Krzyż jako Boża matryca

Tematem, jaki chcę omówić w tym poselstwie, jest "Kształtująca moc krzyża", a rozpocznę od Filipian 3: 10, gdzie w ostatniej części tego wersetu w przekładzie Conybeare'a czytamy: "Mając udział w podobieństwie Jego śmierci". Nasz Pan Jezus Chrystus ma tylko jedną formę na wytwarzanie chrześcijańskiego charakteru, a jest nią krzyż. Ani ty, ani ja, nie możemy osiągnąć naszego celu inaczej, jak tylko w sposób, w jaki On osiągnął swój cel, a krzyż jest tą matrycą, przez którą przepuszcza każdego, kto tutaj ma Go reprezentować, a potem z Nim królować.

Krzyż bowiem jest jedynym miejscem, gdzie pozbywamy się martwych rzeczy, które przeszkadzają nam i przeszkadzają Jemu, a także miejscem, na którym wstępujemy w głębokie i coraz głębsze podobieństwo do Niego, gdzie uczestniczymy w podobieństwie Jego śmierci, a On wyciska swój obraz na naszym charakterze.

Kiedy używam tego wyrazu matryca, niech nie jest to rozumiane błędnie. Nie mam na myśli, że wszyscy stajemy się kopiami jedni drugich. Matryca krzyża tym właśnie różni się od wszystkich innych ziemskich matryc, że aczkolwiek jest to jedyna matryca, jakiej On używa, nie posiada ona stereotypowego kształtu. Nasz Pan nigdy nie wykracza przeciwko prawu osobowości. Jak nie znajdziecie dwóch dokładnie jednakowych członków rodziny ani dwóch dokładnie takich samych listków w kępce trawy, tak w nowym stworzeniu krzyż nie tworzy monotonii charakterów duchowych, gdyż to uczyniłoby świat miejscem, gdzie życie byłoby nieznośne, lecz różnorodność istot, z których każda nosi własne cechy indywidualności, a wszystkie razem ujawniają tę zdumiewającą różnorodność boskiego umysłu i boskiego ducha.

Sposób działania tej matrycy krzyża jest następujący: Bóg wziął stare stworzenie i potępił je w Chrystusie, teraz zaś zajęty jest nowym stworzeniem. Nie ma w planie Bożym miejsca na poprawę, ulepszanie starego stworzenia. On nie dokonuje jakiegoś rodzaju przeformowania starego człowieka, aby otrzymać jakiegoś rodzaju podobieństwo do Chrystusa w chrześcijańskim charakterze i postępowaniu. Jest tylko jedno miejsce dla starego stworzenia, a jest nim krzyż. Nie wystarczy nam jednak powiedzieć, że ono zostało tam ukrzyżowane z Chrystusem. Ukrzyżowanie było przewlekłą śmiercią i podczas gdy stoimy raz na zawsze na tym Bożym fakcie, który jest wieczny i niezmienny, że kiedy nasz Pan Jezus Chrystus poszedł na krzyż, to poniósł z sobą coś więcej, niż nasze grzechy; zabrał z sobą naszego starego człowieka i rozprawił się z źródłem wszelkiego naszego grzechu, a rozprawił się z nim zadowalająco; kiedy więc stoimy na tym fakcie, zachodzi potrzeba codziennego wcielania w życie tego zwycięstwa, które Chrystus wywalczył dla nas; zachodzi potrzeba codziennego umierania dla tego starego "ja". Duch Święty wprawić musi w nas śmierć Pana Jezusa Chrystusa z jej wszelką cudowną mocą i przeznaczeniem.

W 1 Koryntian 15: 31 apostoł mówi: "Tak ja codziennie umieram, bracia, jak jest prawdą, że wy jesteście chlubą naszą, którą mam w Chrystusie Jezusie, Panu naszym"; zaś w 2 Koryntian 4: 11: "Zawsze bowiem my, którzy żyjemy, dla Jezusa na śmierć wydawani bywamy, aby i życie Jezusa na śmiertelnym ciele naszym się ujawniło." Zachodzi potrzeba codziennego umierania, codziennego urzeczywistniania w naszym własnym życiu zwycięstwa, zdobytego dla nas na Golgocie.

