apologia reformacji

Kalwin i kardynał Sadoleto

Kolejne niebezpieczeństwo, jakie nastąpiło w roku 1539, było jeszcze gorsze, jednak dzięki pilności Kalwina zostało zduszone w zarodku. W owym czasie biskupem Carpentras był Jakub Sadoleto, człowiek wielkiej elokwencji, którą jednak wykorzystywał opacznie - głównie do tłumienia światła prawdy. Otrzymał kapelusz kardynalski jedynie po to, aby swą moralną reputacją przydać fałszywej religii pewnego blasku. Widząc w zaistniałej sytuacji okazję dla siebie i myśląc, że łatwo usidli trzodę pozbawioną wybitnych pasterzy, pod pretekstem sąsiedztwa [Carpentras leży w Dauphiny, które graniczy z Savoy - P. Schaff] wysłał list do - jak to określił - "najbardziej umiłowanego Senatu, Rady i Ludu Genewy" nie pomijając niczego, co mogłoby skłonić ich do powrotu na łono rzymskiej Nierządnicy. W owym czasie w Genewie nie było nikogo, kto potrafiłby odpowiedzieć na ten list. Gdyby list ten nie był napisany w obcym języku (łacinie), to w ówczesnym stanie rzeczy prawdopodobnie wyrządziłby miastu wielką szkodę. Jednak Kalwin, przeczytawszy ten list w Strasburgu, puścił w niepamięć wszystkie doznane krzywdy i natychmiast odpowiedział nań z tak wielką siłą prawdy i elokwencji, że Sadoleto od razu zaniechał całej tej sprawy uznając ją za beznadziejną.

Tak oto Beza opisał ten ważny i interesujący spór, jaki miał miejsce w czasie pobytu Kalwina w Strasburgu. Spór ten pozostawił trwały ślad w historii.

Okres bezkrólewia w Genewie stanowił dla biskupa Pierre de la Baume1 znakomitą okazję do odzyskania swego biskupstwa. W tym względzie postępował tak, jak wydziedziczeni książęta świeccy. Przy wsparciu ze strony papieża zorganizował naradę biskupów sąsiednich diecezji: Lyon, Vienne, Lozanny, Besançon, Turynu, Langres oraz Carpentras. Narada odbyła się w Lyonie pod przewodnictwem arcybiskupa tego miasta, kardynała Tournon, znanego z gorliwości w prześladowaniu waldensów. Plan [przywrócenia rzymskokatolickiego biskupstwa w Genewie] poparł Jean Philippe, główny sprawca wygnania Kalwina z Genewy. Wykonanie zadania powierzono najbardziej odpowiedniej osobie: Jakubowi Sadoleto, biskupowi Carpentras, które graniczy z Savoy.

Jakub Sadoleto (1477 - 1547) był jednym z sekretarzy papieża Leona X, od roku 1517 biskupem Carpentras w Dauphiny, od roku 1523 sekretarzem papieża Klemensa VII, od roku 1356 kardynałem2. Często zlecano mu prowadzenie dyplomatycznych negocjacji pokojowych pomiędzy papieżem, królem Francji a cesarzem Niemiec. Sadoleto miał bardzo dobrą reputację uczonego, poety i dżentelmena o nienagannym charakterze i gorliwej pobożności. Jest on najlepszym przykładem przedstawiciela włoskiego Odrodzenia skłaniającego się ku umiarkowanej, półewangelicznej reformie w Kościele rzymskokatolickim. Podziwiał Erazma i Melanchtona, był jednym z założycieli Oratorium Miłości Bożej3 w Rzymie dla wzajemnego budowania duchowego. Podobnie jak kardynał Contarinii, Sadoleto występował w charakterze pośrednika w kontaktach pomiędzy stronnictwem rzymskim a protestanckim, jednak nie spełnił oczekiwań żadnego z nich. W swym komentarzu do Listu do Rzymian wyraził własne poglądy na temat łaski Bożej i wolnej woli, które wywołały oburzenie w Rzymie i w Hiszpanii. Jego przyjaciel kardynał Bembo odradzał mu studiowanie listów św. Pawła, aby czasem nie zepsuł swego klasycznego stylu. Sadoleto powstrzymał rozwój kalwinizmu w swej diecezji, jednak był przeciwny prześladowaniom. Gościnnie przyjął wygnanych waldensów po straszliwych masakrach w Mérindol i Cabrieres w roku 1545 i usilnie prosił Franciszka I o okazanie im miłosierdzia. Ubolewał nad nepotyzmem Pawła III i brzydził się takim postępowaniem. Nie przyjął nominacji na przewodniczącego Soboru w Trydencie w charakterze legata papieskiego, wymawiając się ubóstwem.

Ten wielce szanowany dygnitarz papieski podjął się bardzo sprytnego i poważnego dzieła: odzyskania osieroconego kościoła w Genewie dla rzymskiej owczarni. Podejmując się tego dzieła niechcący wszedł w konflikt literacki z Kalwinem, ponosząc na tym polu sromotną porażkę. Wkrótce po spotkaniu z papieżem skierował ponad dwudziestostronicowy list "do swych wielce umiłowanych Braci, Sędziów, Senatu i Obywateli Genewy". Sadoleto napisał ten list przekonywująco, elokwentnie, elegancką łaciną, w której był mistrzem.

Przybierając pozę autorytetu kardynała i legata papieskiego, Sadoleto rozpoczyna swój list apostolskim pozdrowieniem: "Umiłowani Bracia w Chrystusie, Pokój z wami i z nami, to znaczy z Kościołem katolickim, Matką wszystkich, zarówno naszą jak i waszą, miłość i zgoda od Boga, Ojca Wszechmogącego, i od Jego Syna Jezusa Chrystusa, naszego Pana, wraz z Duchem Świętym w doskonałej Jedności w Trójcy; któremu niech będzie chwała i panowanie na wieki wieków". Schlebia genewczykom, chwaląc ich szlachetne miasto, porządek i ustrój republikański, godność obywateli, a szczególnie ich "gościnność wobec obcych i cudzoziemców". Jednocześnie jednak mimochodem oskarża motywy postępowania reformatorów i rzuca cień podejrzenia na ich charakter4. Ta pozbawiona wyrozumiałości i taktu uwaga mąci piękno i dostojeństwo jego orędzia i osłabia jego wpływ na obywateli Genewy, którzy bez względu na swe poglądy religijne nie mieli żadnej wątpliwości co do szczerości i uczciwości Farela, Vireta i Kalwina.

