Rozdział trzeci
Iść z kimś czy przechodzić przez coś?

Tylko duchowi analfabeci mogą przypuszczać, że krzyż jest ciężarem. Oni za krzyż uważają swoje trudności, słabości i ograniczenia. Tak jednak nie jest. Krzyż to coś, co bierzemy na siebie i przez co przechodzimy, kiedy zapieramy się samych siebie. Jeśli to nastąpiło, to potem nie ma już w naszym życiu niczego, co mogłoby nas dręczyć, ponieważ jesteśmy umarłymi! Zapatrzeni w siebie używają zwrotów: "Taki jest mój krzyż", albo "Muszę przez to przechodzić". Ale to jest wielkie nieporozumienie! Przez co musisz przechodzić? Cóż takiego może cię spotkać? Czy Biblia mówi prawdę?

Razem z Chrystusem zostałem przybity do krzyża. Teraz zaś już nie ja żyję, lecz żyje we mnie Chrystus. Choć nadal prowadzę życie w ciele, jednak obecne życie moje jest życiem wiary w Syna Bożego, który umiłował mnie i samego siebie wydał za mnie (Galacjan 2, 19-20).

Jeśli moja samolubna natura ze swoimi żądaniami, emocjami i postawami została ukrzyżowana, to przez co miałbym jeszcze przechodzić? Powinienem zrozumieć, że nie "przechodzę przez coć", lecz że idę z kimś. Nasze nastawienie iż "przechodzimy przez coś" bierze się stąd, że nie rozumiemy, iż idziemy z kimś.

Umarliście bowiem i wasze życie jest ukryte z Chrystusem w Bogu (Kolosan 3, 3). Dla mnie bowiem żyć -to Chrystus, a umrzeć - to zysk (Filipian 1, 21). Chrystus, nasze życie (Kolosan 3, 4).

Często słyszę tego rodzaju stwierdzenia: "Przez ostatnie dwa miesiące nie wiodło mi się tak, jak innym wokół mnie. Przechodzę bardzo trudny okres". Owszem, miewamy wszyscy szczególne chwile, ale takie stwierdzenia są bezpodstawne. Jak człowiek myśli, takim jest. Jeśli w ten sposób myślisz, to wiedz, że nie jest to biblijne i nie jest to zgodne z prawdą.

Nigdy nie zdarza się, aby wierzący musiał "przechodzić przez coś". Z pewnością może on przechodzić przez dolinę cienia śmierci, ale jest to jedynie miejsce cieni. Cienie nie są w stanie nikogo zabić. Ponadto, nie mogą istnieć cienie, jeśli nie ma światła. Wynika z tego jasno, że w każdej takiej dolinie jest światło. Cienie w postaci różnych wpływów, skutków i okoliczności mogą szkodzić chwiejnemu, bojaźliwemu, cielesnemu chrześcijaninowi. Stają się one niekończącym się pasmem zniewolenia. Osoba, mówiąca zawsze: "przechodzę przez coś", rozpocznie następny miesiąc tkwiąc w tym samym starym układzie odniesienia. Życie dla takiego człowieka jest rzeczywiście udręką. Zrobiłby on dobrze, gdyby uświadomił sobie "że czynnikiem powodującym, iż życie jest beznadziejne, jest tylko podejście, nastawienie człowieka. Żyjemy w ciele śmierci i naszą jedyną nadzieją jest posiadanie życia Chrystusa.

Żyjemy na świecie, co do którego Bóg zapowiedział, że doznamy tutaj ucisku (Jan 16, 33). Mogą mieć miejsce katastrofy i kataklizmy, a nawet ograniczone wojny atomowe. Może umrzeć nam dziecko lub inny bliski, ukochany członek rodziny, albo możesz zachorować na raka. Pewnego dnia możesz zbudzić się wśród załamania gospodarczego, rosnących szybko cen żywności i potęgującego się kryzysu mieszkaniowego. Jezus zapowiedział, że nastaną uciski. Wierzący nie patrzy jednak na życie w kategoriach przechodzenia przez coś. Żyje on w kimś, a ten Ktoś to sam Bóg.

Tak więc każdy wierzący, napełniony Duchem, który żyje przez wiarę w Boga, bierze na siebie codziennie swój krzyż, naśladuje codziennie Jezusa Chrystusa i bez przerwy ma na myśli "wszystko, co jest prawdziwe, co godne, co sprawiedliwe, co czyste, co miłe, co zasługuje na uznanie" (Filipian 4, 8). Zadowolony jest z tych okoliczności, w jakich się znajduje. "Nauczyłem się wystarczać sobie w warunkach, w jakich jestem" (Filipian 4, 11). Codziennie żyje on całkowicie dla Boga i nie ma pragnienia zachowania samego siebie. Nie pragnie zajmować się niczym innym prócz tego, co Bóg objawia mu przez Swoją opatrzność w szczegółach jego życia. Akceptuje on Boży plan jako to najlepsze dla siebie i wierzy, że jest to doskonała wola Boża. Wie o tym, że Bóg troszczy się nawet o drobne szczegóły jego życia (Psalm 113, 5-6). Przyjmuje je wszystkie z radością. Jeśli nawet nie powiedzie się coś, w co włożył wiele wysiłku i trudu - chwała Bogu! Wspaniałe! Wie on, że stało się tak dla jego dobra, by mógł zostać przekształcony na wzór obrazu Pana Jezusa (Rzymian 8, 29).

