[Następny rozdział | Poprzedni rozdział | Spis treści]

Rozdział 1
Pragnienie Boga

"Do Ciebie lgnie dusza moja, Prawica Twoja mnie wspiera". (Psalm 63, 9)

Teologia chrześcijańska naucza o uprzedzającej łasce, co w skrócie oznacza, ze zanim człowiek zacznie szukać Boga, najpierw Bóg musi go odnaleźć.

Zanim grzeszny człowiek jest w stanie dobrze pomyśleć o Bogu, musi być w nim dokonana praca oświecenia go przez Ducha Świętego. Może to być niedoskonałe, niemniej jednak musi być prawdziwe; wtedy dopiero może powstać głębokie pragnienie szukania Boga i wołanie do Niego.

Szukamy Boga tylko i wyłącznie dlatego, ze On pierwszy włożył nam do serc to pobudzenie, które pobudza nas do szukania Go. "Nikt nie może przyjść do Mnie" - powiedział nasz Pan - "jeżeli go nie pociągnie Ojciec, który Mnie posłał" /Jn.6,44/. Właśnie dzięki temu uprzedzającemu pociągnięciu, Bóg pozbawia nas jakichkolwiek myśli, że to my sami chcemy się zbliżyć do Niego. Impuls szukania Boga pochodzi od Niego samego, a to skłania nas do dalszego szukania Go. Przez cały ten czas, gdy szukamy Pana, jesteśmy w Jego ręku: "Prawica Twoja mnie wspiera".

W tym boskim "wspieraniu" i ludzkim "lgnięciu" nie ma sprzeczności. Wszystko jest z Boga, bo jak mówi von Huegel: Bóg zawsze nas uprzedza. W praktyce jednak (to znaczy tam, gdzie Boże uprzedzające działanie wychodzi naprzeciw reakcji człowieka) człowiek musi szukać Boga. Z naszej strony musi nastąpić pozytywne odwzajemnienie się, jeśli to skryte pociągnięcie Boże ma doprowadzić do konkretnego, możliwego do stwierdzenia poznania Jego świętej Istoty. W Psalmie 42, 2.3, wyrażone jest to w pięknych słowach: "Jak łania pragnie wody ze strumieni, tak dusza moja pragnie Ciebie, Boże! Dusza moja pragnie Boga, Boga Żywego: Kiedyż więc przyjdę i ujrzę oblicze Boże"? Pragnące serce na pewno zrozumie to głębokie wołanie.

Nauka o usprawiedliwieniu przez wiarę, biblijna prawda, wspaniałe uwolnienie od jałowego legalizmu i bezskutecznych własnych wysiłków - w naszych czasach wpadła w tak złe towarzystwo i przez wielu jest tak niewłaściwie interpretowana, że praktycznie stoi na przeszkodzie w poznaniu Boga. Całą sprawę nawrócenia się zamieniono na mechaniczną i pozbawioną Ducha rzecz. Wiarę można teraz praktykować bez wprowadzania niepokoju i zmian w swoim życiu moralnym, oraz bez naruszenia statusu własnego "ja", pochodzącego od Adama. Chrystusa można "otrzymać" bez wzbudzenia w duszy otrzymującego jakiejkolwiek szczególnej miłości do Niego. Człowiek taki jest zbawiony, ale nie odczuwa głodu i pragnienia Boga. Faktycznie zaś, celowo uczy się go, jak poprzestawać na małym.

Współcześni naukowcy zgubili Boga wśród cudów Jego świata. My, chrześcijanie, znajdujemy się w prawdziwym niebezpieczeństwie utracenia Boga w taki sam sposób wśród cudów Jego Słowa. Prawie zapomnieliśmy o tym, że Bóg jest Osobą i że tak samo może być poznawany jak każda inna istota ludzka. W człowieku tkwi wrodzona umiejętność poznawania ludzi, ale pełnego poznania innej osoby nie da się osiągnąć po jednym spotkaniu. Można tego dokonać długim i pełnym miłości duchowym obcowaniu ze sobą.