Po tym wstępie Sadoleto podaje brzmiący wiarygodnie wykład nauki rzymsko katolickiej, pomijając jednak Biblię. Przyznaje, że człowiek jest zbawiony jedynie z wiary, lecz dodaje uwagę o konieczności dobrych uczynków. Następnie prosi genewczyków, by zadecydowali "czy pożyteczniej dla ich zbawienia jest wierzyć i podążać za tym, co Kościół katolicki zatwierdził za powszechną zgodą przez ponad piętnaście wieków, czy za innowacjami wprowadzonymi w ciągu ostatnich 25 lat przez sprytnych ludzi". Następnie przytacza główne argumenty na rzecz nauki rzymskokatolickiej: starożytność, powszechność, jedność i bezbłędność, twierdząc, że podział protestantów na wzajemnie zwalczające się stronnictwa jest widoczną oznaką fałszu ich nauki. Pisze, że "prawda jest zawsze jedna, zaś błąd jest zróżnicowany i wielopostaciowy; to co prawdziwe jest proste, to co fałszywe ma wiele zakrętów. Czy ten, kto wyznaje Chrystusa, nie dostrzega, że takie nauczanie o świętym Kościele jest dziełem szatana, a nie Boga? Czego Bóg żąda od nas? Co nakazuje Chrystus? Abyśmy wszyscy byli jedno w Nim".

Kończy gorącym napomnieniem do genewczyków, których zapewnia: "Dopóki mam jakiś talent, umiejętność, władzę, pracowitość, wszystko co mogę uczynić, nawet jeśli jest tego bardzo niewiele, ofiaruję dla Was i dla Waszego dobra. Byłbym wielce zaszczycony, gdybyście skorzystali z owoców i dobrodziejstwa mej pracy i pomocy w rzeczach ludzkich i boskich".

Rada Genewy uprzejmie potwierdziła 27 marca odbiór listu kardynała, dziękując za komplementy wobec genewczyków i obiecując dać pełną odpowiedź w stosownym czasie. Na drugi dzień grupa obywateli pod przewodnictwem François Chamois złożyła protest przeciwko zarządzeniu, na mocy którego w dniu 29 lipca 1537 r. przyjęto ewangelickie wyznanie wiary, prosząc o zwolnienie ich z przysięgi. Rzymscy katolicy nabrali otuchy. W Genewie nie można było znaleźć nikogo, kto mógłby odpowiedzieć na list kardynała, a brak odpowiedzi można było uznać za zgodę.

Kalwin otrzymał kopię listu przez Sulzera, kaznodzieję w Bernie i w ciągu sześciu dni napisał odpowiedź ponad dwukrotnie dłuższą od listu Sadoleto, którą wysłał do Genewy w porę, by zneutralizować skutki tego listu (1 września). Sadoleto w swym liście nie wymienia bezpośrednio nazwiska Kalwina, jednak zaatakował go pośrednio jako przywódcę "zwodzicieli" i "nieprzyjaciół pokoju" w Genewie. Dlatego też Kalwin uznał za swój obowiązek walczyć piórem w obronie Reformacji.

Kalwin rozpoczyna swój list oddaniem kardynałowi należnej mu czci za jego znakomite wykształcenie i godną podziwu elokwencję, które wyniosły go do szeregu najlepszych uczonych epoki. Nie oskarża też go o złe motywy: "pochwalam cię za napisanie do genewczyków listu w najczystszej intencji, jak przystoi człowiekowi twego wykształcenia, roztropności i powagi; za doradzanie im w dobrej wierze takiego postępowania, które uważasz za leżące w ich interesie i korzystne dla ich bezpieczeństwa". Jak więc widać, przeciwstawił mu się niechętnie i uczynił to wyłącznie z poczucia obowiązku. Pozwólmy przemówić Kalwinowi we własnej obronie.

Ja jednak, Sadoleto, wyznaję, że jestem jednym z tych, których z taką gwałtownością atakujesz i zniesławiasz. Wprawdzie religia w Genewie była już ustanowiona, a praktyki kościelne oczyszczone zanim mnie do niej zaproszono, jednak nie mogę oddzielić swej sprawy5 od sprawy Vireta i Farela skoro nie tylko aprobowałem, ale i dokładałem starań by zachować i utwierdzić to, czego dokonali. Dlatego też, gdybyś zaatakował mnie jako osobę prywatną, wówczas łatwo wybaczyłbym ci to z szacunku dla nauk i ze względu na twą uczoność. Kiedy jednak skutkiem ataku na moje stronnictwo doznaje krzywdy moja służba, poparta i usankcjonowana - o czym jestem przekonany - powołaniem Bożym, wówczas perfidią a nie cierpliwości z mej strony byłoby przymknięcie na to oczu i milczenie.

W kościele tym piastowałem urząd pierwszego doktora, następnie pasterza. Mam prawo twierdzić, że miałem autentyczne powołanie do pełnienia tych funkcji. Nie czas teraz, by dokładne wykazać jak wiernie i skrupulatnie je pełniłem. Nie chcę przypisywać sobie bystrości, erudycji, roztropności, umiejętności, ani nawet przedsiębiorczości, jednak z pewnością pracowałem ze szczerym oddaniem, jak przystoi w dziele Pańskim i mogę w swym sumieniu odwołać się do mego Sędziego - Chrystusa, oraz wszystkich jego aniołów, a wszyscy dobrzy ludzie jednoznaczne to potwierdzą. Gdybym swoim milczeniem pozwolił ci poniewierać i zniesławiać tę służbę, będącą z pewnością powołaniem Bożym, co na pewno okaże się po wysłuchaniu mej sprawy, któż nie potępił by takiego milczenia, uznając je za zdradę? Każdy więc widzi, że najsilniejsze nakazy obowiązku - nakazy, których nie mogę uniknąć, zmuszają mnie do stawienia czoła twym oskarżeniom, jeśli nie chcę okazać perfidii porzucając i zdradzając sprawę powierzoną mi przez Pana. Obecnie zdjęto ze mnie ciężar odpowiedzialności za kościół w Genewie. Jednak okoliczność ta nie powinna powstrzymywać mnie, by z ojcowskim uczuciem nie skorzystać z okazji [obrony tego kościoła] gdyż Bóg, powierzając mi tę służbę, zobowiązał mnie, bym był wierny do końca.

