[Następny rozdział | Poprzedni rozdział | Spis treści]

POST EUCHARYSTYCZNY

Pan Jezus Chrystus udzielił eucharystii apostołom od razu po wieczerzy. Lecz rzymskokatolik, jeśli pragnie przystąpić do komunii, musi pościć od północy. Jeśli ktoś z powodu choroby przyjmie lekarstwo lub przez zapomnienie napije się wody, nie jest godzien przyjęcia ciała Pana Jezusa Chrystusa. Natomiast ten, kto stracił panowanie nad sobą lub nawet ukradł, może przyjąć komunię, gdyż popełnił grzech powszedni. W ten więc sposób, zgodnie z nauką Kościoła, ten, który popełnił świadomie grzech powszedni, jest bardziej godny przyjęcia Pana niż ten, który wykonał uczynek nie mający nic wspólnego z niedoskonałością. Czy może ktoś wierzyć w to, że tam, gdzie została przyjęta pigułka lub trochę wody, nie może wejść Pan Jezus? Czyż On nie powiedział, że "Co z serca pochodzi to pokala człowieka, a nie to, co w usta wchodzi"?

Jest powiedziane w przepisach kościelnych, że jeśli zwrócić się z prośbą do Rzymu, to w wyjątkowych przypadkach można otrzymać dyspensę od postu. Jest to jeszcze jeden sofizmat katolicki, w dodatku pozbawiony praktycznej wartości. Czyż jest do pomyślenia, by np. człowiek o słabym sercu, który wie, że trochę lekarstwa sprawi mu natychmiastową ulgę lub człowiek wycieńczony pracą, potrzebujący kilku sucharków, by przetrzymać do czasu komunii - pisał do Rzymu o zezwolenie, które i tak nie przyjdzie na czas?

Przede wszystkim zaś, jakie zezwolenie jest potrzebne, by iść za przykładem Pana Jezusa Chrystusa? Czyż On wyraźnie nie powiedział: "Jam jest droga"? Wszyscy jesteśmy powołani do naśladowania Go i nikt nie jest w stanie powstrzymać nas od tego. Ewangelia bardzo wyraźnie mówi: "I gdy oni jedli, wziąwszy chleb i pobłogosławiwszy, łamał i dawał im, mówiąc: Bierzcie, jedzcie, to jest ciało moje" (Mk.14,22). Jeśli więc dla Pana Jezusa nie miał znaczenia fakt, że ten chleb zmiesza się z tylko co zjedzoną wieczerzą, to dlaczego Kościół rzymskokatolicki troszczy się o to? Czyż on jest mądrzejszy i bardziej skrupulatny od Pana Jezusa Chrystusa?

Jeśliby Kościół rzymskokatolicki był prawdziwym kościołem Pana Jezusa Chrystusa, to nie obarczałby ludzi bezpodstawnymi przykazaniami i przepisami. Ponieważ jednak czyni on to, nie jest więc prawdziwym kościołem Jezusa Chrystusa. Rozpatrzymy w tym rozdziale najważniejsze z tych ustanowień kościoła.

ODPRAWIANIE NABOŻEŃSTW W JĘZYKU ŁACIŃSKIM

Kościół rzymskokatolicki naucza, że msza jest powtórzeniem krzyżowej ofiary, podczas której Pan Jezus Chrystus ofiaruje się bezkrwawo na ołtarzu, podobnie jak ofiarował się za nas na Golgocie przez przelanie Swojej krwi.

Ponadto tenże kościół twierdzi, że jest to autentycznym powtórzeniem ostatniej wieczerzy, podczas której Jezus przemienił chleb i wino w rzeczywiste Swoje ciało i krew.

To nie jest tylko pamiątką. To jest najważniejszy akt w katolickim nabożeństwie. Gdybyśmy się nawet zgodzili z tym, że msza jest powtórzeniem krzyżowej ofiary i Wieczerzy Pańskiej, to jednak sposób obchodzenia jej pozostaje niedorzecznością, gdyż, zgodnie z nauką Kościoła rzymskokatolickiego, nie wolno mszy odprawiać w innym języku prócz łacińskiego. To ma tak wielkie znaczenie dla rzymskokatolików, iż uważają, że lepiej jest nie celebrować mszy wcale niż czynić to w innym języku niż łaciński.