Wspólne duchowe obcowanie pomiędzy istotami ludzkimi jest odpowiedzią jednej osobowości na drugą, poczynając od przypadkowych spotkań, aż do, najintymniejszej duchowej społeczności, do jakiej zdolna jest dusza człowieka. Religia, na tyle, ile jest szczera, jest w zasadzie odpowiedzią stworzonych osobowości na osobowość Boga - Stwórcy. "A to jest życie wieczne: aby znali Ciebie, jedynego prawdziwego Boga, oraz Tego, którego posłałeś, Jezusa Chrystusa" /Jn.17,3/

Bóg jest Osobą i w głębi Swej potężnej natury myśli, chce, raduje się, czuje, kocha, pragnie, cierpi jak każdy z nas. Objawiając się nam, przedstawia się według znanego nam wzoru osobowości. Porozumiewa się z nami poprzez nasze sposoby myślenia, poprzez nasze pragnienia i wzruszenia. Ciągła, niezakłócona wymiana miłości i myśli między Bogiem a duszą odkupionego człowieka stanowi sedno religii Nowego Testamentu.

Nasza indywidualna świadomość zna to obcowanie Boga i człowieka. Jest to coś osobistego: to znaczy nie przychodzi przez zgromadzenie wierzących, lecz najpierw poznaje je jednostka, a potem zgromadzenie składające się z jednostek. Dzieje się to również świadomie: to znaczy, że nie pozostaje poza obrębem świadomości i nie działa bez wiedzy duszy, ale wchodzi w zasięg świadomości, gdzie człowiek może "poznać" w taki sam sposób, w jaki poznaje inne rzeczy.

Ty i ja, stanowimy (z wyjątkiem naszych grzechów) cząstkę tego, kim jest Bóg w pełni. Stworzeni na Jego podobieństwo mamy w sobie zdolność poznawania Go. Ta zdolność jest jednak martwa z powodu grzechu, który jest w nas. W momencie, gdy Duch Święty ożywia nas do nowego życia, nasze Całe jestestwo odczuwa pokrewieństwo z Bogiem i cieszy się w radosnym poznaniu. To są te niebiańskie narodziny, bez których nie możemy oglądać Królestwa Bożego. Nie jest to jednak koniec, ale zaledwie początek, ponieważ teraz dopiero zaczyna się wspaniałe podążanie, radosne poznawanie w naszych sercach nieskończonych bogactw Pana. Tu właśnie dopiero zaczynamy, jak już wspomniałem, ale żaden człowiek jeszcze nie odkrył dokąd dojdziemy, bo nie ma granicy, ani końca poznania wielkich i tajemnych głębi Trójcy.

Oceanie bez końca, kto zgłębił Ciebie?
Twoja wieczność otacza Cię,
Boży Majestacie!

Znaleźć Boga i ciągle Go szukać - oto paradoks miłości duszy! Paradoks pogardzany przez wierzącego, który zbyt łatwo daje się zadowolić swoją religijnością, ale rozumiany i uznany w radosnym doświadczeniu dzieci o płonących sercach. Święty Bernard wyraził ten święty paradoks w refrenie pieśni, którą każda dusza uwielbiająca Boga natychmiast zrozumie:

Zakosztowaliśmy Cię, Żywy Chlebie,
I pragniemy ciągle zasiadać do uczty z Tobą,
Piliśmy z Ciebie, ze Źródła,
I pragniemy ciągle nasycać Tobą nasze dusze.

Przyjrzyjcie się świętym ludziom, którzy żyli w dawnych czasach, a wkrótce odczujecie ciepło pragnienia ich serc, by szukać Boga. Płakali za Nim, modlili się żarliwie i szukali Go dniem i nocą, o porze, a gdy Go znaleźli, było to tym słodsze, im dłużej Go szukali. Mojżesz używał faktu, że znał Boga, jako argumentu, by Go lepiej poznać: "Jeśli darzysz go życzliwością, daj mi poznać Twoje zamiary, bym poznał, żeś mi łaskawy."/Wyj.3.13/ A potem wypowiada taką śmiałą prośbę: "Spraw, abym ujrzał Twoją chwałę" /Wyj.33,18/. Bóg był szczerze zadowolony z takiego objawu czci. Następnego dnia zawołał Mojżesza górę i tam w uroczystym pochodzie Jego Chwała przeszła przed Mojżeszem.