Ze skromnością zbija niepoważne oskarżenie o zaangażowanie się w Reformację z powodu niezaspokojonej ambicji.

Nie chcę mówić o sobie. Ponieważ jednak nie pozwalasz mi milczeć, odpowiem, na ile potrafię i jak przystoi skromności. Gdybym zabiegał o korzyści dla siebie, nigdy bym nie opuścił twego stronnictwa, gdyż wówczas droga do zaszczytów byłaby dla mnie otwarta. Nie chcę jednak tym się chlubić. Nigdy nie pragnąłem zaszczytów ani nigdy nie zdobyłbym się na to, by ich pragnąć. Dobrze znam niemało osób z własnego podwórka, które stopniowo wspięły się na wysokie stanowiska i wiem, że mógłbym osiągnąć równie wysokie stanowiska co oni, a w niektórych wypadkach nawet wyższe. Wystarczy powiedzieć, że nie miałbym problemów z osiągnięciem szczytu mych pragnień, tzn. literackiej swobody oraz niekrępującej i szanowanej pozycji. Dlatego nie boję się, że ludzie nie powodowani bezwstydnym zuchwalstwem zarzucą mi porzucenie królestwa papieża w poszukiwaniu osobistych korzyści, których w jego królestwie nie mogłem osiągnąć.

Reformator analizuje list Sadoleto krok po kroku, zbijając każdy jego punkt. Odpowiada na jego zarzuty faktami i argumentami. Niczym pajęczynę niszczy namalowany przez Sadoleto wyidealizowany obraz rzymskiego katolicyzmu, opisując rzeczywisty stan papiestwa tamtej epoki wraz z nadużyciami i korupcją, które były prawdziwą przyczyną Reformacji. Obraz przedstawiony przez Kalwina jest bardzo ponury, jednak w pełni prawdziwy. Potwierdzają go fakty z życia papieży takich jak Aleksander VI czy Leon X, inwektywy Savonaroli, spostrzeżenia Erazma i Lutra z ich pobytu w Rzymie, oraz relacje takich bezstronnych świadków jak Machiavelli, który pisze, że religia we Włoszech wskutek złego przykładu papiestwa została prawie całkowicie zniszczona. Potwierdza to nawet wyjątkowo dobry i pobożny papież Hadrian VI, który przy całym wstręcie do herezji luterańskiej, oficjalnie uznał bezwzględną konieczność odnowy moralnej głowy i członków hierarchii. Kalwin pisze:

Nie zaprzeczamy, Sadoleto, że kościoły, którym przewodniczysz należą do Kościoła Chrystusa. Twierdzimy jednak, że rzymski papież wraz z całą swą hordą pseudo-biskupów, którzy przejęli urząd pasterski, to drapieżne wilki, których jedynym dotychczas celem było rozpraszanie i bezczeszczenie królestwa Chrystusa. Nie podnosimy tych skarg jako pierwsi. Z jaką surowością gromi Bernard Eugeniusza i wszystkich biskupów swej epoki! A jednak ówczesny stan Kościoła był znacznie bardziej znośny niż obecnie!

Nieprawość sięgnęła zenitu i teraz owi zwodniczy prałaci, dzięki którym, jak twierdzisz, Kościół stoi lub pada, a którzy w naszej opinii okrutnie rozdarli i zeszpecili Kościół doprowadzając go na skraj zguby, nie mogą znieść ani swych występków ani lekarstwa na nie. Kościół zostałby zniszczony, gdyby Bóg nie zapobiegł temu swą wyjątkową dobrocią. Prawie w ogóle nie widzisz, że w każdym miejscu poddanym tyranii rzymskiego papieża jest tak wiele luźnych i poszarpanych resztek, które pozwoliłyby ci pojąć, że kościoły są tam na wpół pogrzebane. Nie powinieneś jednak uważać tego za absurd, ponieważ Apostoł Paweł mówi, że antychryst zasiądzie w świątyni Bożej. Czyż to jedno ostrzeżenie nie powinno nas pobudzić do czujności przed sztuczkami i fortelami, jakie ludzie mogą uknuć w imieniu Kościoła?

Ty jednak utrzymujesz, że bez względu na charakter nauczycieli napisane jest: "Czyńcie to, co wam mówią". Niewątpliwie tak - jeśli zasiadają na katedrze Mojżesza. Jeśli jednak z katedry prawdy odurzają lud szaleństwem, należy mieć na uwadze, że napisane jest również: "Miejcie się na baczności i strzeżcie się kwasu faryzeuszów i saduceuszów!". [Mt 16:6] [...]

Niech więc wasz papież chełpi się do woli [rzekomą] sukcesją piotrową! Nawet gdyby potrafił swe roszczenie uzasadnić, to i tak nie dowiedzie niczego ponad to, że chrześcijanie powinni być mu posłuszni dotąd, dopóki on sam dochowuje wierności Chrystusowi i nie odchodzi od czystości ewangelii. Kiedy Kościół wiernych bada cię za pomocą tej zasady, która definiuje całą twą władzę, to nie wymusza na tobie przestrzegania żadnej innej normy ponad tę, którą wyznaczył ci sam Pan. Kościół bada cię stosując normę, którą ustanowił wśród wiernych sam Pan: prorok pełniący rolę nauczyciela powinien być osądzony przez zgromadzenie. [1 Kor 14:29] Kto chce się uwolnić od wymagań tej normy musi najpierw wymazać swe imię z listy proroków.

Co do twego twierdzenia, że zrzucając to tyrańskie jarzmo odrzuciliśmy wszelkie myśli o życiu wiecznym, mając na celu jedynie swobodę do niczym nieograniczonej rozwiązłości to porównajmy i osądźmy postępowanie wasze i nasze. Rzeczywiście, aż nadto u nas występują liczne wady; zbyt często grzeszymy i upadamy. Chociaż zgodnie z prawdą powinienem to powiedzieć, jednak skromność nie pozwala mi chlubić się tym, jak dalece przewyższamy was w każdym względzie, wyjąwszy Rzym, ową sławną [niegdyś] siedzibę świętości, która zerwawszy sznury czystej karności i podeptawszy wszelką cześć, tak obfituje we wszelkiego rodzaju nieprawości, że trudno znaleźć w historii coś równie obrzydliwego.