Pogląd taki jest utrzymywany mimo to, że rozmowa podczas Ostatniej Wieczerzy i słowa Pana Jezusa wypowiedziane na krzyżu, nie były mówione po łacinie i nie były też po łacinie zapisane. Wszystkim również wiadomo, że wierni uczestnicy nabożeństwa, dla których ono jest odprawiane, nie rozumieją łaciny. Oprócz tego usługujący do mszy chłopiec, który reprezentuje wiernych, odpowiada księdzu po łacinie, lecz często nie wie, jak prawidłowo wymawiać łacińskie słowa i nie rozumie tego, co mówi, wskutek czego popełnia niekiedy nawet niedorzeczne pomyłki.

A więc treść poświęcono dla formy i rytuału, a środki stały się celem ze szkodą dla dusz ludzkich. Nawet wielu księży ma dużo kłopotu ze zrozumieniem brewiarza, skutkiem czego mają z niego niewiele korzyści. Gdyby był pisany w ich ojczystym języku, rozumieliby go i poznając jego nauki mogliby używać go z większą powagą. Pomimo to każdy ksiądz odmawiający modlitwy w swoim języku, popełnia grzech śmiertelny, jak twierdzi Kościół rzymskokatolicki.

Czy jest ktoś, kto uwierzyłby w to, że jeśli ksiądz powie do Boga: "Miserere mei Deus secundum magnam misericordiam tuam" Bóg wysłucha jego modlitwę i będzie zadowolony, natomiast gdyby rzekł: "Miej litość nade mną, o Boże, według miłosierdzia Twego" - Bóg nie tylko nie wysłuchałby tej modlitwy, lecz skazałby go na wieczne potępienie? Czy to nie przypomina nam ducha faryzeuszy opisanego w Ewangeliach?

Tak więc, wierni podczas udzielania im sakramentu nic nie rozumieją, gdyż stosowany jest obcy im język - Kościół rzymskokatolicki wie o tym bardzo dobrze, jednak woli, by wierni nie rozumieli nic i nie mieli wiele korzyści z tego. Ci, którzy rozumieją katolicką liturgię, z bólem myślą o tej stracie ponoszonej przez wiernych z powodu niezrozumienia języka. Ileż mieliby korzyści i pomocy, gdyby rozumieli, co jest mówione przy chrzcie, pogrzebie, spowiedzi itd.!

Jest rzeczą zupełnie usprawiedliwioną i konieczną, by Kościół rzymskokatolicki miał międzynarodowy język, gdyż jego wpływ przekracza wiele granic. Papież ogłaszając jakiś dogmat lub rozporządzenie, czyni to w języku kościoła, gdyż kościół ten nie odziedziczył daru języków danego apostołom. Lecz zauważmy, co ten kościół czyni, gdy jego rozporządzenia mają być przestrzegane przez wszystkich wyznawców: wysyła encyklikę, apostolską konstytucję, bullę w języku łacińskim. Następnie w każdym kraju zostaje to przetłumaczone na język miejscowy, ażeby wszyscy rozumieli. Tu musimy zapytać: jeśli Kościół rzymskokatolicki tak dba o to, by jego rozporządzenia były zrozumiane przez wszystkich, dlaczego nie dba też o to, by jego wyznawcy odnosili korzyść duchową ze wszystkich ceremonii odbywających się w kościele i z otrzymywanych tamże sakramentów?

