterdzieści dni wielokrotnie ukazywał się uczniom swoim, przypominał im dawne nauki, obiecał im zesłanie i pomoc Ducha Świętego, rozkazał im pójść na wszystek świat, głosić ewangelię i chrzcić narody w imię Boga Ojca, Syna i Ducha Świętego, wreszcie wobec uczniów wstąpił do nieba.

W dziesięć dni po Wniebowstąpieniu spełniła się obietnica Chrystusa Pana i Duch Święty w postaci ognistych języków zstąpił na apostołów i umocnił ich w wierze.

Za jego natchnieniem natychmiast przemawiają apostołowie do wszystkich narodów zgromadzonych na święta w Jerozolimie i wszyscy ich rozumieją. Trzy tysiące ludzi przejętych tym cudem, wzruszonych natchnionemu słowami apostołów, a szczególniej przemówieniem apostoła Piotra, nawróciło się do wiary w Chrystusa ukrzyżowanego i zmartwychwstałego i chrzest święty przyjęło. Pod wieczór tegoż dnia, wskutek cudownego uzdrowienia chromego i drugiego kazania Piotra nawróciło się jeszcze około pięć tysięcy żydów (Dzieje Ap. 5, 2-4).

Dzień przeto Zesłania Ducha Świętego, w którym apostołowie otrzymali pełnię darów Bożych, stanowi początek Kościoła chrześcijańskiego.

O życiu pierwszych chrześcijan czytamy w Dziejach Apostolskich (r. 2 w. 42), że trwali oni w nauce apostolskiej, i w społeczności i w łamaniu chleba i w modlitwach.

Zwykłem miejscem zebrań pierwszych chrześcijan były domy prywatne, tam gromadzili się oni na nabożeństwa, na wspólne modlitwy, na wspólną Wieczerzę Pańską połączoną ze wspólnym spożywaniem pokarmów, agapami1.1 zwanych. Ale i świątynia Jerozolimska nie przestała być dla apostołów i pierwszych chrześcijan miejscem modlitwy.

Miłość gorąca i prawdziwa znamionowała pierwszych chrześcijan. Nie poprzestając na tym, że przy agapach ubożsi otrzymywali pożywienie, przynoszone przez bogatszych, chrześcijanie Jerozolimscy postanowili, aby każdy, sprzedawszy zbyteczne i niekonieczne do utrzymania majętności, mógł zyskanymi stąd pieniędzmi wspierać ubogich. Pobudką tego szlachetnego czynu była miłość, a że miłość ta panowała z równą siłą we wszystkich sercach, wszyscy się na jedno zgodzili. Miłość ta była wypływem gorącej i żywej wiary w Chrystusa. Gdzie wiara, tam i miłość. Skąpstwem, chciwością i zazdrością brzydzili się pierwsi chrześcijanie, a kiedy pewien mąż imieniem Ananiasz z żoną swoją Safirą sprzedali część swej roli i z otrzymanych z niej pieniędzy część skrycie schowali dla siebie, spotkała ich kara sroga, bo jednego dnia nagle umarli.

Ponieważ apostołowie nie mogli podołać w niesieniu pomocy wszystkim ubogim, gdyż czas swój poświęcali przeważnie na opowiadanie ewangelii, wybrali pierwsi chrześcijanie do pomocy apostołom siedmiu diakonów. Obowiązkiem ich było rozdawanie jałmużny, pielęgnowanie ubogich i chorych, czuwanie nad wdowami i sierotami, mogli oni również opowiadać Słowo Boże2.1 .

Najgorliwszym i najznakomitszym diakonem był Szczepan.

Słowo, które opowiadali apostołowie i diakoni wywierało podwójny skutek; dla jednych stało się źródłem życia i odrodzenia duchowego, dla drugich przyczyną śmierci wiecznej. Chętni słuchacze przychodzili do apostołów, żądali chrztu świętego i otrzymali go, a Kościół chrześcijański rósł z dnia na dzień co do liczby, a zarazem w wierze i w miłości. Szczególnie skutecznie opowiadał ewangelię o Chrystusie diakon Szczepan. Nie podobało się to Żydom, a głównie kapłanom żydowskim. Rozpoczęły się prześladowania chrześcijan, a pierwszą ofiarą stał się Szczepan. Oskarżali go przed Radą żydowską o bluźnierstwo przeciwko Mojżeszowi i Bogu i w końcu kamienowano. Ostatnie jego słowa były: „Panie, nie poczytaj im tego za grzech".

Szczepan stał się pierwszym męczennikiem Kościoła chrześcijańskiego, bo on pierwszy poniósł śmierć dla imienia Jezusowego2.2 .

Śmierć Szczepana nie przestraszyła wyznawców Ukrzyżowanego, owszem stała się jakby bujnym zasiewem, a zasiew ten rósł pośród łez i prześladowań. W ślad za śmiercią Szczepana wszczęło się wielkie prześladowanie chrześcijan w Jerozolimie, którzy się wskutek tego rozproszyli po całej ziemi Judzkiej i Samarii i stali się opowiadaczami słowa Bożego po za ziemią Kananejską. I tak w krótkim czasie w Antiochii w Syrii2.3 powstała gmina złożona przeważnie z nawróconych pogan.

Tutaj po raz pierwszy wyznawców Jezusa nazwano chrześcijanami. Antiochia stała się niebawem środowiskiem ruchu chrześcijańskiego, stąd bowiem roznosili chrześcijanie naukę chrześcijańską na wszystkie strony.

Do szybkiego szerzenia się chrześcijaństwa przyczyniali się sami chrześcijanie, którzy prowadzili życie świętobliwe, pełne zaparcia się i pełne miłości Boga i bliźniego.

Wiara w Chrystusa ukrzyżowanego i życie z Chrystusem torowały i torują do dziś dnia drogę Kościołowi chrześcijańskiemu.

2. Apostoł Piotr

Piotr, nim został powołany na apostoła, zwał się Szymonem; był synem Jonasza i bratem apostoła Andrzeja. Mieszkał w Betsaidzie, miasteczku położonym nad jeziorem Genezareckiem. Szymon i Andrzej zajmowali się również jak ich ojciec rybołówstwem, Szymon miał zawsze gorące pragnienie poznać Chrystusa Zbawiciela; ułatwił mu to poznanie brat jego starszy Andrzej. Andrzej będąc uczniem Jana Chrzciciela, usłyszał pewnego dnia, jak mistrz nazywał Jezusa Barankiem Bożym i poszedł za Nim. W rozmowie z Jezusem poznał w Nim przepowiedzianego przez Mojżesza i proroków Mesjasza - Chrystusa. Pośpieszył do brata i rzekł mu: „Znaleźliśmy Mesjasza!" Wkrótce potem przywiódł do Jezusa brata swego Szymona. Jezus pierwszy raz ujrzawszy Szymona, rzekł do niego: „Tyś jest Szymon, syn Jonasza; ty będziesz nazwany Kefas, co się wykłada Piotr". Słowo Zbawiciela wywarto wielkie wrażenie na Piotrze; odtąd jest on uczniem Chrystusa Pana aż do śmierci.

Prześliczna alegoria, jaką zastosował Zbawiciel do jego nowego powołania, miała mu wytłumaczyć, że sieci, którymi on dotąd ryby łowił, porzuci, aby łowić ludzi. (Łuk. 5, 10).

Piotr był człowiekiem gorącym, pochopnym do czynu. Względem swego mistrza Jezusa Chrystusa zachował w sercu gorącą miłość. Kiedy pewnego razu wielu uczniów opuściło Jezusa i nie chciało go więcej słuchać, zwrócił się Jezus do apostołów i rzekł do nich; „Czy może i wy chcecie odejść"? Wtedy Piotr w imieniu swoim i wszystkich apostołów złożył wyznanie, świadczące o tym przywiązaniu, jakim pałało jego serce do Pana: „Panie, do kogóż pójdziemy? Ty masz słowa żywota wiecznego, myśmy uwierzyli i poznali, żeś Ty jest Chrystus, Syn Boga żywego" (Jan 6, 68-69). Przy pojmaniu Jezusa okazał się mężnym i rzekł: „Panie, czy mamy bić mieczem"? i uderzył sługę najwyższego kapłana i uciął mu ucho jego prawe.

Piotr był człowiekiem, który zanadto ufał sobie i zanadto polegał na swoich siłach. Było to wtedy, kiedy Chrystus Pan przepowiedział uczniom, że w nocy Jego cierpień wszyscy się z Niego gorszyć będą i opuszczą Go. Znowu gorący Piotr odpowiedział Chrystusowi: „Choćby się wszyscy zgorszyli z Ciebie, ja się nigdy nie zgorszę”. (Mat. 16, 33). Jakże szybko po tych słowach przekonał się Piotr, że Zbawiciel miał słuszność! Trzykroć się zaparł Jezusa, ale poznał swój ciężki grzech i gorzkimi łzami go opłakiwał. Zbawiciel wybaczył grzech uczniowi swemu dla szczerości żalu i napomniał go w sposób łagodny, a jednak do żywa przejmujący, gdy po zmartwychwstaniu swoim trzykrotnie pytał: „Szymonie, synu Jonasza, czy Mnie miłujesz"? Wtedy Piotr z pokorą i z nieśmiałością odpowiedział: „Tak jest Panie! Ty wiesz, że Cię miłuję". Chrystus rad z tego wyznania, przebaczył, odpuścił mu grzechy i rzekł: „Paś owieczki Moje, paś owce Moje" i powtórnie powierzył mu apostolstwo. Chwiejny burzliwy charakter Piotra złamał Pan w gorących i smutnych doświadczeniach życia, dzięki którym uczynił go silnym, niewzruszonym apostołem, wyznającym całym swoim istnieniem Chrystusa.

W dniu Zielonych Świątek Duchem Bożym poświęcony, wypowiedział swoje pierwsze kazanie misyjne, wskutek którego trzy tysiące ludzi się nawróciło do Pana. Odtąd stał się prawdziwym filarem Kościoła chrześcijańskiego. Jako apostoł chodził a opowiadał ewangelię i na stwierdzenie wygłoszonej prawdy czynił w imieniu Jezusa cuda. Oto w Jerozolimie uzdrowił chromego od urodzenia, w Lidzie uleczył niejakiego Eneasza, w Jopie wzbudził z martwych Tabitę. W tymże mieście miał widzenie, w którym upomniany został, aby nie gardził poganami, gdyż i oni mają być powołani do przyjęcia ewangelii. Nawrócenie pogan rozpoczął od Rzymskiego setnika imieniem Korneliusza z Cezarei.

W roku 50 był na soborze w Jerozolimie, na którym postanowiono, aby poganie, którzy się nawrócą, nie byli zmuszani do dopełnienia pewnych ceremoniałów żydowskich. Po soborze Jerozolimskim udał się z ewangelistą Markiem do Babilonu, skąd też napisał pierwszy swój list, w którym napomina chrześcijan do wytrwania w wierze i ufności do Zbawiciela, który jest im zwiastowany i którego przyjęli do serc swoich, jako źródło najwyższej szczęśliwości. List ten był przesłany przez dawnego towarzysza apostoła Pawła, Sylwana.

Roku 67 po Chrystusie Piotr został schwytany i uwięziony w Rzymie. Napisał drugi list do zborów w Małej Azji, zalecając czujność, wierność i wystrzeganie się fałszywych proroków i błędnych ich nauk. W końcu pisze: „Wzrastajcie w łasce i poznaniu Pana naszego i Zbawiciela Jezusa Chrystusa. Jemu niech będzie chwała i teraz i do dnia wiecznego. Amen".

Z pamięcią o apostole Piotrze łączy się piękna legenda. Po wybuchnięciu prześladowania przyjaciele Piotra radzili mu, aby się ratował ucieczką. W nocy, gdy już miał z miasta wychodzić, stanął przed nim w widzeniu Chrystus. Piotr zapytał Go: „Panie, dokąd idziesz"? A Chrystus mu miał odpowiedzieć: „Gdy ty opuszczasz lud mój, do Rzymu idę, by mnie ukrzyżowano raz wtóry", Piotr zrozumiał znaczenie tych słów i powrócił do Rzymu. Tu zginął śmiercią męczeńską podczas prześladowania za panowania Nerona. Legenda opowiada, że nie czując się godnym umrzeć w ten sposób, jak Zbawiciel, prosił, by go ukrzyżowano głową na dół. Prośbie apostoła miano uczynić zadość, poczym szczątki śmiertelne spalono.

Chrześcijanie dali mu szczytny przydomek „Apostoła nadziei". W rzeczy samej wszystko co działał i czuł, było nacechowane nadzieją ujrzenia Chrystusa w dniu Pańskim. Nadzieja opromieniała go w życiu i w śmierci.

Kościół rzymski, pragnąc większym urokiem otoczyć papiestwo, uczy, że Pan Jezus postawił Piotra nad innymi apostołami, że Piotr był przez 25 lat pierwszym biskupem w Rzymie i że papież w prostej linii jest następcą apostoła Piotra.

W Piśmie świętem niema ani jednego miejsca, ani jednej wzmianki o wyższości Piotra nad resztą uczniów. Przeciwnie znajdujemy mnóstwo miejsc, świadczących niewątpliwie, że między apostołami była zupełna równość, że tę równość Pan im zachować polecił i że ci apostołowie do tego się ściśle zastosowali.

Sam Piotr nigdy nie wywyższał się nad innych apostołów, w swoim pierwszym liście (r.5. w.l) nazywa siebie „współstarszym", a nie zwierzchnikiem, nie zastępcą Chrystusa. Uważa siebie za brata między braćmi.

Św. Paweł w liście do Galatów (r.2 w,9), nazywa filarami Kościoła Jakuba, Kefasa t.j. Piotra i Jana. Nie wymienia tedy jedynego Piotra, nawet nie na pierwszym miejscu, uważając go za równego Jakubowi i Janowi. Prawdą jest, że Jezus rzekł do Piotra (Mat. 16, 18): „Tyś jest Piotr; i na tej opoce zbuduję Kościół mój, a bramy piekielne nie przemogą go", ale z tych słów nie wynika, żeby Kościół miał być zbudowany na Piotrze jako na osobie. Kościół jest zbudowany jedynie na wyznaniu, które złożył Piotr: „Tyś jest Chrystus, Syn Boga żywego". Na tym wyznaniu, które jest stałe jak opoka, został zbudowany Kościół i bramy piekielne nie przemogą go. W liście apostoła Pawła do Koryntów r.3 w.11 czytamy: „Albowiem fundamentu innego nikt nie może założyć, oprócz tego, który jest założony, a którym jest Jezus Chrystus". A więc nie Piotr opoką, fundamentem, ale Chrystus.

A tak zwaną władzę kluczy powierzył Pan równym sposobem wszystkim innym apostołom. (Mat. 18, 18). „Cokolwiek zwiążecie na ziemi, będzie związane i w niebie; i co rozwiążecie na ziemi, będzie rozwiązane i w niebie. Jak mnie posłał Ojciec, tak i Ja „was posyłam..." Ew. Jana r.20 w.21-22: „Weźmijcie Ducha Świętego, którymkolwiek grzechy odpuścicie, są im odpuszczone, a którymkolwiek zatrzymacie, są zatrzymane".

Jednakowe posłannictwo, jednakowy dar Ducha Świętego dla wszystkich apostołów.

Mylną jest nauka kościoła rzymskiego, jakoby papież był następcą Piotra. Apostoł Piotr nie ustanowił żadnych następców. Mylne jest twierdzenie, jakoby Piotr przez 25 lat był biskupem rzymskim. Kto założył zbór w Rzymie, nie jest wiadomym. Paweł, pisząc list do Rzymian, nie wspomina nic o Piotrze, nie wylicza go nawet między członkami tego zboru, których pozdrawia (r.16). Gdyby Piotr był w Rzymie, to by go pozdrowił, a gdyby był biskupem, to by go naprzód i przed wszystkimi pozdrowił. Apostołowie w ogóle nijakiej władzy nad zborami nie wykonywali, służąc jedynie ewangelii.

Ani Piotr, ani wszyscy biskupi, ani papież nie mogą być widzialną głową Kościoła i zastępcami Chrystusa. Chrystus sam jest głową Kościoła, na ziemi i na niebie i Chrystus Bóg wszędzie obecny, nie może być zastępowany ani przez aniołów, ani przez żadną stworzoną istotę, i Chrystus Pan rządzi kościołem nie za pomocą głowy widzialnej, czyli papieża, lecz rządzi przez Ducha Świętego. Chrystus jest owym kamieniem węgielnym i na owym kamieniu węgielnym wszyscy chrześcijanie bez wyjątku się budować winni, aby się stali mieszkaniem Bożym w Duchu Świętym.

3. Apostoł Paweł.

Paweł, poprzednio Saul, urodził się w Tarsie w Cylicji. Nauki pobierał w Jerozolimie pod kierownictwem Gamaliela, sławnego na owe czasy mistrza. Obok tych nauk Saul uczył się wyrabiać namioty, aby stosownie do ówczesnego zwyczaju, mieć środek do życia. Saul był jednym z najgorliwszych i najzapaleńszych zwolenników sekty faryzeuszów. Gdy kamienowano diakona Szczepana, Saul zachęcał do morderstwa i strzegł szat zabójców. Gorliwość jego była tak wielką, „Iż wchodząc do domów i wywlekając mężów i niewiasty, podawał ich do więzienia" (Dzieje Apost. 8, 3). W tym też celu udał się do Damaszku3.1 , by i tam prześladować chrześcijan. I oto nie daleko Damaszku miał cudowne widzenie. Ukazał mu się Jezus. Usłyszał głos z wysokości mówiący do niego „Saulu, Saulu! dlaczego mnie prześladujesz?" Saul zapytał: „Ktoś jest Panie?" A Pan rzekł: „Jam jest Jezus, którego ty prześladujesz!" Pod wpływem tego widzenia nawrócił się i został w Damaszku ochrzczony przez Ananiasza, męża bogobojnego i otrzymał imię Paweł.

Od tego czasu z najzłośliwszego prześladowcy stał się najgorliwszym krzewicielem wiary w Jezusa Chrystusa. W ciągu 30 przeszło lat opowiadał ewangelię Żydom i poganom, odbył trzy wielkie podróże misyjne i wszędzie tak obfite plony zbierał dla Chrystusa, że słusznie otrzymał nazwę apostoła pogan albo apostoła narodów.

Pierwsza podróż misyjna (45 - 48)

Po swoim nawróceniu trzy lata spędził Paweł w pustyni arabskiej, gdzie w modlitwach i postach przygotowywał się do przyszłej swej działalności. Około roku 45 po narodzeniu Chrystusa udał się w towarzystwie Barnaby i Marka w pierwszą podróż misyjną i przybył na wyspę Cypr. Z Cypru udał się do Małej Azji do Antiochii w Pizydii już tylko w towarzystwie Barnaby, albowiem Marek powrócił był do Jerozolimy. Tu w Antiochii apostoł Paweł przemawiał dwa razy w dzień sabatu do zgromadzonych żydów. Jedną ze swoich mów zakończył tymi słowy: „Niechże wam tedy będzie wiadomo, mężowie, bracia, że przez Tego (to jest przez Jezusa) zwiastuje się wam odpuszczenie grzechów i we wszystkim, w czym nie mogliście być usprawiedliwieni przez zakon Mojżesza, przez Tego każdy wierzący usprawiedliwiony zostaje" (Dzieje Apost. 13, 38-39). Piękne i znaczące są te słowa. Paweł w 45 roku po Chrystusie naucza, że usprawiedliwienie grzesznika powstaje nie z zakonu, nie z uczynków, ale z wiary w Chrystusa. Tak samo 1517 lat potem nauczał mąż pobożny Doktor Marcin Luter, tak samo uczy nasz kościół ewangelicki, że będziemy usprawiedliwieni z wiary w Chrystusa bez zasługi z naszej strony,

Kazanie Pawła trafiło do serc i przekonań. Oto poganie prosili, aby i w drugi sabat mówił do nich też słowa.

Kiedy nadszedł drugi sabat i niemal całe miasto zgromadziło się na słuchanie słowa Bożego, żydzi podburzeni przez swoich rodaków z Jerozolimy, sprzeciwili się temu, co Paweł mówił, i bluźnili. Wtedy Paweł i Barnaba rzekli: „Wam najpierw miało być opowiadane Słowo Boże; ale ponieważ je odrzucacie i uważacie się za niegodnych żywota wiecznego, oto zwracamy się do pogan. Albowiem nam tak rozkazał Pan: „Postawiłem cię światłością poganom, abyś był zbawieniem aż do krańców ziemi". (Dzieje Apost. 13, 47). A słysząc to, poganie radowali się i nawracali się do Chrystusa. Żydzi rozgniewani takimi postępami ewangelii, wzbudzili prześladowanie przeciwko Pawłowi i Barnabaie i wygnali ich z granic swoich. Paweł udał się więc z Antiochii do Ikonium, potem do Listry i Derbe, wszędzie opowiadając Chrystusa, umacniając i pokrzepiając w wierze współbraci i w końcu wraz z Barnabą wrócił do Antiochii. W tym czasie, około roku 50 udał się Paweł na sobór do Jerozolimy, na którym zapadła pamiętna uchwala, że nie należy od nawróconych pogan wymagać przestrzegania prawa Mojżeszowego, że jednak nawróceni poganie nie powinni brać udziału w ucztach pogańskich, nie używać krwi i mięsa ze zwierząt uduszonych, oraz powinni się wystrzegać rozpowszechnionego wśród pogan nierządu.

Druga podróż misyjna (51-54)

Wkrótce potem wybrał się Paweł w drugą podróż misyjną w towarzystwie Sylasa. W czasie tej podróży przyłączyli się Tymoteusz, a następnie Łukasz. Paweł zwiedził zbory, powstałe skutkiem opowiadania przez niego ewangelii.

Zwiedził Cylicję, Frygię, Galację, Mizję i miasto Troada, położone nad brzegiem morza Egejskiego.

W Troadzie miał we śnie widzenie, iż stał przy nim mąż jakiś, wołając: „Pójdź do Macedonii i pomóż nam". (Dzieje Apost. 16, 9). Posłuszny tym wskazówkom, wsiadł razem z ewangelistą Łukaszem, lekarzem, na okręt i popłynął do Europy. Pierwszym europejskim miastem, gdzie zwiastowana była ewangelia o Chrystusie, było Filippi. W Filippiach ochrzcił pierwszą bogobojną niewiastę imieniem Lidia i całą jej rodzinę. Z Filippi udał się Paweł i Sylas przez Tesalonikę i Bereję do Aten, ówczesnego ogniska greckiej uczoności i cywilizacji europejskiej. W Atenach Paweł opowiadał o „Bogu nieznajomym". Największy skutek odniosło jego nauczanie w Koryncie, gdzie powstał liczny zbór chrześcijański. W Koryncie przebył Paweł półtora roku.

Trzecia podróż misyjna (56-59)

Paweł w swej gorliwości szerzenia królestwa Bożego na ziemi nie ustawał. W roku 56 udał się w trzecią podróż misyjną do Małej Azji. Przeszło dwa lata spędził w Efezie, w pięknem nadmorskim mieście. Wielu Żydów i pogan nawrócił do Jezusa, wiele cudów uczynił, ale też i wiele cierpień znosić musiał. W końcu opuścił Efez, aby ujść prześladowaniom ludu, który został podburzony przez niejakiego złotnika Demetriusza. Przez Troadę i Macedonię udał się do Grecji. W Koryncie mieszkał trzy lata. Stąd powrócił do Jerozolimy, ażeby ubogim w Jerozolimie, doręczyć zebrane pośród chrześcijan dary. Gdy się znajdował w świątyni Jerozolimskiej, poznali go nieprzyjaciele jego, zwłaszcza Żydzi z Małej Azji i chcieli go zamordować, ale dowódca kohorty rzymskiej ocalił go. Potem jako więzień przebył dwa lata w Cezarei. Stamtąd, ponieważ apelował do cesarza, odesłano go do Rzymu. Podczas żeglugi przez morze Śródziemne okręt, na którym płynął Paweł, rozbił się przy brzegach Malty. Mieszkańcy gościnnie przyjęli rozbitków. Po trzymiesięcznym pobycie na Malcie Paweł na koniec przybył do Rzymu. Tam jako więzień dwa lata zostawał, głosząc jednocześnie naukę Chrystusa. Wielu pogan nawróciło się z otoczenia cesarskiego do wiary w Chrystusa.

Według starych podań uzyskał raz jeszcze wolność i udał się w podróż do Hiszpanii, Grecji i Małej Azji. Stamtąd powrócił do Rzymu, gdzie po raz wtóry był uwięziony i zginął w czasie okrutnego prześladowania, które wybuchło w roku 67 lub 68 za panowania Nerona. Jako obywatel rzymski został ścięty mieczem bez poprzednich katuszy. Umarł szczęśliwy, bo był wiernym aż do śmierci, umarł z wiarą w ukrzyżowanego Chrystusa, którego słowem i czynem wyznawał.

Św. Paweł napisał 13 listów, pisanych bądź do całych zborów, bądź też do pojedynczych osób. W listach tych Paweł wyjaśnia najważniejsze zagadnienia wiary i życia chrześcijańskiego.

4. Apostoł Jan - ewangelista.

Apostoł Jan urodził się w miasteczku Betsaidzie. Ojciec jego nazywał się Zebedeusz, był rybakiem, matka Salome. Jan był najmilszym uczniem Jezusa Chrystusa. Towarzyszył wszędzie boskiemu Mistrzowi, był świadkiem licznych Jego cudów, świadkiem Przemienienia Pańskiego, wskrzeszenia córki Jaira, walki w ogrójcu Getsemańskim. Podczas ostatniej Wieczerzy siedział przy stole u łona Jezusa; on Jeden nie odstępował Go przy pojmaniu, lecz poszedł za Nim aż do pałacu arcykapłana; jemu też z krzyża poruczył Pan Jezus matkę Swoją. Po zesłaniu Ducha Świętego zaczął Jan opowiadać ewangelię wśród Żydów i pogan z początku w Jerozolimie, potem w Samarii, a w końcu udał się do Małej Azji i osiadł w Efezie, gdzie przez 20 lat utwierdzał zbory w wierze i miłości Jezusowej. Jana nazwano apostołem miłości. W ewangelii i w listach upomina chrześcijan do umiłowania Jezusa Chrystusa, który nas umiłował i do wzajemnej miłości. Na dowód tej miłości przechowało się następujące zdarzenie, świadczące zarazem o pięknym charakterze Jana.

Oto gdy chodząc pośród pogan, opowiadał ewangelię, młodzieniec pewien słysząc słowo prawdy, przyjął je z zapałem i zapragnął pozostać chrześcijaninem. Jan oddał młodzieńca pod opieką miejscowego biskupa; ale młodzieniec ów roztrwonił wkrótce całe swoje mienie i stał się hersztem bandy rozbójników. Dowiedziawszy się o tym Jan, udał się mimo podeszłego wieku w drogę, ażeby szukać grzesznika; schwytany przez rozbójników, kazał się poprowadzić do ich przywódcy. Przywódca ujrzawszy Jana chciał uciekać, lecz apostoł zatrzymał go: „Synu mój!" rzekł Jan, „dla czego uciekasz od ojca swego, od starca podeszłego, który niema najmniejszego oręża przy sobie? Nie lękaj się, jest jeszcze nadzieja, wierz mi tylko, że Chrystus mię posłał do ciebie". Herszt bandy rażony tymi słowy miłości zapłakał gorzko, padł na kolana, a apostoł przyjął go jako syna marnotrawnego.

Podczas strasznych prześladowań, które dotknęły chrześcijan za panowania cesarza Domicjana apostoł Jan został zesłany na wygnanie na wyspę Patmos, na morzu Egejskiem, tu napisał swoje Objawienie, zwane Apokalipsą. Po śmierci Domicjana powrócił do Efezu i doczekawszy się przeszło 100 lat, gdy już nie mógł chodzić, kazał się nosić na nabożeństwa, a stałem upomnieniem jego było: „Dziatki, miłujcie się". Zapytany dlaczego powtarza jedno i to samo, odpowiedział: „To jest przykazanie Pańskie, kto to pełni, może mieć na tym dosyć". On jeden z pośród wszystkich apostołów umarł śmiercią naturalną.

Oprócz księgi Objawienia apostoł Jan napisał ewangelię i trzy listy.

5. Apostoł Jakub Sprawiedliwy.

Inni apostołowie pracowali równie jak Piotr, Paweł i Jan w winnicy Pańskiej a opowiadając ewangelię, świadczyli pośród narodów o Chrystusie ukrzyżowanym, jako jedynym Zbawicielu.

Jakub opowiadał ewangelię w Jerozolimie. Był on bratem Pana Jezusa, Zbawiciela. Podróży misyjnych nie odbywał. Z powodu swego nieposzlakowanego żywota, gorącej wiary cieszył się wielką powagą i otrzymał miano „sprawiedliwego". Jakub obok Piotra i Jana jest słusznie nazwany filarem kościoła Jerozolimskiego. Ale i przeciw niemu powstali wrogowie chrześcijaństwa. Według legendy około Wielkanocy schwytano Jakuba i zaprowadzono na ganek kościelny, żądając, aby się wyparł Chrystusa. Gdy zaś Jakub tego nie uczynił, lecz przeciwnie zawołał: „Jezus, syn człowieczy, siedzi po prawicy Wszechmocnego w niebiesiech i przyjdzie sądzić żywych i umarłych" zrzucili go z ganku kościelnego.

Jakub jeszcze żywy, miał tyle jeszcze siły, żeby móc na kolanach głośno za morderców się modlić: „Panie, Boże i Ojcze, proszę za nich, bo nie wiedzą, co czynią". Poruszony tymi słowy jeden z obecnych kapłanów zawołał: „Przestańcie, co czynicie? Ten sprawiedliwy modli się za was"! Nic to nie pomogło. Jakiś garbarz dobił go, uderzywszy polanem w głowę. I umarł śmiercią męczeńską ten mąż sprawiedliwy około 64 roku po nar. Chrystusa. Mamy w Piśmie Św. list apostoła Jakuba, napisany do chrześcijan w rozproszeniu żyjących. W nim daje nam napomnienie, byśmy nie tylko słuchaczami, ale i czynicielami słowa byli.

O życiu i działalności pozostałych apostołów i ewangelistów mało posiadamy szczegółów. Losy ich życia okryte są mgłą różnych legend i podań.

Andrzej, brat Piotra, miał opowiadać ewangelię w południowej Rosji. Filip we Frygii. Bartłomiej w południowej Arabii. Juda Tadeusz we wschodniej Syrii. Tomasz w Indiach i w Persji. Mateusz ewangelista w Etiopii. Ewangelista Marek w Egipcie. Łukasz w Tebaidzie i Achai.

To jedno jest pewnym, że wszyscy z całą gorliwością i zaparciem się szerzyli ewangelię i wszyscy z wyjątkiem Jana zmarli śmiercią męczeńską. Oni umarli, ale ich krew była nasieniem Kościoła. Kościół chrześcijański szerzył się coraz bardziej.

6. Cesarz Neron i Tytus.

O Jerozolimie rzekł Chrystus Pan: „Jerozolimo! Jerozolimo! która zabijasz proroków i kamienujesz tych, którzy do Ciebie są posyłani, ilekroć chciałem zgromadzić dzieci twoje, jak kokosz zgromadza kurczęta swoje pod skrzydła a nie chcieliście!" (Mat. 23, 37). Ale zepsucie obyczajów było tak wielkie w tym mieście, że się spełniły nad nim słowa Chrystusa; „Przyjdą na cię dni, gdy cię otoczą nieprzyjaciele twoi wałem, i obiegną cię, i ścisną cię zewsząd, i zniszczą cię, i dzieci twoje w tobie, i nie zostawią w tobie kamienia na kamieniu dla tego, żeś nie poznało czasu nawiedzenia swego" (Łuk. 19, 43-44).

W Rzymie panował cesarz Neron, okrutny tyran i prześladowca ludzi a zwłaszcza chrześcijan. W uniesieniu gniewu kazał on zamordować rodzoną matkę, żonę i syna. Za jego panowania ponieśli śmierć męczeńską nie tylko apostołowie Piotr i Paweł, ale i chrześcijanie mieszkający podówczas w Rzymie. Pewnego razu wszczął się w Rzymie wielki pożar, który wkrótce po wybuchnięciu ogarnął wszystkie jego dzielnice. Wtem rozeszła się wieść, że Neron, chcąc sobie sprawić widok palącej się Troi, kazał spalić miasto. Czy tak było istotnie, czy nie, naród jednak, który nienawidził Nerona, w złowrogą wieść uwierzył i oskarżał Nerona za ten pożar. Neron uląkł się gróźb oburzonego ludu i idąc za radą nikczemnych popleczników, rzucił całą winę tej zbrodni na chrześcijan. Nieszczęśliwych wszędzie chwytano, a z męczarni i śmierci robiono igraszkę dla ludu, który pragnął ofiar i zemsty. Okrutny Neron kazał ich okrywać skórami zwierząt i dawać psom na pożarcie, kazał oblewać roztopionym woskiem i smołą i przywiązawszy do słupów, podpalić, aby służyli za rodzaj pochodni! Z Rzymu przeniosło się prześladowanie na prowincję i trwało prawie cztery lata. Umierali biedni chrześcijanie wśród strasznych męczarni, ale umierali z wiarą. Samobójcza śmierć tyrana Nerona położyła tym mękom i prześladowaniom koniec.

Jeszcze za panowania tego cesarza rządzili w Palestynie starostowie, którzy swoimi okrucieństwami, chciwością, niesprawiedliwymi wyrokami i nakładaniem ciężkich podatków wywołali powstanie i bunt żydów przeciw Rzymianom. Rozpoczęła się walka na życie i śmierć.

Wodzem wojsk rzymskich mianował Neron Wespazjana. Ten wkroczył do Galilei, i znacząc swój pochód śladami niebywałej surowości, podążył ku Jerozolimie; tutaj pomimo niebezpieczeństwa wojny zebrało się na święta wielkanocne około dwu milionów Żydów. Tytus, który po Wespazjanie objął dowództwo, otoczył miasto wałem. Było to w roku 70 po narodzeniu Chrystusa.

Tytus był człowiekiem ludzkim i szlachetnym. Gorąco pragnął oszczędzić miasto, zostawił oblężonym czas i namawiał do poddania się, ale wszelkie namowy Tytusa z szyderstwem odrzucone zostały. Nastały okropne czasy. W oblężonej Jerozolimie położenie żydów stawało się z każdym dniem straszniejsze. Wzajemne bratobójcze walki wybuchły, które osłabiały ich siły. W oblężonym mieście było zgromadzonych trzy miliony ludzi. Te trzy miliony dotknął głód. Działy się okropności nie do opisania. Ceny chleba doszły do bajecznej wysokości. Staczano krwawe bójki o garstkę jęczmienia. Rodzice dzieciom wydzierali kawałek chleba z ust; zgroza pomyśleć, że pewna matka gotowała mięso swego dziecka dla zaspokojenia głodu i nie dopięła celu, bo jej i ten posiłek wydarto6.1. Ojciec nie wzdrygał się patrzeć obojętnie na śmierć dzieci własnych. Połykano drzewo i skóry z głodu. Gdy się rozeszła pogłoska, że żydzi połykali złoto, aby tym sposobem je ocalić, chciwe rabunku żołdactwo pruło ich wnętrza, szukając pieniędzy. Z początku grzebano jeszcze umarłych, gdy temu więcej nie można było podołać, rzucano zwłoki po prostu przez mur lub w szczeliny gór. Liczba wyrzuconych trupów dosięgła liczby 600.000. Powstało morowe powietrze. Świadek naoczny historyk Józef opisując tę wojnę, tak między innymi powiada: „Nigdy żadne miasto nie cierpiało tyle. Bóg to był właśnie, który cały naród potępił, bo też nad ówczesne nie było występniejszego na świecie pokolenia". Po zdobyciu trzeciego muru, którym była opasana Jerozolima, Tytus jeszcze raz ofiarował żydom pokój i ułaskawienie. Gdy i tę propozycję żydzi z szyderstwem odrzucili, kazał Tytus zniecierpliwiony oblec świątynię, dokąd się schronili żydzi, ale wydał rozkaz, żeby jej nie podpalano. Lecz podczas szturmu jeden z żołnierzy rzucił zapaloną pochodnię przez okno do kościoła i w jednej chwili ogień ogarnął przybytek Pański. Żydzi wydali okrzyk ostatniej rozpaczy. Co było najświętszego dla nich, płonęło ogniem i stracone zostało bezpowrotnie. Nie pomógł rozkaz Tytusa ratowania, żołnierze głusi na rozkaz wodza, którego kochali, burzyli wszystko.

Historyk Józef tak opisuje tę straszną chwilę „W przeciągu kilku godzin cała góra kościelna stała w płomieniach. Od stopni świątyni i ołtarza, płynęła krew, jakby strumień wody, unosząc ze sobą ciała zabitych. Starcy, niewiasty, dzieci tarzali się po ziemi. Okrzyk radości zwycięzców mieszał się z okropnym jękiem zwyciężonych, z szumem płomieni, łoskotem walących się murów i trzaskiem ław i krzeseł, rzucanych przez kapłanów na nacierających żołnierzy". Tak więc musiały się spełnić słowa Pańskie: „Nie zostanie kamień na kamieniu".

Podczas oblężenia Jerozolimy zginęło milion sto tysięcy ludzi, czterdzieści tysięcy umarło z zarazy, dziewięćdziesiąt pięć tysięcy poszło w niewolę. W podziemiach znaleziono kilka tysięcy ciał martwych; ci nieszczęśliwi albo się sami pozabijali, albo wzajemnie sobie śmierć zadali. Nadto znaleziono w podziemiach wielu spętanych, albowiem do ostatniej chwili panował straszny terror. Święte naczynia świątyni, stół, świecznik, zwoje prawa mojżeszowego przewieziono do Rzymu6.2.

Zburzenie Jerozolimy i świątyni zadało cios życiu religijnemu i narodowemu Żydów. Od tej chwili, pozbawieni ojczyzny, muszą błąkać się po obcych krajach bez ofiary, bez świątyni, bez króla, nielubiani przez wszystkich.

Chrześcijanie Jerozolimscy nie brali udziału w powstaniu żydowskim, a kiedy się przybliżały wojska rzymskie do miasta, wyszli z Jerozolimy przez Jordan do miasteczka zwanego Pella i tam się schronili. Tu chwalili Boga za miłosierne ocalenie wtenczas, kiedy Jerozolima we własnych pogrążyła się gruzach.

7. Męczennicy Kościoła Chrześcijańskiego, Apostolscy Ojcowie Kościoła Ignacy i Polikarp.

Po zburzeniu Jerozolimy Żydzi rozproszyli się po całym świecie, a Kościół Jezusa Chrystusa zaczął rozszerzać się coraz wiecej. Zyskiwał on nieustannie nowych zwolenników zarówno wśród ubogich jak i bogatych. W krótkim też czasie stał się potęgą duchową, która zagrażała całej religii pogańskiej. Poganizm postanowił bronić swojej religii do upadłego i wypowiedział Kościołowi zaciętą walkę. Ponieważ chrześcijanie nie chcieli i nie mogli oddawać czci bożkom, ani posągom pogańskim, uważano ich za przeciwników, religii państwowej, za nieprzyjaciół cesarza i państwa i poczęto szerzyć oszczercze wieści. Wiara chrześcijan w jedynego Boga wydawała się poganom niewiarą, ateizmem lub świętokradztwem, ich Komunia święta i wspólne braterskie uczty, agapy, ucztami niemoralnymi. Powiadano między poganami, że chrześcijanie na tajemnych zgromadzeniach swoich jedzą ciało i piją krew ludzką. Uważano ich za publicznych nieprzyjaciół, za niedozwoloną sektę, za wrogów narodu, za lekceważących cesarza, i bogów i w tym lekceważeniu widziano przyczynę wszystkich nieszczęść publicznych. „Gdy rzeka Tybr wylała, gdy Nil pól nie nawodnił", świadczy Tertulian, „podczas klęsk trzęsienia ziemi, głodu, zarazy, powszechne wśród ludzi było żądanie: chrześcijan lwom na pożarcie". Do walki z chrześcijaństwem stanęli kapłani, artyści, kupcy, którzy z powodu szerzenia się chrześcijaństwa ponosili materialne straty. Prześladowania z dwoma przerwami trwały 250 lat. Najkrwawsze prześladowania były za panowania cesarza Nerona, Decjusza i Dioklecjana. Liczba męczenników we wszystkich krajach państwa była ogromna, niekiedy w czasie prześladowań niszczono całe wioski, okolice, a nawet miasteczka.