Spacerowałem z przyjacielem po działce wokół jego domu i zwróciłem uwagę na bardzo osobliwe drzewo o nazwie szczodrzeniec. Jest bardzo piękne, ma długie, zwisające gałązki, pokryte żółtymi kwiatami. W Niemczech nazywają je złotym promieniem i takie rzeczywiście jest, przypomina pęki złotych promieni. Przyciągnęło moją uwagę dlatego, że na niektórych jego gałązkach zobaczyłem kwiatki różowe. Dowiedziałem się, że poprzedni właściciel był miłośnikiem pielęgnacji drzew i zaszczepił to drzewo różową odmianą szczodrzeńca. Dlatego tu i tam po całym tym drzewie widać było kolor różowy pomiędzy żółtym. Ale kiedy przyjrzałem się dokładniej, zauważyłem, że na niektórych gałązkach, kwitnących różowo, znowu zaczyna pojawiać się kolor żółty. Dowiedziałem się, że od pewnego czasu drzewo to jest zaniedbywane, nie jest przycinane ani czyszczone i dlatego jego stara natura zaczyna na nowo być widoczna. Stary kolor żółty zaczynał wypierać kolor różowy i z powrotem zajmować te gałązki, które były przeszczepione.

Uważajcie to za ilustrację tego faktu, że Duch Święty musi bez przerwy pracować nad naszym życiem, stosując krzyż, ponieważ stare przyzwyczajenia, stare skłonności, stary człowiek ciągle odzyskuje lub usiłuje odzyskiwać swoje zwierzchnictwo i jedynym sposobem na to, aby nowe stworzenie utrzymało swoje panowanie i prowadziło nasze życie do zwycięstwa, jest pozwolenie Duchowi Świętemu, by dzień po dniu urzeczywistniał w nas cel krzyża, tak abyśmy w obliczu każdego przejawu starego życia uczyli się umierać codziennie, przekazywać samych siebie Duchowi Świętemu, aby działanie krzyża wkuwane było w nas.

Dlatego List do Rzymian 6: 3 ("Czyż nie wiecie, że my wszyscy, ochrzczeni w Chrystusa Jezusa, w śmierć jego zostaliśmy ochrzczeni?") wskazuje na konieczność wchodzenia w coraz głębsze zjednoczenie z Panem Jezusem Chrystusem, jeśli te stare rzeczy mają być ukrócone i trzymane w ryzach. Skoro tak, to zaczynamy rozumieć, co ma apostoł na myśli, kiedy mówi tutaj, iż dzielimy "podobieństwo Jego śmierci".

W miarę jak Duch Święty używa mocy krzyża w pracy nad każdym członkiem Ciała Chrystusa, prawdziwe życie Chrystusa zostaje udzielone Ciału i każdemu jego członkowi. Jest to dokładnie to samo życie, które w tym momencie w niebie wypełnia serce i naturę Chrystusa, a to właśnie życie tworzy atmosferę przebudzenia, to właśnie życie przekonuje grzeszników. Tego właśnie używa Duch Święty, aby stworzyć warunki, w których może nastąpić przebudzenie. Dzieje się to wtedy, gdy życie Głowy zostaje udzielone członkom Ciała i manifestuje się przez te członki w codziennym życiu i codziennym postępowaniu.

Istnieje więc współmęczeństwo z Chrystusem, do którego ty i ja musimy wstąpić, jeśli mamy doświadczyć pełnej mocy krzyża, kształtującej nas w podobieństwo Jego charakteru. Przy nawróceniu Saula współmęczeństwo to zostało mu objawione. W Dziejach 9: 15, 16 czytamy: "Lecz Pan rzekł do niego [Ananiasza]: Idź, albowiem mąż ten jest moim narzędziem wybranym, aby zaniósł imię moje przed pogan i królów, i synów Izraela; Ja sam bowiem pokażę mu, ile musi wycierpieć dla imienia mego."