Dziwne, że nie obchodzi to Kościoła katolickiego, podczas gdy apostołowie, ci nieomylni nauczyciele prawdziwej Ewangelii, przypisywali temu wielkie znaczenie. Posłuchajmy, co mówi święty Paweł w 1 Liście do Koryntian: "Wszak i rzeczy martwe, które dźwięk wydają, jak piszczałka albo cytra, gdyby nie wydawały różnicy dźwięków, jakżeby poznać, co grają na piszczałce lub cytrze? Jeśli bowiem trąba niewyraźny głos wydaje, któż się do boju gotować będzie? Tak i wy, jeśli językiem nie wydacie mowy dobrze zrozumiałej, jakże poznać, co się mówi? Albowiem będziecie mówili tylko na wiatr. Wielka zaiste jest rozmaitość głosów na świecie, a żaden z nich nie jest bez znaczenia. Jeślibym tedy nie znał mocy głosu, będę temu, który mówi, cudzoziemcem, a ten, co mówi, będzie mi także cudzoziemcem. Tak i wy, ponieważ gorliwie żądacie darów duchowych, starajcie się obfitować ku zbudowaniu zboru. Dlatego, kto mówi językiem niezrozumiałym, niech się modli, aby mógł wykładać. Bo jeżeli się modlę językiem niezrozumiałym, modli się duch mój, ale rozum mój nie przynosi pożytku. Cóż tedy? Będę się modlił duchem, będę się modlił i rozumem, będę śpiewał duchem, będę śpiewał i rozumem. Bo jeśli będziesz błogosławił duchem, jakże ten, który jest z prostaczków, na twoje dziękczynienie rzecze "Amen", ponieważ nie wie, co mówisz? Ty wprawdzie pięknie dziękujesz, ale się drugi nie buduje. Dziękuję Bogu memu, że więcej niż wy wszyscy językami mówię, a wszakże wolę w zborze pięć słów zrozumiałych powiedzieć, aby i innych nauczyć, niżeli dziesięć tysięcy słów językiem niezrozumiałym" (1Kor.14,7-19).

Na to katolicy odpowiadają, że kościół pozwala wszystko tłumaczyć. "Słowa, słowa, słowa" - możemy powtórzyć za Szekspirem. Smutny jest fakt, że w sprawach duchowych dóbr nieśmiertelnych dusz jest tyle sofistyki i gry słów, mających tragiczne skutki dla religii ludzkiej.

Rzeczywiście, wszystko może być przetłumaczone, lecz to nie zaspokaja naszych potrzeb. My potrzebujemy, by zarówno odprawianie mszy, jak i recytowanie przez księdza brewiarza odbywało się w języku zrozumiałym, tak dla recytującego, jak i dla słuchaczy. Wyobraźmy sobie, ile potrzeba by było wysiłku i starania, gdyby ktoś bieżąco chciał przetłumaczyć to, co ksiądz mówi po łacinie.

W Hiszpanii wielu nie może sobie pozwolić na kupno tłumaczenia katolickiej liturgii, gdyż takie książki są bardzo drogie. Czy to nie jest stawianiem zbyt wielu przeszkód na drodze ku temu, co jest konieczne dla zbawienia, zgodnie z nauką Kościoła rzymskokatolickiego?

Zauważmy, że Pan Jezus Chrystus zawsze mówił do słuchających Go ich językiem, a apostołom dał dar języków, by w ten sposób mogli być zrozumiani przez ludzi z różnych krajów, do których przemawiali.

Jakaż wielka różnica pomiędzy nauką i praktyką Pana Jezusa Chrystusa a nauką i praktyką tych, którzy mienią się Jego kościołem!

