Zysk z pełnego oddania się Panu

(Należy przeczytać z Ewangelii Marka 10,17-31, z Ewangelii Jana 15,16, z 1 Jana 3,14, Kaznodziei Salomona 4,9-12)

W naszej historii jako ludzi wierzących, zawsze przychodzi moment kryzysu, kiedy napotykamy na pytanie czy mamy zamiar być w pełni oddani Panu, czy też oddani Mu tylko częściowo. Niektórzy z nas jeszcze nie spotkali się z tym pytaniem, a inni już to uczynili i zdecydowali z Bożą pomocą być oddanymi całkowicie Panu. Dla takich wielką próbą jest wytrwanie w tej decyzji, gdyż każde zobowiązanie musi być następnie utrzymywane. To są nieustanne wymagania dla tych, którzy przez Bożą pomoc zdecydowali być całkowicie oddani Panu. Jest to codzienne, mające miejsce w każdej godzinie staranie i ćwiczenie w utrzymywaniu naszego oddania.

Bycie całkowicie dla Pana jest czymś bardzo praktycznym i bardzo prostym. Mogą być tacy ludzie, którzy przyszli do społeczności, a nigdy jeszcze ostatecznie nie napotkali na pytanie dotyczące całkowitego oddania się Panu. Dla wielu ten kryzys następuje późno w ich życiu. Jest wiele osób, które są aktywne, zaangażowane w biznes albo w jakieś inne zajęcie i są tym tak całkowicie ogarnięte, że mają mało czasu dla Pana. Kiedy przechodzą na emeryturę, kiedy zostawiają swoje interesy, wtedy pragną być całkowicie dla Chrystusa.

Chcemy spotkać się z takim kryzysem wcześnie w naszym życiu, ponieważ jest wielu pierwszych, którzy będą ostatnimi. Nadchodzi dzień, w którym Pan ma wyznaczyć wszelkie priorytety, kiedy On ma przeliczyć swój lud (jeśli można tak powiedzieć). Wtedy pytaniem nie będzie czy byliśmy wiodącymi braćmi na spotkaniach, ale to, czym byliśmy dla Chrystusa. Nie to, czym byliśmy oficjalnie ale czym byliśmy moralnie dla Chrystusa. I w tym dniu będzie wielu pierwszych ostatnimi. Biorąc to pod uwagę jest dla nas ćwiczeniem co mamy zamiar uczynić z naszym życiem. Czy chcemy oddać Panu całość naszego życia, czy tylko część? Czy chcemy uczynić każde inne zajęcie w naszym życiu - czy to rodzinę, czy sprawy interesu podległym Jego sprawom, czy też zachowujemy sobie jakieś rezerwy? Niestety, tak wielu dało Panu tylko część. Ale to, co jest ich cechą charakterystyczną to jest to, że nigdy nie mogą rozpocząć biegu. Oni nie idą do przodu duchowo, nie są szczęśliwi ani na spotkaniu, ani w świecie, ani w swojej rodzinie, ani w swoich interesach. Są jak ci, o których mowa w Księdze Izajasza 28,20, dla których łoże okazało się zbyt krótkie aby się mogli na nim wyciągnąć, a kołdra zbyt wąska, aby się mogli nią owinąć.