To zostało mu objawione przy nawróceniu i to stało się wielkim celem jego życia. On zaakceptował to, jako takie (Kolosan 1: 23, 24):

"Której ja, Paweł, zostałem sługą. Teraz raduję się z cierpień, które za was znoszę i dopełniam na ciele moim niedostatku udręk Chrystusowych za ciało jego, którym jest kościół." Zauważcie, że Paweł radował się z tego współcierpienia. On nigdy nie cofał się przed krzyżem; nigdy nie uchylał się przed skutkami złośliwości; nigdy nie wzbraniał się stawić czoła pełnemu wyzwaniu krzyża.

Czytajcie 2 Koryntian 12: 9: "Lecz powiedział do mnie: Dosyć masz, gdy masz łaskę moją, albowiem pełnia mej mocy okazuje się w słabości. Najchętniej więc chlubić się będę słabościami, aby zamieszkała we mnie moc Chrystusowa." Skoro więc ten wielki apostoł uznał znaczenie tej matrycy i sam poddawał się działaniu krzyża, ogłosił tym samym, że jest ona wielką koniecznością dla rozwoju charakteru chrześcijańskiego i budowania Ciała Chrystusa, dla osiągnięcia Bożych celów na ziemi i zapewnienia życia w zwycięstwie.

W Liście do Filipian 1: 29, 30 Paweł wskazuje na to, że to współmęczeństwo członków Ciała z Chrystusem jest istotną cechą ich społeczności z Nim: "Gdyż wam dla Chrystusa zostało darowane to, że możecie nie tylko w niego wierzyć, ale i dla niego cierpieć, staczając ten sam bój, w którym mnie widzieliście i o którym teraz słyszycie, że go staczam." W tekście tym Duch Święty poprzez Pawła bardzo jasno przedstawia związek między tym współcierpieniem, a błogosławieństwem. W 2 Koryntian 1: 5-7 dowiadujemy się: "Bo jak liczne są cierpienia Chrystusowe wśród nas, tak też i przez Chrystusa obficie spływa na nas pociecha. Jeśli tedy utrapienie nas spotyka, jest to dla waszego pocieszenia i zbawienia; jeśli zaś pocieszenie, jest to ku waszemu pocieszeniu, którego doświadczacie, gdy w cierpliwości znosicie te same cierpienia, które i my znosimy; A nadzieja nasza co do was jest mocna, gdyż wiemy, iż jako w cierpieniach udział macie, tak i w pociesze."

Uczestniczenie z Chrystusem w cierpieniach krzyża jest drogą do partnerstwa z Chrystusem we wszystkim, co On ma i chce nam dać. Pozwólcie zatem, że przedstawię tę matrycę krzyża jako coś bardzo praktycznego. Za każdym razem, kiedy umieramy dla grzechu, za każdym razem, kiedy umieramy dla pokusy popadnięcia w złość lub dla grzechu słów wypowiedzianych w irytacji lub dla skłonności do martwienia się albo dla nikczemności, przebiegłości, niesprawiedliwości lub zepsucia starej natury, za każdym razem, kiedy umieramy dla ducha odwetu lub dla pragnienia postawienia na swoim czy dla tego, co wydaje nam się być jak najbardziej uzasadnioną samoobroną, za każdym razem, kiedy wstępujemy w ślady Pana Jezusa Chrystusa i pozwalamy, by to, co jest wymierzone przeciwko nam, wprowadziło nas głębiej w społeczność śmierci z Nim; za każdym razem, kiedy wstępujemy dobrowolnie w to współcierpienie z Chrystusem i pozwalamy, by to, co spowodowało w naszym życiu upadek, uczyniło nam bardziej rzeczywistą konieczność i znaczenie Jego śmierci; za każdym razem, kiedy postępujemy w ten sposób, wkładamy samych siebie w tę matrycę krzyża i dajemy Duchowi Świętemu okazję wyciśnięcia na naszym charakterze obrazu i charakteru Pana Jezusa Chrystusa. A właśnie to jest w stanie dotrzeć do sumienia i serca świata. Chrześcijanin, który w dzisiejszym czasie wychodzi, aby wykonywać dzieło Boże, musi być chrześcijaninem ukształtowanym przez krzyż.