Życie Dawida było potokiem duchowych pragnień. Jego psalmy rozbrzmiewają głosem szukającego i okrzykiem radości znajdującego. Paweł zaś wyznawał, że zasadniczą rzeczą jego życia jest palące pragnienie Chrystusa: "Żebym Go poznał". To był cel jego serca i dla tego celu poświęcił wszystko. "I owszem, nawet wszystko uznaję za stratę, ze względu na najwyższą wartość poznania Chrystusa Jezusa, Pana mojego. Dla niego wyzułem się ze wszystkiego uznaję to za śmieci, bylebym pozyskał Chrystusa"./Flp.3.8-10/

Śpiewanie pieśni jest miłym sposobem wyrażania tęsknoty do Boga, którego - gdy śpiewający szuka - wie już - że Go znalazł. "Jego drogę widzę i pójdę za Nim" - nie dawniej jak pokolenie wstecz śpiewali nasi ojcowie, ale już się nie słyszy tej pieśni. Jakie to jest tragiczne, że w tych ciemnych czasach poszukiwań dokonują za nas nasi nauczycie.

Wszystko skupia się na tym początkowym akcie: "przyjęcia" Chrystusa, natomiast nie wymaga się już od nas, abyśmy pragnęli dalszego objawiania się Boga w naszej duszy. Zostaliśmy wplątani w tłum fałszywej logiki, która nalega, byśmy już więcej nie szukali Go, skoro już znaleźliśmy. Takie myślenie jest przedstawiane nam jako ostatnie słowo prawowiernej nauki, przy czym z góry zakłada się, że nie znający Biblii chrześcijanie nie będą inaczej wierzyć. Tak więc całe świadectwo uwielbiającego, szukającego i śpiewającego o tym Kościoła, zostało całkowicie odrzucone. Naukę biblijną opartą na doświadczeniu serca ogromnej armii wspaniałych świętych odrzucono, by zastąpić ją ograniczoną, małostkową interpretacją Pisma świętego, która z pewnością brzmiałaby dziwnie w uszach Augustyna, Rutherforda czy Brainerda.

Wśród tego ogromnego chłodu są jednak tacy - bardzo się z tego cieszę - którzy nie mogą zadowolić się pustą logiką. Wprawdzie przyjmą siłę logiki, lecz potem uciekną w samotne miejsce i ze łzami w oczach będą się modlić: "O Boże, pokaż mi proszę, chwałę Twoją". Chcą zakosztować, dotknąć sercami, zobaczyć wewnętrznymi oczyma ten Cud, jakim jest Bóg.

Chciałbym bardzo .podsycić tę ogromną tęsknotę za Bogiem. Jej brak doprowadził nas do obecnego, opłakanego stanu. Nasze sztuczne i drewniane życie religijne wynika z braku tego świętego pragnienia. Samozadowolenie jest śmiertelnym wrogiem naszego duchowego wzrostu. Musi być w nas ta przenikająca tęsknota, albo nie będzie objawienia Chrystusa wśród Jego ludu. On czeka, by ktoś Go zapragnął. Bardzo źle, jeśli na niektórych z nas czeka tak długo i na próżno.

Każdy wiek odznacza się czymś charakterystycznym. Obecnie żyjemy w czasach ogromnie skomplikowanej religijności. Prostota, jaka cechowała Chrystusa, rzadko występuje wśród nas. Zamiast tego mamy programy, metody, organizacje i świat nerwowych działań, które zabierają nasz czas i uwagę, ale nigdy nie mogą zagłuszyć tęsknoty serca. Płytkość naszych duchowych doznań, pustota naszego uwielbiania i to upadlające naśladowanie świata cechuje nasze coraz lepsze metody działania, wszystko to świadczy, że dzisiaj znamy Boga. tylko w sposób niedoskonały, a już bardzo mało wiemy o Jego Pokoju.

Jeśli jednak, wśród tych wszystkich religijnych powierzchowności, chcemy odnaleźć Boga, musimy przede wszystkim bezwzględnie chcieć Go znaleźć, a potem postępować dalej prostą drogą. Teraz, tak jak i zawsze, Bóg daje się odnaleźć "niemowlętom", a ukrywa się przed mądrymi i roztropnymi. Musimy uprościć nasz stosunek do Boga. Musimy ograniczyć się do podstawowych rzeczy (a zobaczymy, jak niezwykle jest ich mało). Musimy przestać sprawiać dobre wrażenie i przyjść do Niego z dziecięcą śmiałością przez nikogo nie sterowaną. Jeśli to uczynimy, to z całą pewnością Bóg nam prędko odpowie.