Pod koniec swego listu Sadoleto wzywa reformatorów, by jako przestępcy stawili się przed sądem Bożym na wyimaginowanej spowiedzi wykazującej, że atakowali święty Kościół i wiceregenta Chrystusa z niskich pobudek: pychy i zawiedzionej ambicji, i są winni "wielkich buntów i schizm". Kalwin podejmuje to wyzwanie składając kontrkonfesję, którą wprowadza nas do serca wielkiej walki religijnej XVI w. i która jest prawdopodobnie najlepszą obroną Reformacji, jaką można spotkać w literaturze polemicznej owych czasów. Stawia ruch reformatorski na gruncie Słowa Bożego w przeciwieństwie do przykazań ludzkich, i usprawiedliwia go protestami proroków hebrajskich przeciwko korupcji kapłaństwa lewickiego, oraz straszliwymi oskarżeniami Chrystusa przeciwko faryzeuszom i saduceuszom, którzy przybili Zbawiciela do krzyża. Konfesja ta zawiera także krótki opis duchowych doświadczeń i nawrócenia autora, przemawiającego w imieniu własnym oraz swych współpracowników. Podajemy ją w pełnej wersji:

Zastanów się nad poważną odpowiedzią, jaką musisz obronić siebie i swoje stronnictwo. Nasza sprawa, wsparta prawdą Bożą, zostanie z pewnością całkowicie usprawiedliwiona. Nie mówię o naszych osobach, gdyż nasze bezpieczeństwo okaże się nie w obronie, lecz w pokornym wyznaniu i błagalnej modlitwie. Jeśli chodzi o naszą służbę, to nie ma wśród nas nikogo, kto by nie mógł powiedzieć tak:

O Panie, doświadczyłem jak trudno i ciężko jest znosić te krzywdzące oskarżenia jakimi mnie nękano na ziemi. Jednak z taką samą ufnością, z jaką wtedy apelowałem do Twego trybunału, staję teraz przed Tobą ponieważ wiem, że w swych sądach kierujesz się zawsze prawdą - tą prawdą, której pewnością wsparty najpierw odważyłem się, i z której pomocą dokonałem tego wszystkiego, czego dokonałem w Twym Kościele.

Oskarżyli mnie o dwa najgorsze przestępstwa: herezję i odszczepieństwo. Herezją jest to, że ośmieliłem się zaprotestować przeciwko przyjętym przez nich dogmatom. A co miałem robić? Usłyszałem z Twych ust, że jedynym światłem prawdy kierującej nasze dusze na drogę życia jest pochodnia zapalona Twym Słowem. Usłyszałem, że marnością są wszelkie ludzkie wymysły dotyczące Twego Majestatu, wielbienia Twego Bóstwa oraz tajemnic Twojej religii. Usłyszałem, że wprowadzili do Kościoła nauki wymyślone przez ludzi w miejsce nauk płynących z Twego Słowa, i że jest to z ich strony świętokradczą bezczelnością.

Kiedy przyjrzałem się ludziom, zobaczyłem, że panują wśród nich całkowicie odmienne zasady. Ci, których uważano za przywódców wiary, nie rozumieli Twego Słowa, ani też zbytnio się nim nie przejmowali. Głosząc dziwne nauki prowadzili za sobą nieszczęśliwych ludzi to tu, to tam, zwodząc ich sam nie wiem jakimi głupstwami. Najwyższą formą okazywania przez lud szacunku Twemu Słowu było czczenie je z dala jako czegoś niedostępnego i powstrzymywanie się od zgłębiania Słowa. Z powodu obojętności pasterzy i głupoty ludu w każdym miejscu pełno było zgubnych błędów, fałszu i przesądów.

Mówili, że jesteś jedynym Bogiem, a jednak przenosili na innych tę chwałę, której Ty żądałeś dla swego Majestatu. Wymyślili i stworzyli sobie tylu bogów, ilu świętych, którym postanowili oddawać cześć. Twój Chrystus czczony był jako Bóg i zachował imię Zbawiciela; jednak tam, gdzie winien być czczony został omalże pozbawiony czci. Stał odarty z godności w tłumie świętych, niczym jakiś najpośledniejszy święty. Nie było nikogo, kto rozmyślałby właściwie o tej jedynej ofierze, którą złożył na krzyżu i którą nas pojednał ze sobą. Nikomu nawet nie śniło się Jego wieczne kapłaństwo i wstawianie się za nami u Boga. Nie było nikogo, kto pokładałby ufność wyłącznie w Jego sprawiedliwości. Prawie zupełnie zanikła owa ufna nadzieja zbawienia, którą zaleca Twe Słowo i która opiera się na Słowie. Co gorsza, przyjęto niczym wyrocznię, że absurdalną arogancją i - jak samo to nazwali - brakiem roztropności jest, gdy ktoś na tyle ufa Twej dobroci i sprawiedliwości Twego Syna, że żywi pewną i niezachwianą nadzieję zbawienia. Wieloma bluźnierczymi uzasadnieniami wyrwali z korzeniami podstawowe zasady tej nauki, którą przekazałeś nam w Twoim Słowie. Licznymi fałszerstwami wypaczyli również prawdziwe znaczenie chrztu i Wieczerzy Pańskiej.

Wszyscy znieważali Twe miłosierdzie pokładając ufność w dobrych uczynkach i starając się usilnie zasłużyć nimi na Twą łaskę celem zyskania usprawiedliwienia, odpokutowania za grzechy i zadośćuczynienia Tobie - a przecież każda z tych rzeczy wymazuje i unieważnia wartość krzyża Chrystusa. Czyniąc to w ogóle nie wiedzieli na czym polegają dobre uczynki. Wymyślili sobie wiele próżnych i głupawych środków nabywania Twej łaski, jakby nigdy nie byli pouczeni poprzez Twój Zakon o sprawiedliwości. Tak się tymi środkami chlubili, że omalże wzgardzili sztandarem prawdziwej sprawiedliwości, którą zaleca Twój Zakon. Do takiego stopnia ludzkie pragnienia zyskały przewagę i uszczupliły jeśli nie wiarę w Twe przykazania, to co najmniej autorytet Twych ustaw zawartych w Zakonie.