Najwięcej ucierpieli ci, którzy stali na czele zborów chrześcijańskich, biskupi. Wśród nich dwaj biskupi, którzy byli uczniami i towarzyszami apostołów i dla tego nazwano ich Apostolskimi Ojcami Kościoła, Ignacy i Polikarp, ponieśli okrutną śmierć męczeńską.

Ignacy był biskupem Antiochii, uczniem apostoła Jana. Podług legendy miał on być tym dziecięciem, które Jezus Chrystus, nawołując uczniów do pokory, postawił między nimi, mówiąc: „Jeśli się nie nawrócicie i nie staniecie się jako dzieci, nie wejdziecie do królestwa niebieskiego". (Mat. 18, 3). Kiedy cesarz Trajan ciągnął przez Antiochię na wyprawę przeciw Armeńczykom, rozkazał przywołać do siebie biskupa Ignacego i rzekł mu:

„Ty jesteś tym demonem, który śmie opierać się rozkazom moim i zwodzisz jeszcze innych"?

„Nikt mię dotąd złym demonem nie nazwał", odpowiedział Ignacy, „demony lękają się mnie. Chrystusa, króla niebieskiego, w sercu noszę i zwyciężam wszelkie pokusy szatańskie".

„Któż ty jesteś?", zawołał Trajan.

„Ten, który Chrystusa w sercu swoim nosi7.1". „Jak to", wykrzyknął Trajan, „więc sądzisz, że bogowie nasi, którzy za nas walczą i nieprzyjaciół naszych zwyciężają, w nas nie mieszkają"?

„Nie", odpowiedział Ignacy, „bogowie, których wzywacie, są demonami. Jeden jest tylko Bóg, ten, który niebo, ziemię i morze i wszystkie istoty stworzył, i jeden Jezus Chrystus, syn Jego jednorodzony, w którego królestwie być gorąco pragnę".

Po rozmowie tej cesarz Trajan wydał rozkaz związania Ignacego, odstawienia do Rzymu i wydania go na pożarcie dzikim zwierzętom. Okuty w kajdany pod strażą dziesięciu żołnierzy odpłynął z Antiochii do Smyrny; tu było mu dozwolone widzieć się z biskupem Polikarpem. W czasie swej długiej podróży zachęcał Ignacy chrześcijan ustnie i piśmiennie, ażeby wytrwali w wierze i w miłości Jezusowej. W jednym ze swoich listów tak pisze świętobliwy Ignacy: „Niech mnie wrzucą w ogień, lub przed zwierzęta drapieżne, niech mnie przybiją do krzyża lub rozszarpią wszystkie członki moje, nic mi to nie zaszkodzi, jeśli tylko Jezusa mieć będę".

Przybywszy do Rzymu wśród niezmiernego tłumu ludu i szalonych okrzyków zaraz był rzucony w cyrku zgłodniałym lwom na pastwę. Ostatnim słowem jego było: „Jestem ziarnkiem pszenicy Chrystusowej; musi mnie zemleć ząb dzikich zwierząt, abym czystym chlebem znaleziony być mógł". Ignacy umarł w r. 1167.2.

Po niejakim czasie umarł śmiercią męczeńską przyjaciel Ignacego, Polikarp, dziewięćdziesięcioletni starzec, biskup Smyrny, w roku 167. Polikarp to jedna z najczcigodniejszych postaci kościoła pierwotnego. Podczas prześladowania za Marka Aureliusza na prośby zborowników ukrył się w pewnej wiosce. Pewnego razu miał widzenie, że umrze śmiercią męczeńską na stosie. Nie chciał się więcej ukrywać i sam wydał się w ręce żołnierzy, którzy go odprowadzili do więzienia w Smyrnie.

Wielkorządca poruszony powagą i uprzejmością biskupa chciał staruszka od śmierci ratować i rzekł do niego: „Pomnij na swoją starość, przeklnij Chrystusa, a wypuszczę Cię na wolność". Poruszony do łez biskup zawołał: „Osiemdziesiąt sześć lat służyłem Mu, nigdy mi nic złego nie wyrządził, o jakżebym mógł bluźnić przeciw mojemu Królowi i Zbawicielowi". Tłum pogan i Żydów domagał się, aby został rzucony lwom na pożarcie. Lecz sędzia wydał rozkaz, aby był żywcem spalony. Polikarp począł się modlić, modlił się długo, modlił się serdecznie. Zaledwie skończył, zapalono stos, na który rzucono jedenastu innych chrześcijan z Filadelfii, lecz kiedy płomienie z dala tylko otaczały starca, jeden z żołnierzy, snąć obawiając się, aby nie ocalał, przebił go włócznią.

Męczeńska śmierć jego nie była odosobnioną, gdyż obok tego starca umierają za wiarę młodzieńcy, dziewice, a nawet dzieci. Bezbronni są, jedyną ich bronią cierpliwość, śmiałe wyznanie, wierna modlitwa. Taką bronią zwyciężono pogaństwo.

8. Męczennik Justyn i męczennicy Lugduńscy.

Kościół chrześcijański, zbudowany na fundamencie apostołów i proroków, którego kamieniem węgielnym jest sam Jezus Chrystus, rozmnażał się siłą wiary, rodzącej miłość, poświęcenie i męczeństwo za swego Zbawiciela. Chrześcijanie pierwszych wieków poapostolskich, nienawidzeni przez Żydów, a wyszydzani przez uczonych pogańskich, bronili się jedyną boską nauką ewangelii i życiem swoim nieskalanym.

Dotąd podlegali prześladowaniom głównie ci, którzy stali na czele zborów, to jest biskupi i starsi zbiorowi; poganie sądzili, że jeżeli uda się usunąć przewodników duchownych, nauczycieli i biskupów, to lud prędzej wyprze się chrześcijaństwa i w krótkim czasie całe chrześcijaństwo runie. Tymczasem stało się wręcz przeciwnie. Krew męczenników stała się zasiewem chrześcijaństwa. Na widownię dziejów Kościoła chrześcijańskiego występuje mąż uczony, który nie zawahał się przed Żydami, poganami i przed ówczesnym cesarzem Markiem Aureliuszem świadczyć o Chrystusie, oddać świadectwo prawdzie i ściągnąć przez to na siebie śmierć krwawą. Mężem tym był Justyn, którego w historii obdarzono zaszczytnym mianem męczennika Jezusowego i apologety chrześcijańskiego Kościoła.

Justyn urodził się w Sychem, dawnej stolicy Samarii, w roku 103 po Chrystusie. Rodzice jego, majętni poganie, dali synowi bardzo staranne wychowanie. Jednak wszystkie szkoły ówczesnych pogańskich filozofów nie zaspokoiły młodego Justyna, który szukał prawdy i światła; sumienie i serce domagało się czegoś lepszego, domagało się więcej, aniżeli mógł znaleźć w dziełach ówczesnych filozofów pogańskich. Pewnego razu, idąc nad brzegiem morza, spotkał sędziwego starca i wdał się z nim w rozmowę, który mu dał taką radę. „Chcesz prawdę posiąść, zwróć się nie do filozofów, lecz do proroków Starego Testamentu, do Chrystusa i Jego apostołów, a przede wszystkim proś Boga, aby cię oświecił, gdyż nikt nie przychodzi do poznania prawdy, jeśli sam Bóg i Chrystus mu oczu nie otworzą". Po tych słowach starzec odszedł. Justyn go nigdy więcej w życiu nie widział, ale rozmowa ta wywarła na nim wielkie wrażenie. Justyn począł czytać Pismo święte. Obcując odtąd ż chrześcijanami i widząc ich pogodę umysłu tudzież wytrwałość w cierpieniu, widząc ich idących z odwagą na śmierć i na najstraszliwsze męki, przekonał się, że tylko w Chrystusie Jezusie jest prawda i przyjął chrzest. Władając dobrze piórem, postanowił bronić prawd chrześcijańskich wobec obelg i zarzutów pogańskich filozofów. W tym celu napisał dwa pisma obronne, jedno z nich podał Antoninowi Piusowi, drugie Markowi Aureliuszowi. Obrony te cieszą się jeszcze i dziś zasłużoną sławą i dały Justynowi miano „Apologety Kościoła chrześcijańskiego", ale zarazem spowodowały przyśpieszenie jego więzienia i śmierci. Na groźby katuszy odparł mężnie: „Niczego bardziej nie pragniemy, jak cierpieć dla Jezusa Chrystusa, Pana naszego. Męczarnie przyśpieszą nasze szczęście i natchną nas ufnością przed sądem Boga, przed którym staną i będą sądzeni wszyscy ludzie".

Uwięziony, ubiczowany wraz z sześcioma innymi chrześcijanami, chwaląc i wielbiąc Pana, został ścięty w Rzymie r. 166 po Chrystusie.

Justyn zostawił nam piękny przykład, jak mamy cenić wysoko naszą wiarę chrześcijańską, jak mamy pilnie wykonywać naukę Jezusa Chrystusa, opierając się przede wszystkim na miłości bliźniego, jak mamy gotowi być do oddania nawet życia naszego za Jezusa Chrystusa, aby tylko stać się godnymi oglądania Boga i Zbawiciela naszego Jezusa Chrystusa po wszystkie wieki.

Również w Lugdunie i we Wiennie zginęło bardzo wiele osób. Tam motłoch pogański działał wspólnie z władzami. Nieludzką srogością odznaczył się wielkorządca prowincji, a stałością i poddaniem się, oraz gorącą niezachwianą wiarą wyróżnili się między wszystkimi męczonymi: biskup Lugdunu Potyn i niewolnica Blandyna.

Biskup Potyn, 90-cio letni starzec, wycieńczony wiekiem i chorobą, pałając żądzą męczeństwa, odpowiedział rządcy, który go pytał, jaki jest Bóg chrześcijan: „Gdybyś był godzien, poznałbyś Go!" Po tych słowach tłum rzucił się nań, bił go niemiłosiernie, kopał nogami bez żadnego dla jego wieku uszanowania. Na koniec, kiedy starzec ostatnie prawie wydawał tchnienie, wrzucony został do ciasnego więzienia, gdzie wkrótce potem skonał.

Młoda i delikatna Blandyna poniosła również okrutne męczeństwo. Katowano ją, owinięta w siatkę i wyrzucona w powietrze przez dzikiego byka, straciła przytomność, nareszcie zaduszona zmarła.

Sami poganie z podziwem patrzyli na jej cierpliwość i męstwo i przyznali, że nie było między nimi niewiasty, która by wytrzymała tyle i tak długich męczarni. Z nią umarł młody 15 letni męczennik Pontyk.

Poganie pokaleczyli i porozrzucali na ulicach ciała męczenników, potem je spalili, a popiół wrzucili do rzeki Rony.

9. Cesarz Septymjusz Sewer i męczennica Perpetua.

Po śmierci Marka Aureliusza nastały dla chrześcijan czasy względnego spokoju, trwającego blisko lat 80. Liczba chrześcijan wzrosła w tym czasie bardzo znacznie.

Pod koniec 2-go wieku po Chrystusie wstąpił na tron rzymskich cesarzy Septymjusz Sewer. Z początku odnosił się do chrześcijan bardzo przychylnie. Wyleczony przez swego niewolnika chrześcijanina z niebezpiecznej choroby, poczuwał się do pewnej względem niego wdzięczności, którą przelewał i na wszystkich innych chrześcijan. Trwało to jednak niedługo. Około roku 202 lub 203 po Chrystusie pod wpływem różnych wojen domowych zmienił swoje postępowanie i wydał surowe prawo, zakazujące pod ciężką karą przechodzenia na religię chrześcijańską lub żydowską. Prześladowanie w niektórych okolicach zwłaszcza w Egipcie i w północnej Afryce było tak srogie, że oczekiwano bliskiego zjawienia się antychrysta. Kara śmierci połączona była z konfiskatą majątku. Między męczennikami tej epoki na wyróżnienie zasługuje 22 letnia niewiasta Kartagińska, zamożnego rodu, imieniem Perpetua. Ojciec Perpetuy był poganinem i dokładał wszelkich możliwych starań, aby odwieść córkę, którą bardzo kochał, od wiary i męczeństwa. Perpetua została wtrącona do więzienia, tu odwiedził ją sędziwy ojciec. Padł na kolana przed córką swoją; „Zlituj się, córko moja, nad siwą głową! Zlituj się nad ojcem, jeżelim kiedy na imię to zasłużył! Zlituj się nad dziecięciem twoim, które cię nie przeżyje", tak błagał ojciec, płakał, całował ręce córki, nazywał ją nie córką, tylko panią losu swego. Nic to nie pomagało, Perpetua wolała umrzeć śmiercią męczeńską, aniżeli złożyć ofiarę przed popiersiem cesarza. Okrutna to była śmierć: rzucono ją pod nogi rozwścieczonej krowy i po okropnych męczarniach dobito mieczem.

Razem z nią poniosła taką samą śmierć męczeńską wierna jej niewolnica i przyjaciółka Felicja. We wrzącą smołę wrzuconą była niejaka Potamniena, Egipcjanka rzadkiej piękności, wraz ze swą matką Marcelą. Żołnierz, który prowadził te niewiasty na zatracenie, został ścięty, bo się przyznał, że jest chrześcijaninem. Ścięty został również Leonidas, ojciec uczonego i pełnego wiary Orygenesa.

10. Prześladowania za Decjusza i Walerjana. Orygines z Aleksandrii.

Prześladowanie za Decjusza około roku 250 różniło się od poprzednich tym, że było powszechne, to znaczy rozciągało się na całe imperium rzymskie. Prześladowanie to było skierowane przede wszystkim przeciwko kaznodziejom i biskupom. Decjusz, który panował zaledwie dwa lata, wydał surowy edykt, aby wszyscy chrześcijanie we wszystkich prowincjach w oznaczonym dniu stanęli przed władzą miejscową dla złożenia ofiary bogom. Decjusz postanowił wytępić wszystkich chrześcijan w całym państwie. Z wyrafinowanym okrucieństwem obostrzono męki. Biskupi, księża i diakoni byli skazywani od razu na karę śmierci, na ścięcie. Chrześcijaństwo nie zgadzało się z urządzeniem i duchem państwa Rzymskiego. Zbory miały być zniszczone. Decjusz i Walerjan chcieli, by używano najwyszukańszych męczarni, nie zważając na stan, wiek ani też płeć. Sądzili, że tym sposobem przełamią stałość i wytrwałość chrześcijan.

W istocie w skutku ogłoszenia powyższego edyktu, znaczna liczba chrześcijan zaparła się i odpadła od wiary w Chrystusa Ukrzyżowanego („upadli" - lapsi), szczególnie z klasy wyższej i dała się nakłonić do ofiarowania bogom. Inni znowu uciekali do kłamstwa, nabywając świadectwo od władz, że przynieśli ofiary bogom, albo wreszcie kazali swe nazwiska umieścić w urzędowa spisie posłusznych prawu. Nie zabrakło jednak i takich, którzy niczym nie dali się odwieść od wiary chrystusowej. Ci szli więzień, albo na śmierć męczeńska.

Mężem, odznaczającym się w owych czasach, był równi męczennik Orygenes.

Orygenes był najsławniejszym uczonym swego czasu10.1. Urodził się w Aleksandrji (185). Ojciec jego Leonidas, mąż pobożny i uczony, sam początkowo zajął się wychowaniem syna. Codziennie Orygenes czytał Pismo Św., i uczył się jego wyjątków na pamięć, a często wprowadzał w podziw i zdumienie ojca swego i nauczycieli. Gdy wybuchło prześladowanie za cesarza Septymiusza Sewera, ojciec Orygenesa Leonidas został uwięziony i na śmierć skazany. A 17-to letni Orygines zachęcał ojca, aby pozostał wiernym Chrystusowi aż do śmierci. Po śmierci ojca skonfiskowano cały majątek. Dla podtrzymania rodziny począł Orygenes udzielać lekcji prywatnych. Cały dzień spędzał na pracy. Przepisywał księgi różne, a noce spędzał na czytaniu biblii, którą prawie na pamięć umiał. Przez swoją uczciwość zwrócił na siebie uwagę chrześcijan i pogan.

W Cezarei otworzył szkołę, która zyskała wszechświatową sławę. Podróżował po Małej Azji i Grecji, i wszędzie działa z wielkim błogosławieństwem. Napisał mnóstwo dzieł w obronie chrześcijaństwa. Objaśnił prawie wszystkie księgi Nowego Testamentu. Był on jednym z najpłodniejszych i najpracowitszych pisarzy dawnego kościoła chrześcijańskiego10.2. Kiedy wybuchło prześladowanie za Decjusza, Orygenes został uwięziony w Tyrze i strasznie męczony. Do szyi przykuto mu ciężką żelazną obręcz, ciało torturowano. Orygenes pozostał stałym w wierze i z radością wyglądał śmierci. Po śmierci Decjusza odzyskał wolność, lecz stracił zdrowie i siły. Umarł w Tyrze (254) wskutek poniesionych męczarni w 70-tym roku życia.

11. Biskup Cyprjan z Kartaginy.

Początkowo zbierali się chrześcijanie na nabożeństwa w prywatnych domach współwyznawców, później budowano skromne domy modlitwy. Służba Boża w domach modlitwy polegała na przeczytaniu ustępu z pism proroków, następnie słuchali wykładu biskupów i zwiastowania ewangelii o Chrystusie, modlili się razem, śpiewali psalmy, spożywali Wieczerzę Pańską, wszystko dlatego, by rosnąć w wierze i miłości ku Temu, który na krzyżu umarł za grzechy świata całego. Domowe życie chrześcijan było przykładem zgody i miłości.

Podczas prześladowań chrześcijanie na nabożeństwa zbierali się w lasach, jaskiniach, a głównie w katakumbach. Chrześcijanie, czcząc ciała zmarłych, szczególniej męczenników, chowali je w ziemi. Katakumby11.1 właśnie były ich podziemnymi cmentarzami. Były to wąskie ale dość wysokie korytarze, w ścianach tych korytarzy czyniono wgłębienia; w nich umieszczano ciała zmarłych, zamurowywano cegłą lub kamieniami i umieszczano tablicę z napisem11.2. Na grobach męczenników znaczniejszych urządzano ołtarze, wkoło nich tworzono kaplice i odprawiano nabożeństwa, które się odbywały zwykle w dniu śmierci męczenników. (Te dni nazywano dniami ich urodzin).

Na czele zboru albo gminy chrześcijańskiej stał starszy zborowy czyli prezbiter, wśród starszych jeden nosił miano biskupa.

Biskup był zwierzchnikiem gminy, jej właściwym duszpasterzem, ale niekiedy kilka gmin podlegało jednemu biskupowi, który opiekował się nimi nie tylko pod względem duchownym, ale i materialnym. Niemniej biskupi przestrzegają karności kościelnej. Karność ta polegała na wyłączaniu jawnych i niepoprawnych grzeszników od spożywania Wieczerzy Pańskiej, a nawet od słuchania kazania i wspólnej modlitwy. Jawnymi grzesznikami, podlegającymi karom kościelnym, byli nie tylko złodzieje, pijacy itp., ale i ludzie fałszujący naukę słowa Bożego i ci, którzy w czasie prześladowań zapierali się wiary w Chrystusa. Wyłączenie grzeszników ze społeczności zboru było czasowe, a przyjęcie ponowne zależało od szczerej pokuty i poprawy grzeszących.

Wzorem dobrego biskupa i wiernego duszpasterza podczas prześladowania za okrutnego panowania cesarza Waleriana był Cyprian, biskup kartagiński.

Urodził się w roku 200 po Chrystusie w Kartaginie. Był on synem senatora poganina i w Kartaginie wsławił się jako nauczyciel wymowy. Z chwilą poznania ewangelii przyjął chrzest święty i wskutek swej pobożności i uczoności zyskał wkrótce zasłużony rozgłos.

Był z początku prezbiterem a następnie został wybrany na biskupa kartagińskiego. Żeby móc skuteczniej opiekować się zborem, opuścił Kartaginę i żył na ustroniu, ale w pracy nie ustawał, w licznych listach swoich napominał chrześcijan do wytrwania w wierze, nakładał pokutę dla tych, którzy, odstąpiwszy raz od wiary, chcieliby znów wrócić do Kościoła. Kiedy po śmierci Decjusza wybuchło straszne morowe powietrze w Kartaginie, Cyprian powrócił do swego zboru i tu rozwinął wielką działalność na polu samarytanizmu chrześcijańskiego. Poganie, z obawy zarażenia, pozostawiali chorych bez pomocy lub wyrzucali na ulicę, a mienie ich zabierali dla siebie. Wówczas Cyprian zachęcał wiernych, aby nieśli pomoc nie tylko chrześcijanom ale i poganom, oraz aby chowali wszystkich zmarłych bez różnicy religii. Głos biskupa nie pozostał bez skutku. Miłość chrześcijan, jaką okazywali poganom, wywarła ogromne wrażenie na pogan, ale nie zaoszczędziła jednak śmierci męczeńskiej Cyprianowi. Podczas prześladowania cesarza Waleriana został Cyprian uwięziony, a ponieważ wzbraniał się złożyć ofiarę bożkom, został skazany na ścięcie. Usłyszawszy wyrok śmierci, zawołał: „Chwała Bogu Najwyższemu", a zgromadzeni chrześcijanie zawtórowali: „My pragniemy być również ścięci".

Wielki tłum ludu towarzyszył biskupowi na miejsce stracenia. Przed ścięciem modlił się gorąco, a katowi swemu kazał wypłacić 25 sztuk złota. Dwaj księża zawiązali mu oczy, a pod ciosem miecza spadła głowa świętobliwego biskupa (258). Nocą pochowali chrześcijanie jego ciało wśród modlitw i pieśni.

12. Męczennicy za panowania Djoklecjana i Galerjusza.

Po śmierci Decjusza i Waleriana prześladowanie chrześcijan ustało. Pokój ów trwał prawie 40 lat, ale nie wyszedł chrześcijanom na dobre. Prawdziwa wiara i miłość poczęły przygasać. Wtedy spadł ostateczny grom na chrześcijan. Cesarz Dioklecjan, który zrazu był bardzo życzliwy chrześcijanom, uległ naleganiom swego współregenta Galerjusza i w roku 303 wydal straszny edykt, nakazujący:

l) wszystkie kościoły chrześcijańskie zrównać z ziemią,

2) wszystkie księgi Pisma św. spalić,

3) wszystkich chrześcijan, upierających się przy swej religii, pozbawić godności i czci obywatelskiej, oraz skazać na męki i śmierć.

Wnet wydane zostały jeszcze trzy edykty, nakazujące: uwięzić wszystkich księży i zmuszać ich do składania ofiar bogom; więźniów, którzy złożyli ofiarę bogom, wypuścić na wolność, tych zaś, którzy nie złożyli, zmusić do ofiarowania wszelkimi możliwymi mękami, oraz tępić wszystkich chrześcijan bez wyjątku płci i wieku.

Krew chrześcijan polata się w całym państwie rzymskim. Nie było okrucieństwa, którego by się nie dopuszczano. Mordowano całe gromady po 30, 80 i 100 ludzi, ojców matek i dzieci. Było to najkrwawsze prześladowanie chrześcijan. Cesarze rzymscy triumfowali, ale triumf ich był przedwczesny. „Bramy piekielne nie przemogła Kościoła" rzekł Pan. To proroctwo Zbawiciela spełniło się w oczach prześladowców. Tysiące mordowano i torturowano, tysiące stawały gotowe ponieść śmierć męczeńską. Krew, płomienie, miecz nie mogły powstrzymać i zniszczyć chrześcijaństwa. Pewien biskup z Heraklei, gdy mu doręczono rozkaz zamknięcia kościoła, rzekł: „Zamykanie kościołów zbudowanych rękoma ludzkimi nie może zniweczyć chrześcijaństwa dopóty, dopóki zostaną żywe kościoły Pana, bo wiara prawdziwa nie mieszka w miejscach, w których się nabożeństwa odprawiają, ale w sercach tych, którzy chwalą Boga". Biskup ów został skazany na śmierć. Inny biskup, gdy zażądano od niego Pisma św. rzekł: „Oto jestem, spalcie mnie, lecz ksiąg, w których zapisane są mowy i sprawy Pana naszego, nie oddam wam na spalenie”. Biskup został ścięty.

Nie zniszczono i wszystkich ksiąg świętych. Wszakże byli tacy, którzy oddawali święte księgi poganom (tak zwani traditores), ale byli i tacy, którzy zamiast ksiąg świętych wydawali księgi pogańskie. Niektórzy wielkorządcy, nie przeglądając, palili swoje własne księgi w przekonaniu, że palą księgi chrześcijańskie.

Cesarz Galerjusz, ów główny podżegacz, dotknięty ciężką chorobą wydał w r. 311 edykt, w którym wypowiedział te słowa: „Chciałem chrześcijan nawrócić na wiarę ojców moich, lecz nie udało mi się to, niechże więc będą cierpiani (tolerowani), byle nie postępowali wbrew prawom Państwa i modlili się do Boga swego za pomyślność cesarza i cesarstwa". W 2 miesiące po wydaniu edyktu, wśród okrutnych męczarni zmarł Galerjusz.

Pomimo więc trzechsetletniego prześladowania chrześcijaństwo nie upadło, a przeciwnie odniosło w końcu zupełny triumf.

Stało się to za cesarza Konstantyna Wielkiego.

13. Cesarz Konstantyn Wielki.

Cesarz Konstantyn Wielki urodził się 274 r. po narodzeniu Chrystusa w mieście Naisus w Mezji.

Jak prawie wszędzie, tak i w życiu Konstantyna wpływ matki okazał się wielki. Ojciec jego cesarz Konstancjusz, pomimo że do końca śmierci pozostał poganinem, nie prześladował jednak chrześcijan, nie wydał żadnego prawa przeciwko chrześcijanom, przeciwnie otoczył ich opieką i poszanowaniem. Matka zaś Helena była gorliwą chrześcijanką i zaznajomiła syna z pierwszymi zasadami religii chrześcijańskiej. Było więc rzeczą naturalną, że po śmierci ojca, Konstantyn, wstąpiwszy na tron, w dalszym ciągu sprzyjał chrześcijanom i otoczył ich powagą prawa, postanowił sobie za zadanie, bronić ich przed wszelkimi nadużyciami i napaściami ze strony pogan i pogańskich możnowładców.

Postanowienie to wzmogło się wobec trzech współzawodników, których pokonać musiał, ażeby się u władzy utrzymać. Tymi współzawodnikami a zarazem wrogami chrześcijan byli: Maksyminus w Małej Azji, Licyniusz w Ilirji, Macedonii i Grecji oraz Maksencjusz, który ogłosił siebie władcą Rzymu. Przede wszystkim trzeba było usunąć z drogi Maksencjusza. Wyruszył więc Konstantyn z wojskiem przeciwko niemu. Pewnego dnia, siedząc w swoim namiocie, zaczął się zastanawiać nad religią pogańską i chrześcijańską i przyszedł do przekonania, że tylko religią chrześcijańska jest religią przyszłości. Pragnąłby doświadczyć jej mocy w ciężkim położeniu, w jakiem się teraz znajdował.

Wyruszając na wojnę przeciwko Maksencjuszowi, jak opowiada Euzebiusz, starożytny historyk Kościoła, zobaczył cesarz około południa, gdy szedł na czele wojska, na niebie krzyż ognisty, na którym błyszczały te słowa: „Pod tym znakiem zwyciężysz".

Cały dzień rozmyślał Konstantyn, co miał oznaczać ten znak na niebie widziany. W nocy, mówi tenże Euzebiusz, ukazał mu się Chrystus i nakazał nieść przed wojskiem chorągiew, wykonaną według tego wzoru niebieskiego. Chorągiew tę nazwano Labarum13.1. Zachęcony niebieskim widzeniem, Konstantyn stoczył zwycięską bitwę. Maksencjusz, ratując się ucieczką, utonął w Tybrze, a Konstantyn stał się panem Rzymu. W roku 313 wydał edykt w Mediolanie, na mocy którego pozwalał wszystkim podwładnym przyjmować religię chrześcijańską.

Po pokonaniu Licynjusza, który został ścięty, został Konstantyn samowładcą państwa Rzymskiego roku 323 i w tymże roku wydał pamiętny edykt, zabraniający prześladowania chrześcijan. Zezwolił on na przebudowanie świątyń pogańskich na kościoły chrześcijańskie, oraz na wybudowanie nowych kościołów. Rezydencję swoją przeniósł z Rzymu do Bizancjum, nazwawszy go od swego imienia Konstantynopolem i nowa ta stolica stała się wkrótce jednym z najwspanialszych miast świata. Matka Konstantyna Helena udała się do Jerozolimy i na grobie Jezusa wybudowała wspaniałą świątynię. W ostatnim roku swego panowania ograniczył Konstantyn składanie ofiar bożkom. Świątynie pogańskie, które nieraz były siedliskiem rozpusty, kazał pozamykać lub zburzyć. Duchowieństwu chrześcijańskiemu udzielił tych wszystkich przywilejów, jakie posiadali kapłani bałwochwalscy. Zaprowadził obowiązkowe święcenie niedzieli. Wpływowe urzędy obsadził chrześcijanami. Słowem, religia chrześcijańska stała się odtąd religią panującą. Chrzest swój odkładał cesarz do ostatniej chwili, chciał bowiem wszystkie grzechy całego życia od razu zmazać. Dopiero podczas ciężkiej choroby w 64 roku życia swego został ochrzczony i wkrótce potem umarł (r. 337). Pochowany został w złotej trumnie w kościele przez siebie zbudowanym.

Prawda, że sam cesarz, pomimo sprzyjania chrześcijanom popełniał często w życiu swoim gwałty, niegodne chrześcijanina. Syna swego oraz żonę kazał zamordować. Ale pomimo to nie mamy prawa potępiać go, nie było wtedy rzeczą łatwą, być cesarzem rzymskim i zarazem chrześcijaninem, ale należy mu się wdzięczność, że dzięki jemu krok za krokiem ustępowało pogaństwo, a chrześcijaństwo wywierało swój wpływ na wszystkie warstwy społeczeństwa. Wdzięczna potomność uczciła pierwszego monarchę chrześcijanina przez nadanie mu przydomku Wielkiego.

14. Juljan Apostata czyli Odstępca.

Po śmierci Konstantyna państwo rzymskie podzielone zostało między trzech jego synów, którzy prowadzili ciągle miedzy sobą wojny i wzajemnie się prześladowali. Po rozmaitych wojnach i powstaniach wstąpił na tron ostatni potomek domu konstantynowskiego Juljan Apostata czyli Odstępca.

Juljan urodził się 331 roku i był synem Juliusza Konstancjusza, brata Konstantyna Wielkiego. Młodość jego była bardzo smutna. Matkę stracił wkrótce po swym narodzeniu. Ojca pospołu z innymi krewnymi zamordowano. Wychowywali go obcy i do tego fanatyczni poganie. Na rozkaz cesarza Konstancjusza, ażeby go utrzymać zdała od wszelkiej władzy w państwie, przeznaczono Juliana wbrew jego woli do stanu duchownego i zmuszano mieszkać w samotnym zamku w Kapadocji. Otaczano go klerykami, którzy go karmili suchymi dogmatami, ale dla serca nie dawano mu żadnego duchownego pokarmu. Chrześcijańscy jego nauczyciele uczyli co innego i co innego czynili, życie ich nie odpowiadało nauce. Od młodości przyzwyczaił się Julian do skrywania prawdy, udawał pobożnego chrześcijanina, a w sercu był poganinem. Do wymuszonego stanu duchownego poczuł wstręt. Konstancjusza zaś nienawidził jako mordercę ojca swego i krewnych. Nienawiść tę przeniósł i na religię chrześcijańską. W końcu zerwał zupełnie z chrześcijaństwem i przeszedł jawnie na stronę poganizmu. Pomogła mu do tego wojna z Germanami i śmierć nagła Konstancjusza, po której został obwołany cesarzem roku 361. Jako cesarz dokładał wszelkich starań, aby wskrzesić religię pogańską, która w jego pojęciu stała daleko wyżej od chrześcijańskiej. Podwoje świątyń pogańskich, które przez cały szereg lat stały zamknięte, zostały otwarte dla wszystkich i odbudowane nieraz własnym kosztem cesarza. W wielu miastach przynoszono na powrót ofiary bożkom. Oszczędny skądinąd, cesarz wydawał znaczne sumy na kupno setek wołów ofiarnych. Często sam spełniał obowiązki najwyższego kapłana, miewał przemówienia i sam przynosił ofiary bożkom. Nauczony doświadczeniem swoich poprzedników, chrześcijan publicznie nie prześladował, ale też i pogan nie karał, gdy ci wyrządzali chrześcijanom zniewagi. Zniósł przywileje Kościoła, zabrał majątki, szydząc, że „Galilejczycy" staną się podobniejszymi do ubogiego Chrystusa; usunął chrześcijan od wszystkich urzędów. Z nienawiści ku chrześcijanom popierał Żydów. By zjednać ich sobie, a zadać kłam proroctwu Chrystusa Pana o zburzeniu świątyni jerozolimskiej (Łuk. 21, 24), postanowił ją odbudować, ale przekonał się wkrótce o swojej niemocy. Zaledwie rozebrano dawne fundamenty i zaczęto kopać nowe, odczuto gwałtowne trzęsienie ziemi, a wybuchające płomienie, zabijając i raniąc robotników, zniszczyły zaczętą pracę i zmusiły cesarza i żydów do zaniechania dzieła z tak olbrzymim nakładem podjętego.

Wszelkie próby Juliana, zmierzające ku odrodzeniu pogaństwa, spełzły na niczym. Poganie woleli uczęszczać do teatrów niż do świątyń, które stały pustkami. Kapłani wiedli żywot rozpasany. Na próżno cesarz nawoływał pogan do miłosierdzia i tworzył dobroczynne zakłady na wzór chrześcijańskich; na próżno wprowadzał kazania i śpiew przy ofiarach na wzór chrześcijańskich. Wszystko bezskutecznie; ale bezskuteczność ta rozjątrzyła Juliana, i kto wie, czyby nie doszło do krwawego prześladowania chrześcijan, gdyby nie wojna z Persami, w którą się Julian zawikłał i w której zginął śmiertelnie raniony w piersi14.1. Umierając, miał podobno podnieść ku niebu zakrwawioną rękę i z wykrzykiem rozpaczy powiedzieć te słowa: „Galilejczyku, zwyciężyłeś!" Atanazy, ojciec Kościoła, o wszystkich zarządzeniach Juliana powiedział: „Chmurka to tylko, przeminie" („Nubila est, transibit"), I rzeczywiście Chrystus zwyciężył.

Następcy Juliana dali zupełną swobodę chrześcijanom. Cesarz Teodozjusz, gorliwy wyznawca wiary Chrystusowej, stoczył stanowczą walkę z poganizmem, zakazał pod karą śmierci składania bożkom ofiar. Od tej chwili bałwochwalstwo ukrywać się musiało w odległych wioskach i na wyspach; dlatego też Jego wyznawców poczęto nazywać poganami (pagani = mieszkańcy wiosek). Na wschodzie najdłużej trzymało się pogaństwo dzięki sławnej szkole filozoficznej w Atenach, ale i ta z rozkazu cesarza Justyniana I istnieć przestała w roku 529. Z jej zamknięciem runęła ostatnia podpora pogaństwa.

15. Arjusz i Atanazy

Jeszcze przed Konstantynem Wielkim pojawiło się w kościele chrześcijańskim wiele sekt i herezji.

Nauczyciele tych sekt i herezji starali się pogodzić niektóre nauki pogańskiej filozofii i mitologii z chrześcijaństwem. Twórcy tych sekt nazywali się gnostykami t.j. rozpoznawającymi (od słowa greckiego gnosis t.z. wiedza, poznanie). Inni nazywali się manichejczykami. Założycielem manicheizmu był Manes, (276) rodem Pers, który, przyjąwszy chrzest, sądził, że jest powołanym do połączenia chrześcijaństwa z nauką Zaroastra, czyli filozofią - religią wschodu o istnieniu dwóch bóstw, dobrego (Ormuzda) i złego (Arymana). Manes uważał siebie samego za Ducha Świętego (parakleta), którego obiecał Chrystus zesłać i który miał sfałszowaną przez chrześcijan naukę oczyścić.

Prócz tych dwóch głównych odłamów było wiele innych herezji, a wszystkie opierały swoje twierdzenia na błędnym pojmowaniu religii chrześcijańskiej. Przeciwko nim występowali Ojcowie Kościoła Justyn, Tertulian, Orygnes i inni.

Sekty te znikały, czym więcej szerzyło się poznanie Pisma św. Wszak zdrowa nauka chrześcijańska winna być oparta na Piśmie Św. Pismo św. tylko może być jej źródłem i fundamentem.

Najdłużej, bo prawie 200 lat trwała sekta arjańska. Powstała ona za czasów Konstantyna Wielkiego. Twórcą jej był Ariusz. O życiu tego herezjarchy nie wiele wiemy, pochodził z Libii i był diakonem w Aleksandrii. Był człowiekiem wielkiego umysłu i nauki, wstrzemięźliwym i wywierającym niemały wpływ na otoczenie. Wystąpił on z nauką, że Syn Boży nie jest prawdziwym Bogiem a tylko najdoskonalszą istotą i najdoskonalszym stworzeniem Boga. Wielu biskupów stanęło po stronie Ariusza. Powstało z tego powodu silne rozdwojenie w Kościele chrześcijańskim. Dla przywrócenia pokoju i jedności cesarz Konstantyn zwołał sobór powszechny do Nicei w roku 325. Biskupi jednomyślnie oświadczyli się za nauką apostolską, że Jezus Chrystus jest prawdziwym Bogiem, z Ojcem jednej istoty. Takową naukę ogłosili w wyznaniu wiary, które ma nazwę składu albo symbolu Nicejskiego; tylko Ariusz z 2 biskupami obstawali przy swoim zdaniu i skazani zostali na wygnanie. Jednakże błędna nauka nie została zniszczona. Licznym stronnikom Ariusza udało się przekonać o jego prawowierności cesarza, który pozwolił wrócić Ariuszowi z wygnania i być przyjętym na łono Kościoła. Uroczyste przyjęcie do Kościoła miało nastąpić w Konstantynopolu w roku 336, ale przedtem Ariusz nagle życie zakończył.

Mężem, który najwięcej z powodu Ariusza i błędnej nauki jego wycierpiał, był Atanazy, przezwany Wielkim. Urodził się w Egipcie blisko Aleksandrii około roku 296 albo 298. Już w latach dziecinnych okazywał szczerą chęć do stanu duchownego i zwrócił na siebie uwagę biskupa Aleksandryjskiego Aleksandra. Biskup Aleksander stał się prawdziwym protektorem Atanazego, kształcił go, podróżował z nim, wyświęcił w 20 roku życia na kapłana i w roku 325 zabrał go ze sobą na sobór Nicejski. Tu Atanazy zbijał punkt po punkcie błędną naukę Ariusza, tu wykazał swoją głęboką uczoność a zwłaszcza gruntowną znajomość Pisma świętego. On to wymógł, że nauka Ariusza została odrzucona, a sam Ariusz skazany na wygnanie.