SPOWIEDŹ

Przed opuszczającym szeregi Kościoła rzymskokatolickiego powstaje bardzo ważne pytanie: "Kto będzie odpuszczał moje grzechy poza kościołem, z którego wychodzę?" Kościół rzymskokatolicki uczynił spowiedź uszną konieczną do otrzymania przebaczenia grzechów. Dogmat ten jest oparty na słowach z Ewangelii Jana 20,23: "Którymkolwiek grzechy odpuścicie, są im odpuszczone i którymkolwiek zatrzymacie, są zatrzymane". I w tym przypadku, jak i w przypadku przekazania kluczy Piotrowi, postawmy pytanie: do kogo Pan Jezus to powiedział? Klucze były dane tylko jednej osobie - apostołowi Piotrowi, a Kościół katolicki niesłusznie rozszerza to prawo na wielu. W tym przypadku prawo odpuszczania i zatrzymywania grzechów było dane wielu, którzy byli zgromadzeni razem z apostołami. Ewangelista Łukasz opowiada nam o tym, jak dwaj uczniowie wróciwszy z Emaus, znaleźli zgromadzonych jedenastu "i tych, którzy z nimi byli" (Łk.24,33), zaś ewangelista Jan pisze: "Gdy tedy był wieczór dnia onego pierwszego po sabacie, i drzwi były zamknięte, gdzie byli uczniowie zgromadzeni dla bojaźni Żydów (zważmy, że on nie mówi "jedenastu" lub "apostołowie") przyszedł Jezus i stanął w pośrodku nich i rzekł im: Pokój wam" (Jn.20,19). "A to rzekłszy, tchnął na nich (zauważmy, że On nie czyni różnicy między zgromadzonymi) i rzekł im: weźmijcie Ducha Świętego: którymkolwiek grzechy odpuścicie, są im odpuszczone i którymkolwiek zatrzymacie, są zatrzymane" (Jn.20,22-23).

Nie był to więc przywilej dany tylko apostołom, przywilej, który oni mogli przekazać swoim następcom. Czyż to możliwe, powie rzymskokatolik, ażeby kapłańską moc przebaczania grzechów Pan Jezus dał wszystkim, a nie wyłącznie apostołom?

Rzeczywiście, trudno jest wyobrazić sobie, by taki przywilej, rozumiany w świetle katolickiej nauki, mógł być udzielony w ten sposób. Lecz z drugiej strony jest zupełnie pewne, że apostołowie i uczniowie nie rozumieli słów Pana Jezusa w taki sposób, jak je interpretuje Kościół rzymskokatolicki. Mamy przecież wiele listów apostolskich, z których możemy dowiedzieć się, jak ci nieomylni autorzy rozumieli sprawę odpuszczania grzechów. Czy w tych pismach jest mowa o tym, ażeby apostołowie lub ordynowani przez nich prezbiterzy słuchali spowiedzi usznej lub udzielali absolucji na sposób katolicki? Nie, o tym tam nie ma mowy. Ani jeden urywek z tych pism nie poleca spowiadania się przed apostołami, prezbiterem lub biskupem. W Dziejach Apostolskich nie znajdujemy ani jednego przypadku takiej spowiedzi. Natomiast mamy inny przykład, jak apostoł Piotr traktował sprawę spowiedzi. Oto on mówi do Szymona czarnoksiężnika: "Przetoż upamiętaj się, w tej złości swojej, i proś Boga, czyliby ci nie mógł być odpuszczony ten zamysł serca twego" (Dz.Ap.8,22).

On nie polecił mu uczynić spowiedzi przed kimś z ludzi. Czyżby apostoł Piotr zapomniał o swoim prawie przebaczania grzechów? Święty Jan zaś pisze: "Dziatki moje, to wam piszę, abyście nie grzeszyli, a jeśliby kto zgrzeszył, mamy orędownika u Ojca, Jezusa Chrystusa sprawiedliwego, i On jest ubłaganiem za grzechy nasze" (1Jn.2,1-2). Apostoł nie mówi: "Jeśli kto zgrzeszy, niech się zgłosi do nas, my mamy prawo nadane nam przez Pana do odpuszczania grzechów". Żaden z apostołów czegoś podobnego nie powiedział.

Całkowity brak wzmianki o usznej spowiedzi w Nowym Testamencie prowadzi nas do jedynej tylko możliwej interpretacji słów Pana Jezusa Chrystusa. Jeśliby apostołowie wierzyli, że tylko grzechy przez nich przebaczone są naprawdę przebaczone, na pewno stale mówiliby o tym, jak to czynią katoliccy księża, że uszna spowiedź uczyniona przed nimi lub przed ludźmi postanowionymi przez nich jest konieczna. Ponieważ jednak apostołowie nie mówią o tym, możemy być zupełnie pewni tego, że oni nie rozumieli słów Pana Jezusa w ten sposób, jak je rozumie Kościół katolicki.