Ty, o Panie, rozjaśniłeś nade mną blask Twego Ducha abym zobaczył i zrozumiał jak bezbożne i szkodliwe są te praktyki. Niosłeś przede mną pochodnię Twego Słowa i pobudziłeś mą duszę, by zapłonęła słusznym obrzydzeniem do tych praktyk.

Panie, Ty wiesz, a poświadcza mi to moje sumienie gdy przedstawiam mą naukę, że nie miałem zamiaru wykraczać poza granice, które, jak widziałem, ustalili wszyscy Twoi słudzy. Pragnąłem przekazać wiernie Kościołowi wszystko to, czego - zgodnie z mym przekonaniem - nauczyłem się z Twych ust. Z pewnością moim głównym celem, do którego realizacji dołożyłem największych starań było to, aby jasno świeciła chwała Twej dobroci i sprawiedliwości po rozproszeniu oparów, którymi była dotąd spowita, w pełni ukazując cnotę i błogosławieństwo Twego Chrystusa - bez żadnych ludzkich komentarzy. Uważałem bowiem za rzecz bezbożną pozostawić w ciemnościach te rzeczy, do których rozważania i kontemplowania urodziliśmy się. Uznałem też, że prawdy, których wielkość żaden język nie jest w stanie wyrazić, nie należy głosić złośliwie ani fałszywie.

Nie wahałem się dłużej wyjaśniać rzeczy, od których zależy zbawienie mych słuchaczy. Nigdy bowiem nie może zawieść następująca wyrocznia: "A to jest życie wieczne: aby znali Ciebie, jedynego prawdziwego Boga, oraz Tego, którego posłałeś, Jezusa Chrystusa"6. Co do zarzutu o porzucenie Kościoła, jaki mają w zwyczaju wysuwać przeciwko mnie, to moje sumienie nie oskarża mnie o nic, chyba że za dezertera należy uważać tego, kto widząc rozgromione i rozproszone wojsko oraz żołnierzy porzucających szeregi podnosi sztandar przywódcy i nawołuje ich do powrotu na swe stanowiska. Panie, wszyscy Twoi słudzy byli tak rozproszeni, że żadną miarą nie mogli usłyszeć rozkazów i prawie zupełnie zapomnieli o swym przywódcy, o swej służbie i żołnierskiej przysiędze. Aby tak rozproszonych zebrać razem, nie podniosłem obcego sztandaru, lecz Twój szlachetny sztandar, za którym musimy podążać chcąc skoro chcemy, by zaliczano nas w poczet Twego ludu.

Następnie zaatakowali mnie ci, którzy zamiast utrzymać w swych szeregach trzodę, zwodzili ją. Zaatakowali mnie gwałtownie wówczas, kiedy postanowiłem nie ustępować im. Spowodowało to wielkie poruszenie i wybuchł spór, który zakończył się rozerwaniem. Twoją rzeczą, Panie, jest zawyrokować kto ponosi za to winę. Wszystkie moje słowa i czyny zawsze odzwierciedlały moje gorliwe starania o jedność - jedność Kościoła, która rozpoczyna i kończyć się w Tobie. Tak rozumiem jedność Kościoła, gdyż zalecając nam pokój i zgodę zawsze jednocześnie pokazywałeś, że Ty sam jesteś jedyną więzią pokoju i zgody. Aby żyć w pokoju z tymi, którzy chlubią się mianem głowy Kościoła i filarami wiary, musiałbym kupić ten pokój zaparciem się Twej prawdy. Uznałem, że lepiej znosić wszelkie przeciwności niż zniżyć się do tak nikczemnego postępowania. Twój Pomazaniec ogłosił, że niebo i ziemia przeminą, jednak Twoje Słowo trwa wiecznie7.

Nie uważam, że odstąpiłem od Twego Kościoła podejmując walkę z tymi, którzy zajmują w nim stanowiska przywódców, ponieważ ostrzegłeś mnie słowami Twego Syna oraz apostołów, że na miejscu przywódców zasiądą ci, którym należy się przeciwstawić8. Chrystus nie powiedział tego proroctwa o obcych, lecz o ludziach, którzy podając się za pasterzy będą w rzeczywistości wilkami drapieżnymi i fałszywymi prorokami. Nakazał jednocześnie, by się ich wystrzegać. Czy miałem pomagać tym, których sam Chrystus nakazał się wystrzegać? Apostołowie przepowiedzieli, że spośród wierzących wyjdą najgorsi wrogowie Twojego Kościoła zasłaniając się tytułem pasterzy. Dlaczego nie miałbym oddzielić się od tych, których Pismo św. nakazuje uznać za wrogów? Miałem przed oczami przykład Twoich proroków, którzy musieli toczyć podobną walkę z kapłanami i prorokami swej epoki, stanowiących niewątpliwie władzę Kościoła Izraelitów. Nikt jednak nie uważa Proroków za schizmatyków dlatego, że pragnąc przebudzenia podupadłej religii działali pomimo oporu w najbardziej brutalnej postaci. Trwali w jedności z Kościołem, chociaż źli kapłani skazali ich na potępienie i uznali za niegodnych miejsca wśród ludzi, a tym bardziej wśród świętych. Nie ustawałem i ja, utwierdzony ich przykładem. Chociaż potępili mnie jako zbiega z Kościoła i groziło mi niebezpieczeństwo, nie dałem się zastraszyć ani nakłonić do mniej stanowczych i śmiałych sprzeciwów wobec tych, którzy zajmując urząd pasterzy rujnują Twój Kościół gorzej niż bezbożną tyranią. Moje sumienie poświadcza jak silnie płonęła we mnie gorliwość o jedność Twego Kościoła, pod warunkiem, że spójnią zgody jest Twa prawda. Ponieważ nie byłem sprawcą poruszenia, jakie w związku z tym nastąpiło, dlatego nie ma podstaw, by mnie o to oskarżać.