Po śmierci Aleksandra oczy wszystkich zwróciły się na Atanazego, który zyskał na soborze w Nicei zasłużoną sławę obrońcy wiary chrześcijańskiej. Atanazy został następcą Aleksandra i biskupem w Aleksandrii. Miał on w arianach stałych i nieprzejednanych wrogów, którzy miotali nań najpotworniejsze oszczerstwa a w końcu oskarżyli o zamordowanie biskupa Arseniusza. Oskarżenie to nie odniosło skutku, gdyż okazało się, że biskup Arseniusz żył i był schwytany przez arian. Niezachwiany wśród rozlicznych prześladowań, Atanazy przez 40 lat bronił gorliwie chrześcijaństwa. Pięć razy skazany na wygnanie, pięć razy niezmordowany ten szermierz prawdy Bożej wracał zwycięsko do swego biskupstwa. Wobec Ariusza, swego największego wroga, zachowywał się zawsze szlachetnie. Gdy mu jego zwolennicy donieśli o śmierci Ariusza z wyrazami radości, odrzekł: „Śmierć jest udziałem wszystkich ludzi. Z powodu niczyjej śmierci nie należy triumfować, choćby był naszym wrogiem. Nikt nie wie, czy go Jeszcze przed wieczorem nie spotka ten sam los".

20 lat spędził na wygnaniu. Wieczór swego życia Bóg dozwolił mu spędzić w swoim zborze, który go bardzo umiłował. Umarł w roku 373, mając lat 75.

Jeden z ówczesnych pisarzy mówi o nim, że był to biskup niezrównany, był ojcem uciśnionych, pocieszycielem strapionych, w czynieniu dobrze mu nikt nie dorównał, był miłosiernym i ujmującym w słowach, a jeszcze więcej w czynach. Nazwano go Ojcem prawowiernych.

16. Jan Chryzostom, biskup i patrjarcha Konstantynopolitański.

Jan Chryzostom, sławny doktor Kościoła, wskutek pięknego daru wymowy nazwany został Chryzostomem, czyli Złotoustym. Urodził się w Antiochii (347). Po śmierci ojca Sekundusa, która wkrótce po urodzeniu Jana nastąpiła, pobierał początkowe nauki w Antiochii pod okiem pilnej i troskliwej matki Antuzy, później w Atenach, gdzie został profesorem prawa i wymowy.

Po niedługim czasie powrócił znów do rodzinnego miasta Antiochii, porzucił stanowisko prawnika i oddal się wyłącznie nauce religii chrześcijańskiej, studiował gorliwie Pismo św. i po 3 latach przyjął chrzest święty, został mnichem, później kaznodzieją katedry Antiocheńskiej. Podczas dwunastoletniej swej działalności duchownej w mieście rodzinnym zdobył sobie tak wielkie uznanie, że powołano go na biskupa i patriarchę stolicy Konstantynopola. Z niezwykłą gorliwością i zaparciem się oddał się obowiązkom swego powołania. Co mu zostawało od koniecznych potrzeb, rozdawał ubogim. Szpitale swoim kosztem budował i sam w nich chorych opatrywał. Również swoim kosztem wysyłał misjonarzy dla nawrócenia niewiernych Scytów i Gotów. W Konstantynopolu urządził pierwszy w historii kościoła uroczystość misyjną w obecności nawróconych Gotów.

Do czytania Pisma świętego zachęcał gorącymi słowy. „Słuchajcie, wy ojcowie familii” wołał Złotousty Jan, „wy także powinniście czytać Pismo św. Słuchajcie i wy prostaczkowie, waszą powinnością jest biblię czytać, biblię jako lekarstwo dla duszy. Ale powiesz może: ja nie rozumiem biblii! Jak to? Czy ona jest po łacinie, czy nie możesz jej czytać w języku ojczystym? Jeżeli ci się zdaje ciemną, to ciemność jest tylko w tobie. W boskim piśmie wszystko jest jasnym i wyraźnym, co jest potrzebnym. Pismo św. samo się objaśnia. Ten tylko prawdziwym jest chrześcijaninem, którego wyznanie wiary zgodne jest z Pismem św. Nie zważaj na zwyczaje, wybieraj co jest dobrego, chociaż nie jest powszechnie przyjętym, unikaj co jest szkodliwym, chociaż jest powszechnie przyjętym. Tak więc proszę was nie pytać się zbyt długo, co ten lub ów sądzi, ale czerpcie sami bezpośrednio z Pisma św."

Przeciwko wszelkim zepsuciem moralnym, które rozwielmożniły się podówczas w Konstantynopolu, występował Chryzostom z całą energią. Chłostał grzechy i występki a osobliwie zbytki możnych niemiłosiernie, nie oszczędzając nawet dworu i duchowieństwa. Naraził się przez to głównie cesarzowej Eudoksji. Musiał więc Konstantynopol opuścić i pójść na wygnanie. Wkrótce jednak wskutek próśb i nalegań i gróźb ludu oraz trzęsienia ziemi, taż sama Eudoksja prosiła cesarza, aby przywołał wygnanego.

Chryzostom powrócił. Lecz po 8 miesiącach znów wskutek intryg Eudoksji został powtórnie skazany na wygnanie do Armenji. Ciężkie nastały czasy dla Chryzostoma. Podróż do Armenji była pełna przykrych i złych przygód. Pomimo to Chryzostom, gdzie mógł, opowiadał słowo Boże i wielu na wiarę chrześcijańską nawrócił.

Trudy podróży, jako też najsurowsze obejście się z nim żołnierzy (mieli rozkaz głodem go morzyć), wycieńczyły siły jego do ostateczności. W drodze, nad brzegiem morza Czarnego w pewnym kościele spokojnie życie zakończył (407).

Ostatnią jego modlitwą, ostatnim jego słowem na ziemi było: „Chwała Tobie za wszystko, Panie! Amen". Te słowa często powtarzał za życia, były one jego dewizą, jego hasłem.

Ze współczesnych mu Ojców Kościoła greckich Jan jest najpłodniejszy liczbą dzieł, należy do najbogatszych twórców w literaturze świata16.1.

17. Ambroży, biskup Mediolanu.

Ambroży, biskup Mediolanu, jeden z 4 wielkich doktorów Kościoła17.1, urodził się w Trewirze około roku 340. Ojciec jego był prefektem Galii, dzisiejszej Francji, i wraz z rodziną wyznawał religię pogańską17.2. Po jego śmierci matka udała się do Rzymu. Tu Ambroży otrzymał staranne wychowanie i wykształcenie i po ukończeniu studiów został mianowany namiestnikiem Mediolanu. Główny prefekt Italii, posyłając go na ten urząd, rzekł mu: „Idź Ambroży, i rządź nie jako sędzia, ale raczej jako biskup." Rada i przestroga ta była jakby zapowiedzią tego, co wkrótce miało nastąpić. Pięć lat był Ambroży namiestnikiem Mediolanu.

Po śmierci biskupa mediolańskiego, gdy przyszło do wyboru nowego biskupa, miasto podzieliło się na różne stronnictwa, które nie mogły się między sobą porozumieć. Powstało wielkie zamieszanie, które mogłoby się skończyć rozlewem krwi, gdyby nie Ambroży, który swoją wymową, nacechowaną miłością i mądrością, starał się pogodzić zwaśnionych. Gdy przestał mówić, nagle jakieś dziecię z pośrodku tłumu zawołało: „Ambroży biskup". Tłum jednogłośnie powtórzył okrzyk dziecka; „Ambroży naszym biskupem". Ambroży wyboru przylać nie chciał, wymawiał się, że nie jest jeszcze ochrzczony, chciał się ratować ucieczką, ale to nic nie pomogło. Głos ludu był tym razem głosem Boga. Ambroży ulec musiał. W tydzień po przyjęciu chrztu świętego został wyświęcony na biskupa. Objąwszy urząd pasterski, począł przede wszystkim pilnie czytać Pismo św. i swoimi płomienistymi kazaniami nawrócił wielu arian.

Ambroży po przyjęciu godności biskupiej cały swój majątek ruchomy i nieruchomy oddał na użytek kościoła. Obowiązki swego powołania wykonywał z prawdziwą gorliwością apostolską. Każdy miał przystęp do niego. Razem z łagodnością i dobrocią łączył w sobie charakter stanowczy i energiczny, który nie pozwolił mu odstępować od tego, co uważał za sprawiedliwe przez żaden wzgląd osobisty, przez żadną groźbę, żadne niebezpieczeństwo. Kiedy cesarz Teodozjusz Wielki kazał za śmierć swego rządcy w Tesaionii 7000 ludzi wymordować, Ambroży napisał list do niego pełen uszanowania, ale stanowczy, w którym napominał cesarza, aby pokutował za grzech swój publicznie. Cesarz żądania nie spełnił, dlatego też gdy chciał wejść do świątyni, Ambroży go nie wpuścił.

Cesarz powołał się na przykład Dawida, który zgrzeszył, a jednak Pan Bóg mu przebaczył. Ambroży odpowiedział: „Naśladowałeś Dawida w grzechach, naśladuj go także w pokucie". Po ośmiu miesiącach cesarz Teodozjusz upamiętał się, pokutował, a Ambroży wobec zebranego ludu grzechy mu odpuścił. Od tej chwili Teodozjusz jeszcze więcej cenił Ambrożego, a nawet powtarzał; „Jednego widziałem biskupa - Ambrożego".

Ambroży pozostawił po sobie wiele mów i kazań, jest on autorem kilkunastu pieśni. Hymn „Te deum laudamus" (Ciebie Boga chwalimy) przypisują Ambrożemu. Jest on twórcą tak zwanego śpiewu rytmicznego albo ambrozjańskiego.

W mowach swoich Ambroży, podobnie jak nasz kościół ewangelicki, opiera się na Piśmie św. „Szukajmy Chrystusa", powiada „szukajmy istotnego i prawdziwego chrześcijaństwa w Piśmie św. a wszystko to, co w nim nie jest zawarte, jako nowatorstwo odrzucajmy". Również przemawiają do, przekonania każdego ewangelika następne słowa biskupa: „Aczkolwiek Piotr, Jakub, Jan filarami kościoła są nazwani, to przecież każdy chrześcijanin, który świat pokonywa, jest takim filarem, który sam Bóg umacnia i podtrzymuje. Co Chrystus do Piotra wyrzekł: „Dam ci klucze królestwa niebieskiego i cokolwiek zwiążesz na ziemi, będzie związane w niebiesiech; i cokolwiek rozwiążesz na ziemi, będzie róż wiązane i w niebiesiech" (Mat. 16, 19), to nie tylko wyrzekł do samego Piotra, lecz do wszystkich apostołów, a nawet do wszystkich nauczycieli gmin chrześcijańskich. (Mat. 18, 18; Jan 20, 23). Kościół opiera się nie na nim, lecz na jego wyznaniu i jego wierze: „Tyś jest Chrystus, Syn Boga żywego” (Mat. 16, 16). O tej wierze wyrzekł Chrystus, że bramy piekielne nie przemogą jej".

Na wiosnę roku 397 w Wielkim Tygodniu zasnął w Bogu, a w dniu Wielkanocy, w dniu, w którym został ochrzczony, ciało jego przeniesiono do kościoła mediolańskiego, gdzie wśród łez i żalu całego zgromadzonego ludu zostało pochowane.

18. Aureliusz Augustyn i Hieronim.

Aureliusz Augustyn, najsławniejszy doktor i ojciec Kościoła, urodził się roku 354 w Tagaście w Numidii. Ojciec jego, Patrycjusz, był poganinem, matka, Monika, rodowita Afrykanka, była chrześcijanką. Ona to wcześnie zaszczepiła w duszy jego nasiona prawdy oraz miłości ku Bogu. Ojciec dumny ze zdolności syna, starał się o udzielenie mu jak najwięcej wiadomości, a oddając go do szkół pogańskich w Kartaginie, sparaliżował wpływ Moniki. Augustyn prowadził życie rozpustne, przystał do manicheizmu18.1, pogardzał wiarą matki. Matka widząc syna na zgubnej drodze, ogromnie nad tym cierpiała, płakała i modliła się18.2. Pewien biskup pocieszał ją: „Ufaj, Moniko, syn tylu modlitw i łez nie zginie". Po ukończeniu nauk został nauczycielem wymowy w Kartaginie. Następnie wbrew woli matki udał się do Rzymu. W Rzymie jednak nie znalazł czego szukał i czego pragnęła dusza jego. Pogańska filozofia nie zadowalała go, pojechał przeto Augustyn do Mediolanu, ażeby poznać znanego całemu światu z cnót i pobożności biskupa Ambrożego. Ambroży przyjął go po ojcowsku. Jego kazania, jego dobroć, moc wiary zrobiły ogromne wrażenie na Augustynie i spowodowały przewrót w jego myśleniu i życiu.

Augustyn począł się zastanawiać nad zasadami wiary chrześcijańskiej i czytać na nowo Pismo św., którym dotąd pogardzał. Usłyszawszy razu jednego, jak kilka rodzin nawróciło się do Pana, zawołał Augustyn boleśnie: „Oto prostaczkowie zabierają królestwo Boże, a my pomimo wszystkiej nauki naszej w grzechach się tarzamy". Potem poszedł pewnego razu do ogrodu, padłszy na kolana, modlił się o nawrócenie swoje. Niby odpowiedź na wołanie swoje usłyszał głos dziecięcia, jakby z bliskiego podwórza dochodzący: „tolle et lege", „tolle et lege" (weź i czytaj, weź i czytaj). Glos ten wydawał mu się znakiem, zesłanym mu przez Boga z nieba. Wziął do ręki biblię, otworzył ją, a wzrok jego padł na te wyrazy: „Chodźmy uczciwie jak we dnie, nie w biesiadach i w pijaństwach, nie we wszeteczeństwach i rozpustach, nie w swarach i zazdrości. Ale obleczcie się w Pana Jezusa Chrystusa, a starania o ciele nie czyńcie ku pożądliwościom". (Rzym. 13, 13-14). Posłuchał tego napomnienia. Łaska Boża, którą miał tak często wysławiać w pismach, oświeciła go, opromieniła i rozpędziła wszelkie wątpliwości. Nastąpiła zmiana wyobrażeń i uczuć Augustyna, Wybiła godzina jego nawrócenia. Matka z nawrócenia syna cieszyła się niezmiernie, triumfowała, oddawała dzięki Bogu, który mocen jest uczynić daleko więcej niż to, o co prosimy lub co pomyślimy. Augustyn począł gorliwiej czytać Pismo św. i przygotowywał się do przyjęcia chrztu świętego. W Wielką Sobotę roku 387, w 33 roku życia został ochrzczony przez biskupa Ambrożego w Mediolanie. O chrzcie mówi Augustyn w swych „Wyznaniach", krótko, lecz wymownie. „Zostaliśmy ochrzczeni i opuścił nas niepokój o przeszłe życie". Z przeszłością tą zerwał Augustyn bezpowrotnie. W trzydziestym, trzecim roku życia dokonał się w nim ów przełom zasadniczy: jak apostoł Paweł tak Augustyn z grzesznika staje się wiernym sługą Bożym.

Od chwili nawrócenia, dalsze życie Augustyna wypełnione było ciągłą najwszechstronniejszą pracą pozyskania ludzi dla królestwa Bożego, ciągłą walką z różnymi przeciwnościami, wrogami ewangelii, grzechami. Teraz pośpieszył do Afryki, aby się całkiem oddać służbie Bożej. Po drodze w Ostii pochował swą ukochaną matkę. W Afryce rozdał majątek ubogim, sam zaś żył w zupełnym odosobnieniu. Wkrótce został powołany na prezbitera zboru w Hippo, a w kilka lat później wbrew woli swojej na biskupa tegoż zboru. Odtąd Augustyn wywierał nieporównany wpływ na dzieje Kościoła. Urząd swój biskupi wykonywał z największą gorliwością i ścisłością. Dla całego duchowieństwa stał się wzorem pokory, miłosierdzia i miłości prawdy. Potęgą mowy i pióra walczył przeciwko nieprzyjaciołom Kościoła. Skutecznie zbijał naukę arian i Pelagiusza, zakonnika w Bretanii.

Pelagiusz nauczał, że Bóg od samego początku stworzył człowieka śmiertelnym, że człowiek takim się rodzi, jakim Bóg pierwszego człowieka stworzył, t.j. bez grzechu. Grzech pochodzi ze złego przykładu. Zbawiciela właściwie nie potrzebujemy, ale dobrze, że Jezus przyszedł na ten świat, gdyż przez swój dobry przykład dał zachętę do poprawy i do zbawienia.

Przeciwko tym naukom wystąpił Augustyn. Człowiek, wychodzący z rąk Stwórcy, był święty, niewinny, bezgrzeszny. Gdy Adam, ojciec i przedstawiciel rodu ludzkiego, popełnił grzech pierworodny, całe jego potomstwo zgrzeszyło z nim i w nim i ponosi skutki grzechu. Każdy człowiek jest więcej zdolny do złego niż do dobrego, ta skłonność do złego nazywa się grzechem pierworodnym. Człowiek nie może powstać z upadku, jak tylko za łaską Bożą. Łaskę tę nadały mu życie i śmierć Jezusa Chrystusa. Jedynie tylko łaska Boża człowieka zbawić może.

Augustyn jest nazwany wielkim „Doktorem łaski". Augustyn pozostawił po sobie bardzo wielką liczbę dzieł, w których bronił wiary chrześcijańskiej. Pisma Augustyna wywierały potężny wpływ na naszego wielkiego reformatora Dr M. Lutra, który rozczytywał się w pismach Augustyna i pokrzepiał się niemi.

O Piśmie św. tak się Augustyn wyraża: „Czymże jest Pismo św., jeżeli nie listem otwartym wszechmocnego Boga do swych stworzeń? Ewangelia jest to głos Pana naszego, którym z wysokości niebios z nami na tej ziemi rozmawia. W ewangelii wszystko jest wyłożone jasno i wyraźnie, co się odnosi do nauki wiary i moralności. Kto odstępuje od Pisma św. ten nie należy do Kościoła, chociażby w nim zasiadł. Z Pisma św. a nie z następstwa biskupów, ani z powagi konsyliów, ani z mnogości cudów prawda musi płynąć. Chrystus sam jest opoką, na której kościół jest zbudowany.

Augustyn umiał podnieść upadłe dusze, ożywić serca, napełnić odwagą i wytrwałością w cierpieniach. Jak nauczał, tak i żył, żył skromnie, niemal ubogo. Koniec jego życia był jednak bardzo smutny. Dzicy Wandalowie zajęli północną Afrykę i obiegli także miasto Hippo. W czasie tego oblężenia Augustyn silnie zaniemógł. Czując swój bliski koniec, kazał sobie podać psalmy Dawida i czytał je pośród wielu łez i modlitw W roku 430, w 76 roku życia umarł. Ostatnim jego słowem była modlitwa: „Dajże mi umrzeć mój Boże, ażebym żył",

Najgłówniejsze dzieła Augustyna są: „O Trójcy", „O Państwie Bożym" i „Wyznania".

Legenda głosi, że podczas rozmyślań o Trójcy Świętej Augustyn ujrzał małe dzieciątko, przelewające łyżeczką wodę morską. Gdy dowiedział się, że zamierza ono przelać cały ocean w wykopany w piasku dołek, chciał wytłumaczyć dziecku niemożliwość podobnego przedsięwzięcia, dziecko odpowiedziało: „Prędzej ja przeleje cały ocean, niż ty Augustynie, zgłębisz tajemnicę Trójcy Świętej".

Dzieło „O Państwie Bożym" jest najobszerniejszą, najgruntowniejszą naówczas obroną wiary chrześcijańskiej. W Augustynie żyła silna potrzeba wiary, wyrażona w słynnym zdaniu: „Wierz, abyś zrozumiał" (crede, ut intelligas).

„Wyznania" (Confessiones). Jest to ciągły, wzniosły a rzewny opis nawrócenia, w którym mąż ten świętobliwy wyznaje swoje błędy, rozważa znikomość rzeczy doczesnych, zagrzewa do zamiłowania wiecznych i rozważania słowa Bożego. W „Wyznaniach" znajdują się owe piękne zdania godne zapamiętania: „O, Boże mój, stworzyłeś nas dla Siebie, a dusza moja nie ma pokoju, dopóki nie spocznie w Tobie!" „Cała nadzieja moja w nieskończonym miłosierdziu Twoim, o Boże! Daj co nakazujesz i nakazuj, co dasz".

W dziełach Augustyna przebija się ta przepiękna zasada: w tym co konieczne - jedność; w wątpliwym - wolność; we wszystkim - miłość18.3.

Współcześnie z Augustynem żył Hieronim, Doktor i gorliwy obrońca nauki Kościoła.

Hieronim urodził się w słowiańskim mieście Stridonie (teraźniejsza Strigawa) na pograniczu Dalmacji (346 r.).

Był on synem rodziców bogatych i znakomitych. Kształcił się w Rzymie, skąd odbywał różne podróże po różnych krajach. W końcu żeby uciec przed światem i jego niebezpieczeństwami, udał się do Betlejem. Przez 34 lat żył on tu, oddając się ascetyce i pracy nad Pismem św. Jej owocem było tłumaczenie Pisma św. na język łaciński. Przekład ten z powodu rozpowszechnienia się otrzymał nazwę „Wulgaty"18.4 dziś powszechnie w kościele rzymskokatolickim używany.

Tu w Betlejem zakończył Hieronim18.5 swój świątobliwy żywot w r. 420, przeżywszy lat 88.

W tymże czasie dokonał Ulfilas, biskup Gotów, przekładu biblii na język starogotycki, ułożywszy do tego celu osobny alfabet. (Około roku 360). Z całej tej biblii pozostały tylko urywki. Znajdują się one w uniwersytecie w Upsali w rękopisie (codex argenteus), pisanym srebrnymi głoskami na pergaminie purpurowej barwy.

19. Antoni, Wielki Pustelnik.

W czasie prześladowania za Decjusza w 3 wieku wielu chrześcijan, aby uniknąć męczarni, udawało się na pustynię i tam prowadziło życie samotne. Pierwszym znanym nam pustelnikiem był niejaki Paweł z Tebaidy, który w modlitwach i postach podobno 90 lat przepędził w pustyni. Patriarchą jednak życia pustelniczego i zakonnego uważany jest Antoni, przezwany Wielkim, albo Ojcem Pustelników. Urodził się około roku 250 w pewnej wsi Egipskiej. Będąc jeszcze dzieckiem, oddawał się pobożnym rozmyślaniom i uczęszczał do kościoła. Będąc pewnego razu w kościele, usłyszał kazanie na słowa ew. św. Mat. (19, 21):

„Jeśli chcesz być doskonałym, idź, sprzedaj majętności swoje, i rozdaj ubogim, a będziesz miał skarb w niebie; i przyszedłszy tu, idź za Mną". Wzruszony do głębi serca tą ewangelią, rozdał majątek ubogim, sam zaś udał się na puszczę, żywił się tylko chlebem i solą, ubogich wspierał, chorych modlitwą uzdrawiał i wywierał ogromny wpływ na otoczenie. W czasie prześladowania za cesarza Maksymina wrócił do Aleksandrii, zachęcał do wyznawania Chrystusa i do wytrwania w wierze i sam wyznał śmiało i otwarcie swoją wiarę w Chrystusa ukrzyżowanego. Po uciszeniu się burzy prześladowań, wrócił na pustynię, i na górze Kolsin, zwanej później górą św. Antoniego, prowadził dalej żywot, poświęcony modlitwom, umartwieniom ciała i pracy. Zasiał naokoło swej siedziby kawał pola, żeby nie być ciężarem swych przyjaciół i żeby móc udzielić wsparcia potrzebującym. Sława Antoniego rosła nieomal z każdym dniem. Ludzie różnego stanu, nawet cesarz Konstantyn Wielki, udawali się do niego o radę i polecali się jego modlitwom.

Już jako stuletni starzec przybył znów na prośbę Atanazego do Aleksandrii, żeby uśmierzyć różne spory powstałe co do osoby Chrystusa. Opowiadają, że wtedy w przeciągu kilku dni więcej pogan nawróciło się do chrześcijaństwa, aniżeli przedtem w ciągu całego roku. Antoni, czując bliską śmierć swoją, prosił przyjaciół, ażeby ciała jego nie balsamowali, lecz żeby je pochowali i grób trzymali w ukryciu, ażeby inni nie oddawali czci zabobonnej jego kościom. Umarł cicho mając lat 105. „Dzieci, bądźcie błogosławione", rzekł po raz ostatni do mnichów, „Antoni odchodzi, i nie będzie go wiecej przy was".

20. Opat Benedykt z Nursji, patrjarcha zakonników Zachodu.

Życie zakonne, któremu dał początek Antoni w IV wieku, zostało rozwinięte przez Pachomjusza, ucznia Antoniego, w Egipcie. Zakonnicy mieszkali we wspólnym domu (klasztorze), trzymając się ustanowionej reguły. Urządzenie klasztorów było proste. Na czele klasztoru stał opat. Wszyscy zakonnicy zajmowali się modlitwą i pracą ręczną. Wyroby swej pracy sprzedawali, a korzyści obracali na utrzymanie klasztoru; przy klasztorach zakładano szkółki, przytułki i szpitale. Klasztory były ogniskiem życia religijnego. Z klasztorów wyszli najprzedniejsi biskupi kościoła ówczesnego. Największe zasługi względem wiary i cywilizacji na Zachodzie położył zakon benedyktynów. Założył go Benedykt z Nursji20.1. Urodził się on w roku 480. W latach młodzieńczych był on oddany na nauki do Rzymu, lecz tam swawola i zdrożność oraz moralne zepsucie wśród duchownych tak oddziałały na niego, że postanowił schronić się do jaskini w Subiako, gdzie przebył trzy lata. Wielu uczniów zgromadziło się tu naokoło niego, dla nich założył on klasztor na górze Kasino. Czternaście lat jako opat rządził klasztorem i tu umarł 21 marca roku 543.

Urządzenie, jakie zaprowadził Benedykt w Monte Kasino, posłużyło za wzór dla większej części klasztorów na Zachodzie. Zakonnik, wstępujący do klasztoru, składał trzy śluby: ubóstwa, bezżeństwa i posłuszeństwa względem zwierzchników. Życie benedyktynów było przeplatane modlitwą, pracą umysłową i pracą ręczną. Zakonnicy byli ciągle zajęci. Jedni obowiązani byli osuszać bagna, wycinać zarośla i tym sposobem przyczyniali się wielce do polepszenia rolnictwa; inni zajmowali się nauczaniem i wychowaniem młodzieży, inni znów przepisywali rękopisy, księgi i biblię i tym sposobem położyli wiekopomną zasługę, bo zachowali niejeden ważny rękopis, nawet biblię od zagłady i przechowali ją potomstwu. Niemałą zasługę położyły zakony około nawrócenia pogan, a podczas wojen opiekowały się chorymi, sierotami, podróżnymi.

Na podobnych zasadach powstał zakon żeński benedyktynek, którego założycielką była Scholastyka, siostra Benedykta. Mniej więcej na wzór reguły zakonu benedyktyńskiego powstały z biegiem czasu zakony augustianów, kapucynów, franciszkanów, dominikanów oraz cały szereg zakonów żeńskich.

Miały te zakony swoje znaczenie cywilizacyjne, ale i do nich wkradły się zepsucia i zgorszenia. Według pojęcia ewangelickiego klasztory są rzeczą zbyteczną. Aby być dziecięciem Bożym, nie potrzeba się uciekać do klasztoru, ponieważ każdy w swoim powołaniu może godnie służyć Bogu i ludziom. Wierzyć i miłować Boga i bliźnich oraz wiernie i sumiennie spełniać obowiązki swego powołania - oto zasady życia, doskonałość chrześcijańska w znaczeniu ewangelicznym. Kto tak postępuje, ten jest prawdziwym uczniem Chrystusa.

21. Leon I Wielki i Grzegorz I Wielki.

Początkowo pierwsi chrześcijanie nie czynili żadnej różnicy między sobą. Wszyscy byli jakby jedno serce i jedna dusza i uważali się jako naród kapłański zgodnie ze słowami Pisma św. (I Piotra 2, 9) „Wy jesteście rodem wybranym, królewskim kapłaństwem".

W III-cim jednak wieku duchowieństwo, uważając się za bliżej stojące Boga, a pod względem oświaty i życia wyróżniając się od reszty społeczeństwa chrześcijańskiego, przezwało się klerem, a wszystkich nieduchownych nazywało laikami. Rozdzieliło się także duchowieństwo na duchowieństwo wyższe (ordines majores) i niższe (ordines minores).

Biskupi zajęli stanowisko rządzących zborami, a pierwszym, który taką naukę o nich wytworzył, był Ignacy z Antiochii. Twierdził on, iż biskup jest przedstawicielem Chrystusa, a kolegium prezbiterów przedstawicielami apostołów. Powoli wytworzyło się pojęcie wprost przeciwne temu, co czytamy w listach apostolskich. W IV-tym wieku został wprowadzony celibat, czyli bezżeństwo księży, co się wprost nie zgadza z nauką Chrystusa i apostołów (I Tymot. 3, 2). Wbrew Pismu św. otaczano biskupów nadzwyczajną świętością.

Okoliczności złożyły się na to, że biskupi zborów Rzymskiego, Antiocheńskiego, Jerozolimskiego i Aleksandryjskiego używali największej powagi i nazwali się patriarchami.

Największej zaś powagi używał biskup Rzymski. Miasto Rzym, jako stolica ogromnego państwa rzymskiego, olśnione było blaskiem potęgi i chwały, do tego wytworzyło się błędne, na niczym nieuzasadnione podanie, jakoby założycielem i pierwszym biskupem zboru Rzymskiego był apostoł Piotr (por. § 2).

Biskupi rzymscy uważali siebie jako następców Piotra i nazywali się późnię] papieżami (od wyrazu papa - ojciec).

Do uświetnienia władzy i powagi Rzymskich biskupów przyczynili się najwięcej Leon Wielki i Grzegorz Wielki.

Leon I Wielki urodził się w Rzymie około 440 r. O jego młodości prawie nic nie wiemy. Wiemy tylko tyle, że był to papież, który odznaczał się gorliwą pobożnością, odwagą i wielkim charakterem. W tych czasach Atylla, wódz Hunów, wkroczył do Włoch, ogniem i mieczem je niszczył i ciągnął ku Rzymowi. Leon na czele duchowieństwa zaszedł mu drogę, a wymową, powagą i prośbą skłonił go do odwrotu i ocalił Rzym.

Surowszym od Atylłi okazał się Genzeryk, wódz Wandalów, który napadł na Rzym i gdyby nie prośby Leona, miasto niezawodnie spaliłby. Leon przezwany Wielkim umarł w r. 461. Przy ogromnej nauce, szczególnie teologicznej, posiadał wielkiego ducha, który go wzniósł nad współczesnych.

Drugim takim mężem wpływowym był Grzegorz Wielki.

Grzegorz I Wielki urodził się około 540 r. Odebrawszy staranne wychowanie, początkowo piastował urząd pretora21.1 Rzymu. Po śmierci ojca postanowił oddać się życiu zakonnemu. Cały swój majątek odziedziczony po ojcu rozdzielił między ubogich. Budował klasztory i hojnie je wyposażał. Zostawszy papieżem postanowił wytępić wszelkie nadużycia, które już wtedy panowały w Kościele chrześcijańskim.

Grzegorz protestował energicznie przeciw tytułowi biskupów ekumenicznych czyli powszechnych, przybieranemu przez patriarchów Konstantynopola. Sam zaś mianował się sługą sług Bożych (servus seryorum dei). Przy nawracaniu pogan i zobojętniałych obok gorliwości zalecał łagodność, miłość, ale nie pragnął nikogo przymuszać do przyjęcia wiary chrześcijańskiej. Grzegorz był człowiekiem bardzo słabego zdrowia. Cierpienia jego wzmogły się tak dalece, że przez wiele lat nie mógł nawet podnieść się z łóżka, co wszakże nie ostudzało jego gorliwości i pracy. Wspierał, nagradzał, zachęcał tych, co się oddawali naukom i sztukom pięknym. Uważany jest za ojca śpiewu chóralnego zwanego gregorjańskim (cantus firmus). Sam był największym swego wieku pisarzem. O Piśmie św. pisał Grzegorz, że każe ono czystą prawdę. Przez nie Bóg odpowiada na każde pytanie. Jest ono w wielu miejscach tak jasne, iż dziecię zrozumie, a ludzie zwyczajni pokarm duchowy dla siebie z niego czerpać mogą. Pismo św. przyrównać można do potoku, który ma swe płytkie i głębokie miejsca. Miejsca, kędy jagnię (nieuk) brodzić, a słoń (uczony) pływać może.

Takim był Grzegorz Wielki, ten „ostatni Ojciec Kościoła". Umarł w r. 604. Pozostawił przykład swoim następcom, ale następcy jego papieże, niestety za tym przykładem nie poszli.

22. Bonifacy, apostoł Niemców

Bonifacy urodził się w roku 680 w Anglii, na chrzcie świętym otrzymał imię Winfryd. Od dzieciństwa prawie czuł pociąg do życia klasztornego. Wychowanie i kształcenie otrzymał w jednym z klasztorów zakonu Benedykta w Anglii. Za przykładem angielskich misjonarzy powziął i on zamiar opowiadania ewangelii w krajach północnych. Przed nim jeszcze na długo Kolumban i Gali opowiadali słowo Boże Alemanom22.1 i Helwetom (Szwajcarom); Kiljan mieszkańcom Turyngii; Wilfryd i Willebrord przed Bonifacym nawracali Fryzję i Saksonię. Ale co oni zaczęli, tego Bonifacy dokonał. Na wiosnę 716 przybył Bonifacy do Fryzji. Przybył jednak w złą godzinę. Panował w tym kraju wówczas okrutny Radbrod, który był wielkim wrogiem chrześcijaństwa, burzył kościoły, księży wypędzał, bałwochwalstwo przywracał. Nie pozostało nic innego Bonifacemu, jak wrócić napowrót do Anglii.

Bonifacy nie pozostawał jednak długo w Anglii, po trzech latach udał się znów do Fryzów, do Hesji i Turyngii. W tym czasie umarł król Fryzów, prześladowca chrześcijan, Radbrod. W Hesji liczne rzesze przyjęły chrzest święty. Tu założył Bonifacy klasztor w Amenebergu. Wieść ta doszła do uszu papieża Grzegorza II, który go powołał do Rzymu i wyświęcił na biskupa Germanii, t.j. na biskupa wszystkich kościołów mających się założyć w Niemczech. Przy tym poświęceniu otrzymał imię Bonifacego t.j. Dobroczyńcy. Tu zaprzysiągł Bonifacy papieżowi, że wszystkie kościoły, klasztory i gminy chrześcijańskie odda pod bezwzględne zwierzchnictwo papieża.

Bonifacy, powróciwszy do Niemiec, opowiadał ewangelię i wszędzie kruszył bałwany. W pobliżu miasta Geismar w Hesji stał stary dąb poświęcony bożkowi piorunów Denarowi. Tysiąc pogan składało pod tym dębem swe ofiary. Bonifacy postanowił strącić ów odwieczny przedmiot czci pogańskiej. Kiedy ścinał stare drzewo, strwożeni poganie stali naokoło, spoglądając to na apostoła, to na niebo, czy też ogień nie spadnie z nieba i nie zabije złoczyńcy. W końcu odwieczny dąb z wielkim łoskotem runął, a apostoł został nietknięty. Poganie ujrzeli niemoc swoich bogów i tysiące przyjęło chrzest święty.

Z ściętego dębu wybudował Bonifacy kaplicę na pamiątkę zwycięstwa chrześcijaństwa. Wybudował również nad rzeką Fuldą klasztor, który stał się macierzą klasztorów germańskich. Tu jak i w innych klasztorach mnisi zajmowali się uprawą ziemi, sadzeniem drzew i nawracaniem pogan. W tym celu sprowadził znaczną ilość zakonników i zakonnic z Anglii, którzy mu byli prawdziwą pomocą przy nawracaniu pogan i później jego następcami.

Za położone zasługi około krzewienia chrześcijaństwa w Niemczech papież Grzegorz III wyniósł Bonifacego do godności arcybiskupa z rezydencją w Moguncji, któremu podlegało 13 biskupstw. Chcąc żeby te biskupstwa były silne, zjednoczone z sobą, zwoływał Bonifacy regularne synody. Na jednym z takich synodów obecni biskupi ślubowali bezwzględne posłuszeństwo papieżowi.

W 73 roku pracowitego życia swego zapragnął jeszcze raz zwiedzić Bonifacy dawne fryzyjskie strony. Przyjęto go z otwartemi rękoma. Jego nauczyciel i przyjaciel Wilebrord dawno już poległ w grobie. Z młodzieńczym zapałem sędziwy arcybiskup jął się pracy, zakładał kościoły, umacniał chwiejnych w wierze, napominał zobojętniałych i chrzcił, tysiące pogan.

Nadszedł dzień Zielonych Świątek roku 755. Był to dzień bierzmowania tysiąca ochrzczonych, ale i dzień śmierci męczeńskiej biskupa. Tłum pogański mszcząc się za znieważenie swych bogów, napadł na biskupa. Bonifacy nie stracił przytomności, w obliczu śmierci odezwał się do swoich towarzyszów, którzy go chcieli zasłonić: „Pismo święte uczy oddawać dobrem za złe, a nie złem za złe. Tęskniłem od dawna za dniem tym, oto godzina wyzwolenia nadeszła. Ufajcie, bracia moi, a nie bójcie się tych, co zabijają ciało, ale duszy zabić nie mogą! Radujcie się w Panu. W Nim pokładajcie nadzieję waszą. Znieście mężnie chwilkę śmierci, abyście wiecznie z Chrystusem panowali". Były to ostatnie słowa Bonifacego. Z podniesioną nad głową ewangelią padł pod ciosem śmiertelnym, a z nim 53 towarzyszów. Ciało jego złożono w ulubionym klasztorze w Fuldzie22.2.

Okres średniowieczny

23. Karol Wielki i Ansgary, apostoł Północy

Karol Wielki, król Franków, urodził się 2 kwietnia 742 roku prawdopodobnie w Akwizgranie. Był on najpotężniejszym monarchą średniowiecza, sławnym w boju, zasłużonym na polu cywilizacji.

Najzaciętszymi jego wrogami byli Sasi, z którymi prowadził walkę z małymi przerwami przez lat 32. Sasi trzymali się wytrwale starożytnej wiary pogańskiej i nienawidzili chrześcijańskich Franków, nieustannie też napadali na państwo frankońskie. Walki Karola z Sasami przybierały cechy największego rozgoryczenia i dzikiej namiętności i kto wie, czyby całe plemię Sasów nie wyginęło, gdyby nie rozum i roztropność ich wodza Witekinda, który widząc, że bogowie, choć tylu krwawymi ofiarami błagani, żadnej nie dają pomocy, zaniechał dalszego oporu, zaprzysiągł wierność cesarzowi Karolowi i został chrześcijaninem. Cały naród poszedł niebawem za jego przykładem, ale niestety chrześcijaństwo to przyjmowali Sasi pod przymusem i pod grozą kary śmierci.

Karol zajmował się umysłowymi potrzebami narodu i państwa i tu okazał się prawdziwie Wielkim. Przedmiotem jego niezwykłej troski była sprawa nauczania, dlatego przy klasztorach i kościołach polecał zakładać szkoły i zmuszał rodziców do posyłania do nich dzieci. Sam często siadywał z uczniami na ławie i słuchał lekcji. Podróżując, Karol zwykle zwiedzał osobiście szkoły i egzaminował uczniów. Dobrych i pilnych stawiał po prawej stronie, a złych i leniwych po lewej. Zdarzyło się, że ci ostatni byli prawie wszyscy synami bogatych rodziców. Karol zwrócił się tedy do pilnych chłopców niższego stanu i rzekł: „Cieszy mnie to, że takie robicie postępy, czyńcie tak dalej, doskonalcie się, pracujcie dla waszego dobra i przyjdzie czas, gdzie i moja nagroda was nie minie". „Was zaś" - rzekł, zwracając się do lewej strony - „wy synowie szlachty, malowane lalki, którzy się tak możni i bogaci czujecie, iż wam się zdaje, że nie potrzebujecie się uczyć, zapewniam na Boga, że wasze szlachectwo i piękne twarzyczki nic nie znaczą u mnie. Nie spodziewajcie się niczego ode mnie, gdyż u mnie popłaca tylko nauka i wytrwała praca; jeśli się nie poprawicie, precz mi z oczu".