Chcę zachęcić wszystkich razem z sobą samym, abyśmy pełnię naszej radości i szczęścia znaleźli w tym kręgu, gdzie życie jest znane. Jest taki krąg, gdzie życie jest znane w którym wiemy, że przeszliśmy ze śmierci do życia, ponieważ miłujemy braci. A teraz ten młody człowiek, o którym mowa w Ewangelii Marka 10, jest ilustracją kogoś, kto napotkał akurat na kryzys w swoim życiu. Nie było tak, że Bóg miał wcześniej z nim do czynienia. Wyraźne jest, że Bóg był przed nim od jego młodości. Tak jak i dzisiaj może to mieć miejsce w przypadku młodej osoby, która będzie niedługo mężczyzną lub kobietą, która została wychowana w chrześcijańskim domu, zachowana od wielkiego zła tego świata, nigdy nie przekroczyła żadnego z przykazań Pana, ale to nie wystarczy. Ten młody człowiek miał świadomość, że jest coś więcej w życiu niż to. Przychodzi do Pana z tym pytaniem, co mógłby uczynić aby mógł odziedziczyć życie. Swoją sprawę przedstawia Panu i Pan zaczyna uświadamiać mu, że on musi wyjść z ochrony, jaką daje mu jego dom, z ochrony jego wczesnego wychowania (niezależnie od tego jak było to dobre) i mieć bezpośredni kontakt z samym Bogiem. Ale coś staje na drodze. Patrzysz na jakiegoś młodego brata na spotkaniu, po prostu nie może rozpocząć iść. Być może, że był tam od swojej młodości i nigdy nie wiadomo, żeby się źle zachował, ale po prostu nie może rozpocząć biegu. Cóż, Pan teraz uświadamia mu, że jest coś co trzeba zrobić aby wejść do życia. Młody człowiek w Ewangelii Marka musiał sprzedać wszystko co miał, aby to móc rozdać ubogim, a potem wziąć swój krzyż i podążać za Chrystusem. To ilustruje kryzys w naszej historii, w której musimy wcześniej lub później go napotkać, kiedy zadajemy sobie pytanie od Boga, co mamy zamiar robić z naszym życiem.

Możemy nominalnie być w kręgu braci nawet łamać chleb, ale nie być tam w pełni uczucia, w pełni uczuć nie tak jak ci dwoje , o których mowa w Księdze Kaznodziei, którzy bez siebie nie mogli wytrzymać. Jest wielu, którzy nie osiągnęli życia i chociaż zewnętrznie są w pozycji, która na to wskazuje, ale Pan uświadamia im przez swoją łaskę pewne rzeczy, gdyż On chce aby oni tam byli.

an chce abyś był w życiu w pełni uczuć, w pełni radości, Jeśli nie jesteś tam w takim stanie, to On dopilnuje tego aby twoje życie było poruszone tak, abyś musiał sobie na to pytanie odpowiedzieć. Ten młody człowiek musiał napotkać na trudne zagadnienie - sprzedania wszystkiego co posiadał. Pan nie powiedział aby rozdał wszystko co miał. On miał to sprzedać po to, aby mógł stać się dawcą. W chrześcijaństwie nie możesz być dawcą zanim nie staniesz się sprzedawcą. Pan sam rozpoczął i wskazał na tę wielką zasadę, kiedy On stał się sprzedawcą, jak czytamy w Ewangelii Mateusza 13 rozdziale - On sprzedał wszystko co miał. Nie jest tam napisane, że On oddał wszystko co miał, sprzedał to po to, aby mógł dokonać tego jednego wielkiego i chwalebnego zakupu.

W jakiejś mniejszej mierze każdy z nas musi napotkać na ten kryzys sprzedania wszystkiego co mamy. Co to znaczy? Znaczy to, że w jakiejś mniejszej mierze być może w taki niewyraźny sposób musimy podążać krokami samego Pana. On określił wartość wszystkiego co posiadał jako człowiek, wartość całego swego bogactwa. Zmierzył to wszystko, zważył to i dał to na rynek tam, gdzie właściwie oceniono wartość tego, a za to nabył perłę. Nie możesz stać się dawcą zanim nie nabędziesz waluty królestwa. Światowy system walutowy nie jest ważny w Królestwie Bożym. Wiesz, że kiedy przechodzisz z jednego kraju do drugiego, musisz wymienić swoje pieniądze. Nie wiesz ile one są warte dopóki ich nie sprzedasz. A kiedy je już sprzedałeś, nabywasz walutę innego kraju. Cóż, jedyny sposób, aby uzyskać walutę, którą można rozdawać w Królestwie Bożym to droga ofiary. Ten młody człowiek musiał spotkać się z niesamowitym kryzysem sprzedania wszystkiego co miał.