Ty wiesz, Panie, że domagałem się jedynie, by we wszystkich sporach rozstrzygało Twe Słowo, aby obie strony mogły jednoczyć się we wspólnym pragnieniu utrwalania Twego królestwa. Potwierdzają to fakty. Nie wzbraniałem się oddać życia dla przywrócenia pokoju w Kościele gdyby okazało się, że jestem przyczyną niepotrzebnego zamieszania. Co robili nasi przeciwnicy? Czy nie zaczęli od razu, niczym szaleńcy, palić, ścinać i wieszać? Czyż nie uznali, że tylko bronią i okrucieństwem mogą zapewnić sobie bezpieczeństwo? Czyż nie podżegali wszystkie szeregi, by wzbudzić w nich taki sam szał? Czyż nie odrzucili całkowicie wszelkie metody przywrócenia pokoju? Z tego właśnie powodu sprawa, która niegdyś mogła zostać załatwiona polubownie, urosła do tak gorącego sporu. Chociaż w tym wielkim zamieszaniu ludzie wypowiadają różne opinie, jednak stojąc przed Twym trybunałem jestem wolny od wszelkiego strachu, gdyż sprawiedliwość wraz z prawdą poświadczają o naszej niewinności.

Taka, Sadoleto, jest nasza argumentacja, a nie owa fałszywie zmyślona, którą upodobało ci się wymyślić, by zohydzić naszą sprawę. Taka jest nasza argumentacja, której doskonałą prawdziwość znają teraz dobrzy ludzie, a wszelkiemu stworzeniu będzie objawiona w owym dniu. Także ci, którzy pouczeni naszym zwiastowaniem przystąpili do naszej sprawy, będą wiedzieć co mają mówić na swą obronę, ponieważ każdy z nich gotów będzie bronić się w taki sposób:

Panie, wiarę chrześcijańską wyznawałem od dzieciństwa tak, jak mnie wychowano. Z początku wierzyłem wyłącznie na podstawie tego, co wówczas powszechnie uznawano. Twoje Słowo, które powinno oświecać cały Twój lud niczym lampa, było przed nami zakryte i prawie odebrane nam. Aby czasem ktoś nie zapragnął większego poznania wpajano wszystkim, że lepiej jest, gdy niewielu upoważnionych bada zakrytą filozofię niebieską, by pozostali mogli się ich radzić niczym wyroczni. Nauczano, że najwyższym stopniem poznania jakie przystoi plebejuszom jest poddanie się w posłuszeństwo Kościołowi. Podstawowe zasady, jakich mnie nauczono:

- nie dały mi właściwego poznania co do autentycznego uwielbiania Twego Bóstwa,

- nie utorowały mi drogi do pewnej nadziei zbawienia,

- nie wyszkoliły mnie odpowiednio do obowiązków życia chrześcijańskiego.

Prawdą jest, że nauczono mnie, by uwielbiać tylko Ciebie jako jedynego Boga. Jednak potknąłem się na samym progu, gdyż zupełnie nie wiedziałem jak mam Cię prawdziwie uwielbiać. Wierzyłem tak, jak mnie nauczono - że zostałem wykupiony przez śmierć twego Syna od śmierci wiecznej. Jednak sądziłem, że nigdy nie będę mógł doświadczyć wartości tego odkupienia. Oczekiwałem przyszłego zmartwychwstania, jednak nienawidziłem samej myśli o nim, gdyż wydawało mi się ono najstraszniejszą rzeczą. Nie byłem jedyną osobą, którą przepełniało to odczucie - uczucie to wynikało z nauki, jaką wówczas chrześcijańscy nauczyciele zgodnie wykładali ludowi.

Wprawdzie mówili o Twym miłosierdziu dla ludzi, jednak zastrzegali je tylko dla ludzi tego godnych. Ponadto nauczali, że zasłużyć na tę godność można dzięki sprawiedliwości z uczynków, z czego wynikało, że okazujesz łaskę tylko temu, kto pojednał się z Tobą przez dobre uczynki. Nie ukrywali faktu, że jesteśmy żałosnymi grzesznikami, że często upadamy z powodu słabości ciała i dlatego rzeczą słuszną jest, by Twe miłosierdzie było wspólną dla wszystkich przystanią zbawienia. Jednak wskazywali nam, że uzyskać je możemy przez zadośćuczynienie za swe przewinienia. Takie zadośćuczynienie nam nakazywali:

- po pierwsze, wyspowiadawszy się kapłanowi z wszystkich grzechów, pokornie prosić o przebaczenie i rozgrzeszenie,

- po drugie, czyniąc dobro wymazać z Twej pamięci nasze grzeszne postępowanie,

- na koniec, aby uzupełnić niedostatki, mieliśmy mnożyć ofiary i uroczyste pokuty.

Mówili nam jak straszna jest Twa obecność, ponieważ jesteś surowym sędzią i bezwzględnym mścicielem nieprawości. Dlatego nakazywali nam, aby najpierw uciekać się do świętych, gdyż dzięki ich wstawiennictwu stajesz się dla nas litościwy i łaskawy.

Chociaż wykonywałem wszystkie nakazane przez nich rzeczy, to jednak nadal, mimo doświadczania pewnych okresów uspokojenia, daleko mi było do prawdziwego pokoju sumienia. Kiedy wejrzałem w siebie lub wznosiłem myśli ku Tobie, zawsze ogarniał mnie straszliwy lęk - lęk, od którego nie mogły mnie uwolnić żadne praktyki pokutne ani zadośćuczynienia. Im wnikliwiej badałem siebie, tym ostrzej kłuło mnie sumienie, aż w końcu zostało mi tylko oszukiwanie samego siebie udawaniem nieświadomości. Z braku lepszej oferty nadal kroczyłem tą drogą, kiedy nagle zaczęto głosić zupełnie inną naukę - nie taką, która odwodziła nas od wiary chrześcijańskiej, lecz taką, która przyprowadziła tę wiarę na powrót do jej źródła i usunąwszy zanieczyszczenia przywróciła jej pierwotną czystość. Ponieważ ta innowacyjna nauka budziła we mnie zgorszenie, nie chciałem jej słuchać. Przyznaję, że z początku usilnie i żarliwie sprzeciwiałem się jej. Taka jest hardość, czyli tupet z jakim człowiek broni raz przyjętych zasad postępowania. Szczególnie jedna rzecz sprawiała, że sprzeciwiałem się owym nauczycielom: szacunek dla Kościoła. Kiedy jednak otworzyłem uszy i pozwoliłem się pouczyć, zrozumiałem, że ten lęk przed uszczupleniem majestatu Kościoła był bezpodstawny. Z największą trudnością musiałem wyznać, że przez całe swe życie trwałem w niewiedzy i błędzie. Nauczyciele owi przypomnieli mi jak wielka jest różnica pomiędzy schizmą od Kościoła, a rozważaniem kwestii celem usunięcia błędów, które skaziły Kościół. Mówili szlachetnie o Kościele i okazywali największe pragnienie utrzymania jedności. Aby nie wyglądało na to, że używanie przez nich terminu Kościół jest tylko grą słów dowiedli, że niczym nowym jest, gdy na miejscu pasterzy zasiadają antychryści. Dowiedli tego licznymi przykładami jasno pokazującymi, że ich wyłącznym celem jest budowanie Kościoła. Postępowali w tym względzie tak, jak wiele sług Chrystusa, których teraz zaliczamy w poczet świętych.