Nakazywał księżom miewanie kazań w języku ojczystym, dla ludu zrozumiałym. Rozkazał przetłumaczyć kazania dawnych sławnych kaznodziei Augustyna, Ambrożego, Jana Złotoustego i innych, i zebrać je w oddzielną książkę, noszącą nazwę postylli, z której to książki kaznodzieje winni byli odczytywać kazania. Dbał także o piękno nabożeństw; wprowadził grę na organach, założył szkołę śpiewaków, zakładał biblioteki, zbierał rękopisy, nawet sam usiłował stworzyć gramatykę niemiecką.

Niespożytą usługę we wszystkich tych pracach i poczynaniach położył Alkuin, uczony astronom, którego Karol sprowadził z Anglii i który był jakby jego ministrem oświaty. W ulubionej swej stolicy Akwizgranie Karol wzniósł sławną katedrę, sprowadzał malarzy włoskich, którzy ozdabiali kościoły oraz pałace cesarskie malowidłami.

Dzięki usiłowaniom tego wielkiego cesarza Germanowie wchodzą do grona narodów cywilizowanych. Wielkiego znaczenia nabiera w życiu Karola potwierdzenie darowizny króla Pepina.

W walce z Longobardami pospieszył Pepin z pomocą papieżowi i odniósł wielkie zwycięstwo nad Aistulfem, królem Longobardów. Papież za te usługi ukoronował Pepina i obu jego synów. Wywdzięczając się za tak wielką przysługę, Pepin na wieczne czasy nadał papieżom odebraną od Longobardów okolicę, która otrzymała nazwę ojcowizny św. Piotra. Z tej darowizny powstało państwo kościelne, a papieże stali się władcami świeckimi tej części Włoch. Po 20 latach Longobardowie chcieli odebrać papieżowi z powrotem te ziemie, wtedy pośpieszył na pomoc papieżowi Karol Wielki i położył koniec panowaniu Longobardów. W nagrodę papież Leon III koronował Karola na cesarza23.1.

W życiu prywatnym Karol był sprawiedliwy, łagodny, prosty. Umarł w 71 roku życia w Akwizgranie roku 814 r. Ostatnie jego słowa były: „Ojcze, w ręce Twoje polecam ducha mego". Pochowano go w grobowcu katedralnym w płaszczu cesarskim, w koronie i z mieczem w ręku, ze złotą księgą ewangelii na kolanach, złotą torbą pielgrzymską u bioder, w postawie siedzącej na krześle marmurowym.

Nawrócenie Sasów przez Karola Wielkiego utorowało drogie ewangelii dalej ku północy. Głównym apostołem krajów północnych był Ansgary, zakonnik z klasztoru Corvey w Pikardii. Pierwszym terenem jego pracy misjonarskiej była Dania, dokąd przybył (826) na zaproszenie króla Haralda, ochrzczonego na dworze cesarza Ludwika Pobożnego. Po dwu latach ciężkiej i mozolnej pracy i po wygnaniu Haralda opuścił Ansgary Danię i udał się do Szwecji. Napadnięty w drodze przez Wikingów, rozbójników morskich, zaledwie potrafił dostać się do Birki, siedziby króla Biorna, i tam założył pierwszy kościół chrześcijański w Szwecji. Po powrocie do Niemiec został arcybiskupem w Hamburgu, ale już po czterech latach zmuszony był ratować się ucieczką do Bremy przed korsarzami normandzkimi, którzy pod wodzą króla Horika napadli na Hamburg, rabując, niszcząc i wyrzynając w pień mieszkańców. Ansgarowi udało się wejść w układy z Horikiem i uzyskać pozwolenie na założenie pierwszego kościoła w Szlezwiku. Był to triumf nie mały. Od tego czasu kościół chrześcijański zaczął się stale rozwijać i szerzyć w pogańskiej Danii.

W roku 861 przedsięwziął Ansgary drugą podróż misyjną do Szwecji, gdzie za jego staraniem na zgromadzeniu narodowym uroczyście ustalonym zostało, nie stawiać żadnych przeszkód wprowadzeniu chrześcijaństwa. Ostatnie chwile życia Ansgary spędził równie pracowicie i surowo, jak dni swej młodości, okryty grubą odzieżą, z pracy rąk własnych utrzymywał swych misjonarzy. Umarł w roku 865, w 64 roku życia. Ostatnią jego modlitwą było: „Boże bądź miłościw mnie grzesznemu".

Następcą i naśladowcą wielkiego apostoła Północy był uczeń jego Rimbert, ale dopiero kiedy wstąpił na tron Kanut Wielki, religia chrześcijańska stała się panującą w Danii.

W Norwegii ewangelia głoszona była przez Olafa świętego roku 1000, który uważanym był za patrona Norwegii.

W Szwecji chrześcijaństwo zostało ustalone dopiero w XII wieku przez Eryka IX świętego, skąd przeszło w następnym stuleciu do Finów. Z Norwegii chrześcijaństwo przedostało się na wyspę Islandię, a nawet do Grenlandii. Niestety w późniejszych czasach w XV wieku chrześcijaństwo znikło zupełnie w Grenlandii, dopiero w XVIII wieku Jan Egede na nowo zaczął opowiadać ewangelię i dzięki jemu oraz misji Braci Hernhutów Grenlandczycy są wyznawcami prawdziwej ewangelii.

W Irlandii opowiadał ewangelię Patryk, który w krótkim czasie nawrócił mieszkańców tej wyspy i zbudował wiele kościołów i klasztorów.

Apostołem Szkocji był Kolumban. We właściwej Anglii szerzył wiarę chrześcijańską opat Augustyn z 39-cioma zakonnikami.

W Estlandii, Liflandii i Kurlandii szerzyli początkowo ewangelię kupcy z Bremy i Lubeki, nawiedzający brzegi Bałtyku. W ślad za nimi szli misjonarze. Z nich najwięcej dla sprawy chrześcijańskiej zdziałał kanonik Bremy Albert Buxhovden, który następnie został biskupem, założył miasto Rygę i dla obrony nawróconych chrześcijan stworzył zakon rycerski kawalerów mieczowych.

Mimo przeszkód Ewangelia odniosła w końcu zwycięstwo nad wszystkimi krajami Północnej Europy.

24. Cyryl i Metody, apostołowie Słowian

W tymże samym prawie czasie, jak chrześcijaństwo się zaczęło szerzyć śród normanów na północy Europy przez Ansgara, w IX i X wiekach rozkrzewiło się chrześcijaństwo wśród niektórych ludów słowiańskich, które od czasu wędrówki narodów mieszkały na wschodzie Europy. W IX wieku zamieszkiwali ziemie naddunajskie Bułgarowie. Były to dzikie hordy, które przywędrowały z nad Wołgi. Pierwszą wieść o chrześcijaństwie otrzymali oni od jeńców greckich. Srogim prześladowaniom jednak ulegali ci jeńcy i pierwsi Bułgarowie, którzy nawrócili się do chrześcijaństwa. Wielu z nich umarło śmiercią męczeńską. Dopiero po roku 860 rozpowszechniło się chrześcijaństwo śród Bułgarów. Siostra księcia Bogorysa, przebywając czas dłuższy w Konstantynopolu jako niewolnica, przyjęła chrzest i zabrała ze sobą do ojczyzny greckiego mnicha Metodego, żeby przy Jego pomocy nawrócić brata Bogorysa i cały naród bułgarski.

Metody, pierwszy apostoł słowiański, był zakonnikiem z klasztoru Olimpijskiego w Małej Azji, mąż uczony, który obok nauki uprawiał z zamiłowaniem malarstwo. Kiedy książę Bogorys zażądał, żeby mu Metody narysował dziką scenę myśliwską, zakonnik namalował pełen grozy dzień sądu ostatecznego. Obraz wywarł wrażenie tym straszliwsze, że wówczas panował wielki głód w Bułgarii. Książe ochrzcił się i nakazał narodowi przyjąć chrzest święty.

Metody sprowadził do Bułgarii swego młodszego brata Cyryla i z nim razem prowadził rozpoczęte dzieło.

Cyryl (ur. r. 827) byt nieodstępnym towarzyszem i współpracownikiem w podróżach i pracach brata Metodego. Dla swej uczoności otrzymał przydomek „filozofa", słynął bowiem ze znajomości języków: greckiego, łacińskiego, słowiańskiego, armeńskiego i chazarskiego. Wspólnie więc z Metodym przetłumaczył Pismo Św. na język słowiański. Jest to bodaj ich największą i najwspanialszą zasługą. Wspólnie z Metodym zakładał w Bułgarii szkoły, klasztory i kościoły; oprócz Pisma św. przetłumaczyli ci bracia również księgi liturgiczne na język słowiański. Spisali je alfabetem przez siebie ułożonym i odprawiali służbę Bożą w języku narodowym, zamiast łacińskim którego lud prosty nie rozumiał.

W tymże czasie Radosław, książę morawski, usłyszawszy o nawróceniu się Bułgarów, ażeby się uwolnić z pod Jarzma frankońskiego, przyłączył się do państwa greckiego, i poprosił o przysłanie stamtąd misjonarzy. Cesarz wysłał obydwu braci Cyryla i Metodego. Podobnie jak w Bułgarii bracia ci opowiadali w Morawii słowo Boże i odprawiali służbę Bożą w języku narodowym.

Ta praca religijno-narodowa wrogo usposobiła do nich ówczesne duchowieństwo, które oskarżyło ich w Rzymie. Bracia udali się do Rzymu i usprawiedliwili się z zarzutów. Cyryl jednak wkrótce w Rzymie zmarł r. 869. Natomiast Metody, mianowany przez papieża arcybiskupem kościoła morawskiego, wrócił na Morawy i pracował nad utwierdzeniem chrześcijaństwa. Ale i teraz, oskarżony przez swych wrogów, ponownie w Rzymie musiał szukać obrony przeciw niesłusznym napaściom. Papież jednak pochwalił jego pracę, zatwierdził go na stanowisku arcybiskupim i pozwolił odprawiać mszę po słowiańsku. Napaści jednak ze strony duchowieństwa nie ustawały i napełniały ostatnie lata Metodego goryczą. Zmarł on w roku 885. Wkrótce po jego śmierci państwo morawskie stało się łupem Czechów i Węgrów, a język słowiański utrzymał się tylko w niewielu kościołach.

Wśród Czechów obok misjonarzy niemieckich głosili religię chrześcijańską uczniowie Metodego, on sam ochrzcił księcia czeskiego Bożywoja i jego żonę Ludmiłę. Bożywój i Ludmiła zajęli się gorliwie rozszerzeniem chrześcijaństwa w kraju. Po śmierci Bożywoja zapanowało znów pogaństwo, i stało się to dzięki intrygom Drahomiry, żony księcia Wratysława, która była poganką. Wielu chrześcijan poniosło śmierć męczeńską. Książe Wratysław, syn Bożywoja i matka Ludmiła zostali zamordowani.

Dopiero za czasów księcia Bolesława II, zwanego Pobożnym chrześcijaństwo na dobre utrwaliło się w Czechach. Bolesław wzniósł wiele kościołów i klasztorów, założył pierwsze biskupstwa w Pradze w roku 973.

Rosjanie przyjęli chrześcijaństwo w X stuleciu. Już w roku 955 księżna Olga, wdowa po Igorze, przyjęła chrzest święty w Konstantynopolu. Właściwym zaś apostołem Rosji był książę Włodzimierz, wnuk Olgi, który pojąwszy za żonę księżniczka grecką Annę, ochrzcił się wraz z całym ludem w roku 988. Ustanowił on dwa arcybiskupstwa w Kijowie i Nowogrodzie. Kościół wschodni nadał mu tytuły: Wielkiego i Świętego.

Węgrzy-Madziarowie usadowili się na gruzach państwa wielkomorawskiego. Pierwszymi ich apostołami byli Piligrym i Wojciech. Najwięcej jednak przyczynił się do rozkrzewienia chrześcijaństwa książę Stefan; on to zakładał kościoły, klasztory i szkoły. Za tę pracę otrzymał od papieża złotą koronę i tytuł „króla apostolskiego” - pierwszego króla Węgier. (998 -1038).

Tytułu tego używali cesarze austriaccy, jako następcy Stefana na tronie węgierskim.

Litwini znacznie później przyjęli chrześcijaństwo, a mianowicie wtedy, kiedy Jagiełło poślubił Jadwigę, królowę polską i sam przyjął chrzest w Krakowie roku 1386. Wnet pozostało tam pierwsze biskupstwo w Wilnie.

W kilkanaście lat później (1436) chrześcijaństwo poczęło się na Żmudzi.

25. Mieszko I i Bolesław Chrobry. Wprowadzenie chrześcijaństwa do Polski

W czasie kiedy Polska zaczyna występować na widownię dziejową, prawie zewsząd otaczają ją ludy pogańskie. Od zachodu graniczyła Polska z pogańskimi plemionami Połabian, od północy z pogańskimi plemionami litewskimi, od wschodu z ruskimi, tylko od południa graniczyła Polska z chrześcijańskim krajem Morawian, a na południowym zachodzie z chrześcijańskim krajem Czechów. Od nich przez urzędników, kupców i misjonarzy najpierw poczęło się szerzyć chrześcijaństwo na pograniczu Polski, t.j. w krajach Wiślan i Siężan, a stąd przedostało się do wnętrza Polski W ten sposób powoli chrystjanizm przygotowywał sobie grunt do ostatecznego zwycięstwa, które bez żadnych przewrotów społecznych nastąpiło dopiero za Mieszka I.

Mieszko I, syn Ziemomysła i żony jego Górki, urodził się w roku 931. Kronikarz Gall mówi, że urodził się ślepym, dopiero przejrzał w roku siódmym, w czasie postrzyżyn obrządku pogańskiego. Polacy podobnie jak i inne słowiańskie plemiona musieli ustawicznie ucierać się z Niemcami, którzy pod pozorem nawracania na wiarę Chrystusową usiłowali ich podbić pod swoje panowanie. Mieszko, rozumiejąc dobrze, że potędze niemieckiej nie zdoła długo się oprzeć, postanowił dla ocalenia swego narodu przyjąć chrzest święty, ale bez pośrednictwa niemieckiego. W tym celu pojął za żonę Dobrawę, córkę Bolesława I, króla czeskiego, który był już chrześcijaninem. Idąc potem za namową i radami Dobrawy przyjął chrzest w Gnieźnie (966) według obrządku łacińskiego. Wraz z Mieszkiem przyjęło chrzest wielu znakomitych Polaków. Po chrzcie Mieszko rozkazał obalać i kruszyć w całym państwie bożyszcza pogańskie, a na ich miejsce stawiać krzyż Zbawiciela i wznosić skromne drewniane kaplice i kościoły.

Z Dobrawą przybyła do Polski niewielka liczba duchownych z Czech, wśród których przeważali Niemcy. Kapłani ci mieli niezmiernie trudne zadanie do spełnienia. Nie znali oni początkowo miejscowego języka, a kiedy się już nauczyli do ludu własną jego mową odzywać, to i wówczas czuli ogromny przedział, jaki pomiędzy nimi a ludem tworzyła liturgia łacińska rzymskiego kościoła. Lud jej nie rozumiał, nie mógł z nią pogodzić swoich dotychczasowych pogańskich obyczajów i obrzędów, wesela i smutku, płaczu i pieśni. Pomału dopiero, bardzo pomału zmieniały się stosunki. Kapłani zbliżali się coraz więcej do ludu, na miejsce zburzonych świątyń pobudowali kościoły w Gnieźnie, Kruszwicy, Poznaniu i Płocku. Przy kościołach zaprowadzali wzorowe gospodarstwa.

Pierwszym biskupem Polski w Poznaniu został mianowany Jordan, który już przedtem prowadził pracę misyjną w Polsce. Zależny był on jednak od arcybiskupa magdeburskiego.

Przyjęcie chrześcijaństwa miało dla Polski nader doniosłe znaczenie. Mieszko, a z nim cała Polska przestała być odtąd celem wypraw krzyżowych. Przez chrzest Polska zbliżyła się do Zachodu i kultury łacińskiej, weszła do rodziny ludów chrześcijańskich. Przez chrzest Mieszko I wchodził nie tylko w bliższą styczność z oświeconymi ludźmi świata ówczesnego, lecz otrzymywał środki potrzebne do kształcenia i złagodzenia surowych obyczajów ludu. Dzięki swemu nawróceniu Mieszko stawał się coraz więcej samoistnym monarchą; uznał to cesarz Otton I podczas przyjęcia Mieszka na swym zamku w Kwedlinburgu.

Ale były umysły niezdolne, które nie chciały zrozumieć mądrego postępowania Mieszka I, zamiast go naśladować, oburzały się nań jako na zdrajcę sprawy słowiańskie] i czynnie przeciw niemu występowały. W walce te|, zwłaszcza z ludami połabskimi, musiał książę polski niejednokrotnie stawać po stronie swego zwierzchniego pana, cesarza, aby tym samem świeże swe chrześcijaństwo jawnie stwierdzić i w granicach swojego państwa zupełną sobie zabezpieczyć swobodę.

Wśród walki z Lutykami umarł w roku 992 Mieszko. Z rodu Piastów pierwszy położył podwaliny dla przyszłej Polski, na których syn jego i następca Bolesław Chrobry (992 - 1023) zbudował wielkie i potężne państwo.

Bolesław Chrobry był dobrym chrześcijaninem, pragnąc wszelkimi siłami utrwalić chrześcijaństwo w narodzie polskim, surowo karał lud za niezachowanie przepisów kościelnych, (np. kazał wybijać zęby za lekceważenie postu). Budował i uposażał kościoły oraz sprowadzał światłych księży z obcych krajów, (z Włoch i Niemiec), otaczając ich wielkim poszanowaniem i przywilejami. Pomiędzy innymi sprowadził do Polski głośnego naówczas Wojciecha.

Wojciech (Adalbert) pochodził z Pragi z możnej rodziny Sławników. Przez krótki czas był biskupem praskim, ale wskutek ciągłych prześladowań ze strony książąt czeskich opuścił Pragę i za zezwoleniem papieża przybył do Polski, gdzie przez kilka miesięcy chrzcił, nauczał i głosił ewangelię w Krakowie, Gnieźnie, Wrocławiu. Za poradą króla wybrał się w sprawach misyjnych do Prus i tam poniósł śmierć męczeńską.

Gdy Bolesław Chrobry dowiedział się o męczeństwie Wojciecha, natychmiast zgłosił się do Prusaków po wykup ciała. Legenda powiada, że Prusacy za cenę złota zgodzili się zwrócić zwłoki męczennika. Jednak przy ważeniu ciała, chociaż położono wiele złota i srebra, waga ani drgnęła, aż dopiero grosz ubogiej wdowy tak przeważył, że musiano wszystko złoto i srebro ująć, a zawstydzeni Prusacy odeszli z niczym. Chrobry uroczyście sprowadził zwłoki do Trzemeszna, gdzie Wojciech założył pierwszy klasztor polski, a następnie złożono je w srebrnej trumnie w kościele gnieźnieńskim. Odtąd rozpoczęły się pielgrzymki do grobu Wojciecha, który został policzony przez papieża w poczet świętych i uzyskał miano pierwszego patrona Polski.

Bolesław rozszerzając granice państwa, jednocześnie rozszerzał granice Kościoła. Dla siebie i państwa pragnął on całkowitej niezależności. Zabiegał o koronę królewską i o utworzenie metropolii polskiej. Ale papież Sylwester II ze względów politycznych korony nie przysłał. Usilne starania Bolesława o stworzenie polskiej metropolii zostały uwieńczone przy pomocy cesarza Ottona III.

W roku 1000 przybył do Gniezna pod pozorem odwiedzenia grobu Wojciecha cesarz Otton III. Tu spotkał się on z Bolesławem, a wynikiem ich narad było utworzenie metropolii w Gnieźnie. Pierwszym arcybiskupem polskim został Radzym, brat Wojciecha, a pierwszym Polakiem na stolicy arcybiskupiej był Bossuta z rodu Wieniawów. Kościół więc polski w roku 1000 uwolnił się od zależności Niemców i otrzymał oddzielną organizację. Jednocześnie założone zostały trzy nowe biskupstwa w Kołobrzegu, Wrocławiu i w Krakowie.

Dzieło, wzniesione potężną dłonią Chrobrego, upadać zaczęło już pod panowaniem jego syna Mieszka II (1025 -1034). Po śmierci zaś tego króla nastąpiło zupełne rozprężenie.

We wnętrzu niższe warstwy społeczeństwa rzucają się na wyższe, poganie na chrześcijan, niewolnicy na panów; religia chrześcijańska, która za Mieszka i Bolesława tak pięknie zakwitła, poczęła upadać, tłumy niszczyły świątynie, mordowały duchowieństwo. Upadek wewnętrzny sprowadza zewnętrznych nieprzyjaciół. Najzgubniejszymi byli Czesi, którzy spalili Kraków i Gniezno i swymi rabunkami powiększyli niedolę i zamęt w kraju. Sześć lat trwał ten zamęt.

Dopiero Kazimierz, zwany Odnowicielem (1040-1058), syn Mieszka II, wychowany w klasztorze kluniackim, przy pomocy cesarza Henryka III zdołał kraj uspokoić i chrześcijaństwu zapewnić pomyślny rozwój, zbudował nowe kościoły i klasztory, państwu przywrócił nowe granice, a cały kraj urządził na zasadach chrześcijańskich, słowem aż do samego zgonu (1058) prowadził Kazimierz Odnowiciel dzieło odrodzenia według wzoru przekazanego przez Bolesława Chrobrego.

26. Papież Grzegorz VII i cesarz Henryk IV

Grzegorz VII, zanim został papieżem, nazywał się Hildebrandem. Był synem ubogiego cieśli, urodził się w Toskanii około roku 1013. Kształcił się w Rzymie, a potem w klasztorze w Ciugny Zakonnicy tego klasztoru zajmowali się nauką i odznaczali się surowością obyczajów. Hildebrand z całego przekonania przylgnął do poglądów kłusackich. Z prostego ale szczerego mnicha doszedł do najwyższych godności. Papież Grzegorz VI mianował go swoim kapelanem i otaczał go swoimi wzglądami a nawet przyjaźnią, a papież Leon IX powierzył mu zarząd nad dobrami stolicy apostolskiej. Od tego czasu Hildebrand stał się mężem niezmiernie wpływowym i był doradcą aż pięciu papieży. Zawsze przemyśłiwał on o wprowadzeniu reform w Kościele.

Reformy były istotnie bardzo potrzebne i konieczne, duchowieństwo bowiem pod względem moralnym i umysłowym bardzo upadło. Biskupi i opaci otrzymywali beneficja swoje od królów, którzy wręczając im pierścień i pastorał, żądali od nich takiego samego hołdu jak od wszystkich świeckich wasalów. Zwyczaj nadawania prawa lub władzy do zarządu diecezją lub dobrami, zwał się inwestyturą (obłóczyny). Stając się wasalem, dostojnik duchowny musiał też pełnić służbę wojskową i osobiście prowadzić swój hufiec; niejeden pomimo zakazów prawa kanonicznego, broczył we krwi ręce, biorąc udział w walce orężnej. Dochodziło do tego, że biskup wolał jeździć na koniu, dowodzić wojskiem, zamiast mszę odprawiać, nieuctwo biskupów doszło do tego, że nie znali psałterza i ewangelii; nawet podpisać się nie umieli. Często też ludzie niegodni dochodzili do urzędów duchownych przekupstwem. Gdy zawakowało beneficjum cisnęli się do króla księża i mnisi, ofiarując datek pieniężny i kto dal więcej, otrzymał inwestyturę. Postanowienia synodów ostro zakazywały takich spekulacji; nazywając je symonią czyli świętokupstwem26.1. Taki był stan rzeczy w X i na początku XI wieku.

Wołał też Hildebrand z boleścią: „Wiara chrześcijańska zaginęła już prawie", a ratowanie tej wiary stało się dla niego celem życia całego. Przez 25 lat Hildebrand radził, jak mógł papieżom, aby jęli się reform kościelnych, aby starali się obalić przewagę cesarską. Za jego też radą zmieniono sposób obioru papieża w roku 1059. Dotąd wybór papieża zależał pozornie od ludu rzymskiego, w rzeczywistości zaś od monarchów niemieckich. Odtąd tylko biskupi, prezbiterowie i diakonowie rzymskiej diecezji mieli prawo obierać papieża, i oni to niebawem wyłącznie zwali się głównymi kardynalnymi duchownymi czyli po prostu kardynałami.

Po śmierci papieża Aleksandra II Hildebrand został w r. 1073 jednogłośnie obrany na papieża i przybrał imię Grzegorza VII.

Grzegorz podczas całego swego panowania kierował się następującymi zasadami, które skreślił niejednokrotnie w swoich listach.

Kościół Boży powinien być wolny od wpływów władzy świeckiej. Władza królewska poddaną jest papieskiej, albowiem bierze początek od ludzi. Stolica św. Piotra pochodzi od Boga i jest podległa tylko Bogu. Papież „zastępuje Boga, albowiem rządzi jego królestwem na ziemi. Światu przewodniczą dwa światła: jedno większe - słońce; drugie mniejsze - księżyc. Władza apostolska jest jako słońce, władza królewska podobna jest do księżyca. Księżyc oświeca tylko przy pomocy słońca; tak więc cesarz, królowie i książęta istnieją tylko dzięki papieżowi. Król jest podległy papieżowi i winien mu posłuszeństwo. Papież naucza, przestrzega, karze, naprawia, sądzi, wyrokuje.

Oto zasady Grzegorza VII, które wyznawał, głosił, szerzył, których się sam wiernie trzymał i które przeprowadzał z bezwzględną surowością.

W roku 1074 zwołał sobór, na którym najsurowiej nakazał bezżeństwo (celibat)26.2 księżom. Kapłani żonaci mieli być złożeni z urzędu. Nakazał ludowi, by od kapłanów żonatych nie przyjmowali sakramentów i nie uczęszczali na ich nabożeństwa. Wynikły stąd zamieszania i gwałty. Nieoświecony i podburzony lud bił, katował i wypędzał z kościołów żonatych księży, lub do uległości papieżowi zmuszał. Opór ze strony duchowieństwa był silny, ale papież robił swoje26.3.

W następnym roku zwołał Grzegorz nowy sobór. Powtórzywszy uchwałę co do bezżeństwa księży, wydał następujące postanowienia w przedmiocie symonii i inwestytury udzielanej przez świeckich panów. Ktokolwiek przyjmie odtąd biskupstwo lub opactwo z rąk świeckiego, będzie pozbawiony łaski św. Piotra i prawa wstępu do kościoła, dopóki nie zrzecze się dostojeństwa, występnie nabytego. Każdy cesarz, król, książę, margrabia, hrabia, wszelki urząd świecki, ktokolwiek wreszcie, kto by przywłaszczył sobie prawo do nadawania inwestytury biskupowi lub innej jakiej godności kościelnej, ulegać będzie podobnej pokucie. Tym zarządzeniem oburzył na siebie całą świecką potęgę, ale do same] śmierci nie ustąpił i umożliwił swoim następcom doprowadzenie tego zamiaru do skutku. Z niewzruszoną wytrwałością obstając przy swoich żądaniach, stał się Grzegorz VII właściwie panem świata.

Ówczesny cesarz niemiecki Henryk IV drwił sobie z rozkazów i dekretów papieża i postanowił stawiać im zacięty opór. Po dawnemu sprzedawał biskupstwa i opactwa, a klejnoty kościelne marnował. Był to cesarz najgorszych obyczajów, słabego charakteru, ciemięzca ludu, który go oskarżał przed papieżem. Papież wezwał Henryka IV pod groźbą klątwy, aby się w przeciągu 60 dni osobiście stawił w Rzymie i usprawiedliwił się z czynów swoich.

Cesarz młody i gwałtowny oburzył się z tego powodu do najwyższego stopnia i posłów papieskich wypędził. Natomiast powołał swoich biskupów na sobór do Wormacji, na którym postanowiono złożyć Grzegorza VII z godności papieskiej. Henryk IV zakomunikował to postanowienie w piśmie, które się rozpoczynało od słów: „Do Hildebranda, nie papieża, ale do fałszywego mnicha", a kończyło się: „Ja Henryk król z Bożej łaski i wszyscy moi biskupi powtarzamy ci: Zstąp, zstąp ze stolicy świętej"!

Wtenczas to Grzegorz VII rzucił straszną klątwę na Henryka IV i na wszystkich biskupów, którzy brali udział w soborze Wormackim. Klątwą tą zwolnił papież wszystkich chrześcijan od zobowiązań przysięgi i obowiązku posłuszeństwa. Klątwa wywarła okropne wrażenie w Niemczech. Skorzystali z niej książęta niemieccy, niezadowoleni z rządów Henryka. Zebrani na sejmie zażądali od cesarza, by przez rok wstrzymał się od rządów, postarał się o zwolnienie od klątwy, a sprawę swą poddał decyzji papieża i przyszłego sejmu, na który postanowili zaprosić również Grzegorza VII.

Henryk, by utrzymać się na tronie, zgodził się na te warunki i udał się wśród zimy przez Alpy do papieża, który się znajdował wtenczas na zamku w Kanossie, należącym do bogatej margrabiny Matyldy. Przez trzy dni stał król boso z głową odkrytą we włosiennicy podczas surowej zimy, nie jedząc i nie pijąc, prosząc o przyjęcie. Papież, nie ufając jego obietnicom, ociągał się z wysłuchaniem prośby; wreszcie za wstawiennictwem margrabiny Matyldy, zdjął zeń klątwę, ale z warunkiem, że wyrzeknie się inwestytury i symonii oraz powstrzyma się od rządów aż do wyroku sejmu.

Henryk warunki przyjął, ale ich nie wykonał. Połączywszy się w Lombardii z nieprzyjaciółmi papieża, zaprzysiągł zemstę. Na wieść o tym większość książąt niemieckich ogłosiła detronizację Henryka i na tron powołała Rudolfa, księcia Szwabii. Rozpoczęła się krwawa walka domowa, w której Rudolf postradał prawą rękę i otrzymał śmiertelną ranę w piersi. Gdy mu na łożu śmiertelnym pokazano martwą rękę, miał rzec: „Patrzcie, oto jest ręka, którą panu memu Henrykowi, przysięgałem wierność. Teraz muszę się rozstać i z państwem i z życiem. Rozważcie dobrze, czyście wy, za których namową wstąpiłem na tron, dobrą mnie prowadzili drogą".

Teraz Henryk, uwolniony od przeciwnika, postanowił zemścić się na Grzegorzu. Przedsięwziął on wyprawę do Włoch i po zwycięskim pochodzie obiegł wreszcie Rzym. Papież ratował się ucieczką do Salerno, gdzie ponowił klątwę na Henryka w roku 1085. Tam w tymże jeszcze samym roku zakończył życie ze słowami na ustach: „Umiłowałem sprawiedliwość, nienawidziłem nieprawości i dlatego umieram na wygnaniu".

Ze śmiercią Grzegorza ustąpił największy nieprzyjaciel Henryka IV, który mimo to nie zaznał spokoju. Ostatnie jego lata były smutne; zbuntowali się przeciw niemu właśni synowie, wskutek czego musiał zrzec się tronu i uciekł do Leodium, gdzie umarł w roku 1106. Skołatany starzec nawet po śmierci jako wyklęty, nie zaznał spokoju. Zwłoki jego zostały przeniesione do niepoświęconej kaplicy na jedną z wysp rzeki Mozy (Maas). Pewien mnich, który powrócił z Jerozolimy, modlił się dzień i noc i śpiewał nad grobem Henryka psalmy pokutne.

Dopiero po upływie 5 lat po zdjęciu klątwy papieskiej ciało jego przeniesiono do grobów cesarskich w Spirze i pochowano uroczyście w katedrze.

27. Papież Innocenty III

Następcy Grzegorza wstępowali w jego ślady, idee jego rozwijali i wprowadzali w czyn. W sto lat po śmierci Grzegorza papiestwo dosięgło swej najwyższej potęgi. Było to wtedy, kiedy na stolicy papieskiej zasiadł Innocenty III w roku 1198. Innocenty, jednocząc w osobie swojej przymioty Grzegorza VII, przewyższał go zdolnościami, a zwłaszcza dobrocią serca. Opiekun wdów i sierot, wiódł żywot świętobliwy i skromny.

Pochodził on ze znakomitej włoskiej rodziny. Urodził się około 1160 roku. Natura obdarzyła go niepospolitymi zdolnościami, reszty dokonała niezmordowana praca i nauka. W Paryżu, Rzymie i Bolonii studiował teologię, prawo i politykę. W młodym wieku, bo w 37 roku życia, został obrany papieżem. Od pierwszej chwili swego panowania przystąpił do urzeczywistnienia programu Grzegorza VII. Usiłował uczynić władzę świecką zależną od władzy duchownej, t. j. od papiestwa. Ponieważ, jak mówił, królestwo ma się do papiestwa, jak księżyc do słońca, więc zwierzchnictwo nad wszystkimi książętami i miastami we Włoszech chciał dla siebie zagarnąć. Szczególną uwagę zwrócił na Niemcy; i gdy niemieccy książęta nie mogli się pogodzić co do wyboru cesarza, Innocenty osadził na tronie cesarskim Fryderyka II Hohenstaufa, którego sam wychował.

Gdy Jan „bez Ziemi"27.1, król angielski, nie chciał uznać Stefana Langtona, powołanego na arcybiskupstwo Kanterburskie, rzucił Innocenty na Anglię interdykt; był to nowy rodzaj klątwy, na mocy której poddani zostali zwolnieni od przysięgi i wierności, służba Boża ustała po kościołach, kościoły zostały pozbawione wszelkich ozdób, dzwony pozdejmowano z wieź, śluby mogły się odbywać tylko na cmentarzach, a ciała umarłych chowano przy drogach, jakby przekleństwo zawisło nad całym krajem. Przelękniony Jan bez Ziemi oświadczył nareszcie, że oddaje Anglię w lenniczą zależność papieżowi i uznaje się jego wasalem. Był to wielki tryumf papieża. Ale nie koniec na tym. Filipa Augusta przez rzucenie nań ciężkiej klątwy zmusił do przyjętej napowrót odepchniętej żony. W Hiszpanii zmusił Alfonsa IX do zerwania związków małżeńskich ze swoją siostrzenicą. W Polsce dzięki papieżowi Innocentemu III arcybiskup Kietlicz wywalczył kościołowi wolność i przyjęcie reform gregoriańskich. Na Węgrzech pogodził papież ten dwóch synów królewskich. W Bułgarii i Wołoszczyźnie głowy królów ozdobił koroną.

Głosu Innocentego słuchali panujący i ramię papieża dosięgało wszystkich. Pod koniec swego życia roku 1215 zwołał Innocenty III synod Laterański, na którym postanowiono krucjatę przeciw biednym albigensom, wydano prawo przeciw Żydom, nie dopuszczono ich do żadnych urzędów i zmuszono ich do noszenia odzieży odróżniającej ich od chrześcijan.

Na tymże synodzie zatwierdził Innocenty dwa nowe zakony franciszkanów i dominikanów, które w krótkim czasie doszły do nadzwyczajnego wzrostu i wywierały w wiekach średnich wpływ niepomierny. Na tymże soborze użyto po raz pierwszy wyrażenia transsubstanciatio t.j. zatwierdzono dogmat o przemienieniu chleba i wina w komunii w ciało i krew Chrystusa. Pomimo licznych i uciążliwych zajęć, znalazł Innocenty czas na bardzo liczne prace literackie, wydawał kazania, homilie, mowy, komentarze do psalmów i parę tysięcy listów, dotyczących stanu kościoła i całej Europy. Umarł w rok po synodzie Laterańskim, jako niezaprzeczenie największy, najszczęśliwszy i najmożniejszy ze wszystkich papieży.

Po śmierci Innocentego następuje upadek papiestwa i walka Hohenstaufów z papieżem i z Francuzami, która trwała 100 lat. Po 100 latach zasiadł na tronie papieskim Bonifacy VIII, papież możny, mądry, ale niemoralny i niepobożny. Rozgorzała między nim i Filipem IV Pięknym, królem francuskim, walka, wśród której papież ze zmartwienia umarł. Na jego klątwy i interdykty król nie zwracał uwagi.

Jeszcze niżej upadła godność papieska przy następcach Bonffacego VllI. Papieże zostawali w zależności od króla francuskiego tak dalece, że papież Klemens V spędził kilka lat z kardynałami w Lugdunie, a następnie przeniósł się do Awinionu. Sześciu jeszcze papieży mieszkało w tym mieście przez 70 lat. Czasy te nazywają się drugą niewolą Babilońską. Po tym okresie nastąpiły rozdwojenie i walka partii. Włosi chcieli obrać swego papieża, Francuzi swego. Czas ten schizmy czyli rozdwojenia lub dwupapiestwa trwał przeszło 40 lat. W mieście Pizie zebrał się roku 1409 sobór powszechny, ogłosił obu papieży za pozbawionych władzy i wybrał na miejsce ich nowego papieża, lecz pierwsi nie ustąpili, tak, że odtąd było trzech papieży, którzy się wzajemnie prześladowali, wyklinali i dawali zgorszenie całemu światu. Dopiero na synodzie w Kostnicy (w. XV) położono koniec 40 letniemu rozdwojeniu i zgromadzone stany, biskupi i książęta pozbawili godności papieskiej wszystkich trzech papieży i wybrali na ich miejsce nowego, Marcina V. Tym sposobem jedność kościoła została przywrócona, ale chwała i dotychczasowy blask polityczny władzy papieskiej zgasły bezpowrotnie.

28. Mahomet28.1

W czasie kiedy zakonnicy z Irlandii głosili ewangelię w Niemczech i przez to przyczyniali się do rozwoju i rozrostu kościoła chrześcijańskiego na zachodzie, kościół chrześcijański na wschodzie, wskutek ciągłych sekt i rozdwojeń, stracił wszelki wpływ i chylił się ku upadkowi. Najdotkliwszy cios zadał mu Islam.

Twórcą tej religii był Mahomet. Urodził się on 571 roku po Chrystusie w Mekce, w południowej Arabii, z ojca poganina i matki żydówki. W młodych latach zajmował się handlem, prowadząc własne i cudze interesy. W licznych podróżach mial możność poznać wiele narodów, ich obyczaje, wierzenia, urządzenia i religię. Różne spory wśród chrześcijan źle go usposobiły do religii chrześcijańskiej, religia żydowska, której wyznawcy byli wszędzie w pogardzie i w poniżeniu, także nie trafiła do jego przekonania. Poganizmem pogardzały wszystkie ówczesne kulturalne narody, nie przejął się nim i wrażliwy Mahomet. Doszedłszy do majątku począł oddawać się rozmyślaniom religijnym. Postanowił wymyślić nową religię, która połączywszy w sobie trzy religie: pogańską, żydowską i chrześcijańską, stać się miała najdoskonalszą i podnieść miała z upadku naród odmłodzony do nowego życia.

Po długim pobycie w samotnej jaskini zaczął kazać publicznie w rodzinnym mieście Mekce i głosił: „Niemasz Boga prócz Allaha, a Mahomet jest jego prorokiem". Abraham, Mojżesz i Chrystus byli prorokami, lecz oni tylko w części zwiastowali światu objawienie Boże. Największym prorokiem był Mahomet. On się uważał za ostatniego proroka.

Wszyscy ludzie podlegają według nauki Mahometa bezwzględnym wyrokom, w których Bóg już naprzód nieodwołalnie stanowi o ich losie i określa uczynki. W ogóle fatalizm gra wielką rolę w nauce Mahometa. Mahomet naucza, że kto ma umrzeć, umrze i przed bitwą, a kto ma umrzeć na swoim łożu, tego kula nie dosięgnie. Przez dobre uczynki można się podobać Bogu. Mahomet nakazał pięć razy modlić się dziennie z twarzą ku Mekce zwróconą. Modlitwa jest drogą do nieba, post prowadzi do wrót nieba, a jałmużna otwiera drzwi nieba, a kluczem do nieba miecz, dlatego też największą zasługą wierzących jest walczyć przeciwko niewiernym. Kropla krwi przelana dla Allacha (Boga) więcej znaczy, aniżeli posty i modlitwy. Zabronił używania wieprzowiny, wina i wszelkich gorących napojów, ale za to zezwolił na wielożeństwo. Zalecał odbywać pielgrzymkę do Mekki, choćby raz w życiu. Źli pójdą do piekła, dobrzy, pobożni, waleczni pójdą do raju. Raj, to ogród, w którym płynie woda kryniczna, mleko i miód strumieniami, gdzie panuje wieczna wiosna i gdzie dziewice usługują wybranym, pędzącym żywot przy jedzeniu, piciu, muzyce i pełnych rozkoszach.