Czy my już przeszliśmy przez to, czy też mamy jakieś rezerwy? Czy sprzedaliśmy tylko trochę z tego, co mamy? Czy jesteśmy zadowoleni z tego, że jedną nogą stoimy między ludem Bożym, a jedną nogą w świecie? Czy w ten sposób jesteśmy połowicznego serca i wewnętrznie podzieleni? Przejdźmy przez ten wielki kryzys i sprzedajmy wszystko co mamy w tym celu, abyśmy mogli nabyć coś, co moglibyśmy rozdać. Taki rodzaj dawania coś kształtuje. To nie jest bogaty człowiek, który poświęca troszkę ze swoich dużych dochodów, aby rozdać to ubogim, ale to jest takie dawanie, które oznacza sprzedanie wszystkiego co mamy. Nasza rodzina, nasze interesy, wszystko co mamy i czym jesteśmy mają być zachowane dla Niego. To jest wielka ofiara, tak wielka ofiara, że zdziwiło to uczniów, którzy usłyszeli o tym od Pana. Oni byli zdziwieni i powiedzieli jak ktoś może pójść ta drogą. Wzięli tą lekcję do siebie. Nie powiedzieli: O, ten młody człowiek jest bogaty, a my jesteśmy biedni. Wzięli to do siebie i powiedzieli: kto zatem może być zbawiony? Ale Pan pokazuje, że to co jest niemożliwe dla ludzi jest możliwe z Bogiem.

My zaczęliśmy podróż, która z ludzkiego punktu widzenia wydaje się nie możliwa. Ale Bóg uważa ją za możliwą. Wielbłąd musi przejść przez ucho igielne. To oznacza wiele ogołocenia, wiele złamania naszej pychy płynącej z urodzenia lub stanowiska lub zdolności umysłowych, wykształcenia. To wszystko musi odejść, jeśli wielbłąd ma przejść przez ucho igielne. To jest kierunek ruchu, droga do żywota i nie ma innej drogi oprócz tej. Możesz być w społeczności przez wszystkie swoje dni i nigdy nie spowodować braciom żadnego zatroskania, ale wielu z tych, którzy nigdy nie spowodowali żadnego zatroskania również nigdy nie dali braciom żadnej zachęty w sercu. Lepiej być takim jak Piotr, który wiele troski powodował u braci, tak aby całe towarzystwo mogło zyskać, kiedy ten jeden jest odnowiony i aby mogli uzyskać pobudzenie serca ku Bogu.

Aby pokazać ci jak to działa, musimy przyjąć na moment, że ktoś napotkał na taki kryzys przed Panem i podjął poważną, trzeźwą decyzję, żeby z Bożą pomocą być w pełni zidentyfikowanym z Chrystusem i z Jego ludem, gdyż nie możesz mieć Chrystusa bez Jego ludu. Chciałem to wam pokazać z Ewangelii Jana z 15 rozdziału, że Jego lud to jest lud wybrany. Często jesteśmy naznaczeni pychą, uczuciem, że ci którzy mają się lepiej materialnie są lepsi od tych, którzy są biedni i pokorni.

Chciałbym pokazać wam, ze cały lud Pana jest wybrany, każdy z nich był obiektem Bożego wyboru. Czy myślisz, że Pan wziął sobie takie resztki z tego świata? Czy myślisz, że Pan musiał wziąć tych, których diabeł nie chciał? Czy myślisz, że On musiał wziąć śmiecie? Jeśli między Jego ludem znajdują się tacy, którzy są niskiego rodu, biedni, niekochani, o zdeformowanych ciałach, czy ograniczonym umyśle? Czy myślisz, że On nie wybrał tego co najlepsze? Jego wybór jest wyborem pierwszego rzędu, a diabeł i świat biorą sobie resztki. Jakże mógłbyś myśleć o Błogosławionym Panu, który cały czas poruszał się w sferze Bożego zamiaru, że On wziął sobie to, czego nikt inny nie chciał. Nie, wybór należał do Niego i każda osoba z Jego ludu jest przedmiotem tego wyboru. Nie będę się tłumaczył z podkreślenia tego punktu, gdyż jeśli mamy być szczęśliwi między braćmi i jeśli nasze uczucia serca mają tu być zaspokojone, musimy być przygotowani, aby przyjąć ich jako wybór Chrystusowy. Nie ma nic bardziej niebezpiecznego, albo niszczącego dla duchowej mocy, niż spieranie się z Jego wyborem. Niezależnie jak ci ludzie wyglądają, jakie są ich okoliczności życia, czy są bogaci, czy ubodzy, czy łatwo ich kochać czy trudno wszyscy oni są kochani przez Chrystusa. Każdy z nich został przez Niego wybrany, a On wybrał to, co najlepsze. Nie to, co najlepsze według ludzkich myśli, ale takich, którzy będą Go miłować. To jest to, co oznacza ich jako najlepszych.