Ostrzejsze ataki na papieża rzymskiego, czczonego jako wiceregenta Chrystusa, następcę Piotra i Głowę Kościoła, uzasadniali tym, że tytuły te to puste straszydła i pobożni nie mogą dać się nimi tak zaślepić, by z lęku przed nimi nie spojrzeć na nie krytycznie i nie badać ich istoty9. Papież został wyniesiony do tak wysokiej pozycji wówczas, kiedy świat był pogrążony w niewiedzy i odrętwieniu niczym w głębokim śnie. Z całą pewnością Słowo Boże nie wyznaczyło mu roli Głowy Kościoła, ani też nie został ordynowany na ten urząd na podstawie autentycznej ustawy Kościoła, lecz z własnej woli, z własnego nadania. Co więcej, pragnąc zachować bezpieczeństwo królestwa Bożego wśród nas, nie mogliśmy już dłużej tolerować tyranii, z jaką panował nad ludem Bożym.

Na dowód prawdziwości wszystkich swych twierdzeń przedstawili wiele najsilniejszych argumentów. Po pierwsze, jasno obalili wszystko to, co wówczas powszechnie przytaczano na poparcie prymatu papieża. Usunąwszy wszystkie te podpory zrzucili papieża Słowem Bożym z wysoko wyniesionej pozycji. Jasno i ewidentnie wykazali zarówno uczonym jak i prostaczkom:

- że prawdziwy porządek Kościoła został pogrzebany;

- że klucze, w których zawiera się dyscyplina Kościoła, zostały w znacznej mierze zastąpione kluczami znacznie gorszymi;

- że upadła wolność chrześcijańska;

- słowem, że królestwo Chrystusa zostało powalone po wprowadzeniu prymatu papieskiego.

Aby poruszyć me sumienie powiedzieli też, że nie mogę bezpiecznie przyzwalać na te rzeczy tak, jak gdyby mnie one nie dotyczyły i że Ty, o Boże, daleki jesteś od pobłażliwego traktowania każdego rozmyślnego błędu i że nawet ten, kto błądzi z powodu niewiedzy nie błądzi bezkarnie. Dowiedli tego świadectwem twego Syna: "Jeśli ślepy ślepego prowadzi, obaj w dół wpadną"10. Kiedy wreszcie mój umysł by gotowy do poważnych rozmyślań, doznałem jak gdyby oświecenia i zrozumiałem w jakim szambie błędu się nurzałem i jak bardzo się w ten sposób zanieczyściłem i skaziłem. Zaalarmowany w najwyższym stopniu mym ówczesnym nieszczęsnym stanem, a jeszcze bardziej nieszczęściem, jakie mi groziło z powodu śmierci wiecznej, związany w sumieniu poczuciem obowiązku, uczyniłem swym najwyższym priorytetem wstąpienie na Twoją drogę i nie bez jęku i łez potępiłem swe przeszłe życie. Teraz, o Panie, nieszczęśnikowi takiemu jak ja pozostaje jedynie gorliwie błagać Cię, byś nie osądził straszliwego porzucenia Twego Słowa - od czego w swej cudownej dobroci nareszcie mnie wybawiłeś - tak, jak to przestępstwo na to zasługuje.

Proszę cię teraz, Sadoleto, byś porównał to błaganie z tym, jakie włożyłeś w usta swego plebejusza. Dziwne będzie, jeśli zawahasz się któremu przyznać rację. Bezpieczeństwo człowieka, który uzasadnia swe wierzenia i postępowanie tylko na tej podstawie, że zawsze trzyma się religii przekazanej mu przez ojców, wisi na włosku. Przecież zgodnie z tym założeniem żydzi, Turcy i Saraceni nie mogliby stanąć przed sądem Bożym. Dlatego porzućmy te próżne wykręty przed trybunałem, który zostanie ustanowiony nie po to, aby aprobować władzę człowieka, lecz by potępić wszelką próżność i fałsz11, a obronić jedynie prawdę Bożą.

Kalwin zniża się do odparcia z słusznym oburzeniem bezpodstawnego oskarżenia o skąpstwo i chciwość, jakim Sadoleto nie wstydził się obrzucić reformatorów. Reformatorzy mogliby bez trudności dostąpić godności i bogactw jako biskupi i kardynałowie, jednak woleli żyć zgodnie ze swymi świętymi przekonaniami i wybrać raczej życie i śmierć w ubóstwie. Kalwin pyta:

Czyż zawarcie z wami transakcji na samym początku i przyjęcie oferowanych warunków nie byłoby dla nas najkrótszą drogą do bogactw i zaszczytów? Ile twój papież zapłaciłby wielu z nich za milczenie? Ile zapłaciłby za milczenie nawet teraz12? Jeśli kieruje nimi w najmniejszym stopniu chciwość, to dlaczego pozbawiają się wszelkiej nadziei na polepszenie swego losu, woląc żyć stale w niedostatku, zamiast bez problemu wzbogacić się - i to w mgnieniu oka? Rzeczywiście, ambicja zabrania im tego! Nie wiem na jakiej podstawie wysunąłeś tę kolejną insynuację, gdyż ci, którzy jako pierwsi zaangażowali się w tę sprawę, mogli spodziewać się jedynie pogardy całego świata; zaś ci, którzy później podjęli się prowadzenia tej sprawy, narażali się świadomie i dobrowolnie na niekończące się zniewagi i obelgi ze wszystkich stron.