Wszystkie te i temu podobne nauki zostały dopiero po śmierci Mahometa zebrane i spisane w oddzielnej księdze, zwanej koranem28.2. Początkowo nie wielkie wrażenie wywierała jego nauka, Jedni przyjmowali ją, drudzy wyśmiewali. Ogół odniósł się do niej wrogo. Najbliżsi krewni Mahometa uwierzyli weń od razu. A gdy jeden z nich zaczął grozić, że każdemu, co by się śmiał prorokowi boskiemu oprzeć, zęby powybija, oczy wyłupi i poćwiartuje, powstało przeciwko niemu własne jego pokolenie Korejszytów i zagrażało śmiercią. Wskutek tego, nie czując się bezpiecznie w Mekce, uciekł Mahomet ze swoimi stronnikami do miasteczka Medyny. Ucieczka ta, zwana Hedżra, stała się początkiem ery mahometańskiej (r. 622)28.3. W Medynie przyjęto go z otwartymi rękoma. Tu otrzymywał znów coraz to nowe objawienia, między innymi widzenia anioła Gabriela. Nauka jego odtąd nosi miano islamu t.j. poddanie się woli Boga28.4. Liczba jego zwolenników rosła z każdym dniem i przy ich pomocy Mahomet zdobył Mekkę28.5, a Kaabę ogłosił najgłówniejszą świątynią, obszedł ją siedem razy, pocałował czarny kamień i powyrzucał bałwany i powrócił po 16 dniach do Medyny. Po tym tryumfie przybywały do niego poselstwa od wszystkich plemion arabskich z oświadczeniem czci i uległości.

Od tej pory zaczął Mahomet myśleć o nawróceniu obcych narodów i wysłał poselstwa do sąsiadów. W przeciągu 10 lat po jego ucieczce już cała Arabia podlegała Jego władzy i uznała go za proroka. Czując zbliżającą się ostatnią godzinę usiłował Mahomet tym głębiej wyryć w sercach ludu zasady swej wiary28.6. Modlił się za poległych w wojnie, przepraszał każdego, kogo obraził, obdarował wolnością niewolników swoich, a pieniądze, znajdujące się w domu, rozkazał rozdać ubogim. Po 15 dniowych cierpieniach skonał w 62 roku życia w roku 632. Pochowano go pod łożem, na którym umarł, a dom ten przemieniono na obszerną świątynię, która się stała celem pielgrzymki pobożnych mahometan.

Po śmierci proroka jego następcy, którzy się nazywali Kalifami, t.j. zastępcami Boga na ziemi, rozszerzali błędną naukę Mahometa ogniem i mieczem i w przeciągu 80 lat zdobyli Syrię, Palestynę, Persję, Egipt i północną Afrykę. Zajęli 36.000 miast, zburzyli 4.000 kościołów i klasztorów. Mieczem i ogniem nawracali na wiarę mahometańską. W roku 717 zajęli Hiszpanię, tam nazywano ich Maurytanami od prowincji tejże nazwy, stąd przeszli do Galii, dzisiejszej Francji. Przeciwko nim stanął książę Franków waleczny Karol Martel, i w bitwie pod Tour roku 732 pobił na głowę Maurów i zmusił do odwrotu. W ten sposób wyratował kościół Zachodu od zagłady. Natomiast na Wschodzie Mahometanie nadal rozszerzali swe panowanie; zajęli półwysep bałkański, zdobyli Konstantynopol (1453), dotarli nawet aż pod Wiedeń, gdzie zostali pobici przez króla polskiego Jana Sobieskiego (1683).

29. Pustelnik Piotr z Amiens i Gotfryd de Bouillon, obrońca grobu Chrystusowego, wyprawy krzyżowe

Niezmiernie bolesną było dla chrześcijan rzeczą, że Jerozolima i wszystkie miejsca święte, gdzie Pan Jezus przebywał, dostały się pod panowanie mahometan. W Europie coraz głośniej opowiadano o strasznych cierpieniach chrześcijan i coraz więcej poczuwano się do obowiązku przyjścia uciskanym braciom z pomocą oraz wyrwania Palestyny z rąk niewiernych. Wyczuł ten nastrój Europy Grzegorz VII, ale z powodu walki z Henrykiem IV nie mógł go wyzyskać. Dopiero papież Urban II, zakonnik Kluniacki, pod wpływem namów zagrożonego przez Turków cesarza Aleksego Komnena, postanowił wyprawę krzyżową. Dopomógł mu do tego zakonnik Piotr z Amiens, z przydomkiem Pustelnik.

Piotr z Amiens powróciwszy z pielgrzymki do Palestyny udał się do papieża Urbana II, skreślił mu w ognistych wyrazach opłakane położenie chrześcijan na Wschodzie i opowiedział mu, jak mu się sam Jezus Chrystus we śnie ukazał, rozkazując zwołanie całego chrześcijaństwa do wyswobodzenia grobu świętego. Urban, który wnet pojął skutki z przedsięwzięcia takiego, skorzystał z zapału Piotra z Amiens, pozwolił mu udać się do Włoch i Francji w celu werbowania ochotników do wyprawy i udzielił mu swego apostolskiego błogosławieństwa.

Piotr rozpoczął wędrówkę na mule od wsi do wsi, od miasta do miasta z głową odkrytą, boso w grubym wełnianym habicie i opowiadając o doznanych w pielgrzymce zniewagach, wołał o pomstę na niewiernych. Na lud wywierał wpływ ogromny. Słowa jego zapalały chrześcijan i świętym gniewem napełniały ich serca przeciw muzułmanom.

Po takim przygotowaniu zwołał papież Urban II w roku 1095 synod do Clermont w południowej Francji. Zgromadziło się niesłychane mnóstwo rycerzy i ludu, tak, że żaden kościół nie mógł pomieścić uczestników soboru.

Wtedy na rozległem polu ustawiono tron, z którego sam Urban przemówił do zgromadzonego ludu. Papież w ognistej mowie odmalował cierpienia chrześcijan na Wschodzie w Palestynie, przypomniał ich bohaterskie czyny przeszłości i wezwał do wybawienia cierpiącej braci. Jego słowa wywarły na zgromadzonych takie wrażenie i taki ogromny zapał, że ledwie skończył, rozległ się wśród zebranego tłumu okrzyk; „Bóg tak chce! Bóg tak chce!" „Ten okrzyk niechaj będzie hasłem waszym", odrzekł papież, „a każdy, kto chce ponieść krzyż za Zbawicielem, niechaj się ozdobi tym znakiem".

Tysiące duchownych i świeckich ślubowało, iż ruszy na wojnę świętą i prosiło papieża o błogosławieństwo, i na znak złożonego ślubu przypinało sobie na ramieniu krzyż z czerwonego sukna. Krzyż czerwony miał oznaczać podług rozkazu papieża tego, który się na wyprawę gotował, stąd też poszła nazwa Krzyżowców, same zaś wojny o grób Chrystusa otrzymały nazwę wojen krzyżowych lub krucjat29.1.

Od synodu w Clermont o niczym więcej nie mówiono, tylko o wyprawie do Ziemi świętej i o oswobodzeniu grobu Pańskiego. Tłumy ludu źle uzbrojonego nie chciały czekać aż się zbierze wojsko regularne, ale domagały się, aby jak najprędzej sam Piotr Pustelnik poprowadził ich przeciw Turkom. Nie mając zapasów żywności, ani należytego uzbrojenia, ani organizacji, uczestnicy tej samorzutnej wyprawy stali się pośmiewiskiem wszystkich ludów, przez których kraje przechodzili, przy tym sami dopuszczali się nadużyć i zbrodni. W swym pochodzie zgłodniali poczęli rabować chrześcijańską ludność, a względem Żydów dopuszczali się najgorszych zbrodni. Wywiązały się stąd krwawe bójki, w których większa część tych pierwszych krzyżowców wyginęła na Węgrzech i w Bułgarii; reszta przez Konstantynopol przeszła do Azji, gdzie została rozbita przez Seldżuków. Sam Piotr wrócił do Europy z garstką niedobitków i już więcej nie przyjmował udziału w wyprawie; umarł wkrótce w swej celi klasztornej.

W trzy miesiące po tej nieszczęsnej wyprawie wyruszyli na czele 80000 armii Gotfryd de Bouillon, książę Lotaryński i brat jego Baldwin. Do nich przyłączyli się inni książęta, tak że cała armia wynosiła 600 000 głów. Z początku powodzenie sprzyjało tej wyprawie. Krzyżowcy zdobyli Edesę i Antiochię, ale ledwie zdobyli Antiochię, sami zostali oblężeni przez Turków. Nastały okropne czasy. Zapasy żywności wyczerpały się zupełnie, nastał taki głód, że zjadano zdechłe bydlęta, korę, podeszwy, rzemienie od pancerzy. Śmierć głodowa poczęła zaglądać im w oczy. Niedawna ich radość zamieniła się w ponurą rozpacz.

Wtem pewnego dnia, głosi legenda, stanął przed wodzami niejaki mnich Bartłomiej i oświadczył, że we śnie ukazał mu się apostoł Andrzej rozkazując, aby 12 zaufanych ludzi rozkopało ziemię blisko wielkiego ołtarza w kościele św. Piotra, a znajdą włócznię, którą był przebity bok Chrystusa Pana, a która im zapewni niewątpliwe zwycięstwo. Posłuchano mnicha i rzeczywiście we wskazanym miejscu znaleziono zardzewiałe żelazo. Znowu zagrzmiały okrzyki „Bóg tak chce!" i rozległ się głośny płacz. Znowu nadzwyczajny zapał ożywił krzyżowców. Zaraz stoczyli krwawą walkę i odnieśli zupełne zwycięstwo. Cały obóz pełen złota, żywności i koni wpadł w ich ręce. Zimę krzyżowcy przepędzili w Antiochii, a na wiosnę wyruszyli do Jerozolimy.

Z tej wielkiej armii ledwie 60.000 wyruszyło w pole, tak dalece głód, zaraza i oręż turecki przerzedziły szeregi. Po kilkomiesięcznym pochodzie krzyżowcy pod dowództwem Gotfryda de Bouillon stanęli pod murami Jerozolimy. W miarę, jak się zbliżali ku niej, ożywił się dawny zapał, zamilkły narzekania i niezgody, a gdy z wysokości Emaus spostrzegli gród proroków, okrzyk: Jeruzalem! Jeruzalem! przebiegał z ust do ust, wszyscy padali na kolana, dziękowali Bogu, lub całowali ziemię, po której stąpali patriarchowie, prorocy i sam Chrystus. Każdy błagał o przebaczenie, każdy płakał za swoje grzechy, każdy powtarzał okrzyk: „Bóg tak chce! Bóg tak chce"! Miasto było dobrze obwarowane, dopiero po 39 dniach Jerozolima mogła być zdobytą. W Wielki Piątek 1099 roku o godzinie 3 po południu, t. j. w godzinie męki Zbawiciela, Gotfryd wpadłszy na mur z okrzykiem: „Bóg tak chce"! wysadził bramę miasta.

Rozpoczęła się teraz krwawa rzeź na ulicach. 70.000 muzułmanów i Żydów legło pod mieczem zwycięzców. Mordowano i palono mężczyzn i kobiety, nie szczędzono nawet chorych i dzieci. Gotfryd nie brał w tej rzezi udziału. On w tej chwili pobiegł do grobu Zbawiciela. Po krwawych czynach udali się i krzyżowcy do grobu świętego, dziękowali Bogu za pomoc, spowiadali się z grzechów i przyrzekali głośno poprawę. Gotfryd jednomyślnie był obrany królem jerozolimskim, ale on nie chciał przyjąć tytułu królewskiego i nazwał się tylko „Obrońcą grobu Chrystusowego". Powiedział przy tym, że nie chce nosić złotej korony królewskiej tam, gdzie Zbawiciel świata nosił koronę cierniową.

W rok potem umarł Gotfryd roku 1100 i pochowany został w Jerozolimie w kościele grobu Pańskiego. Za następcę obrano brata jego Baldwina, który pierwszy przyjął tytuł króla Jerozolimy.

Pomimo zdobycia Jerozolimy trudno było krzyżowcom utrwalić swoje panowanie w Ziemi świętej, albowiem zewsząd byli otoczeni nieprzyjaciółmi, nadto wśród wodzów chrześcijańskich panowało rozdwojenie i intryga. Po pierwszej wyprawie musieli jeszcze wiele innych przedsiębrać, lecz z biegiem czasu utracili wszystkie swoje zdobycze. Wojny krzyżowe trwały 200 lat i właściwego swego celu chybiły. Jerozolima i cała Palestyna dostała się z powrotem w ręce Turków - mahometan.

Dopiero po wielkiej wojnie światowej w r. 1918 skończyło się panowanie Turków - mahometan w Palestynie. Turek, który był do tego czasu niepodzielnym panem Ziemi świętej, został pobity przez sprzymierzone państwa, a głównie Anglię i do Palestyny wkroczyły wojska angielskie i angielska administracja. Anglia wydała przez usta swojego ministra Balfoura deklarację, mocą której stworzono w Palestynie państwo Żydowskie pod kontrolą i głównym zarządem Anglii.

30. Bernard z Clairvaux

Kiedy były jeszcze robione przygotowania do pierwszej wyprawy krzyżowej, urodził się w Burgundii we Francji w roku 1091 mąż zakonnik surowych obyczajów, porywającej wymowy, odnowiciel kościoła, a zwłaszcza życia zakonnego, Bernard z Clairvaux. Pochodził on z rycerskiej rodziny. Matka przeznaczyła go do stanu zakonnego, który wówczas był uważany za szczególnie święty. W istocie Bernard będąc jeszcze dzieckiem i młodzieńcem stronił od świata i uciech światowych, bracia jego wraz z ojcem zostali rycerzami na dworze księcia Burgundii. Pewnego razu, gdy Bernard udał się w odwiedziny do swoich braci, wstąpił do kościoła, stojącego przy drodze i tam wśród łez i gorących modlitw postanowił zaprzeć się świata i wstąpić do klasztoru w Citaux (Cystersów). Wkrótce pociągnął za sobą wielu krewnych i znajomych. Między nimi byli czterej rycerze bracia Bernarda; w domu został piąty najmłodszy, któremu, opuszczając świat, chcieli przekazać całą majętność; ale on zawołał do odchodzących: „Jak to, wy zabieracie niebo, a mnie zostawiacie ziemię? nierówny to podział" - i sam poszedł za nimi; w końcu uczynił to i stary ojciec, który z początku sprzeciwiał się powołaniu synów.

Życie moralne zakonników pozostawiało w owym czasie wiele do życzenia. Zakonnicy przyzwyczaili się do życia wygodnego, gnuśnego i rozpustnego, na niczym im nie zbywało, ponieważ ze wszech stron napływały do klasztorów dary, ofiary, beneficja; wszak rozpowszechniała się wiara, że kto składa ofiary, lub zapisuje swoje mienie klasztorowi, ten spełnia uczynek Panu Bogu nader przyjemny i otrzyma odpuszczenie grzechów i zmazanie wszelkich win.

Bernard, wstąpiwszy do zakonu wraz z 30 towarzyszami, prowadził życie surowe i nadzwyczaj świętobliwe30.1. Dzięki jemu zasłynął klasztor Cystersów na całą okolicę.

Wkrótce opat klasztoru Cystersów Szczepan postanowił założyć drugie opactwo w pobliżu rzeki Aube, w straszliwej pustyni, którą uważano za mieszkanie złoczyńców, i dotąd zwano doliną piołunu (Vallis absinthii). Dwunastu zakonników, nad którymi Bernard naznaczony został na opata, zrobiło wkrótce z tej pustyni miejsce modlitwy, kościół Boga żyjącego. Pustynia ta, którą za konnicy własnymi rękami uprawiali, w krótkim czasie stała się sławną w całym chrześcijańskim świecie, i nazwę doliny piołunu przemieniła na nazwę Clairvaux, (Ciara vallis), doliny świetnej. Bernard zaprowadził w swoim klasztorze ścisłą regułę benedyktańską sam jej przestrzegał w najmniejszych szczegółach. Nie dziw, że imię Bernarda, z odgłosem jego cnót i nauki, stało się głośnym nie tylko w całej Europie, ale nawet i w innych częściach świata. Opowiadają, że ile razy on wybiegał z pustyni dla zjednania sobie towarzyszów zakonnego życia, matki chowały swych synów, żony lękały się o swoich mężów, a przyjaciele o przyjaciół; nic bowiem nie mogło się oprzeć potędze i słodyczy jego wymowy i dlatego klasztor klarawalleński niedługo liczył do 700 nowicjuszów.

Ze wszech stron udawano się do Bernarda, już to dla załatwienia sporów politycznych, już to dla objaśnienia wątpliwości religijnych, już to dla zapobieżenia w kościele rozdwojeniom, już nareszcie dla usunięcia ze społeczeństwa zgorszeń. Myśl, że nowe królestwo Jerozolimskie w swoim bycie zostało przez Turków zagrożone, nie daje Bernardowi spokoju. Stara się o powołanie do życia tak zwanych zakonów rycerskich, których celem obok życia pobożnego byłaby obrona ziem zdobytych, opieka nad pielgrzymami, troska nad chorymi i walka z niewiernymi. Kilku bogatych Francuzów założyło zakon templariuszów. Nazwę otrzymali od świątyni jerozolimskiej (templum - świątynia), przy której mieszkali. Do ich świetności i rozszerzenia przyczynił się Bernard, twórca ich reguły i wielki protektor. Obok templariuszów powstał zakon joannitów.

Początek swój zawdzięczali joannici kupcom włoskim, którzy dla wygody pielgrzymów założyli w Jerozolimie przytułek pod wezwaniem św. Jana, który z biegiem czasu przemieniony został na zakon rycerski. Po zajęciu Palestyny przez Turków joannici przenieśli swą główną siedzibę na wyspę Rodos a później na Maltę, Stąd też pochodzą ich nazwy kawalerów rodyjskich i maltańskich.

Bracia szpitalni Marii (teutoni, marianie, krzyżacy) powstanie swe zawdzięczają staraniom kupców z Bremy i Lubeki. Zakony te początkowo opiekowały się pielgrzymami niemieckimi; następnie przekształcili się na zakon rycerski. Po upadku Jerozolimy rycerze teutońscy, zwani pospolicie krzyżakami, przenieśli się do Wenecji, a stąd na wezwanie Konrada Mazowieckiego nad ujście Wisły, podbili pogańskich Prusaków, a marząc o niepodległym państwie, rozwinęli wrogą dla Polski działalność.

Wielką rolę odegrał Bernard w drugiej wyprawie krzyżowej. On jest właściwie jej twórcą. Na wielkim zebraniu w Veselai w Burgundii wygłosił Bernard w obecności króla ognistą mowę, która poruszyła wszystkich obecnych. „Kto chce iść za mną, niech weźmie mój krzyż; biada więc temu", rzekł Bernard, „czyj miecz nie zbroczy się krwią". Taka była potęga jego słów, że wszyscy zażądali krzyżów, a kiedy ich zabrakło, był zmuszony pociąć na kawałki swój habit na krzyże. Król Ludwik przyjął pierwszy krzyż, ukląkłszy przed zakonnikiem, potem królowa Eleonora, a za nimi tłumy niezliczone. Cała Francja była tego przekonania, że niebo nakazywało krucjatę i że jej pomyślność zależała od świętobliwego zakonnika. Z Francji udał się Bernard do Niemiec i nakłonił cesarza Konrada i całe rycerstwo do wojny krzyżowej. Ale cała ta wyprawa skończyła się niepowodzeniem. Zginął kwiat rycerstwa francuskiego i niemieckiego, któremu wróżył Bernard świetny koniec. Robiono mu z tego powodu silne wyrzuty, że wysłał setki tysięcy na śmierć do krajów wschodnich, jak gdyby zabrakło mogił w Europie. Bernard w obronie swojej dowodził, że przyczyną niepomyślnego skutku było niedoświadczenie wodzów, brak karności, rozpusta, rozboje wszelkiego rodzaju, oraz gniew Boga, który odrzucał narzędzia niegodne do wykonania swoich zamiarów.

Z powodu odbywania ciągłych podróży, użalał się Bernard często, iż był zmuszony prowadzić życie mimowolnie światowe. „Nie wiem", mówił, „czym ja jestem; nie żyję ani jako zakonnik, ani jako człowiek światowy". Dla położenia więc końca temu rozproszeniu, powrócił do swego klasztoru w Claravallis i oddawał się aż do ostatniej chwili życia czytaniu ksiąg świętych i ćwiczeniom najsurowszej pokuty. Zalecając życie klasztorne naucza jednak: „Pokora w ubraniu cywilnym jest lepszą od pychy w zakonnym kapturze".

Pozostawił po sobie wiele pism. W nich wypowiadał, że człowiek bywa usprawiedliwiony z wiary30.2.

Oprócz tego wyrzekł owe wiekopomne zdanie: „Boga o tyle poznajemy, o ile Go miłujemy. Łatwiej i godniej szuka i znajduje się Boga przez modlitwę, jak przez rozprawianie".

Bernard należy do najprzedniejszych mistyków średniowiecza.

Założywszy 160 klasztorów we Włoszech, Niemczech i Francji, umarł w roku 1153 w 63 roku życia. W 20 lat po śmierci został policzony w poczet świętych. Jego zakonnicy nazywali się bernardynami30.3.

31. Franciszek z Asyżu. Młodość, życie światowe i nawrócenie.

Kiedy kościół za panowania Innocentego III doszedł do najwyższej swej potęgi i rozkwitu i kiedy z tego powodu poczynało mu zagrażać zupełne zeświecczenie, powstały zakony żebrzące (rodząj rycerstwa duchownego), które w przeciwieństwie do zeświecczenia kościoła z całym zaparciem się pielęgnowały wśród siebie całkowite zaparcie się świata, najzupełniejsze ubóstwo, szczerą pokutę, i pokorę oraz jałmużnę i miłość względem chorych i upośledzonych braci. Podczas kiedy dawniej prawdziwi chrześcijanie kryli się ze swoim chrześcijaństwem za murami klasztorów, teraz pęd miłości stał się tak potężnym, że poczęto chrześcijaństwo w całej swej pierwotnej prostocie szerzyć wśród ludzi na szerokim świecie. Zakonników cechować miała jedynie miłość Chrystusowa, a nie żadne dobra ziemskie, i tę miłość Chrystusową mieli oni ponieść do szarych tłumów i zjednać ich dla Chrystusa. Twórcą jednego ale zarazem i najpotężniejszego zakonu żebrzącego był Franciszek z Asyżu.

Franciszek urodził się około 1182 r. nazywał się właściwie Jan Bernadone i był synem bogatego kupca w Asyżu w prowincji Umbrii we Włoszech. Miał zostać kupcem i od wczesnej młodości towarzyszył swemu ojcu w podróżach. Ponieważ władał płynnie językiem francuskim, nadano mu w wieku młodzieńczym imię Franciszek (francais, il Francesco). W młodości Franciszek prowadził życie światowe i marnotrawne. Gdy któryś z sąsiadów ostrzegał matkę przed marnotrawstwem i życiem hulaszczym syna, ta miała zwyczaj odpowiadać łagodnie: „Nie tracę nadziei, on opamięta się jeszcze i z łaski Bożej stanie się dziecięciem Najwyższego". Już w tym czasie pomimo swej szalonej rozrzutności miał serce litościwe względem ubogich, a na widok zmęczonego lub bitego zwierzęcia łzy stawały mu w oczach. Zdarzyło się, że razu pewnego odmówił jałmużny ubogiemu proszącemu o nią dla miłości Boga; pobiegł za nim niezwłocznie, hojnie go obdarzył i uczynił ślub, iż odtąd nigdy żadnemu wsparcia nie odmówi, kto go zażąda w imię Boga („per amor di dio", jak mówią dziś jeszcze żebracy włoscy).

Zwrot w życiu jego nastąpił wtedy, kiedy w wojnie Asyżu z Perużją wraz z wieloma swoimi towarzyszami młodości dostał się do niewoli, a po powrocie do rodzinnego miasta zachorował. Rekonwalescencja, ten przedziwny okres budzenia się nowych sił ciała i ducha, stała się dlań zapowiedzią przyszłej zmiany. Lecz wyzdrowiawszy, uczuł pustkę w życiu, a w sercu brak miłości. Gardził sobą i swoją przeszłością. Szukając jakiegoś punktu oparcia, czy środka zapomnienia, postanowił zaciągnąć się do walczących na południu szeregów Innocentego III. Wybrał się w drogę w świetnym stroju rycerza, ale nagle nazajutrz powrócił. Nie znajdował odtąd spokoju ani w zabawie, ani w pracy. Szukał samotności na polach i w lasach okolicznych, gdzie w walce wewnętrznej, wśród budzącej się miłości przyrody, dokonywała się wielka przemiana jego duszy. Towarzysze poczęli .wyśmiewać się z niego, on jednak nie odczuwał żalu do nikogo, tylko do samego siebie, a podanie mówi nawet, że od te] chwili zaczął pogardzać sobą. Modlitwa i praca były to dwie potężne dźwignie, które oczyściły i podniosły duszę Franciszka. Pod ich wpływem nie rozpraszał się więcej wśród uciech i rozkoszy, mężniał, skupiał się w sobie i wsłuchiwał się bacznie w głos wewnętrzny, idący od Boga.

Niedaleko od Asyżu, wśród otaczających' tę miejscowość skał kryła się grota, jakby umyślnie stworzona przez naturę do dumań samotnych. W tej to grocie zbudował sobie ołtarz i klęcząc przed nim modlił się, aby Bóg oznajmił mu swoją wolę i czuł, że wtedy osiągnie spokój i zadowolenie, gdy dusza jego zjednoczy się ze Stwórcą, pozna Go i zrozumie. W tym to czasie począł Franciszek oddalać się od możnych tego świata i zwracać się sercem do biednych i wydziedziczonych. Tych wyszukiwał, obdarzał i wspierał. Żądza pozbycia się bogactwa i życiowego blasku była u niego tak silną, że postanowił odziać się w szaty żebracze, trwać w ubóstwie i wyrzec się najpierwszych potrzeb. Trudno mu to było uczynić w Assyżu, wobec rodziny i wielu przyjaciół, postanowił więc odbyć pielgrzymkę do Rzymu i tam swój zamiar urzeczywistnić. W kościele w Rzymie spotkał się z liczną rzeszą pielgrzymów i widział, jak włoskim obyczajem drobną monetę rzucano na ofiarę. We Franciszku obudziła się, może po raz ostatni, ostentacyjna hojność, wyjął pełną garść złota z woreczka, w który na drogę zaopatrzyła go matka, i rzucił ją przez kraty na ofiarę. Cała ciżba spoglądała z podziwem na tak wspaniałego ofiarodawcę. Franciszek jednak zawstydzony tym odruchem dawnej próżności, z pochyloną głową wyszedł z kościoła, wmieszał się między żebraków, okrył się łachmanami i wraz z nimi żebrząc zasiadł u progu świątyni. Cel podróży był osiągnięty.

Wróciwszy do Asyżu i wyjechawszy raz konno na przechadzkę, spostrzegł Franciszek nagle trędowatego. Pod wpływem pierwszego wrażenia chciał uciekać, w tej chwili jednak w głębi jego duszy odezwał się głos, który tak często przemawiał do niego: „To co ci było dotąd wstrętnym, zmienić się musi w słodycz i pociechę". Z nadludzkim wysiłkiem zszedłszy z konia, zbliżył się do trędowatego. Twarz nieszczęśliwego zniszczona chorobą, roztaczała woń przejmującą, ciało przedstawiało jedną ropiejącą ranę. Franciszek przybliżył się i oddając choremu wszystkie swe pieniądze w najgłębszej pokorze pocałował go w rękę.

Raz, gdy się modlił w podupadłym kościółku św. Damiana przed krucyfiksem, usłyszał głos; „Idź, Franciszku, odbuduj mój dom, bo ten rozsypuje się w gruzy". Franciszek sądził, że chodzi tu o kościółek św. Damiana; sprzedał przeto swego konia i kilka sztuk sukna ojcowskiego, a pieniędzy użył na odnowienie świątyni. Ojciec oburzony na niego, pozwał go przed sąd biskupa i publicznie go wydziedziczył. Franciszek przyjął to z radością. „Panie", rzekł do biskupa, „oddaję ojcu jego pieniądze, ale nawet i te suknie, które z jego hojności posiadam". Teraz, kiedy już nie mam ojca na ziemi, bezpieczniej będę mógł mówić: „Ojcze nasz, któryś jest w niebiesiech". Schylił się nisko, złożył ubranie i trzos złota u stóp ojca. Wszyscy obecni byli głęboko tą sceną wzruszeni, nawet biskup miał łzy w oczach, jeden tylko Piotr Bernadone stał zimny i obojętny, podniósł wreszcie ubranie i złoto i bez słowa wyszedł z sali. Wtedy to biskup z ojcowską czułością zbliżył się do Franciszka, okrył nagość jego własnym płaszczem i przycisnął go do serca. Spełniło się więc życzenie młodzieńca, zerwał ostatnie węzły krępujące go ze światem. Był wolny, biedny, bezdomny jak żebracy i trędowaci, wypchnięci z koła życia codziennego. Oddał się z całym współczuciem pielęgnowaniu trędowatych i odbudowie zaniedbanej starej i podupadłej kaplicy św. Damiana. Żeby ją odbudować, trzeba było mieć kamienie. Franciszek chodził po mieście i śpiewał swoje piosenki francuskie po ulicach, prosząc w zamian o kamienie. Jest coś głęboko wzruszającego w prostocie tego czynu. Nie odmawiano mu też kamieni. Uważano go za obłąkańca i szydzono zeń srogo.

32. Franciszek ewangelista i misjonarz

Stary proboszcz od św. Damiana polubił cichego samotnika i chciał go żywić. Franciszek odmówił mu, chodził od domu do domu i żebrał. Pragnął żyć w ubóstwie i pokorze. To mu starczyło do szczęścia. Ukończywszy budowę św. Damiana jął się do odnowy ubożuchnej kaplicy św. Anny, którą mu podarowali benedyktyni i którą nazwał swoją cząstką - Portiuncula32.1. Tu pogrążał się w modlitwach i rozmyślaniach, tu usłyszał po raz pierwszy, mając lat wtedy 26, słowa ewangelii Mat. 10, 7-30: „A idąc każcie, mówiąc: przybliżyło się królestwo niebieskie. Chorych uzdrawiajcie, trędowatych oczyszczajcie, umarłych wskrzeszajcie, diabłów wyganiajcie; darmoście wzięli, darmo dawajcie. Nie bierzcie z sobą złota, ani srebra, ani miedzi w trzosy swoje, ani torby na drogę, ani dwuch sukien, ani obuwia, ani laski; albowiem godzien jest robotnik żywności swojej". Słowa te przenikały go, niby objawienie, niby odpowiedź Pana na jego westchnienia i rozmyślania. „Oto czego dusza moja pragnie, co chce ze wszystkich sił moich dokonać". Od tej chwili Franciszek, odnowiciel kościołów, pogrążony w modłach i rozmyślaniach, przeobraził się w apostoła ewangelistę, który miał głosić pokój i nawrócenie32.2. Gdy tylko wyszedł ze swego kościółka - Portiunculi - zdjął obuwie, odrzucił kij i płaszcz pielgrzymi, który go dotąd chronił od chłodu. Odział się w długą szarą opończę, podobną do tych, jakie nosili wieśniacy okoliczni, a różniącą się tylko kapturem, opasał się sznurem i boso, jak apostołowie, postanowił nieść pokój i pociechę tym wszystkim, co jej zapragnęli. Dręczył go jeno ból ojcowski. Pewnego razu spotkał żebraka i rzekł doń: „Będziesz mi odtąd ojcem, w zamian oddawać ci będę połowę mojej jałmużny, jeśli Bernardone kląć mnie będzie, powiem ci: daj mi błogosławieństwo swoje. Wtedy uczyń znak krzyża i błogosław mi miast niego". Będąc pewnego razu napadniętym przez rozbójników, rzekł do nich: „Jestem heroldem wielkiego króla". To słowo stało się hasłem, z którym miał iść w życie. Mieszkańcy Asyżu widzieli Franciszka przemawiającego do ludu w słowach prostych zawsze na jeden i ten sam temat. Rozpoczynał od słów: „Niech pokój będzie z tobą", następnie mówił o pokoju duszy jako najwyższym szczęściu, o zgodzie z Bogiem, o zgodzie z ludźmi, wreszcie o zgodzie z samym sobą, przez spokój sumienia. Gdy jeszcze przed rokiem każde publiczne wystąpienie Franciszka witane było drwinami i śmiechem przez mieszkańców jego rodzinnego miasta, teraz zaszła niespodziewana zmiana. Nie wyśmiewano go więcej, słuchano z uwagą, a nawet z szacunkiem jego mów. I słowa nie padały w próżnię. Nie trwało długo, a zebrali się wkoło niego uczniowie, towarzysze. W roku 1210 było ich 11. Wszyscy oni sprzedali co mieli i pieniądze rozdali ubogim.

Dzięki wstawiennictwu się Gwidona, arcybiskupa Asyżu, Franciszek znalazł przystęp do papieża Innocentego III. „Ale któż", zapytał papież, „dostarczy ci fundusze potrzebne do utrzymania zakonu"? „Położyłem ufność moją w Zbawicielu naszym Jezusie Chrystusie", odpowiedział święty, On, który nam obiecuje chwałę, i życie wieczne, nie odmówi nam pożywienia dla ciała". „Idź więc z Bogiem, synu mój", rzekł mu Innocenty, „i w miarę jak cię niebo oświeci, zachęcaj wszystkich do pokuty. Jeżeli Bóg zechce wam błogosławić, abyście wzrastali w liczbie, i aby łaska Jego zwiększała się w sercach waszych, zawiadom nas o tym, a wówczas nie omieszkamy otoczyć was naszą opieką".

Wtedy wszyscy bracia padli na kolana przed papieżem i przysięgli mu posłuszeństwo; potem na jego rozkaz zobowiązali się do podległości Franciszkowi jako swemu przełożonemu. Otrzymali tonsurę, jako widomy znak zaliczenia ich w poczet kaznodziejów duchownych.

Od tej chwili rozpoczyna się niezmiernie owocna działalność zakonu franciszkanów. Zakonnicy byli zobowiązani do bezwzględnego posłuszeństwa, bezwzględnej czystości i ubóstwa. Z ubóstwem łączyła się pokora, a ponieważ mieli według reguły Franciszka stać się sługami i braćmi wszystkich ludzi ubogich, nisko stojących, więc przybrali nazwę minorytów (mniejszych)32.3.

Po dwóch zakonników wysyłał Franciszek, aby kazali ewangelię. Żegnając się z nimi, rzekł: „Podróżujcie po dwóch zawsze razem. Chwalcie Pana w sercu aż do godziny trzeciej; wtedy dopiero wolno wam mówić. Niech modlitwa wasza będzie prosta, szczera i pokorna, aby każdego pobudzała do oddawania czci Panu. Zwiastujcie wszędzie pokój, ale najpierw starajcie się zachowywać go we własnej duszy. Nie unoście się nigdy nienawiścią ani gniewem i nie zbaczajcie z raz obranej drogi... Ubóstwo jest przyjaciółką, oblubienicą Chrystusa; ubóstwo jest korzeniem drzewa, węgielnym kamieniem, królową wszystkich cnót. Jeśli, bracia moi, wyrzeczecie się ubóstwa, skruszycie łączące nas węzły, lecz jeśli w nim dotrwacie, będziecie tym samem wzorem dla świata, a świat nie odmówi wam pożywienia".

Liczba zakonników reguły Franciszka wzrastała szybko, tak, że w dziesięć lat po zorganizowaniu zakonu, a więc w roku 1219, wynosiła 5.000 zakonników, a po 50 latach prawie 200.000. Zakonnicy udawali się do Francji, Hiszpanii, Anglii, do Węgier, Grecji, Niemiec i nawet do Afryki. Franciszek dotarł aż do sułtana Egiptu, uzyskał od niego obietnicę łagodniejszego obchodzenia się z chrześcijanami. Przy rozstaniu się rzekł sułtan: „Módlcie się za mnie, bracia, aby Bóg oznajmił mi, która religia jest Mu najmilszą".

Po powrocie do Asyżu zajął się Franciszek łagodzeniem sporów, które w czasie jego nieobecności w zakonie wybuchły, jeneralny wikariusz zakonu Eljasz Kortona złagodził surową regułę zakonu, pozwolił zakonnikom na posiadanie własności. Przeciwko niemu wystąpił Antoni z Padwy, który trzymał się ściśle pierwotnej reguły Franciszka i żądał od zakonników bezwzględnego ubóstwa. Franciszek usunął Kortonę, stanął po stronie Antoniego z Padwy, oraz podał swoją regułę do zatwierdzenia papieżowi, w której między innymi powiedziano: Bracia nie mogą posiadać żadnego mienia, żadnej własności, żadnego domu, żadnej rzeczy, mają jako goście i przychodnie służyć Panu w ubóstwie i pokorze.

W dwa lata później Franciszek otrzymuje potwierdzenie reguły, ale w formie złagodzonej. Walka kończy się klęską, a Franciszek złamany i znużony śmiertelnie, oddaje władzę naczelną w ręce obce, zostając sam jednym z najpokorniejszych.

33. Stygmaty Franciszka, hymn do słońca i lata ostatnie

W roku 1224 dokonała się najdziwniejsza tajemnica życia jego. W czasie długiego postu na górze Alwerno Franciszek otrzymał na ciele piętno pięciu ran Jezusa Chrystusa czyli tak zwane stygmaty. Ręce bowiem i nogi miał jakby gwoźdźmi na obie strony przebite; w boku też rana się utworzyła. Stygmaty te poprzedziło widzenie unoszącego się w powietrzu serafina o sześciu skrzydłach, a między skrzydłami była osoba Ukrzyżowanego. Z tego powodu nazwano Franciszka Serafickim. Wraz z apostołem Pawłem mógł powiedzieć: „Albowiem ja piętna Pana Jezusa noszę na ciele swoim". (Gal. 6, 17).

Tak było w istocie, pomijając ten cud, Franciszek przez całe życie starał się naśladować Chrystusa Pana. Nie ustawał w umartwieniach, w modlitwie i w pracy. Prostotą swoją i sercem pociągnął wszystkich. Ukochał Jezusa całym sercem i całą duszą i całą siłą swoją. W szczególny sposób Franciszek kochał przyrodę, bo mówiła mu o Bogu; wszystkie też stworzenia nazywał „bratem" lub „siostrą"; ptaki i zwierzęta, wyzbywszy się lęku, tuliły się do niego. Piękno natury, które głęboko wyczuwał, dawało mu natchnienie do wspaniałych hymnów. Nade wszystko jednak wdzięczny był Franciszek Bogu za dar światła; za ogień i słońce.

„Rankiem, gdy słońce wschodzi", mawiał, „wszyscy ludzie powinni chwalić Boga, za to, że stworzył słońce dla ich dobra, jemu bowiem zawdzięczają możność oglądania wszech rzeczy. Wieczorem zaś, gdy noc zapada, chwalmy Pana za dar ognia, który nam świeci w ciemnościach. Wszyscy jesteśmy ślepi z urodzenia i dopiero wzrok zsyła nam Bóg za pośrednictwem tych dwóch żywiołów"33.1.

Wyczerpany pracą ducha Franciszek podupadł silnie na zdrowiu. Postanowił opuścić swoje miejsce samotne i ulubione, górę Alwerno. „Zegnaj góro Alwerno, niechaj Bóg Ojciec, Bóg Syn i Bóg Duch święty cię błogosławi. Pozostań w spokoju, już cię więcej nie ujrzę". Wraca do Porcjunkuli i po krótkim wypoczynku udaje się chory Franciszek na nową misję. Zdawało się, że powróciła mu żywość młodzieńcza i dawny zapał do czynu.