Krzyż ujawnia staranną Bożą opiekę nad jego życiem i ta staranna opieka góruje nad jego przeżyciami. Krzyż stanowi istotę tej różnicy. Winniśmy pamiętać, że Bóg współdziała we wszystkim dla naszego dobra (Rzymian 8, 28), abyśmy poprzez wszystko mogli być przekształcani na obraz Syna Bożego. Dzieje się to dzięki przemianie przez odnawianie umysłu (Rzymian 12, 2). Może to zostać osiągnięte jedynie wtedy, jeśli codziennie bierzemy na siebie swój krzyż.

Wielu stwarza sobie różne problemy, aby celowo kultywować swoje uciski. Oni naprawdę wynajdują sobie coś, by przez to "przechodzić" i mieć usprawiedliwienie dla swojego przygnębienia. Dobrowolnie obierają życie w słabościach swojej osobowości. Przeciętny człowiek żyje w nastrojach swojej bezbożności, nic nie wiedząc o krzyżu na skutek swojej niezależności i swojego uporu. Istnieje jednak wspaniała alternatywa w postaci łagodności i pokory w Jezusie Chrystusie, w której Bóg objawia samego Siebie w każdej sytuacji. Objawia Swoją łaskę.

A Bóg wszelkiej łaski, Ten, który was powołał do wiecznej swojej chwały w Chrystusie, gdy trochę pocierpicie, sam was udoskonali, utwierdzi, umocni i ugruntuje (1 Piotra 5, 10).

Objawia także miłość.

Abyście w miłości wkorzenieni i ugruntowani, wraz ze wszystkimi świętymi zdołali ogarnąć duchem, czym jest Szerokość, Długość, Wysokość i Głębokość, i poznać miiłość Chrystusa, przewyższającą wszelką wiedzę, abyście zostali napełnieni całą Pełnią Bożą (Efezjan 3, 17-19).

Obdarza także wiarą.

Wiara zaś jest poręką tych dóbr, których się spodziewamy, dowodem tych rzeczywistości, których nie widzimy (Hebrajczyków 11, 1).

Ujawnia On, że chce nas prowadzić do Swojej miłości głębiej, niż kiedykolwiek spodziewaliśmy się (Efezjan 3, 17). Wybór tej drogi czyni nas zdolnymi w każdej sytuacji doświadczać przez wiarę nowych wymiarów i otrzymywać nowe zrozumienie Boga dzięki Jego osobistemu dotknięciu. Wszystko, co dotyczy okoliczności życia, wyraża teraz chwałę Bożą, będąc jednocześnie wielkim dobrodziejstwem dla człowieka. "Codziennie dźwiga ciężary nasze" (Psalm 68, 20).

Kiedy decyduję się na zaparcie się samego siebie i biorę na siebie swój krzyż, robię to, aby uwielbić Boga. Uważam to wszystko za radość i nie pozwalam sobie na to, by być ponurym lub rozgoryczonym. Dobrowolnie obieram uwielbienie Boga i z radością odbieram każdą chwilę tego przywileju. Buduję się coraz więcej przez każdą nową naukę (nowe poznawanie Bożych myśli) dotyczącą krzyża.

Naszym obowiązkiem jest obieranie krzyża poprzez akt naszej wolnej woli we wszystkich szczegółach naszego życia. Jeśli to czynimy, jesteśmy w całkowitej zgodności ze zdumiewającym Bożym planem -kroczymy drogą, jaką On dla nas przeznaczył. Celem Jego jest uczynienie nas podobnymi do Jego Syna.

A w zewnętrznym przejawie, uznany za człowieka, uniżył samego siebie, stawszy się posłusznym aż do śmierci - i to śmierci krzyżowej (Filipian 2, 8).

Naszym jedynym celem jest to, byśmy stali się podobnymi do Niego. Bez względu na drogę, jaką dla nas obrał, jest to Jego sprawą, by to osiągnąć. On jest Bogiem. Ja jestem tylko Jego sługą. Ja nie decyduję, w jaki sposób On ma mnie przekształcić w podobieństwo Swojego Syna, gdyż byłoby to postawieniem mojej własnej woli w miejsce planu Bożego. Wierzący więc winien tylko powiedzieć: "Oto ja, poślij mnie!" (Izajasz 6, 8). Wtedy rozpoczyna się duchowa przygoda. Nigdy nie wiemy, co dalej nastąpi. Może nie będziemy też wiedzieć, dlaczego dana rzecz się dzieje, wiemy jednak, że wszystkie je przyjmować możemy z radością. Sprawiedliwość Boża z pewnością nie pozwoli na to, by smutek i udręka wywołana ranami, zadanymi przez królestwo szatana, wzięła nad nami górę. W międzyczasie jednak musimy uświadamiać sobie, że jesteśmy naprawdę umarłymi dla grzechu, a ożywionymi przez Chrystusa.