Gdybyśmy nawet przypuścili, że słowa Pana Jezusa oznaczają to, co wnioskuje z nich Kościół katolicki, to faktem jest, że apostołowie i uczniowie praktycznie nigdy nie użyli tego prawa. Czyż mając prawo do przebaczenia grzechów, apostołowie pozostawiliby wszystkich wiernych z nie przebaczonymi winami? Niemożliwością jest, by Pan Jezus uzależnił zbawienie duszy ludzkiej od udzielanego lub wstrzymanego przez kogoś odpuszczenia. Oczywiste jest, że i sami apostołowie nie mieli takiego przekonania.

Jakież znaczenie w takim razie mają słowa Pana Jezusa? Zanim na to odpowiem, chcę przypomnieć, że to nie jest praca teologiczna lub podręcznik apologetyki, co już na wstępie było zaznaczone. Z tego powodu nie jest to miejsce na wyczerpującą egzegezę Nowego Testamentu, a tylko na podanie przyczyny mego wystąpienia z Kościoła rzymskokatolickiego. Osobiście widzę tylko jedną przesłankę, którą kierowali się apostołowie, a którą i my możemy przyjąć. Oni byli wybrani dla rozpowszechniania dobrej nowiny - Ewangelii - po całym świecie. Jezus rzekł do nich: "Idąc na wszystek świat, głoście ewangelię wszystkiemu stworzeniu. Kto uwierzy i ochrzci się, zbawiony będzie, ale kto nie uwierzy, będzie potępiony" (Mk.16,15-16). Zbawienie oznacza przebaczenie grzechów, a potępienie wyklucza przebaczenie tychże. Grzechy tych, którzy uwierzyli, słuchając Słowa Bożego głoszonego przez apostołów, będą przebaczone, natomiast grzechy tych, którzy słuchając nie uwierzyli, nie zostaną przebaczone. Wiedząc, że pod wpływem kazań apostołów ludzie otrzymają wiarę, a przez nią zbawienie i przebaczenie grzechów, Pan Jezus powiedział do nich: "Grzechy przebaczone pod wpływem waszych kazań, będą przebaczone, a grzechy nie przebaczone przez kazanie wasze, będą zatrzymane".

CELIBAT KAPŁAŃSKI

Jest wiele argumentów, które mogą być użyte przeciw temu kościelnemu ustanowieniu. Ustosunkujemy się tylko do ważniejszych argumentów katolickich, które są podstawą do nałożenia tego ciężkiego obowiązku na księży. Kościół twierdzi: "Kapłański celibat ma swój początek w inkarnacji: Syn Boży zjawił się w ciele, przez co zapoczątkował niepokalaną rodzinę". Na to odpowiadamy, że gdy Pan Jezus zakładał swój Kościół, swoją i naszą rodzinę, nie szukał "niepokalanych", lecz wybrał sobie za apostołów ludzi żonatych. Ponadto cała cudowność i doskonałość celibatu, opisywana przez katolickich autorów, którzy starają się udowodnić konieczność istnienia tego prawa w stosunku do księży, może tak samo dobrze być zastosowana do proroków, patriarchów i kapłanów Starego Testamentu - a każdy dobrze wie, że za ich czasów takie zasady nie obowiązywały.

Bóg nigdzie nie powiedział, że mężczyzna będący mężem i ojcem, nie nadaje się do stanu kapłańskiego. Dlaczego dziś celibat jest stawiany za konieczny warunek kapłaństwa?

Mówią, że dostojeństwo współczesnego kapłaństwa jest wyższe od starego. Bezsprzecznie, praca głosiciela Ewangelii jest święta, lecz brać to za dowód konieczności bezżeństwa księży jest absurdem. Dlaczego więc Pan Jezus nie wybrał sobie nieżonatych mężczyzn za apostołów, jak to było w przypadku Jana? Czy my mamy więc prawo mieć za nieczyste to, co Pan Jezus miał za czyste?