„Pójdę znów między trędowatych", mówił, „niech ludzie odsuwają się ode mnie jak niegdyś". Jeżdżąc na ośle, wstępował do miast, wygłaszając w nich kazania, a gdziekolwiek znalazł trędowatych, służył im. Ale siły jego słabły. Na domiar złego, ciężka choroba oczu, przyniesiona z Egiptu, czyniła szybkie postępy. Bolesna operacja nie przyniosła mu ulgi. Groziła mu ślepota. Postanowił usunąć się od ludzi. W pobliżu kościoła św. Damiana zbudowano mu chatę z gałęzi, aby mógł w niej zamieszkać i oddać się rozmyślaniom.

W sprawach zakonu został jeszcze raz wezwany do miasta Rieti do papieża. Znów ciężko zachorował, ze strony lekarzy nie znalazł Franciszek więcej ulgi. Chory ulega wybuchom krwi. Wraca znów do Asyżu, do pałacu biskupa, gdzie pielęgnują go bracia najmilsi.

Dochodzą go wieści o coraz to większych rozterkach w zakonie. Kiedy go siły coraz więcej opuszczały, kazał się przenieść do Porcjunkuli, chcąc tam umrzeć. Przy przenoszeniu śpiewa pieśni, a jeśli nie on, to bracia zakonni. „Śpiewając szedł naprzeciw śmierci" mówi biograf Celano. Przed śmiercią kazał się położyć na gołej ziemi i tu modląc się i upominając zakonników do pokoju i pokuty, dnia 4 października 1226 roku w 45 roku życia umarł.

Legenda mówi, że kiedy Franciszek ducha wyzionął, niezliczone mnóstwo skowronków zleciało na dach celi jego33.2, „by powitać duszę zrywającą się do lotu i zgotować biedakowi kanonizację, której najbardziej był godzien, jedyną, której byłby sobie życzył".

W dwa lata potem był przez papieża kanonizowany. Pragnął, aby go pochowano na wzgórzu koło Asyżu, gdzie grzebano złoczyńców. Tam go też pochowano, a nad grobem jego wznosi się dziś wspaniały kościół pod wezwaniem św. Franciszka, a pagórek ów nosi miano nie Pagórka Zatraceńców lecz Pagórka Raju.

Franciszek założył również zakon żeński sióstr ubogich, zwanych późnięj klaryskami od św. Klary, pierwszej ich przełożonej.

Nadto ustanowił Franciszek trzecie zgromadzenie na półzakonne - tercjarstwo. Osoby do niego należące mieszkały w świecie, przyrzekały tylko prowadzić życie zbliżone do zakonnego, obowiązane były nosić skromny ubiór, wystrzegać się złych nałogów, światowych uciech, udzielać pomocy potrzebującym, często przystępować do spowiedzi i komunii św., stąd nazywano ich również „Braćmi pokuty.” Tercjarstwo rozpowszechniło się bardzo i liczy na tysiące we wszystkich krajach.33.3

34. Dominik, założyciel zakonu kaznodziejskiego.

Równocześnie ze św. Franciszkiem i w tymże duchu co on pracował św. Dominik. Urodził się on w Hiszpanii w roku 1170. Obok zamiłowania do nauki jaśniał Dominik głęboką pobożnością oraz litością dla biednych. Będąc jeszcze uczniem uniwersytetu, podczas wielkiego głodu sprzedał książki swoje, aby móc czym wspierać ubogich. Innym razem siebie samego chciał sprzedać, a pieniądze stąd otrzymane wręczyć biednej kobiecie na wykup syna, wziętego w niewolę przez Saracenów.

Wracając z biskupem swoim z podróży po Francji był świadkiem krucjaty przeciw albigensom odpadłym od kościoła. Dominik postanowił poświęcić się ich nawracaniu. Udał się do Francji, gdzie kazaniami i świątobliwością życia wielu albigensów pojednał z kościołem. W tym też celu założył w roku 1215 „zakon kapłanów kaznodziejów", oparty na regule św. Augustyna. Celem nowego zakonu było „pracować niezmordowanie nad ulepszeniem duchowym bliźnich".

W roku 1215 Dominik zebrał 16 pierwszych swych towarzyszów, z których 7 wysłał do Paryża, gdzie założyli klasztor, w którym znajdowali przytułek pielgrzymi, udający się dla uczczenia św. Jakuba, i stąd w Paryżu dominikanie zwani byli jakobinami. Dominikański zakon rozszerzał się z zadziwiającą szyb kością we wszystkich krajach. Praca, nauka i ubóstwo, oto hasło, którego się trzymali dominikanie za życia ich założyciela i w dwóch pierwszych wiekach.

Dominik mówił zawsze z wielką prostotą, a słowa jego wywierały potężny wpływ. Gdy go się zapytano, skąd bierze nie wyczerpany przedmiot do swych kazań, odpowiedział: „Z księgi miłości, są w niej nauki na każdą rzecz". Zawsze nosił ze sobą ewangelię i listy św. Pawła i zalecał braciom swoim zgłębiać jak najpilniej Pismo św. Pewnego razu Dominik miał widzenie. Ukazał mu się Chrystus i przedstawił mu dwóch ludzi. W jednym z nich poznał on samego siebie, drugiego nie widział nigdy, lecz obraz utkwił mu w pamięci. Nazajutrz spostrzegł w kościele tę samą postać pod kapturem zakonnika żebrzącego; rzucił się w objęcia jego i rzekł: „Tyś mój towarzysz, ty pójdziesz ze mną, trzymajmy się razem, a nikt nas nie zwycięży". Mężem tym był Franciszek z Asyżu; braterski uścisk Dominika z Franciszkiem dał początek przyjaźni łączącej dominikanów z zakonnikami reguły św. Franciszka.

Dominik umarł w roku 1221. W 13 lat po śmierci został kanonizowany, a w XV wieku wzniesiono mu wspaniały grobowiec zdobiący kościół Dominikanów w Bononji.

Początkowo dominikanom nie wolno było posiadać żadnej własności. Podobnie jak franciszkanów cechowało ich bezwzględne ubóstwo, ale już za papieża Marcina wolno im było posiadać dobra nieruchome. Z biegiem czasu osiągnęli jeszcze większe przywileje. Wolno im było miewać kazania i spowiadać gdzie się im podoba, nie żądając upoważnienia ze strony biskupów i proboszczów, Dominikanie byli cenzorami ksiąg i rycin wydawanych w Rzymie, szkoły i katedry uniwersyteckie były obsadzane dominikanami, nie podlegali oni jurysdykcji biskupiej, byli wychowawcami książąt. Im powierzono wykrywanie i naprawę błędów w wierze, co dało początek trybunałowi inkwizycji, w którym zawsze prezydował dominikanin. Wielkie zasługi okazał ten zakon w opowiadaniu ewangelii w Ameryce i w innych częściach świata. Cała misja zewnętrzna i wewnętrzna spoczywała w ich rękach. Cały szereg ludzi uczonych, filozofów i teologów należał do ich zakonu, między innymi Tomasz z Akwinu, Albert Wielki, Wincenty z Beauvais i wielu innych34.1.

35. Tomasz z Akwinu i Tomasz a Kempis

Podobnie jak kościół starożytny miał swoich wybitnych nauczycieli, zwanych ojcami i doktorami kościoła, tak samo i w wiekach średnich byli znakomici teologowie, którzy postawili sobie jako zadanie zbadanie nauki chrześcijańskiej jako nauki istniejącego kościoła rzymsko-katolickiego i ułożenie jej w pewien niewzruszony, rozumowo udowodniony system.

Posługiwali się oni metodą starożytnych filozofów (Arystotelesa), która była w użyciu w ówczesnych szkołach, i dlatego noszą nazwę scholastyków.

Głównym usiłowaniem scholastyków było dowieść, że między wiedzą i wiarą niema sprzeczności.

Obok scholastyki rozwijała się mistyka. Mistyka wybrała inną drogę: odrzuciwszy badanie filozoficzne dogmatów, starała się wniknąć w prawdy wiary uczuciem i gruntuje wszystko na kontemplacji, t.j. rozmyślaniu. Trzeba myślenie i uczucie bezpośrednio zagłębić w toniach boskiej prawdy, by móc to co jest boskim widzieć, czuć i zżyć się z nim. Środkiem do tego celu stawia mistyka czystość serca, głębokość miłości i zapomnienie o sobie.

Największym scholastykiem był Tomasz z Akwinu (1226 - 1274). Urodził się na zamku blisko klasztoru na górze Kassynu. W tym pobożnym ustroniu nauk ćwiczył się w początkowych umiejętnościach. Uzupełnił je później w Neapolu. Tu wbrew woli rodziców wstąpił do zakonu dominikanów. Następnie wyjechał na dalsze studia do Kolonii. Skromność i nadzwyczajna pokora Tomasza były powodem, że go uczniowie uważali za dość miernego umysłu i nazywali go niemym wołem. Ale przy egzaminie wykazał 19-to letni Tomasz taki ogrom wiedzy i taki dar słowa, że mistrz jego, dominikanin Albert Wielki, zawołał proroczym tonem: „Nazywamy go niemym wołem, ale tak on ryknie w nauce, że aż świat rozlegać się będzie".

Tak się też stało. Wkrótce potem zasłynął jako filozof i profesor teologii w Paryżu, w Bolonii, Rzymie i Neapolu.

Na ostatku mieszkał w klasztorze dominikanów w Neapolu i tu odmówił godności arcybiskupa i kardynała, aby mógł wyłącznie zajmować się naukami i pracą. Do najważniejszych jego prac należy „Summa teologiczna". W dziele tym starał się Tomasz wykazać, że między rozumem i wiarą, naturą i łaską panuje ścisła łączność i harmonia. Uczniowie Tomasza z Akwinu dali mu przezwisko Doktora Powszechnego (doctor universalis) i Doktora Anielskiego (doctor angelicus).

Z pośród mistyków najznakomitszymi byli: Bernard z Clairvaux (Klerwo), a z późniejszych Tomasz a Kempis. Tomasz urodził się w mieście Kempen w Niemczech (r. 1380). Uczęszczał do szkoły „Braci wspólnego życia" w Deventer w Holandii, wstąpił do klasztoru księży Augustianów na górze św. Agnieszki w Holandii i tam jako przeor klasztoru umarł 1471 r. Odznaczał się wielką pobożnością. Napisał wiele dzieł, między innymi „Cztery księgi o Naśladowaniu Chrystusa". Jest to obok Pisma Św. najbardziej rozpowszechniona książka na świecie35.1.

36. Piotr Waldus, Albigensi i Inkwizycja

Już za czasów Konstantyna Wielkiego i przez wszystkie późniejsze wieki występowali różni mężowie, którzy karcili życie światowe duchownych, występowali przeciw tej lub owej błędnej nauce kościoła, gromadzili naokoło siebie zwolenników, odłączali się od panującego kościoła, skupiali się w oddzielne religijne stowarzyszenia, zwane sektami.

Im więcej kościół prześladował zwolenników pewnej sekty, tym więcej ona się szerzyła i tym uporczywie] trwała przy swoich zasadach. Jednak żadna z sekt przeszłych stuleci nie mogła przywrócić zupełnej prawowierności w nauce kościoła, oraz czystości obyczajów w życiu, a tym samem nie mogła istnieć samodzielnie przez czas dłuższy obok kościoła panującego. Były ku temu rozmaite przyczyny; po części sekty te pomimo wielu dobrych stron, nie były wolne od pychy, zarozumiałości i marzycielstwa, one tylko uważały siebie za prawdziwy kościół Chrystusa i pogardzały tymi, którzy należeli do panującego kościoła. Pomimo swej gorliwości o zachowanie czystości wiary, sekty wyznawały niejedną naukę niezgodną z zasadami Pisma św., nie zawsze w krzewieniu swoich zasad zachowywały spokój i równowagę, chciały od razu jednym zamachem wszystkie stosunki kościelne i światowe zburzyć i zapominały, że przez to może nastąpić straszne zagmatwanie pojęć i obyczajów. Już koło roku 660 napotykamy w Małej Azji tak zwanych paulicjanów, którzy porzucali chrzest, małżeństwo i wszystkie zewnętrzne praktyki kościoła i uważali św. Pawła za jedynego prawego apostola. W południowej Francji szerzyła się sekta „katharów" t.j. czystych, ponieważ chcieli oni zachować czystość i wystrzegać się błędów kościoła. Stąd pochodzi nazwa „kacerz".

Pierwsza sekta, która przejęła się prawdziwie duchem ewangelii i słowo Boże przyjęła jako źródło i fundament swojej wiary i życia, wolna od pychy i marzycielstwa była sekta waldensów, która z powodu przytoczonych zalet przetrwała do dnia dzisiejszego.

Waldensi otrzymali swą nazwę od Piotra de Veaux, po łacinie Petrus Valdus.

Piotr Waldus był zamożnym kupcem z Veaux, blisko Lugdunu czyli Lyonu we Francji południowej, żył około roku 1160. Pewnego razu w towarzystwie przyjaciół ubolewał nad moralnym upadkiem duchowieństwa i przemyśliwał nad podniesieniem życia religijnego i chrześcijańskiego w kościele, wtem podczas rozmowy jeden z przyjaciół padł na ziemię, rażony apopleksją. Śmierć ta zrobiła wstrząsające wrażenie na obecnych, a zwłaszcza na Waldusa. Co się bowiem stało z przyjacielem, mogło się stać z nim samym. Od tego czasu począł Waldus rozmyślać nad zbawieniem swej duszy. Rozczytując się w Piśmie św., przychodził do coraz większego przekonania, że człowiek usprawiedliwienia przed Bogiem nie dostąpi ani przez dobre uczynki, ani przez posty, ani przez odpusty. Waldus, sprzedawszy wszystko co miał, rozdał ubogim i zawiązał bractwo pod nazwą: „Ubogich lugduńskich", albo „Pokornych". Później zwano ich po prostu waldensami.

Piotr Waldus wysyłał zwolenników swoich po dwu, by szczególnie wieśniakom i ubogiemu ludowi opowiadali ewangelię. Ale arcybiskup Lugduński, a później za radą jego sam papież, surowo zabronili waldensom opowiadania ewangelii. Ale nic to nie pomogło. Waldus nie usłuchał rozkazów papieskich, w dalszym ciągu opowiadał słowo Boże i został wraz ze swoimi zwolennikami i nauką, którą głosił, wyklęty.

Nauka waldensów była następująca: ani przez uczynki, ani przez zasługę świętych, lecz jedynie przez zasługę Chrystusa Pana i przez wiarę w Niego, dostępuje człowiek zbawienia. Tylko Jezus Chrystus jest naszym orędownikiem. Waldensi odrzucali mszę za umarłych, czyściec, pielgrzymki, procesje, spowiedź uszną. Natomiast przyjmowali komunię św. pod obiema postaciami i starali się zachować i przestrzegać tylko to, co się z zasadami Pisma św. zgadzało.

Jak wierzyli, tak i postępowali, wiara ich nie była martwą, lecz żywą. Słowo Boże, modlitwa, śpiew, praca, nauczanie ubogich były codziennym ich pokarmem. Prowadzili życie skromne, wstrzemięźliwe, nienaganne, żywili się z pracy rąk swoich, nazywali się nawzajem braćmi i siostrami. Zwierzchności pozostawali wierni i poddani. Moralnym swym życiem jednali sobie szacunek nawet u nieprzyjaciół. Razu pewnego powiedział o nich pewien król francuski: „Waldensi są lepsi niż ja i cały mój naród". Innego zarzutu nie można im było zrobić, jak ten, że więcej byli posłuszni Bogu, niż ludziom. Dlatego rzucono na nich klątwę.

Waldensów prześladowano w okrutny sposób: pozbawiano ich wszelkiej własności, pozbawiano żon i dzieci, oddawano ich na pastwę wszelkim namiętnościom pospólstwa, mordowano i palono na stosie.

Prześladowani waldensowie rozproszyli się po Włoszech, Niemczech, Francji, Polsce (na Śląsku) i Czechach, ale wszędzie posieli dobre ziarno, które przyniosło swego czasu dobre owoce36.1. Oni to byli w wielu ziemiach pierwszymi pionierami reformacji, zwiastunami lepszych czasów i lepszych dążności. Piotr Waldus po długich pielgrzymkach i prześladowaniach osiadł w końcu w Czechach, gdzie i umarł około roku 1200.

Dokoła sekty waldensów skupiły się inne sekty w południowej Francji. Sekty te znalazły schronienie na obszernych posiadłościach Rajmunda, hrabiego Tuluzy, oraz w miasteczku Albi, stąd wszystkie sekty południowej Francji, nie wyłączając waldensów, tej epoki nazywano albigensami. Papież Innocenty III wysłał do Albi swoich legatów, aby wszelkimi sposobami, dobrocią i groźbą, obietnicami i gwałtem starali szerzące się herezje stłumić. Wszystko na próżno.

Nieznani złoczyńcy zamordowali papieskiego legata. Zakonnicy rozpuścili w tej chwili pogłoskę, że morderstwo było dziełem Rajmunda, a papież, skorzystawszy z tego, postanowił wymierzyć albigensom nadzwyczaj surową karę i kazał głosić po całej Francji krucjatę przeciwko albigensom, nadając wojownikom takie same przywileje, jak za pielgrzymkę do Palestyny. I stanęło do walki przeciw albigensom 50.000 krzyżowców z czerwonymi krzyżami na piersiach pod wodzą hrabiego Szymona z Monfort i straszliwego opata Arnolda z Citeaux, legata papieskiego. Krzyżowcy, pustosząc i paląc, podeszli pod miasto Beziers. Arnold kazał zburzyć miasto i wszystkich mieszkańców, nie wyłączając kobiet i dzieci, w pień wyciąć. A kiedy mu zwrócono uwagę, że tu mogą być dobrzy katolicy, odpowiedział: „Zabijajcie wszystkich, Pan Bóg pozna swoich i odróżni ich od kacerzy na tamtym świecie". Wkrótce potem napisał z triumfem do papieża, że „kara Boska wytępiła 20.000 łudzi bez względu na płeć i wiek". Gwałty, jakich się dopuszczano w walce z albigensami na ludziach i ich książętach, były przyczyną powszechnego i głębokiego rozjątrzenia w kraju. To skłoniło papieża do zwołania synodu w Tuluzie w celu obmyślenia środków dla zapobieżenia na przyszłość szerzenia się sekt. Ustanowiono więc sądy religijne czyli trybunały świętej inkwizycji i oddano je pod zarząd zakonu dominikanów.

Ohydna ta instytucja trudniła się wyszukiwaniem kacerzy i poddawała ich potem najsurowszym katuszom. Każdy pan świecki, czy też duchowny, który oszczędzał jakichkolwiek kacerzy, miał być pozbawiony dóbr swoich i pozbawiony urzędu. Każdy dom, który dał schronienie kacerzowi, musiał być zburzony i z ziemią zrównany. Wszyscy chrześcijanie, mężczyźni od lat 14, niewiasty od lat 12, obowiązani byli co dwa lata przedstawiać się swemu biskupowi w celu złożenia wyznania wiary i przysięgi na wierność kościołowi. Kto tym obowiązkom nie sprostał, lub kto przynajmniej trzy razy do roku w wielkie święta do spowiedzi nie przystąpił, ten już był podejrzewany o kacerstwo. Lekarza, który chciałby odwiedzić chorego kacerza, czekała kara. Obwiniony, który wyparł się kacerstwa, musiał przez pewien czas nosić suknię pokutną (santo - benito). Na nowo oskarżony został spalony na stosie. Zwłoki obwinionych o kacerstwo wygrzebywano z ziemi i palono.

Palenie kacerzy, które zwano powszechnie dziełem wiary (Auto da fe - actus fidei), odbywało się zwykle w niedzielę. Wczesnym rankiem odzywały się wszystkie dzwony miasta. Następnie wyruszał pochód z domu inkwizycji na plac kościelny. Na przedzie postępowali dominikanie z chorągwią, na której widniał napis: „Sprawiedliwość i miłosierdzie". Za nimi postępowały nieszczęśliwe ofiary inkwizycji, boso ze szpiczastymi czapkami, w żółtej pokutniczej sukni z czerwonymi krzyżami z przodu i na plecach, oraz przystrojonej w liczne wyobrażenia szatana. Za skazańcami niesiono trumny czarne z wyobrażeniami ognia piekielnego i szatanów. Po odbytem nabożeństwie i kazaniu odczytywano kacerzowi wyrok śmierci; wielki inkwizytor uderzył go w piersi, oddawał władzy świeckiej do natychmiastowego ukarania.

W ten sposób poniosło śmierć męczeńską tysiące tysięcy. Między innymi i kaznodzieja waldensów, Arnold wraz z licznymi współwyznawcami. Będąc już na stosie, pocieszał jeszcze męczenników, wołając: „Stójcie mężni w wierze, dziś będziecie w raju".

Najsrożej działała inkwizycja w Hiszpanii, gdzie tysiące żydów i maurów, gwałtem nawracano na wiarę chrześcijańską. Osławiony jej generalny inkwizytor, dominikanin Torcquemada spalił 8 800 ludzi żywcem, 90 000 skazał na pokutę wszelkiego rodzaju.

W Niemczech odznaczył się inkwizytor Konrad z Marburga, który po trzynastoletnich straszliwych rządach był przez szlachtę zamordowany roku 1233.

W Polsce głośnym inkwizytorem był dominikanin biskup Poznański Paweł Polak roku 130536.2.

Lecz ani miecz krzyżowców, ani inkwizycje nie wytępiły waldensów. Pokaźna ich liczba zbiegła w góry Piemontu w północnych Włoszech, gdzie po dziś dzień się zachowali i za czasów króla Karola Alberta otrzymali wolność religijną. Każda gmina waldensów ma swoje osobne prezbiterium, którego prezesem jest zawsze pastor. Co pięć lat zbiera się synod, jego miejsce zastępuje wybrana przez tenże synod Rada kościelna36.3.

37. Jan Wiklef

Do znakomitych poprzedników reformacji bez zaprzeczenia należy John Wiklef. Urodził się w roku 1324 w hrabstwie Jork we wsi Wicliffe, skąd i otrzymał swe nazwisko. Nauki pobierał w uniwersytecie Oksfordzkim, studiował prawo, teologię i filozofię. Miał sławę głębokiego myśliciela i wybitnego uczonego, a zarazem słynął jako wymowny i gorliwy kaznodzieja. Słuchacze i uczniowie obdarzyli go przydomkiem „Doctor evangelicus". Jako profesor uniwersytetu bronił wolności słowa na uniwersytetach, przez co naraził się na podejrzenie ze strony dominikanów. Zagłębiał się w Pismo św., które winno być jedynym źródłem wiary. Kładł główny nacisk zgodnie z całą nauką Pisma św., że Chrystus Pan jest jedynym naszym orędownikiem przed Bogiem, i że wiarą tylko człowiek bywa usprawiedliwiony przed Bogiem. Wiklef był wrogiem żebrzących zakonów, ponieważ słusznie twierdził, że Chrystus Pan wzywał ludzi nie do próżniactwa, lecz do pracy. Występował przeciw chciwości ówczesnego duchowieństwa. Stanął w obronie króla Edwarda III gdy ten odmówił papieżowi płacenia świętopietrza. Wiklef występował śmiało przeciwko klątwom, nauce o czyśćcu, usznej spowiedzi, odpustom, czci świętych, i przeciwko samemu papieżowi, nazywając go wprost antychrystem.

Śmiałość i skutki przyszłe takiej nauki poruszyły do odporu duchowieństwo angielskie, szczególnie wyższe. Papież wydał bulę37.1 do króla i do uniwersytetu, żądając uwięzienia Wiklefa oraz osądzenia, ale reformator tak świetnie bronił się przeciw stawianym zarzutom, a przy tym władza królewska mu sprzyjała, że uznany został za niewinnego.

W roku 1381 dokonał Wiklef wiekopomnej pracy, przetłumaczywszy biblię na język angielski. „Gdzie niema słowa Bożego", mawiał, „tam rola kościoła Bożego jest spustoszona i panuje duchowna śmierć". Założył też stowarzyszenie kaznodziejów wędrownych, którzy, idąc ze wsi do wsi boso, w długich czerwonych szatach, mieli wszędzie zwiastować słowo Boże.

„O ile Chrystus bez porównania jest wyższy od każdego człowieka", powiada Wiklef, „o tyle też słowo Jego stoi wyżej od wszelkich ustanowień ludzkich. Pismo św. jest wiarą kościoła. Dlatego też musi być nauczane w macierzystym języku, gdyż prawą wiarę powinni znać wszyscy". I gdyby się na tym Wiklef ograniczył, niezawodnie najskuteczniej by wtedy utorował drogę ewangelii w Anglii. Ale Wiklef podobnie do wielu innych poprzedników reformacji nie posiadał ani dosyć spokoju, ani dosyć umiarkowania w przeprowadzeniu swoich zasad. Chciał on od razu dokonać wszelkiej reformy, chciał od razu zburzyć zakorzenioną naukę kościoła katolickiego i zaprowadzić wszędzie czystą ewangelię, a kiedy wystąpił z całą stanowczością przeciw nauce kościoła katolickiego o komunii świętej, twierdząc, że w komunii Zbawiciel tylko duchowo jest obecny, wówczas nawet król angielski, który zawsze bronił Wiklefa, uważał naukę jego za kacerską i Wiklef zmuszony był odwołać ją. Gdy jednak Wiklef pomimo odwołania w dalszym ciągu jawnie krzewił swe poglądy, uniwersytet pozbawił go profesury i naukę ogłosił za kacerską.

Od tego czasu osiadł Wiklef na probostwie swym w Lutterworth, gdzie żyjąc w pokoju, pisał dużo i pracował dużo, co rano odwiedzając i pielęgnując chorych, nauką a zwłaszcza studiowaniem biblii zajmował się aż do zgonu, który nastąpił w ostatni dzień roku 1384 w ulubionym Lutterworth.

Pomimo, że Wiklef jasno i trzeźwo występował przeciw nadużyciom ówczesnego kościoła, pomimo, że wygłaszał zasady zupełnie ewangeliczne o Piśmie św. i o usprawiedliwieniu z wiary, lud go nie rozumiał. Tylko uczeni podzielali i przyleli jego zasady, prostaczkowie pozostali obojętni, jeszcze bowiem nie nadeszła pora reformy kościoła. Stronników Wiklefa nazywano pogardliwie lollardami37.2 i zawzięcie prześladowano ich za panowania Henryka V. Mimo to w lat kilka po śmierci Wiklef a nauka Jego pobawiła się znów w Czechach i ściągnęła na jego zwolenników klątwę37.3. Na rozkaz okrutnego soboru w Konstancji wydobyto z kościoła w Lutterworth kości Wiklefa i wraz z pismami przy odgłosie dzwonów spalono.

Zwolennikiem i krzewicielem nauki Wiklefa w Polsce był Jędrzej Gałka z Dobczyna, profesor akademii krakowskiej na wydziale teologicznym. Gdy kanclerz akademii kardynał Zbigniew Oleśnicki, dowiedział się w roku 1449, iż w bibliotece Gałki znajdują się dzieła Wiklefa własną ręką profesora przepisane, kazał go uwięzić. Gałka wszakże zdołał uciec i schronił się na Śląsk. Następnie rozpisywał listy w różne strony z oświadczeniem, iż gotów odwołać swe twierdzenia, jeżeli o ich mylności dowodami z Pisma św. będzie przekonany, zachęcał do czytania pism Wiklefa, bez znajomości których nikt, jak twierdził Jędrzej, dobrym teologiem być nie może. Jędrzej Gałka umarł na wygnaniu37.4.

38. Jan Hus i Hieronim z Pragi

Jan Hus urodził się dnia 6 lipca roku 1373 w Husińcu, małym miasteczku Czeskim38.1, stąd nazywano go poprostu Husem. Byt synem ubogiego rolnika i podobnie, jak później Marcin Luter, uczęszczał do szkoły elementarnej, gdzie utrzymywał się, lak większość ówczesnych uczniów, z jałmużny i śpiewu po kościołach. Hus odznaczał się taką pilnością, że już w 16 roku mógł wstąpić na słynny podówczas na cały świat uniwersytet praski. W 26 roku życia otrzymał stopień naukowy magistra teologii, i został profesorem przy tymże uniwersytecie oraz kaznodzieją przy kaplicy betlejemskiej, posiadającej ważny przywilej opowiadania słowa Bożego w języku czeskim. Na słuchaczy, czy to z katedry uniwersyteckiej, czy też z ambony betlejemskiej wywierał wpływ ogromny. Gromił świeckie stany, zarzucając im lenistwo, zwady, brutalstwa i niesprawiedliwości, zachęcał do miłości i naśladowania Chrystusa Pana.

Oburzyło to wielu i wskutek tego zanieśli skargę na Husa do arcybiskupa, który im odpowiedział, „że nie w mocy jego jest Husa w wykonywaniu jego powinności ograniczać, bo on przy święceniu swym złożył przysięgę, że będzie wszędzie i zawsze prawdę mówił bez względu na osoby".

Duchowieństwo początkowo sprzyjało Husowi, lecz kiedy on począł z kazalnicy chłostać łakomstwo i nierząd prałatów, kiedy, stawiając jako wzór jedynie godny naśladowania życie apostołów, wzywał całe duchowieństwo do nawrócenia się i pokuty, wtedy arcybiskup praski Zbyńko począł się żalić na Husa przed królem Wacławem. Ale Wacław nie lubił ani panów ani księży, rad więc był temu, że ich Hus chłostał surowymi słowy. „Cieszyliście się", odpowiedział skarżącym, „kiedy magister Hus karcił nas, ludzi świeckich, skoro teraz na was kolej przyszła, milczcie"!

W roku 1381 Ryszard II, król angielski, poślubił siostrę króla Wacława, Annę Helenę, stąd zawiązały się częste stosunki handlowe między Anglią i Czechami, a wiele młodzieży jeździło na naukę aż do Oksfordu. Między innymi udał się tam w tym celu także Hieronim z Pragi38.2, przyjaciel od lat młodzieńczych Husa, jego uczeń, a później najwierniejszy towarzysz doli i nie doli. W Oksfordzie został Hieronim zapalonym zwolennikiem Wiklefa. Wróciwszy do Pragi, przywiózł ze sobą dzieła Wiklefa, znane i nieznane i razem z Husem zaczął je rozszerzać. Niedługo potem przybyło do Pragi dwóch Anglików teologów, przyjaciół Hieronima, którzy z całym zapałem szerzyli zasady Wiklefa. Cały uniwersytet praski przyjmował w tej walce duchownej udział. Większość Czechów z Husem na czele stanęła po strome Wiklefa, obcy zaś przeciw niemu.

Na uniwersytecie praskim, gdzie wówczas profesorami byli przeważnie zakonnicy, istniał podział na cztery narodowości: czeską, bawarską, saską i polską. Ponieważ każda narodowość rozporządzała w razie sporów jednym głosem, przeto Czesi zostali przegłosowani i naukę Wiklefa ogłoszono za kacerską. Wskutek tego Hus i Hieronim wyjednali (1409 r.) u króla Wacława pamiętny dekret, na którego mocy w senacie uniwersyteckim we wszystkich sprawach, Czesi, jako narodowcy, mieli mieć trzy głosy, inne zaś narodowości tylko po jednym głosie. Wszelkie protesty Niemców na nic się nie przydały, a kiedy przyszło do wyboru rektora, Czesi wybrali swego rektora. Urażeni tym profesorowie i studenci niemieccy opuścili Pragę i założyli sobie nowy uniwersytet w Lipsku. Polacy już przedtem przestali uczęszczać do Pragi z powodu założenia uniwersytetu w Krakowie.

O ile jednak Niemcy znienawidzili Husa, o tyle lud czeski tym serdeczniej przylgnął do niego, widząc w nim nie tylko reformatora kościoła, lecz także obrońcę swych praw narodowych wobec ucisku ze strony Niemców i duchowieństwa. Niemiecka partia nie przestawała oskarżać Husa o kacerstwo. Mimo to Hus w dalszym ciągu głosił ewangelię i chłostał nadużycia duchowieństwa.

Arcybiskup zaskarżył Husa do Rzymu. Papież kazał spalić pisma Wiklefa, a Husa pozbawić urzędu kaznodziejskiego. Ale urzędu kaznodziejskiego Hus złożyć nie chciał, twierdząc, że głoszenie ewangelii zostało mu przez Boga polecone. Wskutek tego nieposłuszeństwa Hus został po raz wtóry zaskarżony do Rzymu; ale królowa Zofia nie pozwoliła Husowi, który był jej spowiednikiem, wydalać się z Pragi, a król Wacław dziwną okazał w tym wypadku energię. „Niepodobna", mówił on, „wydawać w ręce nieprzyjaciół tak dzielnego kaznodziei i cały naród niepokoić".

Hus coraz gwałtowniej występował przeciw nadużyciom kościoła, a głównie, jak w sto lat później Luter, wystąpił przeciw odpustom. Znienawidzony i wzgardzony od dawna papież Jan XXIII właśnie ogłosił krucjatę przeciw neapolitańskiemu królowi Władysławowi. Papież wyklął króla Neapolu i wszystkich jemu przychylnych aż do trzeciego pokolenia, zagroził klątwą wszystkim, którzy by się poważyli wyklętych grzebać. W celu zebrania pieniędzy na ową wojnę, kazał publicznie przy odgłosie trąb i bębnów sprzedawać odpusty.

Bulla papieska oburzyła do żywego Husa i jego zwolenników. Hus dowodził, że odpusty z żadnymi taksami połączyć się nie dadzą; że nikt w świecie nie jest w mocy dania grzesznikowi rozgrzeszenia, jeżeli on za grzechy nie żałuje i jeżeli nie przyrzecze, że się grzechów wystrzegać będzie, że odpustu dostąpić inaczej nie można, tylko przez miłosierdzie Boskie; że odpusty papieskie nic nie warte, kiedy się na łasce Pana Boga, na nauce Chrystusa i prawdziwe] pobożności nie zasadzają, że ani papież, ani żaden biskup nie powinien o świecką władzę i posiadłości ziemskie bojów rozpoczynać; że wyklęcie potomstwa aż do trzeciego pokolenia sprzeciwia się Pismu św.38.3 Kościół może walczyć bronią ducha, nigdy zaś orężem ciała.

Papież Jan XXIII rzucił klątwę na Husa, zabronił odprawiania obrzędów religijnych we wszystkich kościołach praskich, rozkazał ująć Husa i do arcybiskupa dostawić, a kaplicę betlejemską zburzyć. Zamach na kaplicę został odparty, ale Praga przedstawiała wówczas smutny i przerażający widok. Dzwony na wieżach zamilkły, służba Boża ustała, dzieci pozostawały bez chrztu, starsi bez komunii świętej, a umarli bez śpiewu i modlitwy grzebani byli, klątwa, niby sąd Boży, wisiała nad miastem i Husem. Lud szemrać i burzyć się począł. Brakło mu bowiem form zewnętrznych; lud lubił Husa, szedł za jego nauczaniem, bronił go z od wagą i poświęceniem, ale taka martwa cisza, takie czarne i okropne obrazy były nad jego siły.

Za namową króla Hus i Hieronim wydalili się z Pragi, ale nie ustawali w pracy. Hus w Kozimgrudku wygłaszał w dalszym ciągu kazania i pisał swe dzieła. Przemawiał pod gołym niebem, śród pól i lasów, na rozstajnych drogach, idąc śladami Zbawiciela. Wszędzie towarzyszyły mu tłumy piechotą, konno i w pojazdach. Pracował też nad doskonaleniem języka czeskiego, poprawiał tłumaczenie biblii na język czeski, dokonane w XIV wieku przez nieznanego pisarza.38.4

Hieronim, korzystając z wezwania króla polskiego Władysława Jagiełły, podróżował po Polsce i Litwie, gdzie szerzył zasady kiełkujące w Czechach, nie bacząc na prześladowania, jakich doświadczał na każdym niemal kroku. Za jego też sprawą, jak i młodzieży czeskiej, przebywającej w Krakowie, padły pierwsze w Polsce ziarna husytyzmu. On to za namową Władysława Jagiełły zajmuje się porządkowaniem uniwersytetu w Krakowie roku 1410.

W tym czasie było jednocześnie trzech papieży, którzy się wzajem wyklinali. To rozdwojenie kościoła (schizma) jak również wielka masa błędów, gorszyły szczerych chrześcijan i doprowadziły do tego, że cesarz niemiecki Zygmunt zwołał ogólny sobór do Konstancji w roku 1414. Na ten synod został zawezwany również i Hus, któremu cesarz dla bezpieczeństwa osobistego) dał list żelazny. 3 listopada 1414 przybył Hus do Konstancji w towarzystwie wiernych przyjaciół.

Przez pierwsze cztery tygodnie był spokój. Hus zachowywał się spokojnie, aby nie dawać żadnego powodu do wystąpień, odprawiał codziennie w swoim mieszkaniu mszę i przygotowywał się do obrony na synodzie. Ale nieprzyjaciele sprawy nie zasypiali; publicznie poczęli Husa oskarżać o kacerstwo i usiłowali wrogo usposobić przeciw niemu papieża i kardynałów. Udało im się. Papież, który początkowo nie szykanował Husa, który zdjął nawet zeń klątwę, idąc teraz za podszeptem wrogów Husa, kazał go uwięzić. Ani protest przyjaciół Husa, zwłaszcza Jana z Chlumu, ani list żelazny Zygmunta, nic nie pomogły. Cesarzowi wprost odpowiedziano, że nie miał prawa dawać listu żelaznego Husowi, jako wyklętemu kacerzowi i teraz niepotrzebnie upomina się za nim. W ciemnym i wilgotnym więzieniu Hus ciężko zachorował i przez pewien czas walczył między życiem i śmiercią, ale nigdy nie upadał na duchu, o czym najlepiej świadczą pisane z więzienia listy i drobne dogmatycznej i moralnej treści rozprawki, jako to: o Kościele, o grzechu śmiertelnym, pokucie, sakramencie ciała i krwi Pańskiej, o małżeństwie, miłości Bożej i inne.

Po upływie sześciu miesięcy przeprowadzono Husa ze strasznego jego więzienia do klasztoru franciszkanów. Sobór nie pozwolił Husowi bronić się; ilekroć oskarżony zwracał uwagę, że ten lub ów punkt oskarżenia oparty na błędnie rozumianym zdaniu w jego pismach, krzykiem lub śmiechem zmuszono go do milczenia, tak że Hus zmuszony był wyrzec słowa: „Spodziewałem się, że w tym zgromadzeniu znajdę więcej przyzwoitości, pobożności i karności". W końcu sobór zażądał od Husa, aby przyznał się do błędów i naukę swoją publicznie odwołał. Na to Hus zaklął sobór, że jeżeli mu udowodnią na podstawie słowa Bożego, że nauka jego jest herezją, gotów jest w każde] chwili ją odwołać. Lecz takie usprawiedliwienie przyjęto ze śmiechem i szyderstwem i wtrącono go z powrotem do więzienia. Dnia 5 lipca roku 1415 sobór wydał wyrok śmierci, którego wykonanie miało nastąpić nazajutrz.38.5

Szósty lipca, dzień urodzin Husa, był również dniem jego śmierci. Zaprowadzono go do kościoła katedralnego, gdzie zebrany był cały sobór. Po kazaniu odczytano wyrok i ubrano go we wszystkie szaty kościelne jak do mszy. Jeszcze raz wzywano go, aby błędy swe odwołał. „Jakże mam odwołać, czego nigdy i nigdzie nie uczyłem. To też nie uczynię tego, abym nie był kłamcą przed obliczem Pana mojego, i żebym serca mych słuchaczów od prawdy nie odciągnął i w prawdzie słów moich umocnił. Sumienie moje i bojaźń przed Jezusem Chrystusem tak mi postąpić nakazują".