Skoro religia już wypowiedziała swe ostatnie Słowo, niczego innego poza samym Bogiem nie potrzebujemy. Zły zwyczaj szukania Boga i czegoś jeszcze - skutecznie przeszkadza w odnalezieniu prawdziwego objawienia się Boga. W tym "i" mamy ogromnego wroga. Jeżeli opuścimy to "i", bardzo szybko znajdziemy Boga, a w Nim to, za czym całe życie tęskniły w cichości nasze serca.

Nie musimy obawiać się, że szukając Boga możemy zawęzić nasze życie lub ograniczyć drgnienia naszego rozszerzającego się serca. Prawda jest inna. Możemy całkiem skutecznie uczynić Boga wszystkim w swoim życiu, skoncentrować wszystko na Nim i poświęcić wszystko dla Niego.

Autor starego, lecz niezwykłego utworu angielskiego pt.: "Obłok niepoznawania", uczy nas, jak to zrobić: "Wznieś do Boga swe serce poruszone miłością i pragnij Jego Samego, a nie Jego bogactw. A potem skoncentruj swe myśli tylko na samym Bogu. I niech to nie wynika z twojej mądrości lub woli, lecz jedynie z samego Boga. Takie postępowanie duszy najbardziej się Jemu podoba."

A dalej, autor ten zaleca, by w modlitwie usuwać na bok wszystko, nawet naszą teologię. "Wystarczy bowiem, gdy skierujemy nasze pragnienie do Boga bez żadnej innej myśli, oprócz myśli o Nim samym i gdy jedynym powodem naszego pragnienia jest On sam". U podstaw tego rozumowania leży Nowotestamentowa prawda, ponieważ autor wyjaśnia, co ma na myśli używając słowa "On Sam". A mianowicie: "Bóg cię ukształtował, odkupił i łaskawie powołał". Chodzi mu przy tym o serdeczną prostotę, jeśli tylko pragniemy prawdziwej religii, "która daje się ująć w jednym krótkim słowie, jednosylabowym lub dwusylabowym, bo im krótsze tym lepiej zgadza się z pracą Ducha Świętego. Takim słowem jest słowo Bóg lub słowo miłość".

Gdy Bóg podzielił Kanaan między plemiona Izraela, Lewici nie otrzymali działu. Bóg im po prostu powiedział: "Ja jestem działem twoim i dziedzictwem twoim" /Lb.18.20/ i w ten sposób stali się bogatsi od wszystkich królów i radżów, którzy kiedykolwiek żyli na ziemi. Jest w tym zawarta duchowa zasada, zawsze obowiązująca każdego kapłana Boga Najwyższego.

Człowiek, który ma Boga jako swój skarb, ma w Nim Jednym wszystkie swe bogactwa. Może nie mieć wielu zwykłych bogactw, a gdy dostanie pozwolenie na posiadanie czegoś, radość z tego będzie tak ograniczona, że posiadanie tego nie będzie niezbędne do szczęścia. A jeżeli będzie musiał oddawać jedną rzecz po drugiej, odczuje niewielką stratę, ponieważ posiadanie źródła wszelkich bogactw w Jedynym Bogu da mu całe zadowolenie, całą przyjemność i rokosz. Cokolwiek by stracił, to tak, jakby nie stracił nic, ponieważ teraz ma to wszystko w Nim. A to, co ma, jest jego świętą i prawowitą własnością na zawsze.

O Boże, zakosztowałem Twojej dobroci i to mnie zarówno zadowoliło, jak i sprawiło we mnie pragnienie, by mieć więcej. Z bólem odczuwam świadomość potrzeby większej łaski. Wstydzę się braku tego pragnienia. O, Boże, Trójco, chcę Cię chcieć; tęsknię, aby być wypełniony tęsknotą; pragnę, aby jeszcze więcej pragnąć. Pokaż mi Swoją chwałę, proszę Cię, spraw tak, abym naprawdę poznał Ciebie. Zacznij łaskawie we mnie nową pracę Miłości. Powiedz do mej duszy: "Powstań, moja przyjaciółko, ma piękna, i pójdź!" A potem obdarz mnie łaską, by powstać i pójść za Tobą z tej zamglonej ziemi, gdzie błądziłem tak długo. Proszę Cię o to w imieniu Jezusa Chrystusa. Amen.

[Następny rozdział | Poprzedni rozdział | Spis treści]