Aby to kształtowanie było skuteczne, nie możemy zapominać o nieprzerwanej społeczności, jaką Chrystus ma z nami. Przeczytajmy Hebrajczyków 2: 18: "A że sam przeszedł przez cierpienie i próby, może dopomóc tym, którzy przez próby przechodzą." Nigdy o tym nie zapominajmy. Jeśli nie powstrzymamy się przed wejściem w współcierpienie, Chrystus nigdy nie powstrzyma się przed okazaniem współczucia i pomocy. "Że sam przechodził przez próby, może przyjść z pomocą tym, którzy przechodzą przez próby." Nigdy nie zostawia nas samych. Czy pozostawi was w Ameryce, albo zabierze do Chin czy też do najdalszych krańców ziemi, nigdy nie pozostawi was samych. Droga dla ciebie i dla mnie jest zbyt wyboista, by można nam pozwolić iść samym, a w dodatku, och, jakże wielkie jest współczucie żyjącego Chrystusa z członkami Jego Ciała! Kiedy przechodzimy przez to kształtowanie matrycą krzyża, On zawsze towarzyszy nam pod postacią swojego Ducha Świętego. Za każdym razem, kiedy ty i ja wchodzimy pod tę prasę i pozwalamy Duchowi Świętemu wycisnąć w nas ten kształt Jego charakteru, uzupełniamy, podobnie jak Paweł, cierpienia Chrystusa, czyniąc radość Pana bardziej rzeczywistą i pełniejszą.

Proszę, przypomnijcie sobie, że właśnie do tego jesteśmy powołani (1 Koryntian 1: 9): "Wierny jest Bóg, który was powołał do społeczności Syna swego Jezusa Chrystusa, Pana naszego." Jesteśmy wezwani do takiej społeczności, do takiego współcierpienia z Chrystusem. Nie możemy się od tego uchylić, jeśli chcemy pozostać Mu wiernymi. Jesteśmy zaproszeni, by być uczestnikami krzyża, jeśli mamy być partnerami korony.

Usiłowaniem szatana zawsze będzie nakłonienie ciebie i mnie do uchylenia się od krzyża. Będzie chciał powstrzymać nas przed krzyżem, spowodować, byśmy uchylali się od bolesnego elementu w składaniu świadectwa, unikali poniesienia ofiary, rezygnowali z niewygodnego stanowiska, a wybrali inne, wydające się mniej uciążliwe. To jest ciągłe pokuszenie ze strony wroga, takie same w stosunku do nas, jak to rzucane w twarz Pana Jezusa, wiszącego na krzyżu: "Ratuj samego siebie i zstąp z krzyża!" To jest bez przerwy ta sama przynęta, przy pomocy której diabeł stara się odwieść nas od drogi krzyża; jest to wyzwanie, którym bez przerwy wymachuje nam przed twarzą. Nie ważymy się jednak zagarniać dobrodziejstwa odkupienia Chrystusa, jeśli nie jesteśmy gotowi zaakceptować pozycji odkupienia.