Nie zamierzam pozwolić sobie na przeżycie złego dnia i ani przez moment nie oczekuję przygnębienia. Nie spodziewam się wybuchnąć gniewem celem zachowania swojego samolubnego życia. Mogę rozgniewać się na szatana i jego demony z powodu ich działania i jego skutków w ludziach, ale nie spodziewam się wcale, że będę musiał "przechodzić przez coś" w tym tygodniu. Czy wiesz dlaczego? Ponieważ posadzony zostałem na wyżynach niebieskich - ponad tym wszystkim (Efezjan 2, 6). On pozwala mi leżeć na zielonych pastwiskach. Jestem zupełnie zrelaksowany. Nie brak mi niczego.

Tak wielu ludzi żyje sfrustrowanych przez niezaspokojone świeckie pasje i nigdy nie przeżywa rzeczywistości i radości z Bożej opieki, zaspokajającej wszelkie potrzeby. Wierzący jednak, który dąży "do tego, co w górze" (Kolosan 3, 2), ukrzyżował cielesne namiętności i pożądania bezbożnej ludzkiej natury (Galacjan 5, 24). On nie tylko zaakceptował teologicznie to, co Bóg powiedział, lecz doświadcza tego, co Bóg uczynił. O, jaki to zenit życia chrześcijańskiego! Dzięki temu człowiek taki żyje w obecności Bożej i wypełnia Jego cel.

Wierzący może powiedzieć: "Pan jest moim pasterzem, nie brak mi niczego" (Psalm 23, 1). On już siedzi na wyżynach niebieskich i może leżeć na zielonych pastwiskach, zanim jeszcze dana sytuacja się wytworzy, toteż w jej wyniku spływa na niego łaska. Bóg bez przerwy prowadzi go nad ciche wody. Nawet te rzeczy, które na zewnątrz przypominają burzę, wewnętrznie są dla niego sytuacją cichej wody, ponieważ wie, kto go prowadzi. "Orzeźwia moją duszę. Wiedzie mnie po właściwych ścieżkach" (Psalm 23, 3). Taki wierzący wie, że to, co dzieje się właśnie teraz w jego życiu, jest nowym odcinkiem ścieżki sprawiedliwości, po której kroczy. Nie jest to tak bardzo przykra droga. Jest to faktycznie biblijny sposób życia. Nic dziwnego, że Duch Święty darował psalmy, pieśni i poematy. Pomagają nam one zrozumieć piękno każdej sytuacji, kiedy odpoczywając ocenimy, jaki wpływ wywrze ona na nasze życie.

Zostaliśmy stworzeni, by uwielbić Boga. Zostaliśmy stworzeni na Jego radość, dzięki Jego woli (Apokalipsa 4, 11). Zostaliśmy stworzeni do życia na chwałę Bożą (1 Koryntian 10, 31). To są cele, dla których zostaliśmy stworzeni. Dla wierzącego, dla którego Bóg jest bardzo osobisty, nie ma znaczenia, jaka jest jego sytuacja. Jezus Chrystus jest wspaniały. Nie ma pytań, tylko wiarę. Nie ma frustracji, tylko miłość. Nie pragnę zmian okoliczności, lecz chcę tylko doznawać przemiany przez Chrystusa. Nie szukam niczego dla siebie. Poszukuję tylko okazji, by On mógł się objawić przeze mnie (Jeremiasz 45, 5; Łukasz 19, 10. 13).

Mnie... została dana ta łaska: ogłosić poganom jako Dobrą Nowinę niezgłębione bogactwo Chrystusa i wydobyć na światło, czym jest wykonanie tajemniczego planu, ukrytego przed wiekami w Bogu, Stwórcy wszechrzeczy. Przez to teraz wieloraka w przejawach mądrość Boga poprzez Kościół stanie się jawna Zwierzchnościom i Władzom na wyżynach niebieskich - zgodnie z planem wieków, jaki powziął [Bóg] w Chrystusie Jezusie, Panu naszym… aby według bogactwa swej chwały sprawił w was przez Ducha swego wzmocnienie siły wewnętrznego człowieka. Niech Chrystus zamieszka przez wiarę w waszych sercach, abyście w miłości wkorzenieni i ugruntowani, wraz ze wszystkimi świętymi zdołali ogarnąć duchem, czym jest Szerokość, Długość, Wysokość i Głębokość, i poznać miłość Chrystusa, przewyższającą wszelką wiedzę, abyście zostali napełnieni całą Pełnią Bożą. Temu zaś, który mocą działającą w nas może uczynić nieskończenie więcej, niż prosimy czy rozumiemy, Jemu chwała w Kościele i w Chrystusie Jezusie po wszystkie pokolenia wieku wieków! Amen (Efezjan 3, 8-11. 16-21).




Chciał(a)bym przesłać ten artykuł pocztą elektroniczną na adres:

Moje imię i nazwisko:



Wersja HTML, Copyright by Czytelnia Chrześcijanina, 1999