Zebrani biskupi rozpoczęli straszny obrzęd degradacji Husa. Poczęto zdzierać szaty wśród przekleństw ogólnych. Jeden z biskupów wyrwał mu kielich i rzekł: „Przeklęty Judaszu, odejmujemy ci kielich zbawienia"! „Ufam w Bogu", odpowiedział Hus, „że nie odejmie ode mnie kielicha zbawienia, spodziewam się owszem, że go jeszcze dziś będę pił w królestwie Jego". Włożono mu w końcu na głowę papierową czapkę z namalowanymi diabłami i z napisem: ten jest arcykacerz. Hus rzekł: „Pan mój za mnie niósł koronę cierniową, dlaczegoż bym dla imienia Jego nie miał nieść tej lżejszej"38.6. A kiedy biskupi wyrzekli na zakończenie głośno: „Oddajemy twe ciało ramieniu władzy świeckiej, a duszę twa diabłu na zatracenie!", Hus odrzekł: „A ja oddaję ją Tobie Jezu Chryste, któryś ją zbawił". Idąc na miejsce stracenia, Hus modlił się głośno i kilkakrotnie słowami psalmu 51. Często powtarzał: „Panie! W ręce Twoje poruczam ducha mego". „Co ten człowiek przedtem uczynił", mówiono pośród zgromadzonego ludu, „nie wiemy, ale teraz słyszymy, że cudownie do Boga się modli". Kiedy go przywiązano do pala, a na szyję włożono kajdany, rzekł: „Chętnie niosę te okowy dla Pana mojego Jezusa Chrystusa". Wezwany po raz ostatni, aby wyrzekł się błędu, zawołał: „Jakiegoż błędu mam się wyrzec, kiedy nie poczuwam się do żadnego; o co mnie fałszywie oskarżono, tego nigdy ani nie uczyłem, ani nie pomyślałem. Comkolwiek uczył i pisał, czyniłem to dla ocalenia dusz ludzkich z władzy szatana, nauczałem pokuty i odpuszczania grzechów według nauki ewangelii i ojców kościoła, chętnie to tedy krwią swoją zapieczętuję38.7. Po tej odpowiedzi zapalono stos, a Hus zawołał głośno: „Jezu Chryste, Synu Boga żywego, zmiłuj się nade mną”! i powtarzał je dopóty, dopóki dym i płomienie nie ogarnęły jego twarzy. Umierał więc jak niegdyś pierwszy męczennik Szczepan, modląc się za swych nieprzyjaciół. Popioły jego wrzucono w wody Renu38.8.

Kiedy Hieronim dowiedział się o uwięzieniu swego przyjaciela Husa, podążył natychmiast do Konstancji. Na granicy czeskiej został schwytany i wtrącony do straszliwego więzienia. W 14 dni po spaleniu Husa stawiono i Hieronima przed sąd duchowny. Hieronim po mękach półrocznego więzienia w stanie największego wycieńczenia odwołał swoją naukę i uznał ją za kacerską. Nie uwolniono go jednak, tylko więzienie złagodzono. Znowu upłynęło pół roku. Hieronim zażądał, aby go znowu przesłuchano. Powszechnie mniemano, że prosić będzie o wolność, tymczasem ku wielkiemu zdziwieniu wszystkich, Hieronim uroczyście zeznał, że poczytuje sobie za grzech największy, iż z bojaźni śmierci zaparł się Husa, którego nie uważa za kacerza, a przeciwnie za dobrego, sprawiedliwego i świętego człowieka, który wcale nie zasłużył na śmierć, na jaką go skazano. Pomimo tego oświadczenia, nie poprowadzono go natychmiast na śmierć, ale dano mu dwa dni do namysłu i do odwołania. Wielu uczonych mężów odwiedzało go i namawiało go do odstąpienia od swego zdania. Hieronim z pogodnym czołem i wesołą twarzą szedł na śmierć, nie lękając się ani ognia, ani mąk strasznych. Przyszedłszy na plac kaźni, sam się rozebrał, potem upadłszy na kolana, pocałował słup, do którego przywiązano go później mokrymi powrozami i łańcuchem, zanucił pleśń wielkanocną i jeszcze raz orzekł do zgromadzonego ludu, że jest niewinny. W obliczu śmierci dowiódł potęgi swego ducha tym, że gdy kat zamierzał z tyłu słup podpalić, zawołał na niego: „Przystąp tu i zapal ogień przed mymi oczami, gdybym się obawiał płomieni, nie byłbym tu przyszedł". Potem zawołał: „Panie, w ręce Twoje polecam ducha mego. Panie, Wszechmogący Boże, zmiłuj się nade mną i odpuść mi grzechy". Tak ów mąż wielki i nieulękniony spłonął na stosie dnia 30 maja roku 1416, w niespełna 11 miesięcy po Janie Husie na tym samem miejscu, i jego popioły wrzucono do Renu. Husa i Hieronima chciano zgubić i zgładzić na wieki ich pamięć, a mimo to stoją ciągle na kartach historii, i są ciągle krwawym wyrzutem niesprawiedliwych sądów ludzkich.

Na soborze w Konstancji nie było żadnego błogosławieństwa. Na miejsce trzech papieży, wyklinających się nawzajem, obrano Marcina V. Spodziewano się po nim reform, tak niezbędnych w kościele, spodziewano się ukróceń nadużyć, ale wszystkie te nadzieje zawiodły. Reforma kościoła dotyczyła rzeczy podrzędnych, jako to liczby kardynałów, reguł zakonnych, dziesięciny itp. Rdzennej reformy nie przeprowadzono, jej sądzone było nastąpić w 100 lat później. Poprzedziły ją przedtem jeszcze krwawe wojny husyckie, które trwały lat 20 i szerzyły okropne spustoszenie w Niemczech, Austrii, na Morawach i na Śląsku. Po strasznych walkach na soborze w Bazylei roku 1431 otrzymali Husyci przywilej spożywania komunii pod dwiema postaciami; ale i ten przywilej został odebrany im bądź podstępem, bądź przemocą. Niestety wśród samych Husytów powstało rozdwojenie. Radykalni Husyci, tzw. Taboryci38.9 pod wodzą Jana Zyżki prowadzili zacięte walki, w końcu zostali przez katolików i umiarkowanych Husytów, tzw. Kalikstynów, pokonani. Tylko nieznaczna część Husytów, a zwłaszcza ich odłam Taboryci, utworzyli własny zbór pod nazwą braci czeskich lub morawczyków, którzy żyjąc w bogobojności, przetrwali wszystkie prześladowania.

W każdym razie, choć wyznanie husyckie nie odniosło zupełnego zwycięstwa, bo odnieść nie mogło, przygotowało Jednak grunt do przyszłej reformacji w następnem stuleciu Sam Luter świadczy o zasługach Husa następujacemi słowy „Jan Hus wyplenił chwasty z winnicy Chrystusowej i potępił zgorszenie stolicy Rzymskiej. Zastałem już rolę żyzną i dobrze uprawną. Hus był ziarnem przeznaczonym na zamarcie i pogrzebanie, by mogło odżyć i wzrosnąć".

39. Hieronim Savonarola i Jan Wessel

Jednym z najznakomitszych reformatorów we Włoszech był Hieronim Savonarola, mąż prawy, odważnego ducha, zwiastun wolności. Urodził się w Ferarze w r. 1452. Savonaroła pochodził ze starej szlacheckiej rodziny. W 23 roku życia wstąpił do klasztoru dominikanów w Bolonii. W celi klasztornej podobnie jak Marcin Luter, szukał Savonarola pokoju i szczęścia, ale podobnie jak Marcin Luter przekonał się wkrótce, że i wśród murów klasztornych znajduje się świat, taki sam występny i ze sam klasztor nie zaspakaja sumienia i upragnionego pokoju nie daje. 14 lat przebył Savonarola w klasztorze. Cały czas poświęcał nauce, miewał kazania, studiował i zagłębiał się w Pismo św.

Smutne to były czasy, w których żył i działał Savonarola. Na tronie papieskim zasiadał papież Aleksander VI, z niegodnych najniegodniejszy. Zepsucie ogarnęło wszystkie stany; niepospolite błędy opanowały ludzi; skażenie obyczajów odpowiadało skażeniu wiary. Wśród takich warunków rozpoczął Savonarola swą działalność we Florencji. „Kościół musi odzyskać życie nowe", wołał z kazalnicy Savonarola. „Bóg odpuszcza człowiekowi grzechy i usprawiedliwia go z łaski. Ilu usprawiedliwionych na ziemi, tyle objawów miłosierdzia w niebie. Człowiek bez wiary pozbawiony jest łaski Bożej". Ze wszech stron garnął się lud, aby go słyszeć, entuzjazm ludu rósł dla niego z dnia na dzień coraz bardziej. Savonarola z niesłychaną dotąd odwagą potępiał rozwiązłość obyczajów u duchowieństwa i u świeckich osób.

Wszystko to w najwyższym stopniu oburzyło materialne i egoistyczne rządy Medyceuszów. Wawrzyniec Medici, ówczesny książę Florencki, wysłał mężów zaufania, aby przedstawili Savonaroli niebezpieczeństwa, na które narażał w skutek swoich kazań nie tylko samego siebie, ale i cały zakon. Savonarola nie uląkł się wysłanników. „Powiedźcie", rzekł im, „aby się Wawrzyniec przygotował do skruchy za swe grzechy, gdyż Pan nie oszczędza nikogo i nie drży przed książętami tego świata. Nie boję się zesłania z Florencji, ponieważ miasto wasze w porównaniu z ziemią, to jak ziarno soczewicy. Niechaj wie Wawrzyniec, że chociaż on jest pierwszym w państwie, a ja tylko przybyszem, ubogim mnichem, ja tu zostanę, a on pierwszy odejdzie". Przepowiednia Savonaroli sprawdziła się niebawem. Wawrzyniec Medici wkrótce umarł; przed śmiercią posłał po Savonarolę, po „jedynego" jak sam mówił, „uczciwego mnicha", ale rozgrzeszenia nie otrzymał, bo nie chciał się zgodzić na warunek postawiony przez Savonarolę, aby zwrócić Florencji wolność.

Po Wawrzyńcu wkrótce umarł papież Innocenty VIII. Następcą Wawrzyńca był syn jego Piotr, a następcą Innocentego VIII papież Aleksander VI, obaj nierównie gorsi od swoich poprzedników. Savonarola jak przedtem, tak i teraz nie przestawał nauczać z ambony. Znaczenie jego wzrastało, a imię znane było daleko i szeroko. Przepowiednie jego, że Bóg będzie karał za grzechy i że panowanie bezbożnych Medyceuszów wkrótce się skończy, że władca z północy przejdzie Alpy i ukarze tyranów Włoch, wszystko to w dziwny sposób się sprawdziło.

W r. 1494 Karol VIII, król francuski, z wielkim wojskiem przeszedł Alpy, ażeby zdobyć przede wszystkiem Neapol. Ponieważ Piotr Medyceusz żył z księciem Neapolu w stosunkach zażyłych, wojska francuskie osaczyły i wtargnęły do Florencji. Żołnierze dokonali rabunku pałacu Medyceuszów i zabrali stąd najcenniejsze przedmioty sztuki. W dziele owym dopomagali im sami Florentczycy, którzy unosili i kradli co uważali za osobliwe i cenne. Tak więc w ciągu jednego dnia zniszczone zostały i rozproszone bogate zbiory, gromadzone przez pół wieku. Armia francuska podążyła na południe, stronnicy Medyceuszów zniknęli, a na czele rządu i zarazem na najwyższym szczeblu swej potęgi stanął Savonarola. Pozostał on tym samym mnichem, ubogim, wciąż w postach i modlitwach, wciąż w celi piszącym, a na ambonie głoszącym ogniście słowo Boże, karzącym grzechy narodu39.1.

Ale ten naród widział w nim męża natchnionego jakąś siłą wyższą, widział w nim proroka, garnął się do niego, wierzył mu, słuchał go i zaufał mu. Savonarola, stanąwszy mimowoli na czele ludu, chciał mu nadać republikańską formę rządu, chciał go uczynić wolnym. Ogłosił ogólną amnestię; pod jego wpływem zmniejszono podatki, ulepszono wymiar sprawiedliwości. On to wpłynął na zakładanie banków pobożnych, które udzielały pożyczek biedniejszej klasie, i ukróciły lichwę. Prawo głosu mieli wszyscy ci, których ojciec, dziad i pradziad posiadali prawo obywatelstwa. Chłostał po dawnemu nadużycia w państwie, kościele i sztuce. Pod wpływem kazań Savonaroli Florencja zmieniła się nie do poznania. Kobiety porzucały kosztowne stroje i ubierały się z prostotą. Młodzież cisnęła się około żarliwego zakonnika. Niegdyś kłótliwa i rozpustna, teraz w kole rodzinnym odmawiała modlitwy i różaniec, zasiadłszy na murawie, chórem śpiewała hymny układu Savonaroli. Tym sposobem odradzały się nauka, poezja i muzyka. Wielu znakomitych artystów, uczonych, oddawało Savonaroli cześć, jako swemu mistrzowi i świętemu. W chwilach popołudniowych można było widzieć kupców czytających biblię, lub żywoty ojców świętych. Świątynie były przepełnione, jałmużny rozdawano ubogim, nawet kupcy i bankierzy zwracali znaczne sumy, zdobyte w sposób nieprawny. Wszystkiego tego dokonał jeden mąż swoim wpływem, słowem i życiem.

Ale i Savonarola miał swoich nieprzyjaciół, do nich należał zakon franciszkanów, który z ukosa patrzył na wpływ dominikańskiego mnicha, zazdrościł mu sławy i znaczenia i karcił na każdym kroku jego mieszanie się w sprawy państwa. Największym i najpotężniejszym jednak jego nieprzyjacielem był sam papież Aleksander VI, który od samego początku zagrażał mu klątwą i szubienicą. Z początku papież chciał go zjednać sobie, ofiarując mu kapelusz kardynalski. „Nie potrzebuję ja kardynalskiego kapelusza, ani mitry wielkiej lub małej. Ja nie pragnę niczego więcej, jeno tego, co dane zostało świętym - śmierci... Jestem najzupełniej przygotowany położyć swoją głowę za obowiązek".

Partia Medyceuszów wymogła na papieżu, przeciwko któremu Savonaroła niejednokrotnie występował, wyklęcie w r. 1497. W kościele, gdzie kazał Savonarola, wybito okna, kościoły pustoszały, szynki były przepełnione, zapomniano zupełnie o wolności, o ideałach i patriotyzmie. Partia Medyceuszów brała górę i szydziła z partii białych t.j. zwolenników Savonaroli, którzy namawiali go, aby jeszcze raz wystąpił z kazaniem, co też uczynił. 18 marca 1498 wypowiedział Savonaroła swoje ostatnie kazanie. Brzmi ono posępnie, przewiduje w nim Savonaroła swój bliski koniec. „Gdy mnie pytacie, mówi, co będzie końcem walki? odpowiadam: zwycięstwo. Gdy mnie pytacie o szczegóły, odpowiadam: śmierć", i kończy swoje długie przemówienie słowami proroczymi: „Rzym nie ugasi ognia, a gdyby on zgasł, to Bóg roznieci nowy ogień, który już się pali, chociaż my o tym nie wiemy i nie przeczuwamy".

Bulla papieska, intrygi Medyceuszów, głód, zaraza, rozterki wewnętrzne zrobiły swoje. Savonaroli już wiecej nie chciano słuchać. Opinia zwróciła się, jak chorągiewka miotana wiatrem, przeciwko niemu. Zażądano od niego, aby wszedł w ogień i wyszedł zdrowo i bez szwanku, a uwierzą w prawdę jego kazań. Wielki kaznodzieja odmówił tej nierozsądnej, bezbożnej i niegodnej próby, ale uczeń jego Domenich podjął się ją wykonać. Przygotowano stos, Domenich zażądał, aby dozwolono mu było wejść z krzyżem przez ogień, franciszkanie z zaciętością opierali się temu. Dzień upłynął na takich sprzeczkach, a wieczorem deszcz ulewny rozproszył tłumy. Zelżono Savonarolę za spuszczenie zaczarowanego deszczu. Nazajutrz, było to w niedzielę Palmową 1498 r., władze zażądały, aby Savonarola w ciągu 12 godzin Florencję opuścił. Zwolennicy Savonaroli oparli się temu rozporządzeniu, ale Savonarola oddał się w ręce nieprzyjaciół. Nastały ciężkie chwile dla Savonaroli. Wtrącono go do więzienia wraz z dwoma jego najwierniejszymi przyjaciółmi Domenichem i Sylwestrem Maruffi. Wzięto go na tortury, rzucano groźby, zniewagi, wzniesiono go za pomocą liny do góry, spuszczano nagle na dół po kilkakroć, a to wszystko, aby zmusić go do odwołania swoich objawień, jako kłamliwych. Nigdy jednak nie tracił Savonarola odwagi, ciało drgało od męczarni, pieczono mu pięty za pomocą rozpalonych węgli, lecz duch nie ugiął się od tych męczarni. W tym czasie napisał owe wzniosłe objaśnienie 51 psalmu39.2.

Papież wydał nań wyrok śmierci. Savonarola miał być spalony wraz z bratem Domenichem i bratem Sylwestrem. Wszyscy trzej przyjęli wyrok śmierci z godną odwagą i pogodą myśli. A w sam dzień egzekucji przyjęli sakrament komunii świętej. Gdy biskup, niegdyś uczeń Savonaroli, degradując skazanych, oświadczył, że odłącza ich od kościoła wojującego i triumfującego. „Od kościoła wojującego tylko", odparł wtedy Savonarola. Na placu ustawiono szubienicę w kształcie krzyża. Pierwszy wszedł Domenich śpiewając: Ciebie Boże chwalimy „Te deum laudamus", drugi. Sylwester, wisząc, wyszeptał słowa: „W Twoje ręce, Panie, polecam ducha mego". Nareszcie pomiędzy nimi w środku wolne miejsce zajął Savonarola. Dosięgnął on wyższego szczebla drabiny, szepcząc apostolskie wyznanie wiary do ludu, tego ludu, który go tak pilnie niegdyś słuchał, a z pośród którego ktoś się - odezwał: „teraz proroku czas, abyś uczynił cud". Savonarola nie przemówił ani słowa, tylko spojrzał nań jeszcze raz błogosławiącym wzrokiem. Płomienie ogarnęły trzech męczenników, którzy umarli z ufnością, że wstępują do kościoła triumfującego. Zostali oni spaleni wraz z szubienicą. Popioły wrzucono do rzeki Arno. Stało się to dnia 23 maja 1498 r, w przeddzień Wniebostąpienia Pańskiego. Savonarola liczył wtedy dopiero 45 rok życia.

Savonarola w znaczeniu właściwym reformatorem nie był, ale należał do tych ludzi, którzy utorowali reformacji drogę. Był on owym Janem Chrzcicielem, który kazał swemu narodowi pokutę. Dzielił on los na równi z innymi reformatorami przed Lutrem. Wystąpił on w pierwszej linii przeciw nadużyciom, dążył do zreformowania życia chrześcijańskiego, nie zaś zasad wiary. W głównych zasadach wiary Savonarola nigdy nie różnił się od kościoła rzymskiego. Ale dzieło jego nie było daremne. Życie i śmierć jego świadczą, że reformacja z góry nie przychodzi, nie papież jej dokonywa. Sam Bóg, kiedy czas nadejdzie, ześle męża, który dokona reformy kościoła, a tym mężem miało być dziecię ludu.

I w innych krajach było sporo przyjaciół reformacji. W Holandii najwybitniejszym był Jan Wessel, zwany przez zwolenników światłością świata „lux mundi", urodzony w Groningen około roku 1419. Był to mąż pełen odwagi, kochający prawdę. Kiedy mu pewnego razu zaproponowano, żeby wyprosił sobie łaskę u papieża. „Owszem", odrzekł Wessel, „proszę o grecką i o hebrajską biblię", a kiedy go zapytano, dlaczego nie prosi o biskupstwo, odpowiedział, że tego nie pragnie39.3. Będąc doktorem teologii pełnił Wessel zawód swój z kolei w różnych miastach w Paryżu, Heidelbergu, Groningen. Marcin Luter powiedział o nim: „Gdybym był dzieła Wessela przedtem czytał, mniemaliby moi przeciwnicy, żem wszystko od niego zapożyczył, tak bardzo zgadzają się moje myśli z jego myślami". „Apostołowie Paweł i Jakub", powiada Wessel, „uczą różnie, lecz nie z sobą przeciwnie. Obydwaj uczą, że sprawiedliwy z wiary żyć będzie, ale mają na myśli taką wiarę, która przez miłość jest skuteczna. Lud powinien iść za pasterzami; lecz, jeśli pasterze wiodą go na miejsca, gdzie paszy nie ma, to przestali być pasterzami, a lud nie ma więcej obowiązku słuchać ich, gdyż wyrzekli się powołania swego. Nikt nie przyczynia się bardziej do upadku kościoła, niźli duchowieństwo zepsute. Kościół ogrzewać, ożywiać, zachowywać i w jedności go utrzymywać, to Duch Święty własnej mocy zachował i nie powierzył jej rzymskiemu biskupowi, który o to nie wiele się troszczy".

Uczniowie Wessela narażali się na przeróżne prześladowania i inkwizycję. On sam uniknął jednak tortur, zmarł w roku 1489 w Groningen, swoim mieście rodzinnym. Ostatnie jego słowa, które pisał do jednego ze swoich przyjaciół, były: „Dziękuję Bogu, że wszystkie myśli poziome znikły; znam tylko Jezusa Ukrzyżowanego".

Okres nowożytny

40. Doktor Marcin Luter, pierwszy wielki reformator XVI wieku. Lata dzieciństwa i młodości.

Luter urodził się dnia 10 listopada 1483 roku w miasteczku Eisleben z ojca Jana, górnika, i Małgorzaty z Zieglerów, żony jego. Nazajutrz po urodzinach w dzień św. Marcina został ochrzczony w kościele św. Piotra i otrzymał według dnia chrztu imię, Marcin. Wkrótce po urodzeniu Marcina Lutra rodzice jego w celu poprawienia swego bytu materjalnego przenieśli się do Mansfeldu, ale i tu z początku powodziło im się dosyć licho, żyli oni w największym ubóstwie. „Rodzice moi", powiada Luter, „byli bardzo ubodzy. Ojciec mój, rąbał drzewa w lesie, a matka przynosiła je nieraz nawet na plecach, by nas, dzieci swoje, wyżywić. Oni męczyli się dla nas pracami aż do krwi". Matka Lutra odznaczała się wielką pobożnością, ale i ojciec nieraz ukląkł przed łóżkiem dziecka i modlił się głośno i gorliwie, żeby syn zawsze pamiętał o Bogu i przyczynił się do rozszerzenia prawdy Bożej. Modlitwa też ojca cudownie wysłuchaną została. Wychowanie w domu otrzymał Luter bardzo surowe. „Mój ojciec tak bardzo mnie karcił, żem uciekł od niego", powiada Luter, „i obawiałem się go tak, iż mnie musiał na powrót z sobą oswoić. Matka pewnego razu za nędzny orzech wybiła mnie aż do krwi, ale czynili to z dobrego serca i tylko nie znali miary w karze". Rodzice oddali pięcioletniego Lutra do szkoły w Mansfeldzie. W szkole tej panowała nadmierna surowość, tak, że w późniejszych czasach opowiada sam Luter, „nauczyciele podówczas byli tyranami i katami, szkoły zaś więzieniem i piekłem".

W 14 roku życia wysłano Lutra do Magdeburga a w następnym roku do Eisenach do szkoły. W Eisenach mieszkali krewni, od których spodziewali się rodzice Marcina pomocy dla syna. Lecz ta nadzieja zawiodła. Krewni nie dbali o niego, lub też sami będąc biedni, nie mogli udzielić mu wsparcia, z domu nadsyłano mu tak mało, że musiał przed domami ówczesnym zwyczajem śpiewać i żyć z jałmużny. Miły głos chłopczyny, przejęcie się, z jakiem śpiewał, wyraz głębokiej pobożności, malującej się na twarzy Marcina, zyskały mu przyjaźń Urszuli Kotty, która go przyjęła do swego domu. Tu zakwitło dla niego zupełnie nowe życie. Uwolniony od troski o chleb powszedni, oddawał się pilnie nauce, a czas wolny poświęcał grze na flecie i na lutni, oraz uczył się tokarstwa. Czuł się żywszym, wesołym i szczęśliwym. Modlitwa jego stała się gorliwszą, zapał do nauk większy, postępy znaczniejsze.

Luter nie wstydził się nigdy wspominać te czasy, w których głodem zmuszony był wyżebrać sobie kawałeczek chleba na utrzymanie swoje. Dla biednych dzieci, które tym samym co on musiały żyć sposobem, zachował zawsze serce pełne litości. „Nie lekceważcie sobie" mawiał „tych dzieci, które śpiewają i u drzwi „panem propter Deum", przez miłosierdzie Boże o chleb proszą. I ja toż samo czyniłem".

Po czteroletni''; pobycie w Eisenach udał się Luter w 18 roku życia na uniwersytet w Erfurcie. Rodzice Lutra znaleźli się wówczas w lepszych warunkach, tak, że mogli więcej dopomagać synowi. Ojciec, widząc w synu wielką chęć i zdolności do nauk, koniecznie zażądał, żeby syn poświęcił się nauce prawa. Było to w roku 1501.

Podobnie jak w Eisenach, tak i tu oddał się Luter z całą gorliwością nauce. Studiował języki i pisarzy starożytnych oraz filozofię, nie zaniedbując przy tym modlitwy. „Dobrze się pomodlić, znaczy na pół się nauczyć", mawiał często. Luter chciwy zawsze wiedzy spędzał chwile wolne od zwykłych zajęć w bibliotece uniwersyteckiej. Tutaj przypadkiem po raz pierwszy natrafił na całą łacińską biblię i spostrzegł z wielkim zdziwieniem, że znajduje się w niej o wiele więcej tekstu, niż w kościele miano zwyczaj wykładać. To co mu najpierw popadło w oczy, była to historia Samuela i matki jego. Luter czytał i czytał i wciąż powracał do tej księgi. Pragnął posiadać biblię na własność. W duszy Lutra zajaśniał brzask nowej sprawy.

W roku 1505 otrzymał on tytuł magistra i zarazem został mianowany profesorem filozofii przy uniwersytecie. Głęboka jego nauka budziła podziw całego uniwersytetu. Z całą gorliwością oddał się studiom prawniczym. Znużony nadmierną pracą nabawił się niebezpiecznej choroby. Zdawało się, że nadchodzi śmierć. „Wkrótce odwoła mnie Pan z tego świata" mawiał Luter. Ale zdarzyło się tak, że odwiedził go pewien znajomy staruszek, czcigodny kapłan, przed którym Luter wyjawił przeczucia, jakie duszę jego ogarnęły. Lecz staruszek odpowiedział na to łagodnie: „Uspokójcie się, kochany magistrze. Na tę chorobę nie umrzecie. Bóg uczyni z was męża, który będzie niósł pociechę wielu ludziom. Kogo bowiem miłuje Bóg", tego krzyżem nawiedza, a którzy cierpliwie go zniosą, wielkiej dochodzą mądrości".

Po wyzdrowieniu nastąpiła zmiana w jego życiu. W studiach nie znalazł pokoju i zadowolenia. Wciąż zadawał sobie pytanie, czy też wolno mu jest oskarżać innych, gdy sam o niejeden ciężki grzech oskarżać się powinien. Ciągła obawa gniewu boskiego zrodziła w nim przekonanie, że tylko w jednym stanie mógłby uniknąć tego gniewu i przypodobać się Bogu, a mianowicie w stanie zakonnym. Była to w ogóle wiara i zapatrywanie ówczesne, będące wynikiem nauki scholastyków. Luter stał się znów posępniejszym. Nagle przerwał swoją prawną karierę i wstąpił do klasztoru Augustianów w Erfurcie. Dwie okoliczności wpłynęły na przyspieszenie powziętego zamiaru. Jeden z jego przyjaciół zmarł nagle, a śmierć ta niespodziewana wielkie na Lutra wywarła wrażenie. Innym znowu razem, wracając od rodziców, został zaskoczony niedaleko Erfurtu przez gwałtowną burzę. Uczucie własnej grzeszności napełniało trwogą wszystkie myśli jego, wtem niedaleko uderzył piorun i powalił go na ziemię; w przerażeniu wielkim zawołał: „Ratuj, święta Anno, a zostanę mnichem". Słowa te uważał odtąd za ślub dany Bogu.

41. Luter - mnich i profesor.

Jako 22-letni młodzieniec roku 1505 wstąpił Marcin Luter wbrew woli rodziców do klasztoru, szukając w jego murach pokoju i Boga. Podczas nowicjatu dawny magister i profesor uniwersytetu musiał spełniać najpospolitsze i najuciążliwsze roboty; wszystko znosił, wszystko spełniał, co mu rozkazano z największą sumiennością, pokorą i zadowoleniem. Stał się wzorem prawdziwego mnicha. Mógł zatem Luter śmiało o sobie powiedzieć: „Jeżeli kiedykolwiek mnich jaki przez swój żywot dostąpił zbawienia i ja powinienem bez wątpienia je osiągnąć".

Mimo licznych postów, biczowań i modłów i nocy bezsennych, ów pokój Boży, którego szukał, nie chciał zamieszkać w duszy jego. Przychodziły nań chwile zwątpienia, w których uważał się za zgubionego i przeznaczonego na wieczne potępienie. Ciało jego wychudło, siły go opuszczały, leżąc na łożu wyglądał nieraz jakby umarły. Ale Bóg zesłał mu pomoc i pociechę w osobie generalnego wikariusza zakonu augustiańskiego Jana Staupitza, męża prawdziwie pobożnego, uczonego, twórcę wszechnicy wittenberskiej.

W obcowaniu z tym światłym mężem usłyszał nieraz Luter słowa prawdziwej pociechy i ukojenia. Pewnego razu rzekł do niego Staupitz; „Czemużeś taki smutny, bracie Marcinie?" - „Ach", odpowiedział Luter, „nie wiem, kędy uciec z myślami mymi". - „Pokuszenia, Marcinie, które Ci dolegają", rzekł doświadczony Staupitz, „są ci potrzebniejsze niż jedzenie i picie. Bóg nie na próżno zsyła na ciebie te troski, zobaczysz, Marcinie, że Pan powoła cię kiedyś do wielkich czynów". Innym razem rzekł Staupitz: „Chceszli się nawrócić, to nie katuj siebie, nie biczuj się! Kochaj tylko Tego, który ciebie najprzód umiłował" Chociaż słowa Staupitza dziwnie pocieszały serce Lutra, to jeszcze powracały dlań chwile głębokiego przygnębienia i rozpaczy. - „O moje grzechy, moje grzechy, moje grzechy", jęczał pewnego razu młody zakonnik w obecności Staupitza.

„Azaź chciałbyś być tylko wymalowanym grzesznikiem", odpowiedział Staupitz, „i wymalowanego tylko mieć Zbawiciela?" Wierz, że Jezus Chrystus jest Zbawicielem nawet wielkich, prawdziwych i zupełnego potępienia godnych grzeszników". Staupitz napominał Lutra, aby nie szukał zakrytego Boga, lecz trzymał się tego, co o nim w Chrystusie jest objawione, radził mu również, żeby badał Pismo św. Sam mu podarował biblię. Dar ten rozradował serce Lutra ogromnie, otrzymał skarb, który dawno mieć pragnął. Pismo św. umiłował Luter nade wszystko. Staupitz postarał się również o to, że Luter został wyświęcony na kapłana a następnie został powołany na profesora do Wittenbergi. Luter chciał skorzystać z uroczystości odprawienia pierwszej mszy i pogodzić się z ojcem, co mu się w zupełności udało. Ojciec przybył na uroczystość i darował Lutrowi na pamiątkę tego dnia 20 złotych. A kiedy w czasie obiadu dużo rozprawiano o kapłaństwie i życiu zakonnym, ojciec rzekł chłodno: „Dzieci powinny słuchać swych rodziców".

Według rady Staupitza wybrał się Luter po swoim wyświęceniu w drogę, zwiedzał sąsiednie parafie i klasztory i przyzwyczajał się do miewania kazań. Po trzech latach pobytu w Erfurcie w klasztorze został powołany na profesora do Wittenbergji41.1, nie przestając być mnichem. Wykładał dialektykę podług Arystotelesa, a głównie i z całym zapałem po otrzymaniu stopnia bakałarza teologii, oddał się wykładom Pisma św. Jego wykłady listów apostoła Pawła do Rzymian i Galatów ściągały wielką liczbę słuchaczów. W tym czasie w sprawach klasztoru i zakonu Augustiańskiego został delegowany do Rzymu do papieża.

Podróż do Rzymu stanowi epokę w życiu Lutra. Stanąwszy przed bramami Rzymu, porwany uczuciem religijnym, padł na ziemię, a wzniósłszy ręce do nieba, zawołał: „Bądź pozdrowiona święta Romo, trzykroć święta przez wylaną w twych murach krew męczenników". Cała ta pielgrzymka do Rzymu wkrótce rozczarowała go. Rzym, miejsce święte, przed którego majestatem na twarz upadł, stracił cały swój urok. To, co widział na dworze papieskim i między duchowieństwem, przejmowało go zgrozą. Ogólne zepsucie obyczajów, jakie tam panowało, handel prowadzony nabożeństwami i mszą napełniały go oburzeniem i wstrętem. Gdy mszę odprawiał podług zwyczaju, powoli, poważnie i wyraźnie, w tym samym czasie przy drugim ołtarzu aż siedem mszy odprawiano, a księża wciąż nań wołali: „Spiesz się, spiesz i odsyłaj prędko Matce Boskiej jej Syna". Podobnie bezbożne słowa zdarzało mu się nieraz słyszeć z ust księdza, odprawiającego mszę: ,,Jesteś chlebem i zostaniesz chlebem, jesteś winem i zostaniesz winem". Sami dworzanie papiescy mówili: ,,Niepodobna, aby tak dłużej trwało, musi się wszystko zapaść!" Albo też: „jeżeli istnieje piekło, to niezawodnie Rzym na nim zbudowany". W Rzymie jako gorliwy i pobożny mnich wypełniał Luter wszystko, czego wymagał kościół, aby tylko otrzymać odpuszczenie grzechów. Żeby dostąpić odpustu przebył na kolanach 28 stopni po tak zwanych „schodach Piłata", które cudem miały dostać się z Jerozolimy do Rzymu. Lecz wśród pełnienia tej rzekomej zasługi odzywał się w głębi serca jego znany już dawniej tajemniczy głos, „że sprawiedliwy z wiary żyć będzie" (Abakuk 2, 4). Słowo to już nieraz wydawało mu się głosem anioła wołającego nań, teraz atoli bez ustanku i coraz potężniej odzywało się w duszy jego.

Po powrocie do Wittenbergii został w roku 1521 doktorem teologii. Jako doktor teologii złożył następującą przysięgę: „Przysięgam,, że wiary ewangelicznej mężnie bronić będę". Zajmował się odtąd głównie wykładem Pisma św., studiując w tym celu pilnie i gorliwie języki grecki i hebrajski. Następnie za namową Staupitza zaczął wstępować na kazalnicę i stał się wkrótce pierwszorzędnym mówcą, kaznodzieją z Bożej łaski. Kazania Lutra o 10 przykazaniach i o modlitwie wywierały ogromne wrażenie.

Wkrótce potem z polecenia tegoż Staupitza odbył wizytację 40 klasztorów znajdujących się w Miśni i Turyngii. Podróż ta wzbogaciła jego wiedzę i doświadczenie; miał sposobność lepszego poznania świata i kościoła, i, widząc ogromne nieuctwo, pobudzał, gdzie mógł do zakładania szkół, a mnichów do badania Pisma św. i do prowadzenia świętobliwego, spokojnego i uczciwego życia. Po powrocie z podróży oddał się znów swoim zajęciom w uniwersytecie i pracy literackiej.

Wtem wybuchła nagle zaraza. Wielu studentów i nauczycieli wyniosło się z miasta. Luter mimo próśb i upomnień przyjaciół pozostał w mieście, pocieszając i umacniając chorych i umierających. „Posłuszeństwo klasztorom nie pozwala mi uchodzić, póki nie odwoła mię ten, który mnie tu postawił". Wtedy jeszcze Luter uważał, że posłuszeństwo kościołowi równa się posłuszeństwu Chrystusowi. Dla niego było jeszcze wi:edy rzeczą pewną, że kościół błądzić nie może, błądzą jego niegodne dzieci, a silnym murem kościoła są papież i prałaci.

42. Marcin Luter - Reformator (1517).

Do pierwszej otwartej walki z kościołem rzymskim dały Lutrowi powód odpusty. Na stolicy papieskiej zasiadał wówczas Leon X, wielki miłośnik przepychu i sztuk pięknych, potrzebował on ogromnych sum pieniężnych do dokończenia budowy kościoła św. Piotra, w rzeczywistości zaś na zaspokojenie kolosalnych wydatków osobistych. W tym celu w roku 1516 ustanowił mnóstwo odpustów, które kazał sprzedawać w północnych Niemczech arcybiskupowi Albrechtowi Mogunckiemu, Arcybiskup Albrecht połowę czystego dochodu miał odsyłać do Rzymu, drugą zaś mógł dla siebie zatrzymać. Handel odpustami, już od dawna praktykowany, oparty był głównie na tym mniemaniu, że Chrystus i święci podczas swego życia na ziemi daleko więcej dobrego uczynili, niż im do zbawienia było potrzeba; nadmiar zatem tych dobrych uczynków Chrystusa i świętych miał posłużyć dla otrzymania życia wiecznego tym ludziom, którzy sami za mało dobrego zdziałali a papież posiada władzę udzielania ze skarbca świętych uczynków łaski, której brak grzesznym członkom kościoła. Według nauki rzymskiej przez uzyskanie odpustu skrócić sobie można kary, które by trzeba odpokutować tu na ziemi za życia jeszcze, lub też po śmierci w czyśćcu. Ponieważ odpusty polegały na udzielaniu odpuszczenia kary za grzechy i odpuszczenie to nabywało się za pieniądze, więc niepodobna pomyśleć, aby serce szukające odpustu podobnego mogło być przejęte uczuciem prawdziwej pokuty i żalu.

Wśród księży wysyłanych przez arcybiskupa Albrechta w celu namawiania do zakupu odpustowych kartek, był mnich dominikański Jan Tecel, człowiek najgorszych obyczajów. Tecel przybrany w przepyszny strój kościelny, kazał nieść przed sobą krzyż czerwony z papieskimi herbami, a na poduszce aksamitnej papieską bullę, która go upoważniała do udzielania odpustów. Najpierw udawał się do kościoła i z kazalnicy począł wygłaszać, iż mocen jest udzielać listy odpustowe za grzechy spełnione, ale nawet za grzechy nie spełnione jeszcze, że papież ma daleko większą władzę, aniżeli apostołowie, święci i Maria Panna, bo tamci poddani są Chrystusowi, a papież jest równy Zbawicielowi świata. Dalej wygłaszał, że czerwony krzyż odpustowy z herbem papieskim daleko więcej znaczy, aniżeli krzyż z Golgoty; że pokuta i żal za grzechy nie są potrzebne tym, którzy kupują listy odpustowe. Odpust i największe nawet gładzi grzechy; odpusty nie wybawiają jedynie żyjących, ale także i umarłych. Dreszcz wszystkich przejmował, skoro ten mnich wygłaszał wprost bluźniercze słowa w rodzaju takich: „Skoro pieniądz w szkatule zadzwoni, duszę z czyśćca do nieba wygoni".

Po takim przemówieniu lud ciemny i omamiony wierzył, że przebaczenie grzechów nie zależy od żalu i pokuty, ale od kupienia kartki odpustowej. Luter, choć do głębi duszy oburzony postępowaniem Tecla, posłuszny i szanując władzę papieża, milczał. Tecel, podróżując, dotarł do miasta Juterbok, do którego lud przybywał tysiącami w celu pozyskania dowodu indulgiencyjnego. Luter począł w kazaniach występować przeciw ohydnemu handlowi odpustami, ale mimo to wielka część mieszczan Wittenbergii biegła do Juterbogu po kartki odpustowe, poczęła się bezwstydnie chlubić, że mając odpust, nie potrzebuje się wyrzekać cudzołówstwa, kłamstwa i innych występków i zbrodni. Luter wszystkim, którzy powoływali się na kartki odpustowe, a nie okazywali prawdziwej skruchy, odmawiał absolucji przy spowiedzi. Krok ten Lutra oburzył do najwyższego stopnia Tecla, który Wittenberskiego profesora i doktora św. teologii nazywał kacerzem, szkalując go publicznie w namiętnych i grubiańskich swych kazaniach. Biskupi, do których Luter się zwrócił w tej sprawie, prosząc o radę, albo zbywali go milczeniem, albo radzili, żeby zaniechał wystąpienia przeciw sprzedaży odpustów.