Szatan wcale nie ciągnął Chrystusa na krzyż. Z pewnością zauważyliście w ewangeliach, że na wszelkie możliwe sposoby, używając całej swojej mocy, starał się nie dopuścić do tego momentu. Podjudził Heroda, by wymordował wszystkie niemowlęta w Betlejemie i okolicy, w nadziei, że pozbędzie się świętego dziecięcia Jezus. Przez cały okres Pańskiej działalności śledzić możecie trop szatana. Jeśli powiedziano, że diabeł opuścił Go na pewien czas, był to czas bardzo krótki. Po Jego kuszeniu nie było prawie momentu, w którym szatan pozostawiłby Go w spokoju. Chciał doprowadzić do strącenia Go z urwiska, do ukamienowania Go, do Jego utonięcia, chciał zmusić Go do objęcia tronu, kiedy ludzie byli zachwyceni cudem rozmnożenia chleba i ryb. Wierzę, że chciał także uśmiercić Go w ogrodzie, a kiedy wszystko to się nie powiodło i widział, że Chrystus zdecydowanie zmierza do wypełnienia zadania, dla którego przyszedł na ziemię, a zadaniem tym było pójście na krzyż, obrzucał Syna Bożego obelgą za obelgą i usiłował wypalić piętno hańby na tym, co Bóg zamierzył uczynić narzędziem zwycięstwa.

Ty i ja będziemy się przekonywać, nie ma bowiem sensu ukrywania tego przed sobą, może bardziej teraz niż kiedykolwiek, że to zgorszenie krzyża nie ustało i że na tych, którzy opowiadają się po stronie krzyża i naśladują drogę krzyża, nienawiść szatana będzie koncentrować się zupełnie tak samo, jak na Mistrzu. "Ratuj samego siebie i zstąp z krzyża" - będzie pokusą i dla ciebie, mój drogi młody bracie i siostro, kiedy wrócisz stąd do pracy chrześcijańskiej lub kiedy udasz się na pole misyjne. To będzie nieprzerwaną pokusą, wycelowaną przeciwko tobie: "Oszczędź się! Ubierz sobie trochę tej pracy! To jest zbyt bolesne, kosztuje to zbyt wiele. Zapomnij o tym! Dalej wszystko będzie dobrze. Wymigaj się od tego, oszczędź samego siebie i zstąp z krzyża!" Jeśli jednak ty i ja chcemy kiedykolwiek poznać głębiny Bożej łaski, jeśli wasze i moje życie ma kiedykolwiek zostać podniesione do poziomu, który Bóg dla nas zamierzył, aby sumienie świata na zewnątrz zostało dotknięte, nie ma żadnej innej możliwości, tylko ty i ja musimy być gotowi bez względu na koszty wejść pod matrycę krzyża i poddać się mocy i zamierzeniom Ducha Świętego. Pytanie brzmi: Czy jesteśmy gotowi iść dalej?

Krzyż jest po prostu miejscem zbiórki dzieci Bożych. Krzyż jest mocnym punktem, w którym dzieci Boże zawsze mogą znaleźć najdoskonalszą pewność bezpieczeństwa i najbardziej niewyczerpane źródło mocy. Bez krzyża jako potężnego czynnika w twoim i moim życiu nigdy nie osiągniemy objawionego przez Boga celu i pozostaniemy niedoskonali.

Dlatego krzyż wzywa nas do wejścia w cierpienie Chrystusa.

Powinniśmy mieć na sobie znaki gwoździ. Słyszymy ludzi świata, mówiących dzisiaj do nas - dzieci Bożych: "Jeśli nie zobaczę na tobie znaków gwoździ, nie uwierzę." Musimy mieć na sobie znaki gwoździ; musimy dzielić z Nim podobieństwo Jego śmierci i w naszym charakterze wyciśnięta musi być podobizna Jezusa.