Misja kapłana i proroka w Starym Testamencie była świętą, może najświętszą, której człowiek mógł dostąpić. Oni reprezentowali samego Boga, oni tłumaczyli Boży zakon, oni też przynosili Bogu ofiary składane przez lud. Pomimo że ich misja była tak święta, Bóg nie żądał od nich bezżeństwa. Jak to więc mogło być? W niektórych przypadkach Bóg rzeczywiście wymagał od nich całkowitego poświęcenia się sprawie świętego, oddzielonego od doczesnego trybu życia. Lecz to oderwanie się od małżeńskiego współżycia, przyjętego i błogosławionego przez Boga, trwało tylko krótki, określony czas. W podobny sposób w Nowym Testamencie, jeśli kaznodzieja stacza walkę o nawrócenie się grzesznika lub gdy pragnie otrzymać szczególną łaskę od Pana lub też specjalne błogosławieństwo Boże dla swych parafian, może być wskazane, by oddał się całkowicie modlitwie, postowi, odkładając na bok wszystko, co może mu przeszkadzać w osiągnięciu tego celu, lecz wyciąganie z tego wniosku o konieczności celibatu i nakładanie go na księży nie ma podstaw w Piśmie Świętym.

Pan Jezus oświadcza, że sprawa bezżeństwa może być zrozumiana przez tego, komu to jest dane. Dlaczego zmuszać do bezżeństwa tych, którym to nie jest dane? Istnieje dosyć dowodów, że to zrozumienie nie jest dane wszystkim księżom, gdyż wielu tego nie rozumie i nie praktykuje. Dr Rau, dyskutując na ten temat z ojcem Monsabre, mówi: "Poza Boskim życiem, które jest tak "jedno", nie ma nic tak "jednego" jak życie anielskie, a poza anielskim życiem nie ma tak "jednego" jak życie w celibacie" (Teologia del Calibato Virginal, str. 55).

Szkoda, że zostały zapomniane słowa Pana Jezusa Chrystusa: "A tak już nie są dwoje, ale jedno ciało. Co tedy Bóg złączył, człowiek niechaj nie rozłącza" (Mt.19,6). Dr Rau przyznaje w swojej książce, z której poprzednio już cytowaliśmy, że celibat "jest darem Bożym, którego nie można osiągnąć samemu, lecz z Bożą pomocą każdy może go posiąść, dla wszystkich też jest ten stan ofiarowywany". Lecz jednocześnie pytamy, jak Bóg może ofiarować dla wszystkich dar celibatu, jeśli On pragnął, by tylko niektórzy go posiadali? Przy stworzeniu człowieka Bóg rzekł: "Rozradzajcie się i rozmnażajcie się" (1Mojż.1,28).

Św. Augustyn, ten wielki doktor Kościoła rzymskokatolickiego argumentując w tej sprawie mówi: "Dlatego, że Kościół w jego pochodzeniu i uduchowieniu jest niepokalany, dlatego też i kapłan powinien być niepokalany". Bardzo wspaniały argument. Czy może społeczeństwo, jako moralna całość, być niepokalane i czyste? Jeżeli zaś stosował on to powiedzenie tylko do jednostek, to i tak musimy stwierdzić, że w początkach swoich nie byli oni niepokalani. Niektórzy z apostołów, nawet sam Piotr, ich przywódca i "pierwszy papież", nie byli niepokalani, Kościół też w pierwszych wiekach nie był niepokalany. Św. Paweł poleca, by biskup był mężem jednej żony (1Tym.3,2), a w 1 Liście do Koryntian (1Kor 7,28-38) mówi, że dobrze jest żenić się, lecz pozostawać w stanie nieżonatym (w celibacie) według jego osobistego poglądu jest lepiej. Stąd wynika, że kwestia ta pozostaje do rozstrzygnięcia każdemu według jego zdania lub jeśli chcecie, jest to wyrazem większej lub mniejszej doskonałości. Niemniej małżeństwo nie jest złą rzeczą, nawet dla biskupa, jak to mówi apostoł Paweł. Jeśli małżeństwo jest sakramentem, to dlaczego ono jest uważane za najcięższy grzech lub za najwstrętniejszy postępek, jeśli chodzi o księdza, który pojmie żonę?

[Następny rozdział | Poprzedni rozdział | Spis treści]