Każdy z tych, którzy miłują Chrystusa jest wyróżniony czcią w oczach niebios. Każdy, kto Chrystusa ceni sobie bardziej nad wszystko inne jest uznawany za szlachetnego i wyniesionego w oczach niebios. W ten sposób cały Jego lud jest wyróżniony. Teraz to jest właśnie krąg, w którym przez Bożą łaskę mamy przywilej poruszać się. Nie wiem dlaczego On mnie tak uczcił, nie wiem dlaczego wybrał sobie, aby mnie umieścić w tak czcigodnym towarzystwie. Jest to ten krąg, w którym życie jest znane, w którym każdy miłuje Chrystusa. Cóż znaczą te najbardziej wyszukane i najlepsze rzeczy tego świata w porównaniu z tym? Możesz wziąć najlepszy produkt tego świata pod względem umiejętności i wszystkiego i umieścić go przy najpokorniejszym z Bożych ludzi. Co jest lepsze? Tak jak Mojżesz będziesz musiał dokonywać wyboru. Cały Egipt był przed nim, jego mądrość, jego umiejętności, jego sztuka - to wszystko było przed nim. Jeśli można tak powiedzieć - wszystko leżało w zasięgu jego ręki, ale on dokonywał wyboru. Tym wyborem było zidentyfikowanie siebie z ludem Bożym w ich ucisku i cierpieniu. Oni byli tylko sługami w Egipcie, sługami, którzy poruszali się pod biczem swojego pana, których zajęciem było robienie cegieł. Oni mieli na sobie wszelkie zewnętrzne znaki upokorzenia, zniewagi w oczach tego świata, ale Mojżesz wychowany we wszelkiej mądrości Egiptu dokonał wyboru. On spojrzał na ten lud oczami Bożymi, poza ich zewnętrzną formę i stan. Zobaczył, że oni należeli do Boga i był zadowolony z tego, że może iść wraz z nimi, przebywać z nimi, stać z nimi, upaść z nimi, ponieważ patrzył na dzień, w którym zewnętrzna forma i cechy ludu Bożego będą w doskonałej zgodności z tym, co Bóg dla nich zamierzył.

Teraz zwracam się do Księgi Kaznodziei, aby pokazać wam, że przeszedłszy ten kryzys, o którym mówiłem i doszedłszy do decyzji wiary, że mamy być dla Pana i rozpoznawszy, że cały Boży lud Pana to są wybrani, wszyscy są wyróżnieni i uszlachetniani w Jego oczach, wtedy jesteśmy przygotowani, aby wziąć na siebie praktyczne, codzienne połączenie się z Nim. Te wersety mówią o korzyści płynącej ze społeczności. Czasami myślimy o stracie jaka z tego płynie. Może stracimy trochę interesów, trochę przyjemności. Odczuwamy, że nie możemy zrobić wielu rzeczy ze względu na społeczność, gdyż są pewne przyjemności w świecie. To umieszcza nas pod pewnymi ograniczeniami, nie korzystamy z błogosławieństw tego świata. Chrześcijanin, który jest połowicznego serca, traci zysk w obu światach. Będą tacy, co będą ostatni w świecie przyszłym. Czy chcesz być tym ostatnim spośród tysięcy, którzy miłują Chrystusa? To jest ważny temat do zastanowienia się.