Następnie odpowiada na najcięższy zarzut wysuwany przeciwko reformatorom: "rozerwanie członków Oblubienicy Chrystusa" i wyjaśnia, że w rzeczywistości reformatorzy starali się stawić ją przed Chrystusem jako dziewicę czystą, i "widząc jej skażenie z powodu podłych zwodzicieli, przywoływali ją do małżeńskiej wierności" po tym, jak skaziła się bałwochwalstwem czczenia posągów i niezliczonymi przesądami. Pokój i jedność można znaleźć jedynie w Chrystusie i w Jego prawdzie. Kalwin kończy obronę następującym życzeniem:

Oby Pan dał, Sadoleto, abyś wraz z całym swym stronnictwem mógł w końcu zrozumieć, że jedynym prawdziwym spoiwem jedności Kościoła jest Chrystus Pan, który pojednał nas z Bogiem Ojcem, i który zbierze nas z obecnego rozproszenia do społeczności Jego ciała, abyśmy w Jego jednym Słowie i Duchu wzrastali razem jednym sercem i jedną duszą.

Tak w skrócie wygląda owa znakomita odpowiedź, arcydzieło szlachetnej i kulturalnej polemiki teologicznej. Trudno o podobną polemikę w literaturze XVI wieku, rojącej się od obraźliwych słów i grubiańskich wyzwisk. Prawdopodobnie Melanchton mógłby napisać odpowiedź podobną do Kalwina pod względem uprzejmości i dobrego smaku, jednak nie z takim kunsztem i siłą przekonania. Nic więc dziwnego, że stary lew z Wittenbergii uradował się tą zwycięską obroną Reformacji ewangelickiej przez młodego Francuza, który miał kontynuować walkę którą on sam rozpoczął 20 lat wcześniej opublikowaniem 95 tez i bohaterskim wyznaniem wiary na sejmie w Wormacji. "Odpowiedź ta - powiedział Luter do Krucigera, który spotkał Kalwina na kolokwium w Wormacji i Regensburgu - ma ręce i nogi, i cieszę się, że Bóg wzbudza mężów, którzy zadadzą ostatni cios papiestwu i dokończą rozpoczętą przeze mnie wojnę z Antychrystem".

Odpowiedź Kalwina wywarła głębokie i trwałe wrażenie. Opublikowano ją po łacinie wraz z listem Sadoleto w Strasburgu, następnie w przekładzie na język francuski. Rada Genewy opublikowała na koszt miasta wersję dwujęzyczną listu Sadoleto wraz z odpowiedzią Kalwina (1540). Prałaci, którzy spotkali się w Lyonie, stracili odwagę do dalszej walki - stronnictwo papieskie w Genewie pogodziło się z faktem niemożliwości przywrócenia mszy. Trzy lata później zmarł kardynał Pierre de la Baume, ostatni rzymskokatolicki biskup Genewy.

Philip Schaff, History of the Christian Church, vol. viii, s. 398 - 413, Eerdmans, 1994 (reprint)
Przekład i edycja: Jacek Sałacki.


1 W dniu 19 grudnia 1539 r. Baume został kardynałem.

2 Ciekawy opis charakteru i postępowania Sadoleto znajdzie czytelnik polski w książce barona Kazimierza Chłędowskiego Rzym - ludzie Odrodzenia (różne wydania), w której autor przedstawia także również ciemną stronę życia Sadoleto (m.in. jego stosunek do Słowa Bożego, stosunki ze słynną rzymską kurtyzaną Imperią) oraz naświetla trudności z rzetelnym opisem historii dworu papieskiego.

3 Oratorium Miłości Bożej - bractwo założone przez Ettore Vernaccię w Genui pod koniec XV wieku, które w Rzymie rozpoczęło działalność w roku 1515. Celem było krzewienie miłości do Boga oraz pokory w sercach braci, a także miłości bliźniego, szczególnie wobec opuszczonych, biednych i chorych.

4 Sadoleto tak opisuje działania Farela, Vireta i Kalwina: "pewni sprytni ludzie, nieprzyjaciele chrześcijańskiej jedności i pokoju, podobnie jak to już wcześniej czynili w niektórych miastach i wioskach dzielnej Helwecji, zasiali wśród was, w waszym mieście, złe nasienie niezgody, zawrócili wierny lud Chrystusa z drogi ich ojców i przodków i od odwiecznych opinii Kościoła katolickiego i napełnili wszystkie miejsca sporami i buntem. Ci, którzy dążą do zdobycia nowej władzy i nowych zaszczytów dla siebie, zawsze postępują w ten sposób, że atakują władzę Kościoła".

5 tzn. działalności reformatorskiej.

6 J 17:3 (BT)

7 Mt 24:35

8 Strzeżcie się fałszywych proroków, którzy przychodzą do was w odzieniu owczym, wewnątrz zaś są wilkami drapieżnymi!" (Mt 7:15)
"Ja wiem, że po odejściu moim wejdą między was wilki drapieżne, nie oszczędzając trzody" (Dz 20:29);
"Lecz byli też fałszywi prorocy między ludem, jak i wśród was będą fałszywi nauczyciele, którzy wprowadzać będą zgubne nauki i zapierać się Pana, który ich odkupił, sprowadzając na się rychłą zgubę." (2 P 2:1);
"Dzieci, ostatnia to już godzina. A słyszeliście, że ma przyjść antychryst, lecz oto już teraz wielu antychrystów powstało." (1 J 2:18)

9 M.in. "Pan Kościoła" czy uznawany nawet i dzisiaj przez teologów Kościoła rzymskiego za jak najbardziej poprawny teologicznie tytuł "słodki Chrystus na Ziemi", którego autorem jest średniowieczna mistyczka - św. Katarzyna ze Sieny (Listy 109, 171, 196).

10 Mt 15:14

11 dosł. "wszelkie ciało próżności i fałszu".

12 Kiedy próby przekupienia, a następnie pojednania z ewangelikami zawiodły, papiestwo uciekało się do przemocy i prześladowań. Trzy lata po napisaniu tego listu wnuk Pawła III - kardynał Aleksander Farnese, namawiając w imieniu papieża cesarza Karola V do zbrojnego wystąpienia przeciwko ewangelikom, obiecał pomoc finansową, włącznie do sprzedaży - w razie konieczności - papieskiej tiary.

wersja html copyright (c) Świadome Chrześcijaństwo - Literatura Chrześcijańska 2006