Co to będzie oznaczać? Nie będzie to dla ciebie tym, co chce świat, byś wierzył, że to będzie. Nie będzie to dla ciebie tym, czego wielu chrześcijan boi się, myśląc, że oznacza to życie w najlepszym razie posępne, doświadczanie strat, zbieranie żniwa boleści i cierpienia i zdeptanie wszystkich naturalnych talentów, w które Bóg cię wyposażył. Tego nie będzie to oznaczać. Co będzie to więc oznaczać? Posłuchajmy tego człowieka, który wlał samego siebie w matrycę krzyża, mówiącego tobie i mnie, co to będzie oznaczać. W przekładzie Conybeare List do Rzymian 6: 5 brzmi: "Bo jeśli zostaliśmy wszczepieni w podobieństwo Jego śmierci, uczestniczyć też będziemy w Jego zmartwychwstaniu."

Pozwólcie mi powiedzieć, że powinniśmy uważać, aby nie podkreślać żadnej prawdy nieproporcjonalnie do innych. Nie powinniśmy głosić tego, co nazwałem śmiertelną stroną krzyża, zapominając o życiowej stronie krzyża, nigdy jednak nie należy podkreślać zmartwychwstania Pana Jezusa Chrystusa tak, aby stracić z pola widzenia krzyż. Obawiam się, że to właśnie wielu robi dzisiaj, zapominając, że z mającym skłonność do ciągłego odbudowywania się życiem własnego "ja" można rozprawić się wyłącznie przy pomocy krzyża oraz że to stare życie można trzymać pod kontrolą tylko przez Ducha Świętego poprzez krzyż, i że tylko w tej mierze, na ile wstępujemy w społeczność śmierci z Chrystusem, możemy doświadczać Chrystusowego życia zmartwychwstania.

Spójrzcie na dąb. Stoi setki lat. Jak on się urodził? W grobie.

Żołądź umarł i przepadł, zapuścił jednak korzenie w dół, a pędy w górę, aż wyrosło wielkie i mocne drzewo, mające swoje korzenie bez przerwy w tym grobie, przy czym wszelką swoją siłę, swoje piękno, swoje liście i wszystko inne zawdzięcza temu grobowi. Wszystko, co ty i ja możemy otrzymać, zawdzięczamy śmierci Pana Jezusa Chrystusa. Zmartwychwstanie zaś jest kwiatem, który wyrasta z tego grobu, jeśli więc uczestniczymy w śmierci Chrystusa, pierwszą rzeczą, jaką otrzymujemy, jest udział w zmartwychwstaniu.

Spójrzcie na werset Rzymian 6:8: "Jeśli tedy uczestniczyliśmy w śmierci Chrystusa, wierzymy, że też uczestniczyć będziemy w Jego życiu" - w życiu, nad którym śmierć nie ma władzy, w mocy, której nic na świecie nie może zniszczyć, w nadziei, której nikt nie może nam wyrwać.

Aby podkreślić tę prawdę, chciałbym zacytować kilka wierszy pewnego dawnego mistyka, napisanych w roku 1277, gdyż wskazują one na to, jak wspaniałą rzeczą jest uczestniczenie w śmierci i w życiu zmartwychwstania Syna Bożego:

"Obrzydzeniem twojego grzechu będzie twój krzyż, Twój krucyfiks przekreśleniem twojej woli, Te gwoździe twoim posłuszeństwem, które cię umocuje;

A miłość zrani cię i wytrwałość uśmierci,
Jednak będziesz miłować Mnie nadal.
Włócznia przeszyje twoje serce i odtąd Moje życie
Będzie tętnić i poruszać się w tobie,
A potem, jako zwycięzca, uwolniony od krzyża,
Położony w grobie nicości i straty,
Zbudzisz się i narodzisz w górze
Pod tchnieniem Mojej wszechmocnej miłości."

Spójrzcie na Rzymian 8: 17: "…jeśli tylko razem z nim cierpimy, abyśmy także razem z nim uwielbieni byli" oraz Efezjan 2: 6: "…i wraz z nim posadził w okręgach niebieskich w Chrystusie Jezusie." Dzisiaj dzielimy z Nim miejsce w okręgach niebieskich, na pozycji zwycięstwa. Objawienie 3: 21 pokazuje nam, że będziemy także dzielili z Nim Jego tron. A czy zauważyliście w tych listach do siedmiu zborów, że najwspanialsza ze wszystkich tych obietnic dana została zwycięzcom ze zboru laodycejskiego? Nie ma bowiem sytuacji do składania świadectwa i do przezwyciężania trudniejszej niż sytuacja zboru laodycejskiego czyli współczesnego nam kościoła. Zwycięzca będzie więc zasiadał z Nim na Jego tronie.