Tak więc Pan nieustannie daje nam zachętę, rozważenia, które powinny wywrzeć na nas wpływ, pobudzić nas, abyśmy podjęli się Jego rzeczy. Rzeczy Pana prawdziwie w sercu i z sympatią. Czasami pomijamy te praktyczne, domowe rzeczy, chcemy rozważać na temat doktryny, wspaniałych wyrażeń i fraz, ale w społeczności jest coś więcej niż doktryna. To jest codzienne, praktyczne doświadczanie serc świętych. Przyjrzyjmy się tym rzeczom zilustrowanym w Księdze Kaznodziei, w 4 rozdziale. Jest tam napisane, że lepiej jest dwom niż jednemu, gdyż mają dobrą zapłatę za swoją pracę. Widzicie tutaj, że takie rozważanie tego powstrzyma nas od poszukiwania indywidualnych, niezależnych dróg. Nawet w pracy jest mowa o służbie. Społeczność braci, ich sympatia i wsparcie, wszystkie one pomagają twej służbie, gdyż lepiej jest dwom niż jednemu. Pomyślcie jaką to jest korzyścią, że jacyś starsi, może leżący już na łożu choroby bracia, modlą się za ciebie. Widzisz brata, któremu Pan pomaga i wtedy przypisujesz tą część temu bratu, a zapominasz o tych starych siostrach, które być może na łożu choroby modlą się do Boga o niego.

Widzisz, to nie jest praca indywidualna, ta praca ma związek ze społecznością i w takiej służbie dwóch ma lepiej niż jeden. Dlaczego Pismo mówi: dwóch? Jeśli powiedziałoby stu, wtedy moglibyśmy być w miejscu, gdzie nie ma stu braci, ale nie możesz mieć mniej niż dwóch. Gdyby była tylko jedna osoba w takim połączeniu, wtedy można by było zadać sobie poważane pytanie: Czy Pan w tym jest? Ale płynie wielka korzyść ze społeczności w takiej pracy. Jest za nią dobra zapłata.

Często myślałem, że przyjdzie dzień, kiedy Pan zmierzy rzeczy i odda cześć temu, komu cześć jest należna. Wiele rozróżnienia, jakie obecnie istnieje między tymi rozsuniętymi i wyniesionymi sługami Pana, wiele z tego uznania będzie odebrane od nich i dane jakimś biednym, pokornym świętym, być może złożonym chorobą albo słabością w ciele, którzy modlili się w sprawach Pańskich i wspierali ich w dzień i w nocy.

W wersecie 10 czytamy: Jeśli upadną, jeden podniesie drugiego, ale biada temu, który jest sam i upada, i który nie ma drugiego, który by go podniósł. Czy pozwalasz braciom, aby ci pomogli się podnieść? Wszyscy upadamy, mamy takie sytuacje w naszym życiu, kiedy upadamy. W tym momencie widać właśnie zysk ze społeczności, gdyż będzie ktoś inny, kto ci pomoże. Jeśli masz 50 innych osób, braci i sióstr z którymi idziesz razem i pracujesz w tych rzeczach, to masz 50 kanałów przez które Pan może ci dać pocieszenie, pomoc i pociechę. Ale biada temu, który jest sam i upada. On jest na zewnątrz tego kręgu, w miejscu, w którym nikt go nie podniesie. Zatem, jeśli następnie czytamy: jeśli dwóch leży razem, mogą się zagrzać, jak może być zagrzany ten, który jest sam.

Po pierwsze, społeczność jest połączona z pracą, z usługą, a następnie masz zysk płynący ze społeczności, związany z upadkiem i wzlotami twojej duchowej historii. A teraz jest mowa o zysku płynącym ze społeczności, który polega na tym, że społeczność wzmacnia, czy jest korzystna dla ciepła, miłości między braćmi. Tutaj dwóch leży razem, razem w społeczności ludu Bożego, w społeczności duchowej. Nie oddzielają się od siebie, kiedy idą do domu i śpią. Jesteś jedno z braćmi, gdziekolwiek oni są. Nie ma większego pocieszenia nad to. Jest to przyjęcie ludu Bożego takim, jakim on jest. Przyjęcie tego, że twoje uczucia są zmieszane z ich uczuciami i ciepło ich miłości do Chrystusa miesza się z twoim.