Po długiej wewnętrznej walce, nie wyjawiwszy jak się zdaje poprzednio nikomu zamiaru swego, Luter w wilię uroczystości Wszystkich Świętych 33 października 1517 w przedsionku kościoła zamkowego w Wittenberdze przybił 95 tez t.j. zdań przeciw istniejącym nadużyciom, wzywając do dysputy nad owymi tezami. Czyn ten na pozór nie wiele znaczący, stał się początkiem wielkiego dzieła reformacji kościoła.

Z tych 95 tez przytaczamy niektóre. Pierwsza z nich brzmi: Ponieważ Pan i Mistrz nasz Jezus Chrystus powiedział: „Pokutujcie", chciał, aby całe życie wiernych na ziemi było ciągłą i nieprzerwaną pokutą.

Papież nie chce ani może uwalniać od innych kar nad te, które wedle upodobania swego lub według praw kościelnych nałożył. (Teza 6).

Ludzkie bzdurstwa opowiadają ci, którzy głoszą, że gdy grosz w skrzynce zabrzęczy, dusza ulatuje z czyśćca (27).

Należy pouczać chrześcijan, że ten, kto daje ubogiemu, albo wspiera potrzebującego, lepiej czyni, niż gdyby kupował odpusty (43).

Istotny, prawdziwy skarb kościoła to święta ewangelia chwały i łaski Bożej (62).

Skutek tych tez był niesłychany. W 14 dni dzięki sztuce drukarskiej, obiegły one całe Niemcy, a w cztery tygodnie całą Europę, chociaż Marcin Luter nie przyłożył do tego ręki42.1. Wywołały one z jednej strony ogromne pochwały i zachwyt, z drugiej zaś wielkie rozgoryczenie. Najgwałtowniej, rozumie się, przeciwko nim występowali kaznodzieje odpustowi. Luter zachował się spokojnie i nie myślał wtedy jeszcze o wystąpieniu przeciw całej nauce kościoła lub przeciw papieżowi, był on wtedy bowiem jeszcze bardzo dalekim od zerwania z Rzymem.

Papież Leon X, którego sprawy kościelne nie wiele obchodziły, z początku nie zwracał zbytniej uwagi na wystąpienie Lutra. Uważał go za mnicha pozbawionego zdrowego rozumu, a w całym sporze widział tylko zatarg zazdrosnych i zawistnych mnichów. Ale spór przybierał coraz ostrzejsze formy i stawał się coraz namiętniejszym. Luter został oskarżony przed papieżem i otrzymał wezwanie, aby w przeciągu 60 dni stawił się w Rzymie i usprawiedliwił się z uczynionych mu zarzutów. Lecz elektor Saski z namowy Spalatina i całego uniwersytetu w Wittenberdze, który nie chciał stracić tak dzielnego i uczonego męża, jakim był Luter, uczynił wszelkie możliwe kroki, aby sprawa Lutra mogła być rozstrzygnięta w Augsburgu, to jest tam, gdzie podówczas znajdował się legat papieski Kajetan.

W roku 1518 stanął Luter przed Kajetanem. Kardynał zażądał bezwarunkowego odwołania błędów l oświadczył, że w żadne dysputy wdawać się nie chce. Luter, powołując się na Pismo św. nie odwołał. Jeszcze dwa razy stawał przed legatem, który nadaremnie Lutra zmuszał do odwołania, w końcu Kajetan wykrzyknął: „Odwołuj, albo mi się więcej na oczy nie pokazuj", na co Luter nie chciał i nie mógł się zgodzić i za radą przyjaciół opuścił Augsburg i powrócił do Wittenbergi, Luter odwołał się formalnie „od papieża źle powiadomionego, do papieża, który lepiej powiadomiony być winien".

Niewiele więcej od Kajetana zdziałał inny pełnomocnik papieża, Karol von Miltitz, szambelan i szlachcic saksoński. Gładkiemu i taktownemu Miltitzowi udało się od Lutra otrzymać oświadczenie, że napisze list przepraszający do papieża. Luter spełnił daną obietnicę i 3 marca 1519 napisał do papieża Leona list w formie najpokorniejszej, oświadczając jednakże, że tez swoich cofnąć nie może, w kwestii zaś odpustów zaniecha dalszych wystąpień, o ile przeciwnicy jego zamilkną.

Ale przeciwnicy nie milczeli.

43. Marcin Luter i profesor dr Jan Eck.

Profesor dr. Jan Eck z Ingolstadtu wystąpił przeciwko koledze Lutra prof. Karlstadtowi i wyzwał go na głośną dysputę do Lipska; w gruncie rzeczy jednak nie szło dumnemu i przebiegłemu Eckowi o Karlstadta i o zwycięstwo nad nim, ile o to, żeby wciągnąć do tej dysputy dr Lutra i stanąć przeciwko niemu. W tym celu wystosował dr Eck 13 tez, stosujących się więcej do Lutra niż do Karlstadta. Luter, widząc się zaczepionym, uznał za stosowne wystąpić i żądał, by go dopuszczono do dysputy. Dysputa tyczyła się przeważnie odpustów i władzy papieża. Dr Eck, nie mogąc pokonać Lutra dowodami z Pisma św. jął się innego środka. Zarzucił mu, że jest zwolennikiem Husa. Na to odparł Luter, że między artykułami Jana Husa i Czechów są niektóre bardzo chrześcijańskie. Takim na przykład jest ten artykuł, „że tylko jeden jest kościół powszechny", że „wiara w naczelną władzę rzymskiego kościoła nie jest dla zbawienia duszy niezbędną". „Dla mnie", rzekł Luter, „obojętną jest rzeczą, czy to powiedział Hus czy Wiklef, dosyć, że to jest prawdą". Powstał ogromny hałas i zamieszanie. Książę Jerzy, zwolennik papieża, wyglądał jakby rażony gromem, powstał z krzesła i wykrzyknął głośno: „To tchnie zarazą". Dalsze rozprawy budziły mniejsze zainteresowanie. 15 lipca 1519 dysputy zostały skończone. Chociaż nie przyniosły żadnego stanowczego skutku, to jednak ogromne miały znaczenie w sprawie reformacji. Luter zjednał sobie wielu przyjaciół zwłaszcza w osobach teologów Bucera ze Strassburga i Brenza z Wittenbergii. Szczególnie zacieśnił się od tej dysputy węzeł przyjaźni między Lutrem i Melanchtonem, profesorem teologi, najczynniejszym pomocnikiem Lutra i najgorliwszym krzewicielem reformacji.

Po tej dyspucie Lipskiej wydał Luter trzy pisma, które wywarły potężne wrażenie. „Pismo do chrześcijańskiej szlachty narodu niemieckiego o poprawie stanów chrześcijańskich", „O Babilońskiej niewoli kościoła" i „O wolności chrześcijanina".

W pierwszym piśmie mówi Luter o potrójnym murze, którym się papieże otoczyli i za którym stojąc, uporczywie bronią się przeciw wszelkiej reformie ze szkodą całego chrześcijaństwa. Tym murem są ich trzy twierdzenia, a mianowicie: l) Świecka władza nie ma nic do rozkazania, bo duchowna władza stoi ponad świecką. 2) Pisma św. nikt wykładać nie może, oprócz papieża. 3) Nikt nie ma prawa oprócz papieży zwoływać soborów.

Na to Luter powiada: przez chrzest i ewangelię i wiarę wszyscy są kapłanami. Świecka chrześcijańska władza ma wykonywać swoją powinność względem każdego bez względu czy jest papieżem, lub zwyczajnym kapłanem. Kto winny, niech odpowiada.

Drugi mur jest jeszcze słabszy. Papieże nie mogą być wyłącznie mistrzami Pisma św. gdyż papieże często się mylili. Jeżeli prawdą jest, co papieże twierdzą, w takim razie od czegóż mamy Pismo św.? Spalmy biblię, a poprzestańmy na rzymskich podaniach, jako wyłącznych posiadaczach Ducha Świętego.

Trzeci mur, powiada Luter, upada sam przez się, gdyż apostolski sobór w Jerozolimie został zwołany nie przez Piotra, nicejski nie przez papieża, lecz cesarza Konstantyna. Jeżeli papież postępuje wbrew Pismu św., musi być skarcony, jako sam Chrystus Pan upomina, mówiąc: „Gdy brat twój zgrzeszy przeciw tobie, skarć go".

W drugim dziełku: „O Babilońskiej niewoli kościoła" porusza Luter naukę kościoła katolickiego o siedmiu sakramentach i przychodzi do wniosku, że tylko chrzest i komunia święta są przez Chrystusa ustanowione i są sakramentami, wreszcie dowodzi, że udzielanie świeckim komunii świętej w jednej tylko postaci nie zgadza się z biblią.

Na to pismo odpowiedział król angielski Henryk VIII pismem „O obronie 7 sakramentów", pismem pełnym najzjadliwszych złorzeczeń. Luter nie został dłużnym odpowiedzi, kreśląc ją w słowach nader dosadnych: „jeśli obwinia mnie", pisze w końcu, skarciwszy krwawe czyny Henryka, „że nie oszczędzałem Waszej Królewskiej Mości, i za ostro dotknąłem, to niechaj wiedzą wszyscy, że zrobiłem to dla tego, ponieważ Wasza Królewska Mość nie umiał sam siebie uszanować. Toć kłamiesz otwarcie i bezwstydnie, jak lada jaki hultaj".

Henryk, wielce urażony, zaskarżył Lutra do elektora, ale skarga nie odniosła skutku i Henryk zamilkł.

W dziełku „O wolności chrześcijańskiej"43.1 rozwija Luter dwie główne myśli: l. chrześcijanin przez wiarę jest panem wszelkiej rzeczy i nikomu niepodległy; 2. chrześcijanin przez miłość jest sługą wszelkiej rzeczy i każdemu podległy.

Pisma te poruszyły do żywego przeciwników Lutra. Eck zażądał od elektora Fryderyka, aby pisma Lutra kazał spalić, a sam udał się do Rzymu, aby skłonić papieża do wydania bulli, rzucającej klątwę na Lutra. 16 czerwca 1520 klątwa została rzuconą na niego w Rzymie. Wszystkie pisma Lutra miały być spalone, on sam zaś pojmany i odstawiony do Rzymu.

Luter wydał potężne swe pisma „O nowych Eckowskich kłamstwach i bullach" i „Przeciwko bulli Antychrysta". Żeby zaś dotykalnie i jawnie pokazać światu, że zrywa na zawsze z papiestwem, wywiesił na tablicy uniwersyteckiej zawiadomienie, iż 10 grudnia o godzinie 9 rano spali bullę i wszystkie dekrety papieskie. O oznaczonej godzinie tłumy ludu, studenci uniwersytetu, wielu doktorów i magistrów zgromadziło się na placu, leżącym za bramą miejską, zwaną Elsterską. Ułożono stos, a gdy go zapalono, Luter w gorejące płomienie wrzucił dekrety papieskie i bulę Leona X z tymi słowy: „Skoroś zasmuciła Świętego Pańskiego (to znaczy Jezusa Chrystusa), niechaj cię zasmuci i ogień wieczny pochłonie". Chwilę panowało głębokie milczenie. Potem wzbił się do nieba okrzyk a tysiące ze śmiałym reformatorem na czele ruszyło z powrotem do miasta, czując, że w uroczystej tej chwili, dzieło reformacji stało się czynem dokonanym. Przez dysputę w Lipsku oderwał się Luter wewnętrznie od papiestwa, przez spalenie buli ogłosił Luter publicznie zupełne zerwanie swoje z papieżem i kościołem rzymskokatolickim.

44. Marcin Luter na sejmie w Wormacji (1521)

Po śmierci cesarza Maksymiliana obrany został cesarzem Niemiec wnuk jego, król hiszpański jako Karol V. Elektor Fryderyk prosił młodego cesarza, ażeby nie czynił żadnych kroków przeciw Lutrowi bez poprzedniego zbadania jego sprawy. Wobec tego cesarz zgodził się na przesłuchanie Lutra na sejmie w Wormacji, udzielając mu list żelazny bezpieczeństwa. Przyjaciele Lutra odradzali usilnie tę podróż do Wormacji, przepowiadając mu los Husa. „W Wormacji niemało jest kardynałów i biskupów oni was tam na popiół spalą, jak niegdyś Husa spalili". Luter nie dał się odwieść od podróży do Wormacji i dnia 2 kwietnia 1521 r. wyruszył w drogę. Do Melanchtona napisał między innymi te słowa: „Gdybym ja nie powrócił i nieprzyjaciele mi życie odebrali, to ty nie przestawaj nauczać i nie daj się od prawdy Bożej oderwać. Gdy ja już nic więcej nie będę mógł działać, to na miejscu moim działaj ty. Bylebyś ty tylko żył, o śmierć moją mniejsza". Cała podróż Lutra z Wittenbergii do Wormacji była podobna do pochodu triumfalnego. Wszyscy chcieli go widzieć, wszyscy go uroczyście spotykali, a na wszystkie prośby i ostrzeżenia, by zaniechał swej podróży, odpowiadał: „Gdyby w Wormacji było tyle diabłów, ile cegieł na dachach, to jeszcze bym tam pojechał". Tłumy wyległy na ulice Wormacji, by powitać odważnego zakonnika. Kiedy wysiadł z pojazdu, rzucił okiem wokoło i rzekł z ufnością: „Bóg będzie ze mną"!

I Bóg był z nim. Nazajutrz po przybyciu, 17 kwietnia roku 1521, otrzymał Luter wezwanie stawienia się przed zgromadzonymi stanami. Dzielny rycerz Jerzy von Frundsberg przystąpił do Lutra i kładąc mu rękę na ramieniu, wyrzekł pamiętne słowa: „Mnichu, mnichu, wstępujesz na drogę tak ciężką i do tak gwałtownego szturmu, jakiegom ani ja, ani żaden hetman w najgorętszej bitwie nie dokonał. Jeżeli masz słuszność i swego jesteś pewny, idź naprzód w imię Boże, Pan cię nie opuści".

Na sejmie, na którym oprócz cesarza, elektorów, dworzan było około 5000 ludzi różnego stanu, zadał kanclerz mu dwa pytania: l. czy książki leżące przed nim uznaje za swoje i 2. czy zechce księgi te i treść ich odwołać, albo czy też przy niej nadal obstawać i opierać się będzie? Luter uznał księgi za swoje, co zaś do drugiego pytania, będącego kwestią wiary i zbawienia duszy i tyczącego się słowa Bożego, to prosi o pewną zwłokę, aby mógł dać odpowiedź, która by nie uwłaczała słowu Bożemu. Jakoż udzielono mu jeden dzień zwłoki. Luter spędził noc na gorącej modlitwie, prosząc Boga o łaskę i pomoc.

Bóg był z Lutrem.

Nazajutrz nie pozwolono Lutrowi dużo mówić, ani nie chciano wdawać się z nim w żadne dysputy, natomiast zażądano prostej i jasnej odpowiedzi, czy naukę swoją odwołuje, czy nie. Na to odpowiedział Luter bez namysłu te słowa; „Ponieważ Jego Cesarska Mość i najłaskawsi elektorowie i książęta prostej, jasnej i spokojnej odpowiedzi żądają, to ja dam odpowiedź: Ja ani papieżowi samemu ani soborom wierzyć nie mogę, ponieważ oczywistą jest rzeczą, iż jedni i drudzy się nieraz mylili i sami z sobą pozostawali w sprzeczności. A dlatego, jeżeli mnie świadectwami Pisma św. nie przezwyciężą, tudzież tymi samymi wyrokami Pisma św. które ja przytaczałem, mnie nie przekonają i nie wyzwolą sumienia mego, które słowem Bożym jest związane, to ja niczego odwołać nie mogę i nie chcę, ponieważ ani bezpiecznie, ani dobrze jest, ani nie przystoi chrześcijaninowi, czynić cośkolwiek przeciwko własnemu sumieniu. Tu oto stoję, inaczej postąpić nie mogę, Boże, dopomóż mi! Amen".

Odpowiedź drą Marcina Lutra zrobiła na obecnych głębokie wrażenie, a wieczorem wielu z pomiędzy sejmujących i z pośród ludu odwiedziło reformatora. Filip, landgraf heski, rzekł: „Kochany doktorze, jeżeli po waszej stronie prawda, to niech wam Bóg dopomoże". Arcybiskup Trewiru starał się Lutra nakłonić do cofnięcia jego pism i przekonań, ale i ta ostatnia próba spełzła na niczym. Luter odpowiedział słowami Gamaliela: „Jeśli z ludzi jest ta rada albo ta sprawa, wniwecz się obróci, a jeśli z Boga jest, nie możecie tego rozerwać, byście czasem i za walczących z Bogiem poczytani nie byli.” (Dzieje Apost. 5, 38-39). „Odejdźcie sobie", rzekł łagodnie Luter do arcybiskupa, „wyjednajcie mi list żelazny do powrotu".

„Postaram się o to", odparł arcybiskup i pożegnał Lutra.

Cesarz istotnie dał list bezpieczeństwa na 21 dni. 26 kwietnia Marcin Luter wyjechał z powrotem do Wittenbergii.

45. Marcin Luter w Wartburgu.

Po odjeździe Lutra większa część książąt, a w ich liczbie elektor Saski, protektor Lutra, opuścili również Wormację. Skorzystali z tego nieprzyjaciele Lutra i wymogli na cesarzu Karolu V tak zwany edykt wormacki, mocą którego profesor Wittenberski wyjęty został spod prawa, a wszystkie jego pisma spalone i zniszczone być miały. W edykcie wormackim zabrania się: Lutra po upływie 21 dni do domu lub majątku przyjmować, pokarmu ani napoju mu dawać, ani słowem, ani czynem, ani publicznie, ani potajemnie żadnej pomocy nie wyświadczać; przeciwnie, gdziekolwiek go kto znajdzie, winien go pojmać, w więzieniu zamknąć, lub do cesarza odstawić. Luter zginąłby, gdyby nad nim nie czuwała Opatrzność Boża, której narzędziem był Fryderyk Mądry, elektor Saski. On to postanowił Lutra od grożącego niebezpieczeństwa uchronić i w bezpiecznym miejscu ukryć. W tym celu wysłał zbrojnych i zamaskowanych jeźdźców, którzy w drodze z Wormacji, niedaleko miasteczka Eisenach schwytali Lutra i uprowadzili na zamek Wartburg, położony w uroczej miejscowości turyngskiego lasu.

Dziesięć miesięcy spędził Luter na zamku wartburskim, w przebraniu, jako „rycerz Jerzy", (takie bowiem przybrał tam imię). Tymczasem w świecie zginęła wieść o nim i nieprzyjaciele triumfowali z radości, domyślając się jego śmierci. Przyjaciele Lutra byli przekonani, że mistrz ich wpadł w ręce wrogów. Szczególnie Melanchton odczuł boleśnie stratę swego przyjaciela. Ale jak wielką była jego radość, gdy po pewnym czasie nieoczekiwanie otrzymał list od niego. „Nasz kochany ojciec żyje jeszcze", zakomunikował Melanchton przyjaciołom.

Cichy pobyt Lutra na Wartburgu miał dla niego i dla reformacji ogromne znaczenie. Ani na chwilę nie zapomniał o rozpoczętym wielkim dziele, był wciąż zajęty; studiował języki hebrajski i grecki, przekładał psalmy, pisał postyllę, pisał traktaty o spowiedzi, ale największą pracą, jakiej się Luter podjął podczas swego pobytu na Wartburgu, było tłumaczenie Nowego Testamentu na język niemiecki (1522). Po ukończeniu tej pracy przystąpił z przyjaciółmi swymi, a zwłaszcza z Malanchtonem do tłumaczenia całej biblii i tym sposobem nadał dziełu reformacji najmocniejszą podstawę, która stała się źródłem wiary, miłości i nadziei życia chrześcijańskiego. Tłumaczenie biblii to dar i klejnot najkosztowniejszy ofiarowany całemu światu.

46. Powrót Marcina Lutra do Wittenbergii

Podczas pobytu Lutra na Wartburgu dzieło reformacji uczyniło znaczne postępy. W wielu miejscach uchylono nadużycia przy nabożeństwach, zaprowadzono opowiadanie czystej ewangelii i przyjmowanie wieczerzy pod obydwiema postaciami. Ale ten powolny i naturalny ze słowa Bożego wypływający rozwój reformacji nie wszystkim się podobał. Dawniejszy przyjaciel i pomocnik Lutra, profesor dr Karlstadt, chciał gwałtem przeprowadzić to, co według woli i nadziei Lutra jedynie Boska siła kazania ewangelii sama sprawić miała. Stanął on jako zapalony fanatyk na czele tłumu, powypędzał kapłanów, odprawiających msze; powyrzucał ołtarze, obrazy świętych i krzyże. Do tego zamieszania przybyło nowe jeszcze, spowodowane przez tak zwanych proroków z Cwikau, a mianowicie tkacza Mikołaja Storcha i kaznodzieję Tomasza Mlinzera, oraz studenta Stubnera. Cwikauscy ci prorocy nauczali, że mają objawienie Boskie, że Bóg z nimi rozmawia poufnie, że mają posłannictwo od Boga stworzenia państwa świętych na ziemi. Odrzucali chrzest dzieci, jako niezgodny z nauką Chrystusa i apostołów. Nazywano ich przeto anabaptystami (nowochrzczeńcami), ponieważ żądali ponownie chrztu dorosłych. Zapalonym ich zwolennikiem stał się Karlstadt. Powstał wtedy ogromny zamęt. Zacny poczciwy, ale lękliwy Melanchton nie wiedział, co począć, przeląkł się, patrząc na wybryki, których się anabaptyści dopuszczali. Profesorowie potracili głowy. Przeciwnicy reformacji triumfowali, ale triumf ich jednak niedługo trwał.

Luter, dowiedziawszy się o tym, co się dzieje w Wittenberdze, zasmucił się bardzo, ale i rozgniewał. Nie troszcząc się o swój los, nie bacząc na grożące mu jako wyjętemu z pod prawa niebezpieczeństwo, po 10 miesięcznym pobycie w Wartburgu wyjechał do Wittenbergi i wystąpił natychmiast przeciw fałszywym prorokom. Wystąpił, ale nie z mieczem w ręku, nie uciekając się do władz świeckich, ale przez 8 dni z rzędu począł czysto i jasno głosić słowo Boże, tłumacząc ludowi, że nadużycia należy usunąć, lecz bez gwałtu. Potęga jego słowa zbawiennie oddziaływała na umysły; przyjaciele, a szczególniej Melanchton, wzmocnili się i pokrzepili. W całej Wittenberdze powrócił spokój. Karlstadt, utraciwszy cały swój wpływ, przeniósł się do Szwajcarii, gdzie umarł. Luter, jako gorliwy sługa Boży, udał się do innych miejscowości, gdzie prorocy cwikauscy wzburzyli lud, i wszędzie swoimi kazaniami uspakajał umysły i przywracał porządek.


1.1 agape – z greckiego, znaczy miłość; agapy były to uczty bratnie.

2.1 Diakon - wyraz grecki, znaczy pomocnik. Tu i ówdzie powoływano do pracy diakonise. Wiele jednak ich nie było. Pierwsza i jedyna, o której Pismo Św. wspomina, była Feba, służebnica zboru w Kenchreach, ruchliwym porcie Koryntu (Rzym. r. 16, w. l.)

2.2 Kościół obchodzi pamiątkę śmierci Szczepana, owego pierwszego męczennika, dnia 26 grudnia, czyli nazajutrz po święcie Narodzenia Pańskiego

2.3 Antiochia, zwana Wielką, leżała nad rzeką Orontem w malowniczej, żyznej krainie. Dziś wśród zwalisk dawnego grodu znajduje się mieścina turecka Antakije.

3.1 Damaszek główne miasto w Syrii w pięknem położeniu u podnóża gór Libanu.

6.1 „Jedzcie" rzekła, „wszak ja jadłam, mielibyście być lepsi, czulsi, niż ja, kobieta! matka!"

6.2 Łuk tryumfalny Tytusa w Rzymie jeszcze dziś przypomina tę katastrofę narodu żydowskiego.

7.1 Przezywano go Teoforos, to jest Bogonośnym.

7.2 Z życia jego niewiele więcej znamy szczegółów. Wszystko inne należy do legendy, która opromieniła postać jego złotą przędzą swoich opowiadań. Do naszych czasów przechowało się kilka listów Ignacego, pisanych do różnych zborów.

10.1 Z powodu niezrównanej wytrwałości w pracy i w nauce oraz bystrości umysłu nazwany „diamentowym" (Adamantius).

10.2 Przypisują mu 6000 różnych rozpraw, z których większa część zaginęła.

11.1 Słowo „katakumba" znaczy pieczara, ganek podziemny.

11.2 Imię Zbawiciela oznaczali przez 2 pierwsze greckie litery X. P. lub przez litery greckie alfa i omega. Jednocześnie pojawiają się na nagrobkach palmy, godło zwycięstwa męczenników; dalej ryby (litery greckiego wyrazu ryba = icht.us są początkowymi literami greckich słów: Jezus Chrystus, Syn Boży, Zbawiciel). Widać kotwicę, godło nadziei. Gołębia z różdżką oliwną, jelenia (Ps. 42), koguta (Mat. 26, 74) Pierwsza postać ludzka, jaką się napotyka na pomnikach w katakumbach chrześcijańskich, przedstawia Chrystusa jako świecę lub jako dobrego pasterza, niosącego na ramionach zbłąkaną owieczkę. Zdolne ręce ozdabiały groby malowidłami ze Starego i Nowego Testamentu.

13.1 Labarum - chorągiew wojskowa ozdobiona drogimi kamieniami, którą niesiono przed cesarzem. Konstanty dodał jej koronę i krzyż z monogramem Chrystusa.

14.1 Podczas wojny z Persami - tak podanie niesie - zapytał pewien możny poganin chrześcijanina: „Co robi ów syn cieśli?" „Trumnę" odparł chrześcijanin. I w parę dni nadeszła wieść o śmierci Juliana.

16.1 Znakomity retor i uczony sofista grecki Libanjusz mawiał, iż jednego miał wielkiego ucznia-Jana, a i tego zabrali mu chrześcijanie.

17.1 Czterej wielcy doktorowie Kościoła; Ambroży, Augustyn, Hieronim, Grzegorz I Wielki.

17.2 Podług legendy, gdy Ambroży był jeszcze w kolebce, rój pszczół nagle osiadł mu na twarzy. Przestraszona służąca chciała na oślep je odpędzać, ale ojciec Ambrożego powstrzymał ją słowami: „Nie drażnić pszczół, jeśli dziecię wyjdzie cało, wyrośnie zeń coś wielkiego''.

18.1 Sekta ta składała się albo z uczciwych ascetów, albo też z wyuzdanych rozpustników i przetrwała do średniowiecza patrz § 15.

18.2 „Synem łez" - filius lacrimarum - nazwano Augustyna i zupełnie słusznie.

18.3 In necessariis unitas, in dubiis libertas, in omnibus caritas.

18.4 Wulgatę przetłumaczył na język polski ks. jezuita Jakub Wujek.

18.5 Hieronim przyczynił się do rozpowszechnienia czci Marii, matki Pana Jezusa. W pierwszych czterech wiekach cześć Marii nie była rozpowszechniona i nie było świąt ku jej uwielbieniu.

20.1 Dzisiejsza Nurcia.

21.1 Pretor był to tytuł konsulów, później urzędników sądu, albo namiestników prowincjonalnych,

22.1 Alemani (z niemieckiego: alle Mannen - wszyscy ludzie), szczepy germańskie nad górnym Renem i górnym Dunajem.

22.2 Po dziś dzień stoi na placu publicznym w Fuldzie ulany z brązu posąg Bonifacego w szacie mnicha, trzymającego krzyż z gałęzi.

23.1 Powstanie Państwa Kościelnego stanowi początek nowej ery w dziejach Kościoła chrześcijańskiego: epoki średniowiecznej.

26.1 Nazwa symonia pochodzi od imienia Szymona (czarnoksiężnika), który ofiarował apostołom pieniądze, aby otrzymać od nich Ducha Świętego, ale przez Piotra surowo był skarcony (Dzieje Ap. 8, 18-20).

26.2 Celibat wyraz łaciński od przymiotnika coelebs - bezżenny.

26.3 W Niemczech i w krajach dalej położonych celibat byt zaprowadzony znacznie później. W Polsce dopiero na początku 13 wieku przy pomocy Władysława Laskonogiego, który wtrącał opornych księży do więzienia.

27.1 Jan „bez Ziemi" był bratem Ryszarda Lwa. Po jego śmierci wstąpił na tron Jan, a ponieważ ojciec nie wyznaczył mu żadnej prowincji, nosi przydomek „bez Ziemi".

28.1 Właściwie Mohamed dosłownie: uwielbiony, sławiony, pochwalony

28.2 Wyraz koran oznacza czytanie, z przedimkiem: al-koran oznacza odczyt, księgę, albo księgę doskonałą.

28.3 15 lipca. W tym dniu obchodzą mahometanie święto Nowego Roku.

28.4 Wyznawca Islamu - człowiek oddający się całkowicie woli Bożej zwie się: moslem, muzułmanin.

28.5 Był to mały czworoboczny budynek. W jednej z jego ścian mieścił się czarny kamień, przedmiot czci dla wszystkich pokoleń arabskich. Na tym kamieniu miał stawać patriarcha Abraham podczas modlitwy. Kamień ten był początkowo białym; z czasem jednak sczerniał od pocałunków grzesznych ust.

28.6 Wyznawcy Mahometa nie przedstawiają jedną zwartą religię, lecz dzielą się na wiele rożnych kłócących się z sobą sekt.

29.1 Od łacińskiego wyrazu crux - krzyż.

30.1 Dr. Marcin Luter powiada o nim: „Jeśli był kiedy pobożny i bogobojny mnich, to był nim św. Bernard. Cenię go jednego więcej, niźli wszystkich mnichów i kapłanów na całej kuli ziemskiej".

30.2 Tak samo nauczał potem dr Marcin Luter.

30.3 Z polskich bernardynów są znani: Władysław z Gielniowa, Szymon z Lipnicy i Jan z Dukli.

32.1 Portiuncula to znaczy maty kawałek ziemi. Tak nazwaną była po raz pierwszy prócz Benedyktynów.

32.2 Franciszek należał do niewielkiej liczby tych, dla których żyć znaczy działać. Podobny on jest do św. Pawła, który wciąż odczuwał potrzebę czynienia coraz więcej i coraz lepiej.

32.3 Lud nazywał ich kapucynami (od kaptura) lub bosonogimi.

33.1 Na podłożu tych uczuć powstał następujący hymn do słońca (canticum fratris solis), który w przekładzie polskim poety Leopolda Staffa (patrz Kwiatki św. Franciszka z Asyżu) brzmi:

Najwyższy, Wszechpotężny, dobry Panie,
Twoją jest sława, chwała i cześć i wszelkie błogosławieństwo
Jedynie Tobie, Najwyższy, przystoją.
A żaden człowiek nie jest godzien nazwać Ciebie.
Pochwalony bądź,. Panie, ze wszystkimi swymi twory,
Przede wszystkim z szlachetnym bratem naszym, słońcem,
Który dzień stwarza, a Ty świecisz przez nie;
I jest piękne i promienne w wielkim blasku;
Twoim, Najwyższy, jest wyobrażeniem.
Pochwalony bądź, Panie, przez brata naszego, księżyc, i nasze siostry gwiazdy.
Tyś ukształtował je w niebie jasne i cenne i piękne.
Pochwalony bądź, Panie, przez brata naszego, wiatr,
I przez powietrze i czas pochmurny i pogodny i wszelki,
Przez które dajesz Tworom Swoim utrzymanie
Pochwalony bądź, Panie, przez siostrę naszą, wodę,
Co pożyteczna jest wielce i pokorna i cenna i czysta.
Pochwalony bądź, Panie, przez brata naszego, ogień,
Którym oświecasz noc,
A on jest piękny i radosny i silny i mocny.
Pochwalony bądź, Panie, przez siostrę naszą, matkę ziemię,
Która nas żywi i chowa
I rodzi różne owoce z barwnymi kwiaty i zioły.
Pochwalony bądź, Panie, przez tych, co przebaczają dla miłości Twojej.
I znoszą słabość i utrapienie.
Błogosławieni, którzy wytrwają w pokoju,
Gdyż przez Ciebie, Najwyższy, będą uwieńczeni.
Pochwalony bądź, Panie, przez siostrę naszą, śmierć cielesną, Której żaden człowiek żywy ujść nie może;
Biada tym, co konają w grzechach śmiertelnych;
Błogosławieni, którzy znajdą się w Twej najświętszej woli;
Bowiem śmierć wtóra zła im nie uczyni. Chwalcie i błogosławcie Pana i czyńcie Mu dzięki i służcie Mu z wielką pokorą.

33.2 Słowa Sabatier, biografa Franciszka. Polskiego tłumaczenia dokonał Hulka Laskowski:: „Paul Sabatier Życie św. Franciszka z Asyżu". Cieszyn 1927.

33.3 Do Polski franciszkanie przybyli około 1232 r. i w czasach swego rozkwitu mieli w Polsce około 100 klasztorów.

34.1 Pierwszymi dominikanami w Polsce byli św. Jacek i Błogosławiony Czesław, bracia Odrowąźowie; rozwinęli oni swą działalność w Polsce, na Litwie i Rusi.

35.1 W łacińskim oryginale wyszło 2000 wydań, po francusku 1000 wydań. Na polski język przetłumaczył to dzieło Ks. Dr Jan Pindór, wyszło ono nakładem Ewangelickiego Towarzystwa Oświaty ludowej w Cieszynie w r. 1906.

36.1 W Polsce w Świdnicy poniosło śmierć około 50 mężczyzn wraz z żonami i dziećmi. Był to pierwszy wypadek kary stosu na ziemiach polskich (1315 r.).

36.2 W r. 1327 papież Jan XXII mianował Piotra z Kolonii, prowincjała dominikanów polskich, inkwizytorem na całą Polskę, prosząc króla dla niego o czynne poparcie.

36.3 Liczba dusz kościoła waldensów wynosi przeszło 22 000. Pastorów jest koło 70. Ten maleńki kościół utrzymuje zakład diakonis, wzorowe gimnazjum i wyższą uczelnie w Rzymie z 3 profesorami. Nieliczna grupa waldensów śmiało i odważnie przeciwstawia się potędze katolicyzmu, spełniając zgodnie z swym hasłem rolę „światła, które świeci w ciemności".

37.1 Bula jest to postanowienie, dekret papieski w sprawach ważniejszych.

37.2 Nazwa wywodząca się od dolnoniemieckiego wyrazu luen - nucić, usypiać śpiewem. W XIV w. zawiązały się najprzód w Antwerpii, a potem w innych miastach niderlandzkich i niemieckich bractwa do opatrywania chorych i grzebania umarłych. Lud ich nazywał lollardami, lullerami, a to z powodu żałobnych pieśni, które śpiewali przy pogrzebach.

37.3 „Iskry jego ducha", mówi Hus, „zaleciały aż do błogosławionych gór i lasów czeskiej mojej krainy i tam rozpaliły mój lud".

37.4 Doszła do naszych czasów pieśń Jędrzeja Gałki napisana na cześć i chwałę Wiklefa. Pieśń ta składa się z 14 zwrotek i należy do najdawniejszych pomników jezyka polskiego. (Piotr Chmielowski, Obraz Literatury Polskiej, Tom I, str. 65).

38.1 Właściwie ani dzień ani rok urodzenia tego wielkiego Czecha nie są dokładnie wiadome. Niektórzy przypuszczają, że się urodził 1369 r., a 6 lipca jest to dzień jego śmierci.

38.2 Hieronim urodził się w Pradze pod koniec XIV w. z zamożnych rodziców szlacheckiego rodu.

38.3 Patrz Ezechiel 18,20.

38.4 Hus pierwsze swe dzieła pisał po łacinie, ale już od r. 1406, występuje jako gorliwy krzewiciel i stróż czystości języka czeskiego. Wydana przez niego „Ortografia czeska" zachowała po dziś dzień swoją wartość. W Kozimgrudku wydał wykład Składu Apostolskiego, Modlitwy Pańskiej i Dziesięciorga Przykazań. Napisał „Postyllę" czyli krótkie wykłady ewangelii na cały rok kościelny.

38.5 Między Polakami, którzy bronili Husa, był Hanusz z Tuliszkowa, kasztelan kaliski, Zawisza Czarny z Garbowa, Bonata Dunin Bałicki i inni. Z czeskich obrońców i przyjaciół Husa Jan z Chlumu rzekł: „Jeśliś winny, nie upieraj się i wyrzeknij się błędu, zrób to przez miłość dla nas. Jeśli zaś sumienie Twoje czyste, to nie czyń się przed Bogiem, przed sobą i przed nami kłamcą. Oddaj raczej żywot swój, a nie odstępuj prawdy. Rozpłakał się Hus i mówił: „Szlachetny i zacny przyjacielu mój i wy wszyscy przyjaciele i obrońcy moi! Bóg mi jest świadkiem, gdybym wiedział, żem przeciwko Jego świętym słowom, albo przeciwko prawdziwemu kościołowi czegoś nauczał, chętnie bym tysiąc razy to odwołał. Mieli mnie nauczyć i przekonać, a nie uczynili tego. To tez nie brońcie mi z radością pójść na śmierć, bo boleść i męki, jakie tu znoszę, gorsze są tysiąc razy od samej śmierci."

38.6 Wtem miała przystąpić według ludowego podania jakaś staruszka, niosąc na głowie wiązkę gałązek na stos. A Hus widząc to miał rzec: o sancta simplicitas! (o święta prostoto!)

38.7 Tu miał dodać według podania następujące słowa prorocze: „Spaliliście gęś, ale za 100 lat przyjdzie łabędź (Luter) a tego już nie potraficie spalić".

38.8 Erazm Roterdamczyk, znakomity humanista, powiedział „Jan Hus spalony, lecz niepokonany", a Reuchlin, inny słynny humanista, rzekł: „Wielu było duchownych w Konstancji, lecz najpobożniejszego spalili".

38.9 Taboryci gromadzili się na nabożeństwa na szerokiej, przestronnej górze, naśladując w tym Chrystusa. Miejsce to przezwano wnet językiem biblijnym górą Tabor, a słuchaczów - taborytami. Kalikstyni albo kielichowcy od kielicha, (po łacinie calix) byli stronnictwem umiarkowanym i domagali się zgody z kościołem pod warunkiem przyjmowania komunii pod dwiema postaciami, oświadczając, że będą się trzymali tradycji kościoła tam, gdzie ona nie stoi w jawnej sprzeczności z Pismem św. Husytyzm rozkrzewił się w pierwszej połowie 15 w. również i w Polsce.

39.1 Na kazalnicy kazał wyszyć słowa: Jezus Chrystus, Król Florencji.

39.2 Dzieło to zostało wydane później przez Marcina Lutra.

39.3 „Złote słowa podobały mu się zawsze więcej, niż złote monety" powiedział jego przyjaciel.

41.1 Elektor Saski Fryderyk Madzy w r. 1512 w celu rozwinięcia w swym kraju nauk i oświaty założył uniwersytet w mieście Wittenberdze.

42.1 W następnym roku kupił je pewien podróżny w Jerozolimie.

43.1 Dziełko to zostało przetłumaczone na różne języki; na język chiński przez misjonarza Voskampa, na język polski przetłumaczył Ks. Oskar Michejda 1917 r.

wersja html copyright (c) Świadome Chrześcijaństwo - Literatura Chrześcijańska 2008