Do Filipian 1: 7 Paweł mówi: "…boście wszyscy wraz ze mną współuczestnikami łaski." To ona jest mocą, potwierdzającą prawdę ewangelii przez nasze cierpienia, nasze współmęczeństwo z Chrystusem, a to współcierpienie z Chrystusem wyzwalać będzie siłę, potrzebną na te czasy, która zapewni osiągnięcie celów naszego życia i będzie dla świata świadectwem mocy żyjącego Chrystusa i oznaczać będzie zwycięstwo pełne i całkowite. Pozwólcie mi zatem odczytać mój ostatni tekst z 2 Koryntian 4: 7-10 w przekładzie Conybeare: "Ale skarb ten umieszczony jest w ciele z kruchej gliny, aby potęga, która wszystko przewyższa, była z Boga, a nie ze mnie. Jestem mocno ściskany, ale nie zmiażdżony; zakłopotany, ale nie zrozpaczony; prześladowany, ale nie opuszczony; powalony, ale nie zniszczony. W moim ciele noszę bez przerwy umieranie Jezusa, aby także życie Jezusa ujawniało się w nim."

Czy nie dostrzegacie tego obrazu? Za każdym razem, kiedy na swoim polu jesteście mocno ściśnięci, ale nie zmiażdżeni; zakłopotani, ale nie zrozpaczeni; prześladowani, a jednak zdający sobie sprawę, że nie jesteście opuszczeni; powaleni, a jednak nie zniszczeni, odnosicie zwycięstwo, żyjecie zwycięskim życiem chrześcijańskim.

Niektórzy mniemają, że zwycięskim życiem chrześcijańskim można żyć tylko wtedy, kiedy jest się na grzbiecie fali. Czasem jednak bardziej zwycięskimi jesteście wtedy, gdy pogrążacie się, a potem wynurzacie się ponownie z uśmiechem na twarzy i z ufnością w swoim sercu -zakłopotani, lecz nie zrozpaczeni, ściśnięci, lecz nie zmiażdżeni. Za każdym razem, kiedy jesteście takimi, wkładacie samych siebie w matrycę krzyża. Krzyż wykonuje swoje dzieło i staje się to kolejnym dowodem, że Chrystus mieszka w was i że życie Jezusa ujawnia się na zewnątrz.

O, w dzisiejszym czasie nie ma nic, czego Kościół Boży potrzebowałby bardziej niż mężczyzn i kobiet, w których Duch Święty mógłby bez przeszkód wykonać całą swoją pracę. Kościół cierpi dzisiaj z powodu nieuformowanych, niewykształtowanych chrześcijan, którzy utrzymują, że należą do Niego, ale nie wydają się być takimi w oczach świata. Ludzie tego świata są zgłodniali widoku mężczyzn i kobiet, w których mogliby widzieć Chrystusa i od których mogliby otrzymać zapewnienie, że także oni znaleźć mogą Chrystusa i poznać mogą moc Jego zmartwychwstania i triumfować nad grzechem i szatanem, śmiercią i piekłem. Czego świat potrzebuje, to właśnie chrześcijanie uformowani przez krzyż. Czy ty i ja będziemy do takich należeć?

Gordon Watt

Rozdział VII z książki "The Meaning of the Cross"
Z angielskiego tłumaczył Józef Kajfosz




Chciał(a)bym przesłać ten artykuł pocztą elektroniczną na adres:

Moje imię i nazwisko:



Wersja HTML copyright by Czytelnia Chrześcijanina, styczeń 1999