Nie możesz niczego zrobić dla Chrystusa, jeżeli twoje serce jest zimne. Możesz wygłaszać kazania, wypełniać cały swój czas, ale jeśli twoje serce jest zimne, nigdy nie poruszysz innego serca w Jego kierunku. Rzeczy Boże są naznaczone ciepłem. Miłość braci, to jest coś ciepłego, gorącego, to nie jest zimne. Apostoł Piotr nazywa ją "gorliwą miłością". Miłość braci podtrzymuje ją, ona ją żywi i zachęca do rozgrzewania serc tych, którzy szukają Chrystusa. Pomaga młodym wyjść do przodu i zająć ich miejsce. Pomaga starym umrzeć, pomaga w smutku, w próbie i w trudnościach. Potrzebujemy zachęcać do wylewania ciepła pomiędzy braci. Potrzebujemy odrzucić chłód i rezerwę, której wyuczyliśmy się w świecie. To w kręgu świętych jest to ciepło, które polega na przytuleniu, przyłączeniu się do życia wiecznego. Jest jeszcze jedna rzecz. Jeśli ktoś napiera przeciwko niemu, czyli jest to atak, to dwóch się oprze, a potrójny sznur nie prędko się zerwie. Po pierwsze mamy zysk płynący ze społeczności w służbie, potem w jakichś kłopotach, upadkach, potem w cieple, w gorącej miłości a teraz w ataku.

Masz nieprzyjaciela, każdy z nas ma nieśmiertelnego, nieustającego w swoich wysiłkach nieprzyjaciela, kogoś, kto będzie za tobą chodził, aby cię zniszczyć w dzień i w nocy. On chce cię zaatakować przy każdej możliwej okazji. Wielkim źródłem siły w Panu w tym konflikcie z wrogiem jest koło braci, krąg braci. Przechodzisz przez pewne trudne okoliczności i możesz mieć złe myśli o Bogu - kto cię w to wciągnął? Twój nieprzyjaciel, to on je dał. Albo możesz mieć myśli zazdrosne przeciwko drugiej osobie - kto je dał? Nieprzyjaciel. Możesz znaleźć nie przebaczającego ducha w swoim sercu. To jest grzech. Nieprzyjaciel nie ustaje, on nigdy nie przestaje wyszukiwać jakiegoś otwarcia w tobie, żeby mógł cię przezwyciężyć, ale ty masz potrójny sznur w Chrześcijańskiej społeczności, który nie prędko się zerwie. Znajdujesz w kręgu braci miłość Bożą, miłość Chrystusa, miłość braterską. Wtedy masz moc tego potrójnego sznura, jesteś w towarzystwie twoich braci, jesteś z nimi w duchu i w sercu i przez Ducha Świętego jesteś świadomy miłości Bożej i miłości Chrystusowej. Widzisz Bożą miłość działającą między nimi, łączącą ich razem. Czy to nie jest cudowne? Widzisz ten sam charakter Bożej miłości wychodzący i wypływający z jednego brata do drugiego i doświadczasz, że te sznury nie prędko są zerwane. Obyśmy wszyscy byli zachęceni, żeby do tych rzeczy przyłożyć się w bardziej konkretny sposób, bardziej zdecydowanie i całe swe serce oddać Chrystusowi, gdyż życie według myśli Bożej winno być znane i tym życiem winni radować się ludzie będący w kręgu świętych. Chociaż może będziemy powołani, żeby stracić w rzeczach naturalnych ojca, matkę, braci, siostry, żonę lub posiadłości dla Chrystusa i dla Ewangelii, jednak znajdziemy je wszystkie w kręgu braci. Znajdziemy tam posiadłości, wspaniałe posiadłości i matki i siostry i braci i dzieci. Znajdziemy ich w kręgu braci tam, gdzie znane jest życie. Wiemy, ze przeszliśmy ze śmierci do życia, ponieważ miłujemy braci.

A. E. Myles



Chciał(a)bym przesłać ten artykuł pocztą elektroniczną na adres:

Moje imię i nazwisko:


Wersja HTML, Copyright by Czytelnia Chrześcijanina, 1998


Copyright wydania polskiego
Marcin Łaszewski , ul. Dziewanowskiego 6/8, 80-752 Gdańsk, /0-58/ 305-87-94

Zamówienia publikacji w formie książkowej, adres j.w.